poniedziałek, 22 maja 2017

Rozdział 17

             Wokół niego panowała całkowita ciemność. Nie widział nawet swoich dłoni, które wystawił przed siebie. Nie słyszał też niczego. Zero jakiekolwiek dźwięku. Zupełna i nieprzyjemna cisza, wdzierała się do jego mózgu siejąc coraz większą panikę i strach. Czuł, jak przyspiesza mu serce. Miał wrażenie, że cały zaczął się trząść.
               Nagle rozbłysło światło, które go oślepiło. Skrzywił się, zasłaniając rękami twarz. Zmrużył powieki, czekając, aż sprzed jego oczu znikną białe plamki, a obraz otoczenia wyostrzy się. W końcu był wstanie rozejrzeć się dookoła. Znajdował się w kompletnie białym pomieszczeniu. Naprzeciwko niego znajdowało się szerokie lustro. Widział w nim swoje odbicie. Bladą twarz i wystraszone, ciemne oczy.
                Przełknął nerwowo ślinę, słysząc za plecami dziwny szmer. Odruchowo odwrócił się, ale nikogo nie zobaczył. Był sam. On i to przeklęte lustro, które w jakiś sposób go przerażało.
Kiedy ponownie skupił na nim wzrok, usłyszał huk. Dopiero po chwili zorientował się, skąd dokładnie mógł pochodzić. Był identyczny, jak ten który kiedyś słyszał na szpitalnym korytarzu. Ktoś ewidentnie pociągnął za spust.
                 Rozchylił lekko usta, a jego oczy powiększyły się, gdy znów skupił wzrok na odbiciu w lustrze. Jego biała koszulka powoli pokrywała się czerwienią. Odruchowo dotknął palcami pojawiającej się plamy. Była ciepła i wilgotna. Jak tylko jego opuszki palców musnęły zabarwienie, poczuł ostry ból, który rozchodził się od klatki piersiowej.
                 Posoka zaczęła wypływać z jego ciała jeszcze szybciej, kapiąc na podłogę i brudząc jego białe trampki. Jęknął pod nosem, nie będąc w stanie wydać z siebie żadnego innego dźwięku. Zakaszlał, gdy w jego ustach nagromadziła się krew. Było jej coraz więcej i więcej. Spłynęła mu wolno po brodzie. Próbował złapać, chociaż najmniejszy oddech, ale nie potrafił. Dusił się, wyrzucając z siebie kolejne porcje krwi.
                 Padł na kolana, nie mogąc utrzymać się dłużej w pozycji stojącej. Z jego gardła wydobyło się chrząknięcie, a potem głośniejszy charkot, gdy za wszelką cenę starał się zaczerpnąć powietrza. Dusił się, jednocześnie wykrwawiając się. Gdy tylko zrozumiał, że zaraz nastąpi śmierć, wokół niego rozległ się szyderczy śmiech. A on poznał go od razu… Roy znów dobrze się bawił.

                  Zerwał się do pozycji siedzącej, ciężko dysząc. W głowie nadal miał koszmar, który mu się przyśnił. Czuł, jak ze strachu trzęsą mu się ręce, a oddech jest spazmatyczny i szybki. Z początku nie słyszał niczego, nadal będąc otumaniony obrazami, które wykreowały się w jego myślach. Dopiero po dłuższej chwili usłyszał głos Michaela.
 Calum, wszystko w porządku?
                  Drgnął, kiedy Clifford położył dłoń na jego ramieniu. Zatrząsł się jeszcze bardziej, czując nieprzyjemny dreszcz, który przebiegł mu po kręgosłupie. Miał wrażenie, że jego ciało pokryło się gęsią skórką. Powoli odwrócił się w stronę chłopaka. Zielone tęczówki wpatrywał się z niepokojem w jego bladą twarz.
 Nic mi nie jest  wydukał zachrypniętym głosem.  To tylko koszmar.
– Może przynieść ci coś do picia?
 Nie, dziękuję  odpowiedział, przyciskając szary koc do klatki piersiowej. Przez ten sen, zrobiło mu się zimno.  Jest naprawdę okej.
                 Niepewnie podniósł głowę, powoli rozglądając się po pomieszczeniu. Nie wiedział, która jest godzina ani ile dni już tu tkwią. Z początku próbował zaznaczać mijające doby kreskami na ścianie, ale przez dramatyczne wydarzenia, jakie miały miejsce w tym budynku, zaprzestał tego, uznając, że jest to kompletnie bezsensowne. Próbował być dobrej myśli, ale czasami łapał się na tym, że podchodzi do tego wszystkiego nazbyt negatywnie. Często też zastanawiał się, kiedy padnie na niego. Kiedy i on zostanie wyeliminowany. Nie był jednak w stanie przewidzieć dokładnego dnia, a tym bardziej godziny. Im dłużej tu tkwił, tym częściej utwierdzał się w tym, że być może nie dane im będzie wydostanie się z tego piekła. Co jeśli każdy z nich zginie? Co jeśli czeka na nich całkowita klęska?
 Calum?
                  Ponownie spojrzał na Clifforda. Michael w dalszym ciągu nie odrywał od niego wzroku. Przez chwilę miał wrażenie, że chłopak jest w stanie przedrzeć się do jego mózgu, odczytując wszystkie obawy, poznając przy tym czarne scenariusze, jakie tworzył. Chciał mieć w sobie więcej wiary i nadziei. Nawet jeśli ta postawa byłaby zbyt naiwna.
 W porządku, Mikey… Nic mi nie jest. To tylko głupi sen.
 Opowiesz mi?
 Nie chcę do tego wracać.
 Jasne. To może opowiedz mi, o czymś innym.
 Co?
 Ponoć najlepszym sposobem na zapomnienie o koszmarze jest skierowanie uwagi i myśli na coś przyjemnego. Na coś innego. Tak zawsze mówiła mi babcia  pociągnął Michael z lekkim uśmiechem.  Więc, dajesz. Opowiedz mi coś fajnego.
 Niby co?
 Uwielbiasz piłkę nożną  odparł, a Calum szybko pokiwał głową.  Opowiedz mi o najlepszym meczu, w jakim brałeś udział.
 Naprawdę chcesz tego słuchać?
 Oczywiście  rzucił, kiwając szybko głową. Położył się na swoim materacu. Wsunął ręce pod głowę, by móc się na nich oprzeć.  Lubię ciebie słuchać, więc mów.
 Okej… Więc to było na pierwszym roku studiów  zaczął Hood, a potem zagryzł lekko wargę. Po raz kolejny zerknął na Michaela. Ten uśmiechnął się zachęcająco. – Dokładnie finały międzyuczelniane. Walczyliśmy o pierwsze miejsce. Cholernie się stresowałem. Ja i Tommy byliśmy jedynymi pierwszorocznymi, którym udało się wcisnąć do drużyny. Reszta była starsza. Przez to chyba byliśmy jeszcze bardziej zacięci. Chcieliśmy udowodnić nie tylko sobie, ale także i trenerowi, że się do tego nadajemy.
 I co było dalej? – dopytał Clifford, kiedy zamilkł. Calum zerknął na niego ponownie, a potem zacisnął usta. Zaśmiał się cicho pod nosem.  Chyba nie było tak źle?
 Nie. Omal nie połamali mi żeber, ale wygraliśmy. Mecz był strasznie ostry. Nigdy nie miałem tak wielu siniaków, jak po tamtym spotkaniu. Chociaż i tak skończyłem lepiej niż Tommy. Stracił górną jedynkę.
 O cholera – wydusił Michael, robiąc wielkie oczy. Zakrył usta dłonią, ale nie utrzymał powagi. Po chwili zaczął cicho śmiać się pod nosem.  Nie powinienem…
 Patrząc na to z perspektywy czasu, to… Jest to dość zabawne. Szczególnie że został popchnięty na słupek. Uderzył w niego twarzą i… Tak stracił ząb. Wyglądało to, jak  Calum zamyślił się, lekko pukając się palcem w brodę  na kreskówkach  dokończył z uśmiechem.
 Niezła historia.
 Ominąłem szczegóły.
 I tak niezła historia. Lepiej ci?
 Zdecydowanie jest mi lepiej  odparł, a potem położył się z powrotem na materacu.  Michael? 
 Tak?
 Dzięki.
 Nie ma sprawy.

~***~
                 Oparła się o parapet. Za oknem nic się nie zmieniło. Nadal widać było tylko szczere pole i tkwiący w oddali las. Nic więcej. Nic nowego. Przez to wszystko miała wrażenie, jakby zatrzymali się w czasie. Jakby tkwiąc w tym szpitalu, byli gdzieś za niewidzialną ścianą, która oddzielała ich od normalnego życia, przepełnionego zwykłymi codziennymi sprawami. 
                 Podskoczyła, a jej palce mocniej zacisnęły się na brudnym parapecie. W pokoju rozbrzmiał znany dźwięk dzwonka. Summer od razu odwróciła się w stronę stolika, a oczy pozostałych skupiły się tylko na niej. Bez słowa podeszła do mebla. Wyciągnęła rękę, chwytając za telefon, którego nienawidziła. Odebrała połączenie, od razu przełączając mężczyznę na głośnik.
 Witam, moi gracze! Jak samopoczucie? Pewnie nie możecie się doczekać, by nie pomyszkować po następnych salach. Blokada została właśnie zdjęta. Możecie teraz bez przeszkód otworzyć drzwi i udać się do ostatniej części skrzydła C. Co tam znajdziecie? Tego oczywiście nie zdradzę, bo nie chcę psuć wam zabawy. I sobie przy okazji też. Obserwowanie was to niesamowita rozrywka!  Zaśmiał się.  Nie każcie mi czekać zbyt długo. Ptaszek nadal jest w klatce!  I rozłączył się.
 Wiedziałem, że tak będzie  mruknął Ashton, przekręcając oczami.
 Kto idzie?  zapytała Summer, odkładając telefon z powrotem na stolik.
– Ja chętne wybiorę się na wycieczkę  odezwał się Michael, wstając z miejsca.
 Idę z tobą  rzucił Calum.
 I ja  powiedział Irwin. Spojrzał na blondyna.  Luke, zostaniesz?
– Popilnuję drzwi  odpowiedział Hemmings.
 Uważajcie na siebie  odparła Summer.
 Uwaga to moje drugie imię  rzucił ze śmiechem Clifford, a dziewczyna pokręciła głową. Mimo wszystko uśmiechnęła się do nich, gdy ci opuszczali Bezpieczną Strefę.

~***~
                  Oparł się o framugę, obserwując Summer, która krzątała się w kuchni. Wyciągnęła apteczkę. Otworzyła ją, przeglądając zawartość. Po chwili ułożyła na blacie gazy i nowe bandaże. Luke odwrócił się, by na moment skontrolować to, co działo się na korytarzu. Nadal panowała na nim cisza. Już nawet nie słyszał głosów ani kroków grupy, która wyszła. Ponownie skupił błękitne oczy na dziewczynie.
 Może ci pomogę?  zaoferował, gdy powoli zaczęła ściągać stare opatrunki.
                 Summer zerknęła na niego przez ramię. Przez chwilę nie odezwała się ani jednym słowem. Dopiero później lekko pokiwała głową.
 Przynieś to wszystko tutaj  poprosił, łapiąc za medyczny, metalowy wózek. Jego koła zaskrzypiały, kiedy tylko go ruszył.
                Słyszał, jak w pomieszczeniu obok, dziewczyna zgarnia wszystko z powrotem do apteczki. Po chwili wyszła na korytarz. Podeszła do niego bliżej. Przejął od niej czerwone pudełko. Otworzył je ponownie, sprawdzając zawartość.
 Przeszkodziłem?  zapytał, chcąc nawiązać rozmowę.
 Tak tylko myślałam  odpowiedziała, opierając ręce na zimnym blacie wózka. Wzdrygnęła się, co nie uszło jego uwadze.  Próbuję skupić się na czymś…
 Przyjemnym?
 Na wszystkim, co nie wiąże się z tym przeklętym miejscem.
 Myślałaś o synku?
 O nim myślę najczęściej. Ty pewnie masz tak samo.
– Dokładnie  powiedział, uśmiechając się lekko.  Cholernie za nią tęsknię. Z każdym dniem coraz bardziej. Zastanawiam się, co robi. Czy nauczyła się, czegoś nowego. Mam nadzieję, że znów ją zobaczę i…
                Urwał, zaciskając usta. Odwrócił głowę w bok, by po raz kolejny zerknąć na korytarz, który znajdował się za uchylonymi drzwiami. W dalszym ciągu panowała na nim grobowa cisza. Blondyn wziął głębszy wdech. Ponownie spojrzał na dziewczynę. Jej ciemne tęczówki ani na moment nie oderwały się od jego osoby.
 Zostawiłam Christiana pod opieką przyjaciółki. Miało mnie nie być góra kilka godzin  zaczęła, kiedy Luke powoli zaczął tworzyć nowe opatrunki. Rany nadal był lepkie i świeże, choć już dawno przestały krwawić.  Myślisz, że policja wie o naszym zniknięciu?
 Nie zdziwiłbym się, gdyby Roy wymyślił dla nich jakąś dziwną bajeczkę.
 Bajeczkę?
 No, wiesz… O wyjeździe, pseudo ucieczce.
 Czyli… Nikt nas nie szuka?
– Tego nie powiedziałem  odparł Luke, wzruszając ramionami.  Po prostu… Nic by mnie nie zdziwiło. Tak samo, jak ty nie mam pojęcia o tym, co dzieje się na zewnątrz. Być może jesteśmy uznani za zaginionych. A może nasi bliscy zostali nakarmieni papką o ucieczce. Wiele osób znika nagle, by wyrwać się od problemów.
– Masz jakieś poważniejsze problemy?  Hemmings zerknął na nią. Przez chwilę w milczeniu spoglądali na siebie. W końcu wziął głębszy wdech, kręcąc głową.
– Każdy ma jakieś problemy  zaczął, przetrzymując gazę. Wolną dłonią złapał za czysty bandaż.  Nie byłem jednak na bakier z prawem. Finansowo też sobie radzę.
 Więc nie miałbyś, od czego uciekać.
 Ty też nie. Wątpię, by uwierzyli w to, że uciekłaś od własnego dziecka, które kochasz. Mimo tego, że masz długi po ojcu, nie zostawiłabyś syna.
 Nigdy.
 Właśnie. Sam jestem ciekaw, jak to wszystko wygląda po drugiej stronie.
 Szukają nas. Chcę wierzyć w to, że nasz szukają.
 Ja też. Choć szanse na to, że nas nieoczekiwanie znajdą są zerowe.  Dziewczyna zmarszczyła nos, czekając na to, co powie dalej.  Mogę się założyć, że nie jest to pierwsza taka gra, jaką przeprowadza Roy. Wszystko jest zbyt dobrze zaplanowane. Nie ma żadnej pieprzonej luki w całym tym planie. Jestem pewny, że jest zabezpieczony i pod tym względem, by nikt nie miał dostępu do tego miejsca. Nikt spoza jego ludzi czy współpracowników. Nie wiem nawet, jak to można określić. Na pewno nie działa sam.
 Ma wtyki. To pewne.
 W pojedynkę, by nic nie zdziałał.
 Zebrał nas naiwniaków, którzy liczyli na łatwe pieniądze. W dalszym ciągu nie wierzę, jak mogliśmy być tak głupi.
 Chcieliście poprawić swoje życie. To była dla was szansa.
 Wpadliśmy do jednego wielkiego gówna. I ponosimy za to konsekwencje. Ale wierzę w to, że uda nam się stąd wyjść. Nie wiem jak, nie wiem kiedy, ale uda się.
 Podoba mi się twoje nastawienie.
 Staram się  powiedziała z lekkim uśmiechem. Luke zerknął na nią i odpowiedział tym samym.

~***~
                 Miał wrażenie, że ostatnia część skrzydła C jest najbardziej zagracona z nich wszystkich. Po podłodze walały się stare meble, porozbijane butelki i narzędzia. Na ścianach znajdowały się wyschnięte plamy po dziwnych substancjach i brunatne zacieki, jakby te miejsca zabryzgane były krwią. Były tu także zakurzone i rozwalone dziecięce zabawki, jakby ta część korytarza należała do najmłodszych pacjentów szpitala.
                 Skrzywił się, odgarniając stopą pożółkłe prześcieradło. Do jego nosa docierał zapach stęchlizny. Najwidoczniej ta część oddziału powoli zostawała zjadana przez wilgoć i wytworzonego się przez nią grzyba.
                 Rozejrzał się po raz kolejny po niewielkiej sali. Jego wzrok na dłużej zatrzymał się na zakratowanym oknie i wybitej szybie. Jej odłamki znajdowały się na kafelkach i parapecie. Zerknął w bok. Zielone tęczówki zatrzymały się na okurzonym, brązowym, drewnianym koniu na biegunach. Niewielkie łóżka z metalowymi, wysokimi barierkami, tylko bardziej utwierdzały go w tym, że był to pokój dziecięcy.
                  Podszedł do niewielkiej szafki, którą ustawiono w rogu pomieszczenia. Otworzył jej drzwiczki. Niemalże wrzasnął, kiedy przed jego nosem pojawił się pozbawiony oczu, pluszowy, brudny miś. Jego lewe ucho było naderwane, a pyszczek ubrudzony niewielką ilością zaschniętej, starej krwi. Odsunął się od znaleziska, czując, jak jego serce momentalnie przyspieszyło. Skarcił się w myślach za swoją głupotę. Jak mógł się wystraszyć, czegoś takiego?
 Kurwa, poważnie? – mruknął do siebie, uderzając w maskotkę.
                   Pluszak zakołysał się, a następnie poleciał do przodu, wypadając z szafki. Pacnął na brudne kafelki. Clifford odruchowo kopnął go w bok. Zabawka poleciała w stronę jednego z łóżek. Po chwili zniknęła mu z oczu.
 Co za gówno  pociągnął, wracając do otwartej szafki.
                 Przekrzywił głowę, widząc na jej końcu małe pudełeczko. Złapał za nie ostrożnie, a następnie wyciągnął je. Znalazł właśnie kolejny środek przeciwbólowy. Przekręcił oczami. Wyprostował się i ruszył w stronę drzwi. Liczył na coś lepszego. Na jakiś większy łup.
 Co masz?  zainteresował się Ashton, kiedy Michael wrócił do głównego korytarza.
– Opakowanie proszków  odparł, wrzucając je do niewielkiego kosza, w którym gromadzili znalezione rzeczy.
                   Było tam kilka paczek bandaży, zgrzewka gaz i waty, a także woda utleniona i trochę zupek w proszku, które z pewnością zjedzą na kolacje. Calum znalazł też paczkowany, wędzony ser, sześć puszek tuńczyka w sosie własnym i zapakowany chleb krojony. Tuż obok kosza znajdowała się zgrzewka niegazowanej wody, w dwulitrowych butelkach.
– Możemy znaleźć coś ekstra?  pociągnął Michael, kierując się w stronę kolejnych drzwi.
 Ekstra?  odezwał się Hood, spoglądając na niego.
 Na tę chwilę ekstra wypada nawet pieczony kurczak. Może jakiś zestaw z McDonald's?  rzucił Clifford, a reszta zaśmiała się cicho.
 Kebab  powiedział Calum, ruszając za nim.  Z podwójnym mięsem i frytkami.
 Jezu, tak…
 Przestańcie gadać o takim żarciu  jęknął Irwin, krzyżując dłonie na klatce piersiowej.  Robicie mi smaka! Aż zaczynam być głodny!
 Może jak wrócimy do Bezpiecznej Strefy to upieczemy Hemmingsa?  zaproponował ze śmiechem Clifford. Spojrzał na Ashtona mierząc go wzrokiem od góry do dołu. – Chociaż ty chyba masz więcej mięsa.
 Jesteś idiotą  skwitował Irwin ze śmiechem.
 Próbuję rozładować napięcie!
 Tematem o kanibalizmie?
 Dobra, już nic nie mówię  rzucił, podchodząc do kolejnych drzwi.
                  Ustawił się przy klamce, Calum zaś przy zawiasach. Kiwnął mu głową, a on odpowiedział tym samym. Powoli złapał za zimną klamkę. Nacisnął ją, nie odrywając wzroku od chłopaka. Ponownie pokiwał głową na znak, że niczego nie słyszy. Clifford uchylił drzwi, nadal bacznie kontrolując każdy nawet najmniejszy gest Caluma. W końcu gdy zobaczył z jego strony uniesiony kciuk, pchnął je do końca, otwierając je na oścież.
                 Zrobił krok do przodu, chcąc minąć próg. Gdy chciał wykonać kolejny, poczuł, że jego stopa natrafia na przeszkodę. Dopiero wtedy zorientował się, że nie rozejrzał się dokładnie po framudze. Żyłka była zawieszona na dole, na wysokości kostek. Zdążył zrobić wielkie oczy, w momencie gdy coś kliknęło.
                 Nad jego głową rozległ się świst, jakby coś metalowego przecinało powietrze. Był pewny, że to koniec. Że pułapka trafi prosto w niego. W myślach już widział siebie wijącego się na podłodze. Widział, jak uchodzi z niego życie. Roy wygrał, a on dał się podejść, naiwnie wpadając w zastawioną pułapkę.
                  Nagle jednak coś ciężkiego powaliło go na podłogę. Miał wrażenie, że od upadku zatrzeszczały mu wszystkie kości. Uderzył głową w brudną podłogę, co nieco go zamroczyło. Przez chwilę był zdezorientowany. Jednak gdy usłyszał krzyk, a potem jęk dochodzący z boku, zrozumiał, co się stało.
                 Raptownie podniósł się do pozycji siedzącej. Jego dolna warga zadrżała, kiedy zobaczył Caluma leżącego obok. Cały się trząsł, mamrocząc cicho pod nosem. Z jego boku wypływała krew. Podniósł głowę, widząc nad drzwiami metalowe ostrza. Całość przypominała mu żelazną łapę z ostrymi, długimi pazurami. Wystrzeliły w momencie, gdy naruszył żyłkę zabezpieczającą. Hood odepchnął go, ratując mu życie i podkładając się pod pułapkę.
                   Krzyk Ashtona sprowadził go na ziemię. Irwin ruszył w ich stronę, odrzucając na bok puszki z jedzeniem, które miał zamiar schować do kosza. Padł na kolana tuż obok. Michael doczołgał się do niego, a potem obaj bardzo powoli przekręcili Caluma na plecy.
                   Jego koszulka zabarwiła się czerwienią. Krew brudziła podłogę. Chłopak zamrugał pospiesznie, biorąc głęboki wdech. Michael odetchnął z ulgą, widząc, że żyje. Nadal cały się telepał. Syknął z bólu, kiedy zahaczył drżącą dłonią o ranę. Kilka słonych łez, spłynęło po jego policzkach.
– Trzymaj się  powiedział Ashton, nie mogąc ukryć paniki w głosie.  Zaraz zabierzemy cię do Summer. Ona… Ona ci pomoże.
 Dlaczego to zrobiłeś, głupku?  rzucił Cliffird, przejeżdżając palcami po jego mokrym, spoconym czole.
 Jesteś… Jest-Jesteś takim… Takim kretynem, Mikey… Poma-pomagamy sobie… Pomagamy, pra-prawda?  wydusił, a potem zakaszlał, kiedy zachłysnął się własną krwią.
 Spokojnie – pociągnął czerwonowłosy, unosząc jego głowę.  Nic nie mów, wariacie. Nic nie mów.  Spojrzał na Irwina.  Co teraz?
 Windy nie działają. Musimy go tam zanieść.
– On może tego nie wytrzymać  powiedział cicho, nie odrywając wzroku od ciemnych tęczówek Irwina.
 Calum  zaczął Ash, nachylając się nad chłopakiem.  Wytrzymasz, okej? Obiecaj nam, że to wytrzymasz.
 Ja-jasne… Obie-obiecuję.

~***~
                   Spojrzała na ręce, które opierała o kolana. Przez dłuższą chwilę nie odrywała oczu od białych bandaży, które znajdowały się na jej przedramionach. Przejechała po nich palcem, wstrzymując oddech. Jak wiele czasu im zostało? Kiedy ten cały koszmar dobiegnie końca?
                 Oparła głowę o zimną ścianę. Jej wzrok zatrzymał się na siedzącym naprzeciwko niej blondynie. Luke skupił błękitne tęczówki na uchylonych drzwiach. Przekręcił lekko głowę, jakby wsłuchiwał się w coś, czego ona nie słyszy. Zmarszczyła nos, chcąc się odezwać, ale wtedy usłyszała szybkie kroki, które zmierzały w ich kierunku.
                  Hemmings poderwał się z miejsca, doskakując do drzwi. Summer również pospiesznie wstała. Już chciała zrobić krok do przodu, ale powstrzymał ją Luke, wyciągając w jej stronę rękę. Oparł dłoń na jej ramieniu.
 Zostań tu.
 Ale…
 Zostań i nie ruszaj się. Zamknij za mną drzwi.
 Luke…
– Przerabialiśmy to już, Summer. Zaufaj mi, okej?
                   Jego ręka nadal spoczywała na jej ramieniu. Między nimi zapanowała cisza, rozrywana tylko krokami, które dochodziły z końca korytarza. Były ciche, nieco chaotyczne i z pewnością należały do więcej niż jednej osoby. Dało się też słyszeć głosy, ale z tej odległości ciężko było poznać, do kogo mogą należeć. W końcu dziewczyna pospiesznie pokiwała głową.
 Nie otwieraj, dopóki nie pojawi się, któryś z nas  rzucił na odchodnym, a następnie wybiegł na hol, zostawiając ją samą.
                    Summer przełknęła ślinę. Przez chwilę zawahała się. W końcu jednak doskoczyła do drzwi, zamykając je za Hemmingsem. Oparła się o nie, przyciskając jednocześnie policzek do chłodnej szyby. Chciała, jak najwięcej słyszeć. Chciała mieć pewność, że nic złego się nie dzieje. Kroki blondyna były coraz dalej, aż w końcu zlały się z tymi, które dochodziły z samego końca.
                    Miała wrażenie, że serce zaraz wyskoczy jej z klatki piersiowej. Dłonie zaczęły niebezpiecznie się pocić, a ona z każdą mijającą sekundą denerwowała się coraz bardziej. Słyszała swój cięższy oddech, który teraz wydawał się być znacznie głośniejszy niż w rzeczywistości. Strach powoli wypełniał każdą komórkę jej ciała. Nie mogła wpaść w panikę, ale niewiedza wcale nie pomagała jej się uspokoić.
                   Była pewna, że minęło znacznie więcej czasu, odkąd Luke opuścił Bezpieczną Stefę. A może po prostu to mózg i wyobraźnia płatały jej figle? W końcu jednak szybkie kroki stały się wyraźniejsze, a głosy możliwe do rozpoznania. Wracali.
- Summer! Otwieraj! Summer!
                    Z początku odskoczyła od drzwi, kiedy głos spanikowanego Ashtona zakłócił ciszę, która panowała wokół. Opamiętała się jednak, przekręcając zasuwę. Drzwi stanęły otworem. Pierwsze, co zobaczyła, to spocony Irwin wpadający do środka pomieszczenia.
 Co?
 Musisz mu pomóc, on…
                     Ale nie dokończył. Luke i Michael niemalże wbiegli do pomieszczenia, podtrzymując rannego chłopaka. Jego głowa kiwała się na boki, jakby Hood nie miał już kontroli nad własnym ciałem. Summer od razu dostrzegła plamę krwi, która brudziła jego ubranie.
 Połóżcie go na pierwszym materacu  powiedziała, doskakując do kolejnych drzwi, które prowadziły do pokoju. Luke i Michael ostrożnie ułożyli Caluma na wskazanym miejscu.  O cholera… Co się stało? 
 To wszystko moja wina  wydusił blady, jak ściana Michael.  To… To pojawiło się… Nie zauważyłem tej pieprzonej linki!
 Luke, Ash, przynieście wszystkie zapasy gaz i bandaży, jakie mamy. Weźcie… Weźcie wszystko, co może się przydać.
                      Obaj kiwnęli głowami, a następnie wybiegli z pomieszczenia. Summer uklęknęła tuż obok chłopaka. Nachyliła się nad nim. Poczuła na policzku jego gorący oddech. Spojrzała na jego koszulkę. Krew powoli brudziła materac, na jakim leżał. Złapała za materiał, odciągając ją od rany. Rozległo się ciche mlaśnięcie, kiedy koszulka odklejała się od ciała.
 Czy on…
 Żyje. Jest nieprzytomny.
 Pomożesz mu?  zapytał Michael z nadzieją. Summer spojrzała w jego zielone tęczówki. Nie potrafiła dać mu stu procentowej gwarancji. Clifford zacisnął usta, a potem odezwał się ponownie.  Po prostu… Prostu obiecaj mi, że zrobisz wszystko…
 Zrobię wszystko  przerwała mu, gdy pozostali z powrotem pojawili się w pokoju.  Ash, otwórz dwie paczki gaz. Luke, będę potrzebować dodatkowej pary rąk.
 Jasne. Mów co mam robić  odparł, klękając obok niej. Irwin podał jej gazy, a ona przycisnęła ja do rany.  Uciskaj z tej strony. Będziemy musieli zatamować krwotok.  Ponownie skupiła wzrok na Ashtonie.  Poucinaj duże kawałki plastrów.
 Jak duże?
 Wielkość od łokcia do nadgarstka. Trzeba jak najszybciej zabezpieczyć ranę.
 To pomoże? – zapytał Michael drżącym głosem.
 Mam nadzieję.

~***~
                    Michael spojrzał na leżącego obok Caluma. Summer w końcu udało się zatamować krwawienie. Zaraz po zrobieniu opatrunku, chłopaki delikatnie przenieśli go na materac obok. Tamten zbyt szybko przesiąkł krwią, która pobrudziła nie tylko podłogę, ale także i koc. Po tym Luke pozbył się obu rzeczy, wrzucając je do jednej z sal.
 Co z nim?
 Chyba się budzi  powiedziała dziewczyna, nachylając się na Hoodem. Przejechała dłonią po jego mokrych od potu włosach.  Calum?
                   Chłopak mruknął pod nosem, jednocześnie marszcząc czoło. Clifford odetchnął z ulgą. Skarcił się w myślach za to, co sobie wyobrażał. A bał się, że nic z tego nie wyszło. Że pomoc przyszła za późno. Przygryzł wargę, kiedy Hood powoli rozchylił powieki.
 Jesteś w Bezpiecznej Strefie  poinformowała go, a on lekko skinął głową.  Widzę, że świadomość wraca.
 To… To nie… To nie była… jego wina  wyszeptał zachrypniętym głosem.
                   Michael musiał mocniej zacisnąć zęby. Poczuł napływające do oczu łzy. Calum chyba nie zdawał sobie sprawy z tego, że on jest tuż obok niego. Wciąż koncentrował się na Summer, która uważnie go obserwowała. Clifford wiedział, że nie wybaczyłby sobie tego, gdyby chłopak zginął przez jego głupotę. Uratował mu życie, ale prawda jest taka, że to on powinien tu leżeć zamiast niego. Poza murami szpitala nie miał rodziny ani przyjaciół. Hood w tym miejscu stał się dla niego najbliższą osobą, jaką posiadał. Był przyjacielem, którego nie chciał stracić. Był gotowy zrobić dla niego wszystko.
 Nikt go nie wini  powiedziała cicho Summer.  Odpoczywaj, okej?
 Mikey?  Dopiero teraz ciemne tęczówki odnalazły jego osobą. Usta chłopaka wykrzywiły się w spokojnym uśmiechu.
 Jestem tu  odpowiedział, również starając się uśmiechnąć.  Od teraz będę cię pilnować, byś nie robił takich głupich rzeczy.
 To nie… było… głupie.
 Było.
 Nie… Nie…
 Zarządzam zakaz sprzeczek  powiedziała dziewczyna, klepiąc Caluma po ręku.  Zalecenie pseudo lekarza, czyli mnie. Masz odpoczywać. Dużo odpoczywać. Spróbuj się zdrzemnąć.
 To dobry pomysł. Zostanę twoją pielęgniarką- zaoferował się Clifford, co wywołało kolejny uśmiech u Hooda.
 A włożysz takie… takie wdzianko… jak…
 I może rajstopy do tego?
 Myślę, że wyglądałbyś w tym całkiem...  zaczęła Summer, ale Calum szybko jej przerwał.
 Seksi.
 Widzę, że dobry humor was nie opuszcza  skwitowała, ze śmiechem.  Śpij.
 Zostaniesz?  zapytał, patrząc wprost w zielone tęczówki Michaela.
 Zostanę. Nigdzie się nie wybieram.

~***~
                   Odwrócił się, jak tylko usłyszał kroki. Po chwili w pomieszczeniu pojawiła się Summer. Ashton również spojrzał w jej stronę. Obaj w tym samym momencie zacisnęli usta. Dziewczyna zerknęła za siebie, a następnie bez słowa podeszła do nich. Złapała za jedną z butelek z wodą. Odkręciła korek, upiła z niej niewielki łyk, a potem oparła się o blat.
 Co z Calumem?  zapytał szeptem Luke.
 Nie jestem lekarzem. Nie mam specjalistycznego sprzętu, narzędzi ani innych środków, by móc zrobić coś jeszcze. Nie wiem, czy nie doszło do uszkodzenia jakiś narządów wewnętrznych. Nie wiem, w jakim stanie… – Spuściła głowę, wpatrując się w swoje dłonie.  Stracił dużo krwi, ale odzyskał przytomność.
 Czyli nie jest tak źle?  pociągnął ostrożnie Hemmings.
 Szczerze to… Nie mam pojęcia. Jeśli jego stan się nie pogorszy, to… To powinno być lepiej. A przynajmniej mam taką nadzieję. Na daną chwilę, nie potrafię powiedzieć nic więcej. Mogę ci jedynie sprzedać lipną formułkę, którą często można usłyszeć, jak stan pacjenta jest niepewny.
 Jaka to formułka?
 Że następne czterdzieści osiem godzin będą decydujące. 




***
Jesteśmy coraz bliżej zakończenia tej historii. O ile dobrze pamiętam, zostały cztery rozdziały + epilog. Szybko zleciało. Mam wrażenie, jakby dopiero zaczynała to ff pisać :)
W dalszym ciągu zostało pięciu potencjalnych kandydatów do zgarnięcia wygranej. Jak myślicie, kto wygra? A może macie wizję innego zakończenia? 

Standardowo zapraszam Was na Aska i Twittera - @RoxyDonau
Tam znajdziecie informacje o tym, co i kiedy się pojawia :)

Pozdrawiam i do następnego! 
Ptaszek nadal jest w klatce! (musiałam, nie mogłam się powstrzymać XD)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz