poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Rozdział 15

            Wsadził ostatni kawałek kanapki do ust. Przeżuł ją powoli, odwracając się w kierunku okna. Jego palce zacisnęły się mocniej na kubku z ciepłą herbatą. Podszedł bliżej, wpatrując się w pole, które rozprzestrzeniało się przez cały sąsiedni teren. Kawałek dalej znajdowała się ciemna strona lasu.
             Blondyn zwiesił głowę, zastanawiając się, jak daleko są i gdzie w ogóle są. W jakiej miejscowości znajduje się ten opuszczony szpital? Wiedział jednak, że nie uzyska na to żadnej konkretnej odpowiedzi. A przynajmniej nie teraz.
             Odstawił kubek na brudny parapet. Oparł się o niego dłońmi, przysuwając twarz do szyby. Po chwili pojawiły się na niej małe krople deszczu. Zaczynało padać. Ciężkie chmury od samego rana wisiały tuż nad nimi, więc nawet nie był tym zdziwiony. Przymknął powieki, wsłuchując się w delikatny szum. Miał wrażenie, że nie był na zewnątrz od bardzo dawna. Jakby życie poza murami szpitala, było czyś cholernie odległym. Teraz żył w zupełnie innej rzeczywistości. Tej, która była brutalna, krwawa i bolesna.
              Drgnął, kiedy usłyszał za plecami ciężkie kroki. Zacisnął wargi, powoli odwracając się w stronę wejścia. Alex zatrzymał się w progu, a następnie prychnął pod nosem, jak tylko go zobaczył. Luke postanowił go zignorować. Żałował jednak, że i Harris nie zostawił go w spokoju. Wystarczyło, że tylko na niego spojrzał, a blondyn już wiedział, że zaraz znów się do niego przyczepi. Jego słowa przestały go, w jakikolwiek sposób zaskakiwać. Nie słyszał od niego nic nowego. Alex nie mówił o niczym innym, jakby dalej wałkował ten sam nudny już temat.
 Knujemy dalej, dupku?
 Spierdalaj  wysyczał Hemmings, łapiąc za kubek z herbatą.
               Dopił ją do końca na raz, a następnie podszedł do zlewu. Alex zaśmiał się z kpiną. Blondyn zacisnął szczękę, próbując nie dać się sprowokować. Poczuł, jak zatrzęsły mu się dłonie, kiedy śmiech mężczyzny stał się głośniejszy. Naprawdę miał wielką ochotę go uderzyć. Nie chciał jednak dać mu tej satysfakcji, że udało mu się wytrącić go z równowagi.
 Mam nadzieję, Hemmings, że wkrótce się z tobą pożegnamy  powiedział, podchodząc do niego.  W końcu nie będzie musieli patrzeć na tą twoją zakłamaną buźkę, ty wredny…
 Jeszcze słowo, Harris, a zamknę twoją wredną mordę  warknął, zaciskając palce na jego koszulce.
               Alex nie spodziewał się tego ruchu z jego strony. Podskoczył w miejscu, kiedy blondyn szarpnął jego ubrudzoną bluzkę. Palce Hemmingsa jeszcze mocniej zacisnęły się na materiale, a jego knykcie, aż pobielały. Ciche warknięcie wydobyło się z gardła Harrisa, kiedy Luke zazgrzytał zębami.
 Zakłamana gnida  powiedział, mierząc młodszego chłopaka wzrokiem.
 Odpierdol się…
 Ej! Starczy! Uspokójcie się!
             Calum wpadł do pomieszczenia, które służyło im, jako kuchnia. Odepchnął ich od siebie, dokładnie lustrując twarz każdego z nich. Luke oparł się o blat, łapiąc równowagę. Zaś Alex musiał zrobić dwa kroki do tyłu, aby się nie przewrócić. Hood nie był zbytnio delikatny w rozdzielaniu ich. Spojrzał na nich z niedowierzaniem, które mieszało się ze zniesmaczeniem.
 Po chuj skaczecie sobie do oczu  pociągnął, stając między nimi.  Mało mamy problemów?!
 To jego wina, to…
 Stul dziób, Alex. Ciągle to samo. Weź znajdź sobie inne hobby  przerwał mu Calum.  Wszyscy mają po dziurki w nosie twojego czepialstwa. Co on takiego ci zrobił?
 Żyje, to wystarczy. Powinien zginąć zamiast Tylera! Powinien być na miejscu Josha lub Kevina! To dziwka Roy'a!
              Kolejne ciche zgrzytnięcie wydobyło się z ust Hemmingsa, kiedy znów zacisnął zęby. Ruszył w jego stronę, chcąc jak najszybciej i najskuteczniej zetrzeć mu z twarzy ten prowokujący, wkurzając i pewny siebie uśmieszek. Nie zdołał jednak dotrzeć do chłopaka, bo Hood ponownie odepchnął go.
 Starczy!
 Pierdolony skurwiel  warknął Luke, mierząc Harrisa wzrokiem.
 Powtórzy to ty…
 Dość! Idziesz ze mną.
              Zanim blondyn zdążył się zorientować, palce Caluma zacisnęły się na jego przedramieniu. Zaskoczony, oderwał wzrok od zdenerwowanego Alexa, który w dalszym ciągu nie ruszał się z miejsca. Hood szybko wyprowadził go z kuchni, jakby był niegrzecznym uczniem sprawiającym problemy. Hemmings nie protestował, tylko poszedł za nim do pokoju.
 Siadaj.
              Luke wypuścił cicho powietrze z ust, posłusznie zajmując miejsce na swoim materacu. Oparł się o chłodną ścianę, owijając ręce wokół kolan. Wszyscy spojrzeli na niego z ciekawością, jakby był jakimś okazem w zoo. Wiedział, że to kwestia czasu, a dowiedzą się o kolejnej jego sprzeczce z Alexem. Na daną chwilę jednak miał to gdzieś.
 Wyluzuj i nie daj się…
 To on się dopierdala  warknął, a Hood przekręcił oczami.
 Calum?
 Jest już okej, Mikey  odpowiedział chłopak, prostując się. Następnie znów skupił ciemne oczy na Hemmingsie.  Bądź mądrzejszy. Alex doskonale wie, jak cię przykurzyć i to wykorzystuje.
 Nie możemy go zamknąć, gdzieś w piwnicy? Nie musiałbym na niego patrzeć.
 Gdyby to było możliwe  odparł ze śmiechem.
               Luke odwrócił głowę. Przekręcił oczami, kiedy Harris wrócił do pokoju. Na jego twarzy wymalował się triumfujący uśmieszek, jakby z góry zakładał, że wygrał. Calum popukał blondyna w ramię. Wziął kolejny głębszy wdech, odrywając od niego błękitne oczy. Cholernie chciał, by Alex w końcu zniknął.
               Zdążył tylko o tym pomyśleć, a w pokoju rozległ się znany dźwięk dzwonka. Wszyscy odwrócili się w stronę urządzenia, które stało na stole. Melodia szybko rozeszła się po pomieszczeniu, wdzierając się do ich głów. Wywoływała niepokój i strach. Wiedzieli, co mogą zaraz usłyszeć.
              Ashton pospiesznie podniósł się z miejsca. Podszedł do telefonu. Złapał za niego, a potem odebrał połączenie. Przyłożył urządzenie do ucha. Po chwili usłyszał znane mu słowa. Roy chciał, by przełączył go na głośnik. Zrobił to od razu, nawet przez moment się nie wahając.
 Witam, drodzy gracze! Zapewne domyślacie się, w jakiej sprawie do was dzwonię. Otóż kolejna część korytarza została otwarta! Używając klucza, będziecie mieli do niego dostęp. Co tam znajdziecie? Tego nie zdradzę. Na pewno jednak coś, co przyda wam się do dalszego… życia w tym miejscu. Rozgrywka nadal trwa, a wy jesteście coraz bliżej głównej wygranej!  Nastała chwila ciszy.  Nigdy nie wtrącałem się w to, kto i z kim wychodzi, by zbadać kolejne szpitalne sale. Obserwując was zauważyłem, że nie każdy potrafi tu współpracować, a w końcu po części jesteście drużyną. Dlatego dzisiaj postanowiłem się wmieszać. Alex, Luke, to wy koniecznie musicie dzisiaj udać się na drugie piętro.
              Blondyn wytrzeszczył oczy, a następnie cicho przeklął pod nosem. Nie miał najmniejszej ochoty wychodzić z Bezpiecznej Strefy w towarzystwie Harrisa. Zerknął ukradkiem w bok. Alex wpatrywał się w niego z odrazą. Najwidoczniej obaj mieli podobne odczucia względem siebie. Luke z góry założył, że to skończy się całkowitą porażką.
 Nie musicie być sami  pociągnął dalej Roy.  Możecie wybrać jeszcze jedną osobę, która wam pomoże. Jednak wasza dwójka stanowi główną parę w tym wyjściu. Od razu zaznaczę, że nie ma sensu się wymigiwać. To moje postanowienie i macie je wykonać. Potraktujcie to, jak kolejną grę. A co za tym idzie, rezygnacja z tego zadania wiązać się będzie z natychmiastową eliminacją. Powodzenia! Może w końcu się dogadacie. Nie ociągajcie się i do roboty! Ptaszek nadal jest w klatce!  I rozłączył się.
              W pomieszczeniu zapanowała cisza. Atmosfera zgęstniała, kiedy pozostali wpatrywali się w dwójkę wyznaczonych do wyjścia osób. Luke miał ochotę strzelić sobie w łeb. Chciał trzymać się od Alexa z daleka, ale Roy wcale nie ułatwił mu tego zadania.
 Pójdę z wami  powiedział Michael, wstając z miejsca. Wymienił porozumiewawcze spojrzenie z Calumem.  Chodźmy, księżniczki. Trzeba zwiedzić kolejną część tego zacnego zamku.  Przekręcił oczami, kiedy żaden z nich nie ruszył się z materaca.  Podnieście tyłki, nie mamy całego dnia. Chyba że chcecie wkurwić Roy'a?  Niechętnie wstali, nawet na siebie nie patrząc.  Coś czuje, że będzie milutko  skomentował Clifford, a potem pokręcił głową, widząc ich pełne nienawiści spojrzenia, którym się piorunowali.  Ekstra… Czuję się, jak niania.
 Zamknij mordę  warknął Alex, idąc w kierunku drzwi.
 Czas najwyższy, byś sam się zamknął, Harris. Skup się na zadaniu, a nie na swoim wygórowanym i przerośniętym ego  rzucił Michael, ruszając za nim. 

~***~
             Spojrzał na wychodzącą trójkę, a następnie zacisnął usta. Już zaczął współczuć Michaelowi, który będzie musiał ujarzmić tę dwójkę. Chyba że chłopaki postanowią zakopać na ten czas topór wojenny i przestaną się do siebie odzywać. Wątpił, że to wymuszone przez Roy'a wyjście coś zmieni. Nie w przypadku Alexa i Luke'a. Nie znosili się i jedna niewinna współpraca raczej tego nie naprawi.
             Hood westchnął pod nosem. Przeniósł ciemne oczy na Summer i Asha, którzy również odwrócili się od drzwi. Żadne z nich nie skomentowało tego, co się stało. Oni też wiedzieli, że nie będzie to łatwe zadanie. Calum miał tylko nadzieję, że Michael zachowa zimną krew i nie da się wyprowadzić z równowagi. A czerwonowłosy też potrafił być wybuchowy.
 Obstawiam, że któryś w końcu przywali drugiemu  powiedział Irwin, podnosząc się z miejsca.
 Ale entuzjazm  rzuciła dziewczyna, kręcąc głową.
 Widziałaś ich miny?  odparł, kierując się w stronę drzwi.  Popilnuję wejścia.
 Potem mogę cię zmienić  powiedział Calum.
               Ashton uśmiechnął się lekko, a potem wyszedł z pokoju. Hood przetarł dłońmi twarz, próbując się skoncentrować na czymś innym, niż na pozostałych osobach z ich grupy, którzy musieli zmierzyć się z kolejną częścią przerażającego korytarza na drugim piętrze. Jak daleko zostało im do finału? Miał nadzieję, że wyjście jest już blisko, a oni w całości dotrą do końca. Stracili już pięć osób. Liczył na to, że nie będzie następnej ofiary. I choć było to naiwne myślenie, to nie chciał budować innych wyobrażeń i scenariuszy.

~***~
             Sprawdzali kolejne pomieszczenia, wyszukując wszystkiego, co może im się przydać. Był to jeden z krótszych korytarzy, a sal było mniej, niż w innych częściach szpitala. Miedzy nimi panowała napięta cisza. Luke i Alex starali się nie wchodzić sobie w drogę. Blondyn odzywał się jedynie do Michaela, który od czasu do czasu go zagadywał. Harris natomiast całkowicie ignorował pozostałą dwójkę. Jakby był tu sam. Nie odpowiedział na ani jedno pytanie Clifforda, więc chłopak dość szybko zaprzestał prób nawiązania z nim, jakiejkolwiek konwersacji.
             Hemmings otworzył następne drzwi. Wszedł do niewielkiego pokoju. Po dwóch stronach stały małe, dziecięce łóżeczka. Skrzywił się, widząc brunatną plamę na podłodze i ścianie. Zacisnął zęby, zmuszając się do dokładnego rozejrzenia się. Kiedy uznał, że nie widzi śladów potencjalnych pułapek, wszedł w głąb sali. Odsunął stopą pożółkłą pościel. Poczuł na plecach nieprzyjemny dreszcz. Niechętnie sprawdził każdy kawałek pomieszczenia, ale nie znalazł nic. Wyszedł zrezygnowany, czując też ulgę, że nie musi stać tam dłużej.
 Pewnie czujesz się, jak w domu.
              Podniósł głowę, wlepiając błękitne oczy w Alexa, który wyciągnął na korytarz kolejną zgrzewkę wody. Zignorował jego słowa, przechodząc dalej. Miał nadzieję, że Harris w końcu się zamknie i dalej będzie milczał. Dlaczego teraz musiało mu się odmienić? Zostało im niewiele pokoi do sprawdzenia, a on liczył na to, że spokój zapanuje na dłużej. Nic z tego.
 Czyżbyś się bał, Hemmings? Masz taką minę, jakbyś miał się zaraz rozpłakać  zakpił, idąc za nim.
 Nie twój zakichany interes.
 Złe wspomnienia?
 Zamknij, kurwa, mordę!
 Uuu… Trafiłem w czuły punkt? Masz cykora, dupku? Boisz się, że twój kumpel Roy zmieni zasady gry i tobie też się oberwie?
              Luke pokręcił głową, walcząc z uczuciem narastającej złości i irytacji. Naprawdę nie chciał dać się sprowokować. Nerwowo rozprostował palce u rąk, by zaraz zacisnąć je w pięści. Do jego uszu doszedł chichot Alexa. Najwidoczniej chłopak zaczął się dobrze bawić, wykorzystując moment, kiedy zostali sami.
 Co takiego ukrywasz, dupku?! Ej! Mówię do ciebie!
              Luke syknął pod nosem, kiedy Alex szarpnął jego ramię. Odruchowo odepchnął go mocniej od siebie. Harris parsknął śmiechem po raz kolejny. Zmierzył chłopaka rozbawionym wzrokiem. Najwidoczniej prowokowanie go dawało mu olbrzymią satysfakcję. Hemmings miał dość wiecznych oskarżeń i spekulacji, jakie tworzył. Podjudzał go przy każdej nadarzającej się ku temu okazji, a Luke czuł, że niedługo minie cienką granicę jego wytrzymałości.
 Co takiego zaoferował ci Roy, że robisz za jego małą dziwkę?
 Odpierdol się.
 Dlaczego inni nie widzą tego, co ja? Dlaczego nie widzą, że od początku z tobą jest coś nie tak?
 Odpierdol się, Harris!  warknął, doskakując do niego.  Zamknij tą pierdoloną mordę!
              Alex cmoknął z zadowoleniem pod nosem, kiedy długie palce Hemmingsa drugi raz w ciągu jednego dnia zacisnęły się na jego ubraniu. Spojrzał na niego z triumfem, ciesząc się, że znów postawił na swoim. Luke nie rozumiał po co to robi. Po co dąży do konfrontacji z nim, zamiast mieć go gdzieś. Czy wywoływanie agresji u innych sprawiało, że czuł się lepiej?
 No dalej, Hemmings, uderz mnie. Widzę, że cholernie chcesz to zrobić. A może pociągniemy naszą rozmowę dalej? Zobaczymy, ile wytrzymasz.
 Czego, kurwa, chcesz?
 Chcę patrzeć, jak idziesz na dno. Chcę widzieć ciebie, jako wielkiego przegranego.
 Jesteś popieprzony.
 W tym momencie to ty przyciskasz mnie do ściany, jak psychopata. No i co będzie dalej, Hemmings?  Wysunął się w jego stronę.  Zrób to. Widzę, że chcesz mi przyłożyć. Przestań zgrywać świętego. Rozgryzłem cię od samego początku. Nie jesteś jednym z nas.
 Mam w dupie twoją opinię.
 Ciekawe, co by powiedziała na to twoja mała córka, gdyby wiedziała, jak robisz w chuja innych, Luke. Jak ona ma na imię? Liah?  Zazgrzytał zębami, kiedy Alex wypowiedział jej imię.  Mała, niewinna Liah, mała…
              Ale nie dokończył. Z jego ust wydobyło się ciche jęknięcie, kiedy Hemmings zamachnął się. Uderzył go w brzuch, a potem odsunął się, kiedy Alex zgiął się w pół. Zachwiał się, a następnie podniósł głowę. Zaśmiał się, świdrując go wzrokiem. Powoli wyprostował się, nadal przyciskając dłoń do żołądka.
 Chyba w końcu trafiłem.
 Jesteś zwykłym sukinsynem.
              Luke odwrócił się, chcąc jak najszybciej zakończyć tą bezsensowną wymianę zdań. Nie był też z siebie zadowolony. W końcu Alexowi się udało. Sprawił, że znalazł się na granicy, odrobinę ją przekraczając. Jakby liczył na to, że Hemmings właśnie tak zareaguje. Do czego mu to było? Tego nie wiedział. Domyślał się jednak, że Harris wykorzysta to przeciwko niemu. Po chwili jednak zrozumiał, że się pomylił. Nie o to mu chodziło. Mężczyzna chciał po prostu fizycznej konfrontacji, jakby słowna nie była już tak istotna.
              Poleciał na ścianę, gdy Alex popchnął go. Zaasekurował się dłońmi, odwracając się raptownie. Poczuł metaliczny smak krwi, kiedy uderzył go w twarz. Spojrzał na niego. W oczach Harrisa widniała furia. Przyłożył mu po raz kolejny. Chciał to zrobić ponownie, ale Luke przewidział jego ruch. Złapał go za dłoń, uderzając drugą pięścią w jego bok. Przez dłuższą chwilę szamotali się ze sobą, raz za razem wymierzając na oślep ciosy. W końcu Harris nie utrzymał równowagi i gruchnął na ziemię, ciągnąć za sobą blondyna.
 Kurwa! Pojebało was!
               Zignorowali biegnącego w ich stronę Clifforda. Alex odepchnął chłopaka, a następnie usiadł na nim. Uderzył go po raz kolejny w głowę, rozcinając łuk brwiowy. Czerwona ciecz zalała policzek Hemmingsa, mocząc jednocześnie jego koszulkę. Uderzył potylicą w brudne kafelki, co odrobię go zamroczyło. Zadzwoniło mu w uszach. Z jego ust ponownie wypłynęła krew. Zamrugał oczami, na ślep odpychając od siebie Alexa.
              Michael pojawił się obok nich, próbując rozdzielić walczącą dwójkę. Harris niewiele myśląc uderzył czerwonowłosego, a ten zatoczył się do tyłu i upadł na podłogę. Zacisnął zęby, próbując zignorować ból w boku, gdzie trafiła go pięść chłopaka. Był w kompletnym amoku, a jedyne co teraz przez niego przemawiało to złość, zemsta i wściekłość.
              Podniósł rękę po raz kolejny, ale w tym momencie Luke zaparł się, a następnie zepchnął go z siebie. Harris przeturlał się, spadając z jego ciała. Dźwignął się na nogi, zataczając się. Warknął pod nosem i ruszył po raz kolejny w stronę blondyna. Hemmings odczołgał się, a potem niewiele myśląc kopnął go z całej siły, trafiając prosto w jego brzuch.
               Błękitne tęczówki powiększyły się. Luke miał wrażenie, że widzi tę scenę w zwolnionym tempie. Jakby czas nagle zwolnił. Prawda była taka, że to co stało się później, wydarzyło się znienacka i dość szybko.
              Alex zachwiał się i poleciał do tyłu. Próbując utrzymać równowagę, uderzył w drzwi, które znajdowały się za jego plecami. Zahaczył ręką o klamkę, próbując uchronić się od upadku. Wtedy też nacisnął na nią, a felerne drzwi otworzyły się na oścież. To była chwila, kiedy coś kliknęło, a potem rozbrzmiał huk, który jeszcze przez dłuższy czas dzwonił im w uszach.
              Luke skrzywił się, czując, jak treść żołądka podchodzi mu do gardła. Odwrócił się, choć i tak nie mógł oderwać wzroku od Alexa. Strzał z ukrytego pocisku trafił go w gardło. Jeszcze przez chwilę ciało mężczyzny chwiało się na nogach. Złapał się za szyję, chcąc ostatkiem sił zatamować krwawienie. Ciepła posoka zalała mu dłonie i ubranie. Ściekała na brudną podłogę, barwiąc ją na czerwono. Alex zrobił jeszcze jeden krok, a potem gruchnął na kolana. Zielone oczy utkwione były w blondynie. Poruszył niemo ustami, choć nie padło z nich już ani jedno słowo. Przechylił się i runął na ziemię.
              Wokół nich zapanowała cisza, przerywana tylko szybkim i spazmatycznym oddechem blondyna. Michael oderwał wzrok od nieżyjącego Alexa, skupiając się na Hemmingsie. Chłopak odsunął się, opierając się o ścianę. W jego ustach zebrała się ślina, połączona z krwią. Starał się ze wszystkich sił, by nie zwymiotować. Zrobiło mu się gorąco, choć jego ciało pokryło się warstwą potu, a zimne dreszcze raz za razem przebiegały po jego kręgosłupie.
 Luke...
              Przekręcił głowę, zerkając na wstającego Clifforda. Czerwonowłosy powoli podszedł do niego. Bez słowa wyciągnął dłoń. Blondyn zawahał się, ale w końcu podał mu swoją. Michael pomógł mu wstać.
 Nie wiem, nie wiem, jak…
 Nic ci nie jest?  Luke tylko pokręcił głową.  Co to, kurwa, było?
 Ja… Nie miałem pojęcia i…
 To nie twoja wina, to był wypadek. Gdyby kretyn się na ciebie nie rzucił...
 Pierwszy go uderzyłem.
 Pewnie nie robiłeś tego, bo to była twoja zachcianka.  Hemmings zerknął na niego.  Daj spokój, słyszałem waszą kłótnię. Sam był sobie winien.
– To nie miało tak być…
– To nie jest twoja wina  powtórzył Michael, a następnie zerknął na nieruchome ciało Alexa.  Pomożesz mi? Nie chcę, by leżał tak na korytarzu. Wciągnijmy go do sali. Sprawdzimy resztę pomieszczeń i spadamy.

~***~
              Calum pokręcił głową, kiedy chłopaki skończyli opowiadać reszcie to, co stało się na drugim piętrze. Hood wiedział, że współpraca Hemmingsa i Harrisa nie będzie łatwa. Jednak nie sądził, że zakończy się w tak tragiczny dla jednego z nich sposób.
              Summer podała blondynowi schłodzony okład. Chłopak cicho syknął pod nosem, kiedy przyłożył go do ust. Jego ubranie nadal nosiło ślady krwi, choć teraz nie prezentował się tak źle, jak wcześniej. Dziewczyna z pomocą Irwina odrobinę go załatała, zakładając na jego łuk brwiowy szybki opatrunek. Miał też kilka zadrapań na policzku. Z pewnością na jego ciele znajdować się będzie nie jeden siniak. Alex chciał zrobić z niego worek treningowy i po części mu się to udało.
– To nie była twoja wina  powtórzył po raz kolejny Michael.
              Calum zmarszczył nos. Widział, że Hemmings czuje się w jakiś sposób winny. Nie mógł jednak przewidzieć konsekwencji i zakończenia ich całego starcia. Z tego, co opowiedział im Michael, to Alex rozpoczął prowokację, doprowadzając do bójki.
 To nie powinno tak się skończyć  powiedział ciszej, obracając w dłoni okład.  Nie w ten sposób.
 Ludzie w tym miejscu świrują. Przypomnij sobie, co odwaliła Nina  odparł Irwin, nie odrywając od niego wzroku.  Moim zdaniem i Alexa zaczęła przerastać ta sytuacja. Był jeszcze bardziej złośliwy i arogancki, niż wcześniej.
 Jeśli mi odbije, to zróbcie coś ze mną  zaczął Calum.  Sprzedajcie mi kulkę w łeb albo zamknijcie, w jakimś pokoju.
 Przestań. Nie odbije ci – powiedział Michael, kręcąc głową.  Z góry się nie przekreślaj.
              Hood tylko wzruszył ramionami. Spojrzał na pozostałych. Między nimi zapanowała cisza. Domyślał się, że nie tylko on zaczął zastanawiać się, jak to będzie dalej. Została ich piątka. Kto złamie się następnym razem? A może dadzą radę psychicznie to utrzymać? Jak długo jeszcze będą tu siedzieć i czy na pewno to wytrzymają? Było coraz więcej pytań, a prawie żadnych odpowiedzi. 




***
Kolejna osoba odpadła z gry. Tym razem padło na Alexa - ulubieńca większości. Niemniej jednak rozgrywka dalej się toczy i... Co stanie się następnym razem? Komu się uda, a komu nie? Nadal jest pięć osób, a to pięć kandydatów do - jakby to określił Roy: do eliminacji. 
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu :)

Standardowo zapraszam na Aska i Twittera - @RoxyDonau

Dziękuję za wszystkie komentarze :)

Pozdrawiam i do następnego!

#StayAliveFF

4 komentarze:

  1. Cudowny rozdział! :* Jestem ciekawa, jak dalej sobie poradzą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Cieszę się, że się spodobał

      Usuń
  2. Kiedy następny rozdział?
    K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, nie wiem dokładnie kiedy się pojawi. Muszę go najpierw skończyć

      Usuń