niedziela, 2 lipca 2017

Rozdział 19

              Nie miał pojęcia, która jest godzina, ale na zewnątrz od dłuższego czasu panowała jasność. Ciepłe promienie słońca leniwie wdzierały się przez brudne okno, oświetlając ponure pomieszczenie. Ashton miał wrażenie, że zapomniał, jak to być na dworze. Z dala od chłodnych, strachach murów szpitala. Jakby spędził w tym miejscu wieczność.
              Odwrócił się, spoglądając na towarzyszy. Zostało ich tak niewielu. Roy łamał ich jeden po drugim, rzucając im kłody pod nogi i ciesząc się z tego, gdy któremuś się nie udało. Jak długo ma zamiar ich tu trzymać? Ile jeszcze zniosą, zanim się całkowicie nie rozsypią? Irwin nie potrafił odpowiedzieć sobie na te pytania.
                Przymknął powoli powieki, odtwarzając w myślach to, co działo się w środku nocy. Niedługa, choć dramatyczna walka o życie Caluma, skończyła się niepowodzeniem. Słyszał płacz, krzyk, głośne protesty i przekleństwa, jakby wokół nich rozpętało się prawdziwe piekło. Sam nie mógł uwierzyć w to, że ten uśmiechnięty chłopak, który miał przed sobą jeszcze niemalże całe życie, już nigdy nie wejdzie do tego pokoju. Już nigdy nie wyjdzie na zewnątrz. Jego bliscy nigdy go nie zobaczą. Być możne nawet nigdy nie dowiedzą się, w co tak naprawdę wpakował się Hood. A jego ciało powoli będzie rozkładać się w jednej z opuszczonych sal.
                Ponownie spojrzał przed siebie. Omiótł wzrokiem pomieszczenie, zatrzymując się na pozostałych graczach. Luke i Summer spali na siedząco. On obejmował ją, a ona opierała głowę o jego ramię. Blondyn sam ułożył policzek na jej ciemnych włosach. Ashton przypomniał sobie to, jak mocno płakała, gdy jej próby walki o Caluma skończył się porażką.  W swojej histerii dobrnęła nawet do tego momentu, w którym zaczęła obwiniać się za to, że nie potrafiła mu skutecznie pomóc.
                Tuż obok dziewczyny siedział Michael. Irwin wątpił w to, że spał. A może udało mu się uciąć krótką drzemkę? Kolana owinął ramionami, w których schował głowę, chcąc odciąć się od tego, co się działo. Dostrzegł to, jak chłopak lekko się poruszył. Dalej jednak tkwił w tej samej pozycji.
                 Ashton przysunął policzek do zimnych drzwi. Jak zwykle po drugiej stronie panowała cisza. Ziewnął, a potem znów przymknął powieki. Był cholernie zmęczony, ale po nocnej akcji sam chciał stanąć na warcie. Czy to jednak było im potrzebne? Roy mógł ich wyeliminować w każdym momencie. Byli od niego zależni. Byli po prostu jego zabawkami, które dostarczały mu makabrycznej rozrywki.

~***~
                 Obudziła się, a potem raptownie wyprostowała, gdy do jej uszu doszedł znany dźwięk dzwonka. Ten dźwięk, na który nie tylko ona reagowała strachem. Ten dźwięk, który sprawiał, że ich serca przyspieszały, a każdy mięsień w ciele się spinał. Ten dźwięk, który wywoływał obawę. Ten dźwięk, który zapowiadał tę jedną konkretną osobę.
                 Summer poderwała się z miejsca. Od razu podeszła do stolika, łapiąc za urządzenie, które nadal wyrzucało z siebie znaną melodię. Nie czekając ani chwili dłużej odebrała, przełączając od razu Roy’a na głośnomówiący.
– Witam, drodzy gracze! Dzisiaj w nocy musieliśmy się rozstać z jednym uczestnikiem. Szkoda, bo Calum naprawdę dobrze prognozował. Pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że nadawałby się na zwycięzcę całej rozgrywki! – odparł zadowolonym głosem.  Jednak ja nie o nim. Już teraz zapraszam was na kolejną grę. Bardzo wyjątkową grę. Ale o szczegółach pomówimy na miejscu. Udacie się zaraz do skrzydła C. Przejdziecie wzdłuż głównego korytarza. Na samym końcu skręcicie w lewo. Będziecie szli tak długo prosto, aż nie natkniecie się na odblokowane drzwi. Wszystko jasne?  Pokiwali tylko głowami.  Świetnie! Ogarnijcie się na szybko! Mam nadzieję, że nie każecie mi na siebie zbyt długo czekać. Do usłyszenia za chwilę! Ptaszek nadal jest w klatce!  I rozłączył się.
                  Summer wstrzymała przez chwilę powietrze, a potem cicho wypuściła je z płuc. Powoli odłożyła komórkę na stolik. Była pewna, że Roy da im chwilę odpoczynku. Że odezwie się jutro, być może pojutrze. On jednak miał całkiem inne plany. Szykowała się kolejna wielka gra, a oni byli zmuszeni wziąć w niej udział.
                  Przełknęła ślinę, widząc podnoszącego się Michaela. Jego zaczerwienione oczy na chwilę skupiły się na niej. Potem spuścił głowę i bez słowa ruszył w kierunku drzwi. Po śmierci Caluma stał się cichy. Dziewczyna wiedziała, że Clifford był z nim najbliżej i to właśnie on potrzebował więcej czasu, by to przetrawić. Miała tylko nadzieję, że z góry nie przekreślił swojego uczestnictwa i będzie dalej walczył o wolność.
 Summer?  odezwał się Luke, kiedy dziewczyna od dłuższego czasu nie ruszała się z miejsca.
 Już idę – wydusiła, kierując się z pozostałą dwójką w stronę drzwi.   

~***~
                 Kierowali się odpowiednim korytarzem, postępując zgodnie ze wskazówkami Roy'a. Mężczyzna w prosty sposób wytyczył im drogę, by nie musieli długo szukać właściwego pomieszczenia. Dojście na miejsce nie zajęło im wiele czasu. Blondyn miał wrażenie, że niedawno co rozmawiali z nim przez telefon, a już byli u celu.
                 Między nimi panowała pełna napięcia cisza. Jak przed każdą konkurencją, zastanawiali się, co tym razem przyszykował dla nich Roy. Czy będzie boleć? Jak bardzo będzie to nieprzyjemne? Czy każdemu z nich się uda? A może znów tylko jedna osoba będzie mierzyć się z zadaniem? Pytań zawsze było wiele, a odpowiedzi uzyskiwali, dopiero po wejściu do odpowiedniej sali.
                 Luke podniósł głowę. Błękitne oczy od razu skupiły się na lekko święcącej diodzie, która umieszczona była nad zamkiem w drzwiach. To właśnie za nimi rozegra się kolejna gra. Podszedł do nich razem z Michaelem. Odpowiednio ustawił się z boku, gdy czerwonowłosy złapał za klamkę. Nasłuchiwał. Clifford powoli nacisnął ją, a potem uchylił drzwi. Luke pokręcił głową, dając mu znać, że jest bezpiecznie. Po chwili mogli wejść do środka.
                   Kiedy czwórka graczy znalazła się w sali, drzwi automatycznie zamknęły się z hukiem tuż za ich plecami. Podskoczyli, czując przyspieszające bicie własnych serc. Nawet ich oddechy odrobinę się spłyciły. Strach i stres robiły swoje. Co czekało ich tym razem?
                   Blondyn powoli rozejrzał się po pomieszczeniu. Jedynym źródłem światła były dwie stare, brudne, wiszące lampy, które znajdowały się nad podłużnym, drewnianym stołem. Na nim ustawiono sześć tac, które przykryte były metalowymi, błyszczącymi pokrywami. Chłopak zmrużył oczy, dostrzegając cztery przyciski  każdy przy jednym krześle, które już na nich czekały. Naprzeciwko znajdował się wygaszony ekran, a także zamknięty sejf. Nie musiał się długo zastanawiać, by wiedzieć, co dokładnie znajduje się w środku. Klucz. Kolejny klucz, który otworzy następne drzwi.
 Witam, drodzy gracze!  Głos Roy'a rozniósł się echem po pomieszczeniu.  Wspominałem wcześniej, że dziś będzie wyjątkowa gra. Mianowicie, jest to ostatnia gra przed finałem! I nie, nie przesłyszeliście się. Niedługo wszystko się rozwiąże, a my poznamy w końcu szczęśliwca, który zgarnie główną wygraną. Czujecie te pieniądze? Tę górę kasy, która może trafić do rąk jednego z was? Kto je dostanie? Finał da nam odpowiedź.  Zaśmiał się, a potem zaklaskał wesoło. Nie dziwiło ich to, że mężczyzna jak zwykle znakomicie się bawi. Skoro jest to nasza ostatnia gra, w której będziecie zdobywać klucz, uznałem, że powinna być bardziej odświętna. Jeśli uda wam się przejść konkurencję, otrzymacie dodatkową małą nagrodę. Coś w ramach bonusu ode mnie dla was, za cały wysiłek.  A teraz zapraszam do stołu. Dziś postawimy na małe losowanie. Komu się poszczęści, a kto będzie musiał wykonać zadanie? Zobaczymy.
                    Bez słowa podeszli do stołu. Ashton i Summer usiedli z jednej strony, zaś Michael i Luke po bokach mebla. W takim układzie każdy z nich doskonale widział to, co znajdowało się na stole, a także mieli dobry widok na ekran, który wisiał tuż przed nimi.
 Jesteście gotowi? Bo ja już nie mogę się doczekać, aż zaczniemy… Wielką ucztę!  zawołał ponowie Roy, a potem znów zaśmiał się. Cała czwórka pokiwała tylko głowami.  A teraz szybkie wyjaśnienie reguł, aby wszystko było jasne. Każdy z was ma przed sobą czerwony przycisk. Gdy na ekranie pojawi się koło losujące, wybrana osoba naciśnie guzik, aby mechanizm mógł wybrać zadanie dla niego. Uczestnik bierze odpowiednią tacę, a potem mierzy się z czasem i samym sobą, by dobrnąć do celu. Odmowa wykonania zadania, wiąże się z natychmiastową eliminacją zawodnika. Gdy każdy przejdzie swoją próbę, sejf otworzy się, a wy zdobędziecie klucz, który jest przepustką prowadzącą prosto do finału.
 Co jeśli ktoś zostanie wyeliminowany?  zapytał Michael.  Gra toczy się dalej?
 Oczywiście. Nie będziemy robić powtórki. Zaliczysz swoje zadanie, przechodzisz dalej. Proste?
 Tak  odpowiedział, kiwając lekko głową.
 Możemy zaczynać?  Przytaknęli bez entuzjazmu.  W takim razie, Summer, zaczynaj. Panie mają pierwszeństwo.
                    Gdy tylko to powiedział, wiszący przed nimi ekran rozjaśnił się. Na kremowym tle wymalowane było wirtualne koło z cyframi od jeden do sześć, które odpowiadały liczbie tac ustawionych na stole. Dziewczyna wzięła głębszy wdech, gdy koło losujące uruchomiło się. Czuła, jak z każdym jego obrotem robi jej się coraz goręcej. Dłonie niebezpiecznie zadrżały, a w ustach zrobiło się sucho. Nie wiedziała dokładnie, ile minęło czasu  minuta, może dwie. W końcu jednak nacisnęła czerwony przycisk, a koło zaczęło zwalniać.
 Brawo! Taca z numerem trzy jest dla ciebie!  odezwał się z zadowoleniem Roy.
                   Summer jednak jeszcze przez chwilę spoglądała na ekran. Tuż pod trójką pojawił się krótki napis: na zdrowie. Odczytała go kilkukrotnie, domyślając się, do czego może być zmuszona. Podniosła się powoli z miejsca, łapiąc za oznaczoną tacę. Była nieco ciężka. Wyczuła, że coś się na niej przesunęło. Ustawiła ją przed sobą, a potem nie czekając dłużej podniosła pokrywę, odstawiając ją na bok.
 Chciałabyś wiedzieć teraz, co to jest?  zapytał rozbawiony Roy.
                   Dziewczyna zacisnęła usta, kręcąc głową. Nie mogła jednak oderwać wzroku od chudej, wysokiej szklanki. W środku znajdowała się czerwona, nieco gęsta ciecz. Domyślała się, co takiego jest w naczyniu. Pytanie było, czy jest to pochodzenia ludzkiego czy zwierzęcego. Zerknęła na bok, dostrzegając podłużną, żółtą słomkę. Mężczyzna za pomocą kamery, musiał to zauważyć, bo zaraz znów się odezwał.
 Możesz wypić to bez tego. Masz na to trzy minuty. Zaczynaj!
                    Summer zerknęła szybko na pozostałych. Chłopaki spoglądali na nią, starając się ukryć obrzydzenie. W tym momencie poczuła, jak żołądek ściska jej się w ciasny supeł. Chwyciła jednak za pełne naczynie, błagając organizm o to, by tego już na wstępie nie zwrócić.
                   Kiedy przystawiła szklankę do warg, poczuła kolejną falę nieprzyjemnych dreszczy. Starała się nie oddychać nosem, by nie wciągać nieprzyjemnego zapachu. Zacisnęła powieki, chcąc skupić się, na czymś pozytywniejszym. Nabrała powietrza w płuca, a potem przechyliła naczynie, wlewając do ust pierwszą porcję krwi.
                   Pierwsze, co poczuła, to charakterystyczny metaliczny smak. Zimna ciecz nie była nazbyt gęsta, jakby rozcieńczona za pomocą zwykłej wody. Mimo wszystko i tak była cholernie obrzydliwa. Summer robiła wszystko, by jej myśli nie koncentrowały się tym, co piła. By wyrzucić z głowy opisy, jakie chciały pojawić się w jej głowie. Łykała wszystko na szybko i na raz, chcąc skończyć, jak najszybciej. Chcąc zmieścić się w czasie.
                   Odstawiła pustą szklankę, uderzając mocniej o srebrną tacę, która zagrzechotała na stole. Zasłoniła usta dłonią, walcząc z odruchami wymiotnymi. Na jej czole pojawiły się małe krople potu. Było jej gorąco. Jeszcze bardziej niż wcześniej. Potrzebowała dłuższej chwili, by uspokoić nie tylko rozbiegane i spanikowane myśli, ale także ciało.
 Brawo, Summer! No, chłopcy… Możecie śmiało brać z niej przykład! Chcesz wiedzieć, co to było?  Pokręciła głową, zaciskając wargi.  I tak ci powiem. Właśnie skosztowałaś koktajlu z ludzkiej krwi. Mieszkanka różnych grup. Może to opatentuję i wystawię na sprzedaż?  odparł, a potem parsknął śmiechem.  Idźmy jednak dalej. Summer, zmieściłaś się w czasie, więc twoje zadanie zostaje zaliczone. Teraz pora na Michaela.
                    Jak tylko chłopak usłyszał swoje imię, automatycznie podniósł głowę. Przełknął ciężko ślinę. Jego wzrok przez moment skupił się na pozostałych uczestnikach, a następnie przeniósł go na ekran. Koło losujące już wystartowało. Wysunął dłoń, czując nieprzyjemne dreszcze na plecach. Zacisnął zęby, a potem nacisnął czerwony guzik.
 No, no, no… Zobaczymy, co ukrywa się pod numerem dwa!  zawołał Roy, a potem zabębnił palcami w drewniany blat, imitując werble.
                     Clifford bez słowa podniósł się z miejsca. Złapał za wskazaną przez wirtualne koło tacę. Zapatrzył się na widniejącą na ekranie cyfrę, ale nie pojawił się pod nią żaden dodatkowy tekst. Ustawił ją przed sobą, a potem powoli ściągnął metalową pokrywę.
                     Uniósł z zaskoczeniem brwi, widząc niewielką, białą karteczkę z napisem: los ci sprzyja. Zmarszczył czoło, nie odrywając od niej zielonych oczu. Zupełnie nie rozumiał, co ma znaczyć to jedno, niewielkie zdanie.
 Brawo, Michael! Ale z ciebie szczęściarz!  odparł Roy, a chłopak powoli zerknął na pozostałych.  To oznacza, że omija cię zadanie i od razu przechodzisz dalej! Gratulacje!
                     Czerwonowłosy odłożył na bok pokrywę, którą od dłuższego czasu trzymał w dłoni. Wypuścił cicho powietrze z płuc, czując olbrzymią ulgę. Usiadł z powrotem na miejsce, ciesząc się z tego, że nie będzie musiał brać udziału w tej ostatniej pokręconej grze.
 Idźmy dalej! Została dwójka zawodników i cztery tace. Zdradzę wam, że w jednej z nich również ukrywa się zwolnienie z zadania. Zobaczymy, czy któremuś z was uda się je upolować. Do roboty! Ashton, twoja kolej.
                     Irwin wyprostował się, przysuwając się bliżej stołu. Jego palce musnęły czerwony przycisk, a brązowe tęczówki skupiły się na ekranie. Błagał w myślach o to, by i jemu się udało. Wirtualne koło ruszyło. Cztery tace. Cztery niewiadome. W tym jedna dla niego. Nacisnął guzik. Mechanizm zwolnił, a przed jego oczami pojawiła się cyfra cztery. A tuż pod nią wymalowało się jedno słowo: smacznego. To wystarczyło, by ze strachu zrobiło mu się zimno.
                      Zacisnął mocniej szczękę, od razu łapiąc za wyznaczoną tacę. Postawił ją przed sobą, chcąc zrobić to, jak najszybciej. Ściągnął pokrywę, nieco głośniej odstawiając ją na bok. Nie oderwał wzroku od czterech podłużnych, surowych plastrów mięsa, które znajdowały się na białym, czystym talerzu.
 To będzie ciekawe… Szef kuchni zaserwował ci specjał dnia  ludzkie mięso. Ashton, obyś się tylko nie przejadł. Masz na to cztery minuty!  zawołał Roy, a potem parsknął śmiechem.
                     Jego mięśnie spięły się do tego stopnia, że Irwin bał się, że nie będzie w stanie się ruszyć. Zaczęło mu się robić na przemian ciepło i zimno. Dłonie zatrzęsły się niebezpiecznie, gdy wyciągał jedną z nich w stronę pierwszego cienkiego płata. Robił wszystko, by wyrzucić z myśli fakt, o którym wspomniał mężczyzna.
                     Prawie zwymiotował, gdy mięso dotknęło jego spierzchniętych warg. Ślinianki zaczęły produkować coraz to więcej śliny. Obawiał się tego, że zaraz będzie miał problem z przełykaniem. Nie czekając dłużej, wsadził pierwszy kawałek do ust, postanawiając jak najszybciej je pogryźć i połknąć. Czasu upływał, a on chciał się w nim zmieścić. Nie chciał zostać wyeliminowanym.
                      Pierwszy plaster był najcięższy do zjedzenia. Smak surowizny, mieszał się z śliną i wodą, którą było nasączone mięso. Nie potrafił nawet przypisać tego smaku do czegoś, co jadł wcześniej. W sumie starał się wyrzuć z głowy te wszystkie porównania, jakie nachodziły jego myśli. Pochłonięcie drugiego i trzeciego kawałka było najprostsze i najszybsze. Z czwartym męczył się nieco dłużej. W końcu jednak talerz zaświecił pustką, a on odetchnął ciężko przez usta, starając się nie zwrócić tego, co przed chwilą przeżuwał.
 Brawo, Ash! Przechodzisz dalej!  zawołał uradowany Roy, a potem zaklaskał po raz kolejny.  Nie było to chyba, aż takie trudne, prawda? Ale idźmy dalej, bo został nam ostatni uczestnik. Luke, pora na ciebie.
                     Blondyn wychylił się do przodu, wysuwając dłoń. Jego chude, długie palce zatrzymały się kilka milimetrów nad przyciskiem. Błękitne oczy od razu skupiły się na ekranie. Wirtualne koło ruszyło po raz kolejny. Hemmings wstrzymał powietrze w płucach, odczekując chwilę. Potem nacisnął guzik. Pod dużą szóstką, pojawił się krótki napis: zostaw coś w zamian.
 O w mordę, Luke! Tego nie mogłem się doczekać!  powiedział z zadowoleniem Roy.
                    Chłopak zignorował go, od razu przysuwając do siebie ostatnią tacę. Usłyszał ciche chrobotanie, jakby coś metalowego przesunęło się w środku, ocierając się o gładką powierzchni naczynia. Powoli uniósł pokrywę. Jego oczy powiększyły się, gdy zobaczył srebrne, dentystyczne obcęgi i niewielkie lusterko.
 Wiesz, co to znaczy, Luke?  Choć zdawał sobie sprawę z tego, co być może będzie musiał zrobić, to i tak pokręcił głową.  Chcę dostać od ciebie twoją dolną piątkę. Obojętnie którą. Masz na to dokładnie pięć minut. Start!
                     Blondyn momentalnie poczuł, jak cienka stróżka potu spływa mu po kręgosłupie. Jego dłonie zadrżały, gdy sięgał po narzędzie. Gdy tylko dotknął zimnych obcęgów, jego ramiona i uda pokryły się gęsią skórką. Miał wrażenie, że szumi mu w uszach, a serce przyspiesza jeszcze bardziej, gdy zacisnął na nich rękę.
                     Ustawił lusterko naprzeciwko siebie. Pominął spojrzenia pozostałych, choć kątem oka wyłapał to, jak Summer zasłania usta dłonią, nie odrywając od niego przerażonego wzroku. Wziął głęboki wdech, który był odrobinę przerywany. Wstrzymał powietrze w płucach, przybliżając się jeszcze bardziej do lusterka, w którym widział swoje blade odbicie.
                    Otworzył usta, jak najszerzej potrafił, a potem namierzył odpowiedni ząb. Kolejny nieprzyjemny dreszcz przeszył całe jego ciało. Wzdrygnął się, gdy metalowy przedmiot otarł się o jego dziąsło. Chciał zacisnąć oczy, by tego nie widzieć, jednak nie mógł tego zrobić.
 Pospiesz się, Hemmings. Czas upływa  rzucił Roy.
                    Kiedy tylko te słowa doszły do blondyna, chłopak zacisnął obcęgi na lewej piątce. Za pierwszym razem pociągnął zdecydowane za lekko. To jednak wystarczyło, by poczuć przeszywający ból, który rozniósł się po szczęce. Aby zebrać więcej odwagi i siły, zaczął wspominać własną córkę. Myśl o tym, że robi to dla niej, że tak cholernie chce ją znów zobaczyć, pomagała. Pociągnął jeszcze mocniej.
                    Luke miał wrażenie, że czas niesamowicie się spieszy. Niemalże widział to, jak na jakimś ekranie upływają cenne dla niego sekundy. Mimo tego, że nie miał zegara przed oczami, wiedział, że musi się przemóc i sprężyc.
                    Z jego gardła wydobyło się ciche jęknięcie, które po chwili zmieniło się w krzyk. Ból wzrastał i coraz bardziej rozprzestrzeniał się po komórkach jego ciała. Miał wrażenie, jakby dziąsło zajęło się żywym ogniem. W jego ustach gromadziło się coraz więcej krwi. Był spocony i mokry z wysiłku i stresu, jaki go opanował.
                    W końcowym etapie zakręciło mu się w głowie. Odrzucił narzędzie na bok, przetrzymując się krawędzi stołu. Obraz przed oczami odrobinę się zamazał. Drżącymi palcami sięgnął po ząb, który wyrwał. Wyciągnął go z budzi, a potem odłożył na metalową tackę. Z jego palców ściekła mieszanina śliny i krwi. Stróżka ta spłynęła w dół przedramienia. Oddychał ciężko i płytko, jakby przebiegł maraton. Miał dość.
– Nieźle, Luke. Zaliczone! A już myślałem, że się nie uda. Zaważyły na tym dosłownie sekundy!  Roy zaklaskał w dłonie po raz kolejny.  A teraz zgodnie z zasadami, możecie wyciągnąć klucz z sejfu. Michael, czyń honory!  Czerwonowłosy podniósł się posłusznie z krzesła.  Możecie wracać do Bezpiecznej Strefy. Tam czeka na was bonusowa niespodzianka. Do usłyszenia!

~***~
                   Skrzywił się, kiedy poruszył szczęką. Ból promieniował od dziąsła, pochłaniając całą lewą stronę twarzy. Było mu zimno. Za każdym razem, gdy przełykał ślinę nadal wyczuwał metaliczny posmak krwi, który zagnieździł się w zakamarkach jego ust. Nie miałby nic przeciwko temu, by zażyć podwójną dawkę środków przeciwbólowych, a potem położyć się spać.
                 Oparł się o ścianę, a potem odwrócił głowę w stronę białego stolika. I to jego zawartość była dodatkową nagrodą, o której wspominał Roy.  Mebel ten pojawił się w pokoju, jak tylko wrócili z gry. Na nim znajdowało się wystawne jedzenie, umieszczone na ładnie zdobionych biało-czarnych talerzach. Do tego dorzucono im dwie butelki wina i pękate kieliszki. Zapach przypraw, pieczonego mięsa i ziemniaków, roznosił się po pomieszczeniu sprawiając, że pozostali byli jeszcze bardziej głodni. On jednak nie myślał o jedzeniu. Wątpił w to, że przez najbliższe kilka godzin będzie wstanie cokolwiek przełknąć z serwowanych przez mężczyznę potraw.
 Na pewno nie chcesz?  zapytał Ashton, który powoli dobierał się do dania.
                 Luke tylko pokręcił głową, starając się nie robić zbyt gwałtownych ruchów. Spróbował się jedynie uśmiechnąć do Summer, która kucnęła tuż obok niego. Jednak zamiast uśmiechu na jego twarzy pojawił się grymas.
 Weź na razie dwie. Jak ci nie przejdzie, weźmiesz kolejne, okej?  odparła, podając mu podłużne tabletki, butelkę wody i zimny okład. Pokiwał głową.  Zjesz później.
 Nie mam ochoty i…
 Nie teraz, ale później.
                  Nie mając siły się kłócić, cicho przytaknął, a potem zażył przyniesione leki. Dziewczyna po raz kolejny uśmiechnęła się, a on lekko skinął jej głową. Kiedy wstała, odprowadził ją wzrokiem do stołu. Potem położył się na materacu, odwracając się do nich plecami. Przyłożył okład do rozpalonego policzka. Przymknął powieki, marząc o chwili spokoju. Chciał jak najszybciej pogrążyć się we śnie i zapomnieć o wszystkim. Nie chciał skupiać się na zbliżającym się finale. Ta perspektywa skutecznie go przerażała.



***
Ostatnia gra za nami, a przed nami FINAŁ. A oznacza to, że wielkimi krokami zbliżamy się do zakończenia tego ff. Jak zawsze szybko mi zleciało :)
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu. 

Standardowo zapraszam Was na Aska i Twittera - @RoxyDonau
Tam znajdziecie informacje o tym, co i kiedy się pojawia.

Pozdrawiam i do następnego!

#StayAliveFF


3 komentarze:

  1. Nie mogę się doczekać finału, mam nadzieję, że będą jak najmniejsze straty.Czytanie ich zadań, aż mnie obrzydzało. Do następnego rozdziału!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że się nie zawiedziesz :)
      Do następnego i pozdrawiam!

      Usuń
  2. Najmniej fatalne w skutkach chyba było wyrwanie zęba ,bo można sb sztuczny wstawić , krew nie obrzydzała mnie jakoś bardzo ,ale zatrucie chyba było, ale to ludzkie mięso fu zwłaszcza ,że surowe , czekam na next

    OdpowiedzUsuń