poniedziałek, 24 lipca 2017

Rozdział 20

              Odruchowo zasłoniła dłońmi uszy. Całe pomieszczenie wypełniło się głośnym, nieprzyjemnym dźwiękiem. Dźwięk ten przypominał syrenę karetki pogotowia. Alarm ten już kiedyś pojawił się w Bezpiecznej Strefie. Summer dokładnie to pamiętała. Wtedy rozległ się w środku nocy, wyrywając prawie całą grupę ze snu. Potem zadzwonił telefon, a Roy zaprosił ich do kolejnej wielkiej gry. Czy tak będzie i tym razem?
               Spojrzała na Michaela i Luke'a, którzy znajdowali się w pokoju. Po chwili do środka wszedł zdezorientowany Ashton. Każdy z nich i tak domyślał się, co zaraz może się wydarzyć. Jakie słowa mogą usłyszeć. Czy w końcu nadszedł czas na to, by wydostać się ze szpitala? Czy jeśli rozegrają wspomniany przez mężczyznę finał, będą mogli w końcu wyjść i wrócić do domu?
                Nagle wokół nich zrobiło się cicho. Mimo to wciąż dzwoniło im w uszach. Przez chwilę cała czwórka stała nieruchomo, wymieniając między sobą porozumiewawcze spojrzenia. Summer czuła szybsze bicie swojego serca. Zorientowała się też, że oddycha płycej. Poziom strachu zwiększył się, jak tylko pojawił się alarm. Przełknęła ciężko ślinę, robiąc krok w stronę stolika. Wiedziała, że zaraz zadzwoni telefon. A ona musiała go odebrać.
               Zdążyła tylko pomyśleć o znanym głosie, który dyktował im w tym miejscu warunki, gdy komórka spoczywając na niewielkim stoliku, rozdzwoniła się. Dziewczyna miała wrażenie, że słyszy tę melodię znacznie głośniej. Jeszcze wyraźniej niż wcześniej. Szybki, nieprzyjemny dreszcz przebiegł jej po kręgosłupie, kiedy podchodziła do urządzenia. Starała się powstrzymać drżenie rąk, gdy sięgała po telefon. W głowie wciąż pojawiała jej się myśl, że być może to już koniec. Ostatnia gra. Finał. A potem zyskają wolność. A potem już nigdy nie będą musieli patrzeć na obskurne ściany szpitala.
 Przełącz mnie  powiedział Roy, gdy tylko przystawiła komórkę do ucha. Od razu wykonała polecenie.  Witam, drodzy gracze! W końcu dobrnęliśmy do tego najważniejszego momentu! Nie wiem jak wy, ale ja już nie mogę się doczekać, aż rozegra się wielki finał. Tak, dokładnie! Dziś wszystko się wyjaśni. Dziś poznamy szczęśliwca, który zgarnie kasę! Zaciekawieni? Z pewnością, bo… Szykuje się niezła zabawa!  Mężczyzna zaśmiał się.  Przejdźmy do tego, co musicie zrobić. Macie dziesięć minut na opuszczenie Bezpiecznej Strefy. Nic z niej nie zabieracie, oprócz telefonu, z którego dzwonię i klucza, który zdobyliście w ostatniej grze. Zrozumiano? Tylko telefon i klucz.  W odpowiedzi pokiwali głowami.  Reszta rzeczy zostaje. Udacie się do schodów z odbezpieczonym zamkiem. Znajdują się na końcu skrzydła C. Otworzycie kratę i zejdziecie na pierwsze piętro. Tam rozrysowane zostały strzałki, które poprowadzą was do oznakowanych drzwi. Co będziecie musieli zrobić dalej? O tym dowiedzie się później, gdy zatrzymacie się we właściwym miejscu. Wygrana czeka! Ptaszek nadal jest w klatce! Do usłyszenia!  I rozłączył się.
 To już?  wydusił Irwin, zerkając na każdego po kolei.  Ostatnia gra i wszystko się skończy?
 Na to wygląda – odpowiedział Luke, podnosząc się z materaca.
 Będzie po wszystkim  odezwał się Michael.  W końcu będzie po wszystkim.

~***~
                 Schodził po schodach niemalże po omacku. Jego dłonie dotykały zimnej ściany. Roy nie pozwolił im zabrać latarek, a w tej części budynku było ciemno. Wiedział jednak, że gdy znajdą się na pierwszym piętrze znów zrobi się jaśniej. Wystarczy, że miną ten krótki, ciemny korytarzyk, pozbawiony okien.
                 Ashton miał wrażenie, że jego kroki zlewają się z rytmem bicia jego serca. Jakby te dwie czynności synchronizowały się ze sobą. Jego dłonie pokrywały się co rusz cienką i lepką warstwą potu. Denerwował się. Cholernie się denerwował. Z drugiej jednak strony czuł ulgę i maleńką nadzieję, że ten cały koszmar w końcu dobiegnie końca. Wiedział jednak, że Roy z pewnością przyszykował im coś trudnego. Coś bolesnego. Aby wydostać się z budynku będą musieli to przetrwać. Pokonać strach, uruchomić w sobie po raz kolejny wolę przetrwania i walki. A gdy wszystko to minie, gdy wygrają jego grę po raz kolejny, wrócą do dawnego życia. Wrócą do domu.
                 Zatrzymali się na pierwszym piętrze. Wysunęli się ostrożnie do przodu, aby wejść w jaśniejszą część holu. Nie wiedzieli, czego mogą się spodziewać. Musieli być czujni. Kto wie, czy Roy nie przyszykował im dodatkowej, małej niespodzianki w ramach swojej sadystycznej rozrywki?
                 Michael wskazał palcem krwistoczerwoną strzałkę, wyrysowaną na brudnej podłodze. Niedaleko niej znajdowała się kolejna, która wskazywała lewy korytarz. Wymienili tylko między sobą spojrzenia, a potem milcząc, ruszyli wyznaczoną trasą.
                  Ich kroki odbijały się echem od obdrapanych ścian. Przyspieszone oddechy mieszały się ze sobą, gdy szli wzdłuż wyrysowanych strzałek. Najpierw prosto, a potem w prawo. Potem znowu prosto. Ostatni korytarz ponownie pogrążył ich w ciemności. Z obu stron dostrzegli tylko zarysy starych drzwi. Dopiero na końcu zauważyli lekkie połyskiwanie światła. Gdy podeszli bliżej, zobaczyli wiszącą osamotnioną żarówkę, dyndającą tuż przy drzwiach z wielkim napisem: finał. Tuż pod klamką migała leniwie czerwona dioda.
– Co teraz?  zapytał cicho Clifford.
 Chyba musimy czekać  odpowiedział Hemmings, dokładnie przyglądając się czerwonym literom.  Roy pewnie zadzwoni.
                  Minęła krótka chwila, gdy komórka w dłoni Summer zawibrował. Wydobyła się z niego znana melodia. Dziewczyna pospiesznie odebrała, przełączając od razu rozmówcę na tryb głośnomówiący. Wyciągnęła rękę z telefonem do przodu.
 Witam ponowie, moi gracze! Tuż za drzwiami czeka was finał. Tu właśnie wszystko się rozegra, a my poznamy zwycięzcę. Wielkiego zwycięzcę, wielkiej gry! Naprawdę nie mogę doczekać się tego, kto zgarnie pieniądze, a kto okaże się być przegranym. Jesteście gotowi na kolejne instrukcje?
 Tak  odpowiedzieli równo.
 Za chwilę zwolnię blokadę i będziecie mogli rozpocząć finał. Co tam na was czeka? Kilka korytarzy z niespodziankami. Waszym zadaniem jest przejście przez ten przygotowany tor przeszkód i dotarcie do ostatnich drzwi. Aby do nich trafić, będziecie musieli przejść całe skrzydło B, robiąc coś na wzór koła. Miejcie uszy i oczy szeroko otwarte, kto wie co tam zastaniecie. Zdajcie się na swój własny instynkt  powiedział z zadowoleniem.  Summer, odłożysz telefon w wyznaczonym do tego miejscu, jak już znajdziecie się w sali. Gotowi? Bo ja tak! Nie mogę doczekać się ostatecznego wyniku rozgrywki! Ptaszek nadal jest w klatce! Ruszajcie!
                 Gdy tylko połączenie z Roy'em zostało przerwane, dioda przy drzwiach zmieniła kolor na zielony. Luke, który był najbliżej drzwi, powoli złapał za klamkę. Odwrócił się, machając na pozostałych, by odsunęli się od wejścia. Od razu przywarli do pobliskiej ściany, czekając na jego ruch. Chłopak ostrożnie nacisnął klamkę, a następnie otworzy drzwi. Pchnął je mocniej, ale nic się nie wydarzyło.
                Błękitne oczy dokładnie zlustrowały zagracone, jasne pomieszczenie. W rogu leżały poprzewracane stare meble. Pierwsze, co zauważył, to ładny, ciemnobrązowy stoliczek. Jego blat obłożony był czystym, bordowym materiałem. Na nim znajdował się kartonik, a tuż przy nim karteczka z jednym słowem: telefon. Dopiero kiedy Luke podniósł wzrok i zajrzał głębiej, zobaczył kolejne drzwi i czerwony napis: ruszajcie ku przeznaczeniu.
                Powoli jeden za drugim minęli próg dużej sali. Kiedy tylko znaleźli się w środku, drzwi za ich plecami zamknęły się z hukiem. Podskoczyli, odruchowo odwracając się w ich stronę. Ich serca przyspieszyły jeszcze bardziej.
                 Summer podeszła do stoliczka. Przez moment zapatrzyła się na niewinnie wyglądające pudełko. Wstrzymała oddech, wkładając komórkę do jego wnętrza. Wtedy też po drugiej stronie pomieszczenia coś kliknęło, a drzwi z napisem: ruszajcie ku przeznaczeniu, otworzyły się. Przyszedł czas, by na ostateczną rozgrywkę.
 Trzymajmy się razem, dobra?  rzucił Irwin.  Obojętnie, co by się nie działo, trzymamy się razem. Nie możemy się rozdzielać.
 Chcesz utworzyć jakiś bojowy szyk?  odparł Clifford.
 To nie jest zabawne, Michael  mruknął Ashton, krzywiąc się.
                Czerwonowłosy prychnął pod nosem, a potem przekręcił oczami. Wyminął chłopaka, przyspieszając kroku. Summer i Luke wymienili spojrzenia. Nie było odwrotu. Choć Roy nic o tym nie wspominał, to i tak wiedzieli, że nie mogą zrezygnować z rozgrywki. Gdyby tylko zaprotestowali, mężczyzna z pewnością uruchomiłby opaski na ich szyjach, które doprowadziłyby ich do szybkiej eliminacji.
 O kurwa  wydusił Clifford, wychylając się w stronę kolejnego pomieszczenia.  O w mordę.
 Co jest?  zapytała Summer, podchodząc do niego. Pozostali zaraz zrobili to samo.
                 Dziewczyna miała wrażenie, że mijają próg w zwolnionym tempie. Jeden po drugim. Kiedy znaleźli się w środku, po raz kolejny huknęło, a drzwi automatycznie zamknęły się. Ciemne oczy Summer powiększyły się, gdy dokładnie przyglądała się wąskiemu, podłużnemu korytarzowi. Jego ściany, a także sufit obłożone zostały lustrami. Nie było nawet kawałka wolnej przestrzeni. Na samym końcu znajdowały się następne drzwi, a tuż nad nimi napis: roztrzaskane dusze.
 Co powinniśmy zrobić?  zapytał Hemmings, nie ruszając się z miejsca.  Mamy od tak po prostu przejść?
 Na to wygląda – odparł Michael.
 Powoli  rzucił Ashton.  Bądźmy cicho. Reagujcie na każdy dziwny dźwięk. Gdy coś będzie się działo, padnijcie na ziemię.
 A nie powinniśmy biec?
 Nie wiadomo, co będzie, jak dotrzemy na koniec.
 Ruszmy się. Tracimy czas  odparł Luke, wysuwając się do przodu.  Miejmy to już za sobą.
                 Idąc blisko siebie, powoli przemieszczali się wzdłuż wąskiego holu. Każdy z nich nasłuchiwał. Każdy z nich rozglądał się nerwowo dookoła, starając się wyłapać coś, co mogłoby zapowiedzieć im nieoczekiwaną niespodziankę. Kolejną pułapkę.
                W momencie, gdy byli w połowie drogi, rozległ się donośny huk. Od tego dźwięku rozbolały ich uszy. Zasłonili je dłońmi, a potem padli na ziemię, chroniąc głowy przed rozpadającymi się lustrami. Popękane kawałki tafli lądowały im na włosach, plecach i nogach. Osuwały się po odsłoniętych ramionach, drapiąc i zahaczając ich skóry ostrymi końcami. I nagle wszystko ucichło.
                Summer przełknęła ślinę, czując walące w klatce piersiowej serce. Uniosła się ostrożnie na łokciach, rozglądając się dookoła. Pozostali zrobili to samo.
                Znajdujący się obok niej Hemmings, podniósł się wyżej. Wtedy też coś chrząknęło. Dziewczyna automatycznie załapała go za ramię, ciągnąc w dół. Za ich plecami rozległa się seria strzałów. Chłopak padł z powrotem na podłogę pokrytą odłamkami lustra. Miał gdzieś to, że jego kawałki wrzynają mu się w ciało. Cała czwórka po raz kolejny zasłoniła głowy. Kule raz za razem przelatywały tuż nad nimi.
                I po chwili znów wokół nich zapanowała cisza. W powietrzu unosił się zapach prochu, siarki i pyłu. Ściana naprzeciwko pokryła się dziurami. Tuż pod nią leżały małe grudki tynku i odłamki czerwonych, starych cegieł. Luke przełknął ciężko ślinę. O mały włos, a już zakończyłby finał. Gdyby nie zdążył wrócić na miejsce, byłoby po nim.
 Kurwa  syknął Michael.  Pierdolony skurwiel!  Zerknął za siebie, widząc za plecami dwie, niewielkie lufy, wystające ze ściany.
 Musimy przeczołgać się do drzwi  powiedział Luke, starając się opanować drżący głos.  Powoli i bez gwałtownych ruchów.
                 Summer pokiwała głową, odgarniając z drogi kawałki rozbitego lustra. Syknęła cicho, gdy większy z nich skaleczył jej palec. Jednak nie było to coś, czym teraz się przejmowała. Teraz najważniejsze było to, by wydostać się z tego pomieszczenia. By dotrzeć do drzwi.
                 Co jakiś czas mniejsze i drobne szkiełka wbijały się im w dłonie i łokcie, gdy czołgali się w kierunku wyjścia. Zaciskali zęby, brnąc do przodu. Dopiero przy drzwiach, zaczęli zastanawiać się, co dalej. Jak dosięgnąć klamki? Czy jak się podniosą, znów rozpoczną się strzały?
 Co ty robisz?  syknął Irwin, gdy Clifford uniósł się wyżej.
 Musimy otworzyć te pierdolone drzwi  warknął, a potem zazgrzytał zębami.  Ktoś to, kurwa, musi zrobić.
                Miał wrażenie, że jego ręką porusza się w zwolnionym tempie. Był pewny, że niemalże słyszy swój puls. Jakby dudnił mu w głowie w jednym stałym, szybkim rytmie. W gardle zrobiło się sucho, kiedy sięgał do klamki. Wszystko albo nic. Nie ma niczego pomiędzy. W końcu poczuł metal pod palcami. Złapał za klamkę i nacisnął ją. Drzwi od razu puściły i stanęły przed nim otworem. Na kolanach pokonał próg, przechodząc do kolejnego korytarza. Pozostali byli tuż za nim.
                 Zmrużył oczy. W holu było ciemniej niż w pomieszczeniu z lutrami. Na górze dyndała lampa z ciemnoniebieską żarówką, przez co wokół nich było wręcz granatowo. Tuż przy ich stopach, w niewielkich odstępach, poustawiano pułapki na niedźwiedzie. Widział dokładnie zarys ich ostrych szponów. Widział zakładki, które tylko czekały, by któryś z nich włożył tam stopę.
 Idźmy przy ścianie  zaproponowała Summer, odbijając w bok.  Łatwiej złapiemy równowagę. Podwińcie nogawki spodni i schowajcie sznurówki, by ich niczym przypadkowo nie zahaczyć  pociągnęła, od razu wykonując te czynności.
 Po kolei  powiedział Michael, będąc tuż za nią.
                 Dziewczyna oderwała na chwilę wzrok od pułapek, spoglądając na drugi koniec pomieszczenia. Tam znajdowały się kolejne białe drzwi. Tym razem bez napisu. Bez żadnego słowa.
                Poczuła spływającą po plecach stróżkę potu. Jej ramiona pokryły się gęsią skórką, gdy pierwsza ruszyła w kierunku drzwi. Krok za krokiem. Powoli i ostrożnie. Jej oddech już od jakiegoś czasu był płytki i nerwowy. Bała się jednak wziąć głębszy wdech, bała się robić gwałtowniejsze ruchy, jakby to mogło uruchomić mechanizmy w pułapkach pod jej stopami. W końcu jednak dobrnęła do końca, czując ulgę. Po chwili tuż za nią zatrzymał się Michael, Ashton i Luke. Summer jednak wiedziała, że nie ma co przedwcześnie triumfować.
                Ashton podszedł do drzwi. Zacisnął zęby, ostrożnie je otwierając. Rozległ się cichy jęk zardzewiałych zawiasów. Wzdrygnął się, kiedy nieprzyjemny pisk jeszcze przez chwilę błąkał mu się po głowie. Oblizał popękane i suche wargi, czując, jak jeszcze bardziej chce mu się pić. Ale teraz ta potrzeba musiała spaść na dalszy plan. Teraz priorytetem było pokonanie kolejnego korytarza.
               Rozejrzał się po pomieszczeniu. Tym razem z sufitu zwisała zielona żarówka, która dawała ciemnozielony pół mrok. Jednak to, co najbardziej rzucało się w oczy, były pojedyncze, cienkie wiązki żółtego światła, które przecinały pomieszczenie pod różnymi kątami. Na końcu holu znów znajdowały się drzwi, a nad nimi widniał biały napis: jeśli macie odwagę.
 Jak ten facet to wszystko zrobił?  mruknął Michael, zatrzymując się obok.
 Pod żadnym pozorem tego nie dotykajcie – odparł Irwin, ignorując słowa Clifforda.  Ja i Summer już mieliśmy przyjemność z czymś takim.
 To co? Jak zawsze po kolei?  odparła dziewczyna.
 Widzę, że wyrywasz się do zabawy  powiedział Michael, zerkając na nią.
 Chcę po prostu stąd wyjść. Jak najszybciej  odpowiedziała drżącym głosem.
               Clifford jeszcze przez chwilę obserwował ją, a potem wskazał ręką na wiązki. Summer przekręciła oczami, co w innym wypadku z pewnością by go rozbawiło. Teraz jednak miał tak spięte mięśnie, że nie był wstanie nawet się uśmiechnąć. Zresztą był zbyt pochłonięty strachem i zdenerwowaniem, by to zrobić.
 Będę za tobą  powiedział do niej Luke.
               Dziewczyna pokiwała głową, podchodząc bliżej. Zatrzymała się przy pierwszej linii. Dokładnie przyjrzała się jej, a potem schyliła się. W międzyczasie już obmyślała, jak i z której strony pokona drugą. Wolała nie wiedzieć, co się stanie, gdy ktoś przetnie wiązkę.
               Miała wrażenie, że poruszają się ślimaczym tempem. Że jak na razie cały ich finał tak właśnie wygląda. Najpierw czołganie się, potem powolne stąpanie między pułapkami, a teraz mini gimnastyka. Znów krok za krokiem. Powoli i bez pośpiechu. Słyszała za plecami chłopaków, którzy odtwarzali jej trasę.
               W końcu zatrzymała się przy drzwiach. Od razu się odwróciła. Luke był prawie u celu. Musiał pokonać tylko ostatnie dwie wiązki. Ashton trzymał się blisko niego. W ocenie Summer za blisko. Zdążyła tylko pomyśleć o tej niebezpiecznej odległości, gdy Irwin nie zauważył tego, że blondyn się zatrzymał. Wpadł na jego plecy, popychając chłopaka. Hemmings zachwiał się, starając się utrzymać pion i uchronić się przed upadkiem. Wtedy też przeleciał przez cienką, żółtą linię.
                Automatycznie Summer, Luke i Ashton, którzy widzieli całe to zdarzenie, rzucili się na podłogę. Dziewczyna krzyknęła, by zaalarmować Michaela, który szedł jako ostatni. Chłopak jednak ze zdezorientowaniem spojrzał na nich, jakby wcześniej nie zauważył zderzenia dwójki osób, które miał przed sobą. Uniósł brwi, nie do końca rozumiejąc, co takiego się stało. Dopiero, gdy rozległo się kliknięcie, wszystko stało się jasne. Wiedział, że stało się coś, czego chcieli uniknąć. Miał wrażenie, że minęła niecała sekunda, gdy zaraz po dziwnym kliknięciu, rozległy się kolejne strzały.
               Tym razem Clifford nie miał tyle szczęścia. Nie było też nikogo, kto mógłby mieć lepszy refleks niż on. Wcześniej uratował go Calum. Teraz stał oddalony od reszty. Jego oczy rozszerzyły się, gdy pierwsze kule poleciały w ich stronę. Potem był tylko ból, krzyk i cisnące się do oczu łzy, kiedy pociski trafiał go w plecy i ramiona. Wszystko skończyło się w momencie, gdy przeszyły jego czaszkę. Buchnęła krew, zalewając jego białe ubranie i skórę. Całe ciało, podziurawione niczym ser szwajcarski, spazmatycznie poruszyło się kilka razy, a następnie gruchnęło na ziemię. Wokół niego zaczęła się tworzyć kałuża ciepłej posoki.
 Michael!  krzyknęła Summer, jakby to miało w jakikolwiek sposób przywrócić do życia chłopaka.
 Dobry Boże  wydusił Irwin, a potem mocniej zacisnął usta.  Dobry, kurwa, Boże.
               Dziewczyna odgarnęła z twarzy włosy, czując na policzkach słone łzy. Była pewna, że kto jak kto, ale Michael jest z tych, którzy na pewno sobie poradzą. Był sprytny, może nieraz zbyt pewny siebie i odważny. Teraz jednak nie on zawinił. Nie on uruchomił urządzenie. Nie on popełnił błąd. Zresztą Summer uważała, że to co się stało, było niefortunnym wypadkiem i chwilą dekoncentracji.
 To moja wina – rzucił Luke, doczołgując się do drzwi. Oparł się o nie, ciężko dysząc.
 Nie, to ja zawaliłem  powiedział Ashton, drżącym głosem.  To ja… Zagapiłem się. Kurwa, zagapiłem się i on nie żyje przeze mnie.
 Przestańcie  odezwała się Summer wilgotnym głosem.  To nie czas… Nie czas na takie rozmowy. Musimy się stąd, kurwa, wydostać. Wydostać za wszelką cenę.
                Spojrzała w bok. Irwin jeszcze przez chwilę spoglądał na zarys ciała Clifforda. Było nieruchome, a krew powoli rozchodziła się na boki, barwiąc podłogę jeszcze bardziej. Oderwał od niego wzrok, zaciskając usta. Summer dostrzegła samotną łzę, która wypłynęła z kącika jego oka. Chłopak otarł ją szybko ręką, tak by nikt z nich nie mógł tego zobaczyć. Ale ona i tak ją widziała.
                Wzięła kolejny głęboki wdech. Było jej gorąco. Wysuszone gardło domagało się, choć odrobiny wody. W końcu jednak zebrała się w sobie i uniosła na kolanach. Wychyliła się, opierając się o ramię siedzącego Hemmingsa. Blondyn odsunął się, a ona powoli złapała za klamkę. Drzwi ustąpiły od razu.
                 Dziewczyna wstała, czując drżenie nóg. Miała wrażenie, że zaraz się przewróci. Przymknęła powieki, ale niemalże od razu je otworzyła, gdy w jej myślach pojawił się obraz zakrwawionego Michaela. Odwróciła się, kiedy poczuła dłoń na ramieniu. Luke spojrzał na nią, dokładnie lustrując jej twarz. Zacisnęła usta, próbując znaleźć w sobie jeszcze odrobinę psychicznej siły. Potem jako pierwsza przeszła do następnego korytarza.
                Jaśniejsze światło nieco ją oślepiło. Skrzywiła się, wchodząc głębiej do środka. Zatrzymała się, widząc przed sobą stary, zardzewiały drut kolczasty. Rozłożony był na całej szerokości holu, uniemożliwiając im jakiekolwiek przejście. Z wyjątkiem jednej małej, wąskiej przerwy, która mieściła się na środku. 
 Będziemy musieli się przecisnąć  powiedział Ashton, chcąc brzmieć pewnie.
                Teraz jeszcze bardziej widać było jego zaczerwienione oczy. Zwiesił głowę. Nie spojrzał na nich ani razu. Ruszył bez słowa w stronę przejścia. Ustawił się do niego bokiem, a potem powoli wsunął się między druty.
 Idź. Będę za tobą  odparł cicho Luke.
                Dziewczyna pokiwała głową, a następnie podeszła do przejścia. Ostrożnie weszła do niego, stawiając małe kroczki. Odczekała chwilę. Blondyn pojawił się tuż bok.
 Uważajcie, zwęża się i… Kurwa, nie jest przyjemnie  powiedział Irwin, będąc już spory kawałek przed nimi.
                 Z początku druciany tunel był na tyle szeroki, że mogli, choć trochę poruszać rękami w górę i w dół. Potem zrobiło się gorzej. Ostre pseudo ściany znajdowały się coraz bliżej nich. Drut zmieniał się gdzieniegdzie w małe nożyki, by w końcówce przybrać znacznie większe kształty. Summer parę razy zahaczyła się o nie włosami. Czuła też krew i piekący ból na ramieniu, gdy większe, metalowe ostrze przecięło jej skórę. Słyszała syk Luke'a, gdy zranił się w ten sam sposób.
 I jak?  Doszedł do nich głos Asha.- Dacie radę. Zaciśnijcie zęby i nie zatrzymujcie się.
                W końcu dziewczyna wyłoniła się z tunelu. Zauważyła Irwina wycierającego policzek. Tuż przy jego uchu widniała niewielka, krwawa szrama. Była pewna, że w którymś momencie wędrówki musiał poruszyć się gwałtowniej, nie wiedząc, że ostrze znajduje się kawałek od jego główy. Zaraz po niej przy drzwiach znalazł się Luke. Każde z nich nosiło ślady tej powolnej, ale trudnej przeprawy.
 Zostawiając po sobie ślad  przeczytał blondyn, podnosząc głowę. Napis znajdował się tuż nad drzwiami.  Cokolwiek to znaczy.
 Nie chcę się nad tym zastanawiać  odparł Ashton, krzywiąc się.  Cholernie szczypie.
 Jak myślicie? Dużo jeszcze przed nami?  zapytała cicho Summer.
 Nad tym, tym bardziej nie chcę się zastanawiać  rzucił Irwin, podchodząc do drzwi.
 Może powinniśmy… Ash, poczekaj…
                 Chłopak machną ręką, nie chcąc jej słuchać. Dziewczyna zacisnęła usta, odwracając się w stronę blondyna. Hemmings pokręcił tylko głową, postanawiając tego komentować w żaden sposób. Obawiał się, że Irwin zrezygnuje i przestanie grać z nimi zespołowo.
                 Ashton złapał za klamkę. Bez zawahania otworzył drzwi. Wtedy wrzasnął, a potem zatrząsł się, gdy siekiera trafiła go w sam środek twarzy, przepoławiając ją na pół. Nie zdążył nawet poczuć mocnego bólu, gdy ostre narzędzie przecięło linię jego życia. Zakołysał się, a potem znieruchomiał, zawisając na mechanizmie, który nieświadomie uruchomił. Krew szybko ściekała wzdłuż jego ciała, tworząc pod jego rozłożonymi stopami olbrzymią kałużę.
 Nie, nie, nie… Ashton!
 Spieprzajmy stąd!  krzyknął Luke, łapiąc dziewczynę za rękę.
                  Przez chwilę zaparła się, nie chcąc ruszyć dalej. Czuła, jak robi jej się nie dobrze. Jak zaczyna cała się trząść, a kolejne nieprzyjemne dreszcze przebiegają wzdłuż jej kręgosłupa. Kolejne łzy zmoczyły brudne policzki. Mimo tego wszystkiego nie potrafiła oderwać wzroku od ciała chłopka. Od tego uśmiechniętego chłopaka, który zawsze jej pomagał. A ona była gotowa pomóc w każdej chwili jemu.
– Summer, proszę  wydusił Hemmings, odcinając ją od tego makabrycznego obrazu.  Musimy iść dalej… Musimy, jasne?  Pokiwała głową, cicho szlochając.  Przeciśniemy się obok niego. Staraj się nie patrzeć, okej?  Ponownie pokiwała głową.  Złap mnie za rękę.
                 Oderwała wzrok od jego przestraszonych, błękitnych tęczówek. Spojrzała w dół na wyciągniętą dłoń. Wstrzymała oddech, łapiąc go za rękę. Jego palce zacisnęły się wokół skóry, dodając jej tym odrobiny pewności siebie. Ten gest pomógł jej się przełamać. Mogła ruszyć dalej.
 Powoli, bo jest ślisko  powiedział, kiedy podeszli do drzwi.
                Oboje starali się nie ruszyć nieruchomego już teraz ciała. Podeszwy ich butów babrały się w ciepłej jeszcze krwi, która chlapała na boki. Summer miała wrażenie, że słyszy mlaśnięcia, gdy przeciskali się przez próg. Robili to ostrożnie, tak by się nie przewrócić. Zbyt łatwo można było się poślizgnąć. Blondyn złapał w końcu za klamkę, przetrzymując się drzwi. Zwiększył uścisk dłoni, asekurując dziewczynę. W końcu  choć dla niej trwało to całe wieki  przeszli do kolejnego pomieszczenia.
 Jeśli nie w smak wam proch i strzały, czołgajcie się jak robactwo  przeczytał Hemmings.
                 Dziewczyna odwróciła wzrok, by spojrzeć na drugi koniec korytarza. Tuż nad białymi drzwiami widniał czerwony napis, który przed chwilą na głos przeczytał Luke. Potem rozejrzała się uważnie. Hol ten był zupełnie pusty, nie licząc dużego, czerwonego krzyżyka wymalowanego na środku ich drogi.
 Nie, poczekaj  rzuciła, łapiąc go za ramię. Chłopak od razu na nią spojrzał.  Jeśli nie w smak wam strzały...
 No i? To pewnie kolejne durne hasło.
 Czołgaj się.
 Co?
 Zrób to.
 Co ze znakiem X? Nie wiemy, co to znaczy, a ja na pewno nie chcę się przekonać.
                 Zmarszczył czoło, zerkając na Summer z zaskoczeniem. Dziewczyna zacisnęła usta, a potem wskazała na górę. Chłopak podniósł wzrok, śledząc niewidzialną ścieżkę, która rysowała się od jej palca aż do sufitu. Tuż nad podłogą, idealnie nad znakiem, przytwierdzona była szeroka, metalowa płyta. Nawet z tej odległości widział jej zaostrzony dół, który odbijał jasne światło. Przełknął cicho ślinę. Zdecydowanie nie chciał uruchomić tej pułapki. Wtedy też zauważył kolejne lufy, ustawione tuż nad nimi.
 Okej, będziemy się czołgać, omijając znak  powiedział, odwracając się i znów spoglądając na dziewczynę.  Powoli. Obejdziemy go z dwóch stron.
 To chyba dzisiaj nasze hasło przewodnie. Powodzenia.
 Powodzenia.
               Luke puścił jej dłoń, odchodząc w bok. Summer stanęła po drugiej stronie ściany. Kiwnęła mu głową, a on od razu odpowiedział tym samym. Potem ponownie ułożyli się na podłodze, by po raz kolejny przeczołgać się do drzwi.
              Korytarz ten był znacznie dłuższy niż poprzednie. Summer czuła, jak bolą ją łokcie, nadgarstki, a nawet kolana od ciągłego wysiłku i przesuwania się po brudnej podłodze. Poranione miejsca piekły i pulsowały tępym bólem. Co jakiś czas kontrolowała to, w jakim miejscu znajduje się Hemmings. Był praktycznie na równi z nią. Odrobinę tylko wysunięty do przodu. W końcu dotarli do wielkiego znaku, a potem ostrożnie i jeszcze wolniej niż wcześniej, ominęli go.
               Summer wyraźnie słyszała ich ciężkie i płytkie oddechy. Czuła, jak spocona koszulka lepi jej się do ciała. Co jakiś czas zaciskała mocno zęby, nie chcąc się rozpłakać. Próbowała ignorować obrazy pojawiające się w głowie. Martwy Ashton. Martwy Michael. Martwa cała grupa. Prawie cała. Padali pokonani przez pułapki, jak muchy. Jeden za drugim. Oczyma wyobraźni widziała zadowolony, parszywy uśmieszek Roy'a. Jak z uciechą zaciera ręce. Choć nigdy nie dane jej było zobaczenie mężczyzny na żywo, to jednak wyobrażała go sobie jako jednego z psychopatów, którzy pojawiali się w horrorach. Na pierwszy rzut oka praktycznie nie wyglądali, jak popaprani sadyści. Dopiero w finalnych scenach, w tych kulminacyjnych momentach, widz dowiadywał się, że jednak pod maską niegroźnego faceta, tkwi diabeł i kat. Osoba zdolna zrobić tak makabryczne rzeczy, czerpiąc satysfakcję z zadawanego bólu.
 Jeszcze kawałek.
                Ocknęła się z rozmyśleń, gdy doszedł do niej głos Luke'a. Chłopak był już przy drzwiach. Dopiero wtedy zorientowała się, że jej tempo jeszcze bardziej zmalało. Odrobinę przyspieszyła. W końcu dotarła do chłopaka, który był przy drzwiach. Usiadła z drugiej strony, próbując wziąć głębszy wdech.
 Otworzę je.
 Luke…
 Będę uważał  powiedział, łapiąc za klamkę.
              Odchylił się, nie chcąc paść ofiarą kolejnej pułapki. Wolną, brudną ręką przetarł spoconą twarz. Jego serce znów biło szybciej. Przez chwilę nie odrywał wzroku od klamki. W końcu wstrzymał oddech i raptownie ją nacisnął. Pchnął drzwi, a potem padł na ziemię, mając nadzieję, że to, co miało na niego wyskoczyć, go nie dosięgnie. Poczuł, jak siedząca w pobliżu Summer, podskoczyła. Kiedy podniósł głowę, zasłaniała usta dłonią.
 Jest okej. Możemy iść.
               Ostrożnie dźwignęli się na kolana, a potem przeszli przez próg. Dopiero wtedy podnieśli się do pionu. Luke rozejrzał się po czarnym pomieszczeniu. Na środku wisiała tylko jedna lampa. A tuż przed nim… Chyba przyszedł czas na ostateczny i prawdziwy finał. 



***
Przedostatni rozdział za nami i... Mam nadzieję, że nie było źle i wszystko jakoś trzymało się kupy. Był to chyba jeden z cięższych rozdziałów w tym ff, jaki musiałam napisać. Miało się trochę dziać, ale z drugiej strony nie miało wyjść chaotycznie. Ocenę jednak pozostawiam Wam.
Do zakończenia tego ff został nam tylko jeden rozdział, plus epilog.
Kto wygra? Czy ktokolwiek wygra? A może Roy wyskoczy w stroju klauna i będzie ich ganiał po szpitalu? XD

Standardowo zapraszam Was na Aska i Twittera - @RoxyDonau
Tam znajdziecie informacje o tym, co i kiedy się pojawia. 

Pozdrawiam i do następnego!

#StayAliveFF

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz