wtorek, 21 marca 2017

Rozdział 14

             Oparła się o blat, przymykając powieki. Wzięła głęboki wdech. Za wszelką cenę chciała wyrzucić przykre wydarzenia z głowy, ale one tak mocno zagnieździły się w jej myślach, że nie potrafiła się od tak ich pozbyć. Jakby jej mózg wciąż na nowo i na nowo odtwarzał wszystkie pułapki i gry, jakie widziała. W jakich brała udział. Nieprzyjemny dreszcz przebiegł po jej kręgosłupie. Wzdrygnęła się. Zrobiło jej się zimno.
             Otworzyła oczy. Zerknęła w bok. Skrzywiła się, widząc dwa ciemno brązowe pająki, które przeszły po parapecie. Długie odnóża nakładały się na siebie, jakby tworzyły jeden dziwaczny organizm. Od razu złapała za wieczko po zupie w puszce. Wymierzyła i z całej siły przycisnęła ją do pająków. Usłyszała ciche chrupnięcie, kiedy ich odwłoki pękły pod wpływem nacisku. Nie bała się tych stworzeń, może odrobinę brzydziła. Wolała jednak nie mieć dodatkowych lokatorów w Bezpiecznej Strefie.
              Przeniosła ciemne oczy na okno. Zmarszczyła lekko czoło, a następnie wstrzymała powietrze, widząc w odbiciu zarys białej postaci. Jej serce momentalnie przyspieszyło. Z początku pomyślała, że ma jakieś omamy. Że przez to wszystko, co działo się w tym starym szpitalu, sprawiło, że naprawdę zaczynała wariować. Jednak złudzenie nie minęło. Nadal było widoczne w szybie.
             Powoli odwróciła się. Odruchowo podskoczyła, a potem westchnęła z ulgą. Tuż za jej plecami stał Ashton. Dokładnie obserwował każdy jej ruch, oceniając stan, w jakim była. Widząc jej bladą, wystraszoną twarz, uśmiechnął się lekko, chcąc tym złagodzić sytuację.
 Nie chciałem cię przestraszyć.
 Błagam, nie zakradaj się tak  odparła, opierać się o szafkę.
 Myślałaś, że to jakiś morderca.
 Albo duch  wydusiła, zanim zdążyła się powstrzymać.
             Poczuła, jak jej policzki robią się czerwone z zażenowania. Skarciła się w myślach za swoją głupotę. Nie wierzyła w zjawiska paranormalne. Nigdy jakoś nie przekonała się do żadnej usłyszanej czy przeczytanej historii.
 Duch?
 Morderca byłby bardziej prawdopodobny w tym miejscu. Zresztą… Co to za temat?  odparła ze śmiechem, kręcąc głową. Ashton podszedł bliżej, a potem również oparł się o kuchenny obskurny mebel.  Lubiłam oglądać horrory.
 Ja zdecydowanie wolałem filmy akcji. Horrory też by przeszły.
 Jeśli stąd wyjdziemy już chyba nigdy nie włączę żadnego strasznego filmu.
            Wzrok Irwina skupił się na jej twarzy. Dziewczyna lekko zacisnęła usta, kiedy wysunął w jej stronę dłoń. Spojrzała na nią, a potem podała mu swoją. Poczuła przyjemne ciepło, które biło od jego skóry. Ten drobny gest skutecznie ją rozluźnił i odrobinę uspokoił.
 Nie jeśli. Wyjdziemy stąd. Uda nam się. Musimy tylko  nachylił się, ściszając głos  utorować sobie drogę do wyjścia. Przejść przez zadania, by otworzyć drzwi. – Wyprostował się, po raz kolejny uśmiechając się.  Nie trać nadziei. Nie, gdy jesteśmy w połowie.
 Ty nie przestałeś wierzyć?
 Wielokrotnie miałem chwile zwątpienia, ale to właśnie ta nadzieja mnie uspokaja i pozwala dalej działać. Chcę stąd wyjść. Chcę wyjść razem z wami. Musi się udać. Musimy być tylko…
 Bardziej ostrożni  dokończyła, a on kiwnął głową.
 Dzięki.
 Za co?
 Zawsze psychicznie podniesiesz mnie do góry.
 Od tego mnie masz  powiedział, a potem objął ją.
               Palce Summer zacisnęły się na jego koszulce. Oparła policzek o jego ramię. Nie wyobrażała sobie, by mogło go zabraknąć. Naprawdę go lubiła. Ufała mu i wiedziała, że może na nim polegać. Był jedną z tych osób, które potrafiły do siebie przyciągnąć ludzi i ująć ich swoją osobowością. Potrafił ją zmotywować do działania i podnieść z psychicznego dołka, w który ostatnio ciągle popadała. Wielokrotnie zastanawiała się, jaki byłby na zewnątrz, poza murami strasznego szpitala. Jakby to było móc go poznać w zupełnie innych okolicznościach.
              Oboje odskoczyli od siebie, kiedy usłyszeli dźwięk telefonu. Znana melodia przedostawała się na korytarz, przechodząc do pomieszczenia, które służyło im za prowizoryczną kuchnię. Do tego miejsca, w którym byli. Była cichsza, ale tak samo nieprzyjemna i złowroga, jak zawsze.
               Irwin niewiele myśląc ruszył pędem do siebie. Tylko on mógł odebrać połączenie. Nikt inny. Musiał to zrobić, aby nie wkurzyć Roy'a. Wolał nie wiedzieć, co się stanie, jak nie zdąży. Czy wtedy skończyłby, jak Nina? Czy mężczyzna dałby mu kolejną szansę czy od razu wyeliminował z dalszej gry?
               Wbiegł do pokoju, w którym znajdowała się pozostała część grupy. Tuż za nim znajdowała się Summer. Wszystkie oczy skupiły się na nim. Podszedł pospiesznie do stolika, łapiąc za urządzenie. Bez zawahania odebrał, od razu przyciskając odpowiedni przycisk, by reszta mogła usłyszeć głos Roy'a. Wyciągnął komórkę nieco przed siebie.
 Witam, drodzy gracze!  Ashton odetchnął z ulgą. Przez chwilę był pewny, że nie zdążył. Że zabrakło mu tych kilku cennych sekund. Na szczęście nic takiego się nie stało.  Mogę się założyć, że wasze mózgi już zaczęły obmyślać przyczynę mojego kontaktu z wami. I pewnie większość z was dobrze przewidziała, to co chcę wam powiedzieć. Czas na kolejną wielką grę! Pora na kolejną rundę. Po jej wygraniu znów zrobicie o jeden krok do przodu. Odkryjecie kolejne skrzydło! Czyż to nie ekscytujące?!  Nikt się nie odezwał.  Ale przejdźmy do konkretów. Gra rozegra się w pomieszczeniu, który jest tuż obok zablokowanych drzwi na głównym holu. Dzielą one piętro drugie na jedno z trzech części. Wy na razie mieliście dostęp do jednej z nich. Teraz będziecie mogli zdobyć klucz do drugiej. Pozostałe informacje dotyczące rozgrywki, zdradzę wam na miejscu. Pospieszcie się, zegar tyka. Nie będę na was czekał wiecznie. Ptaszek nadal jest w klatce! Widzimy się za chwilę!  I rozłączył się.
 Byłem głupi i naiwny sądząc, że dostaniemy dzień wolnego  mruknął Michael.  Jeden dzień pieprzonego spokoju.
 Tu nigdy nie będzie spokojnie  mruknął Calum, krzywiąc się. Niechętnie podniósł się z materaca.  Nienawidzę tego miejsca  dodał ciszej, a potem spuścił głowę i jako pierwszy ruszył w stronę wyjścia.

~***~
              Zatrzymali się przy drzwiach. Tyler, jako pierwszy, podszedł do nich. Zerknął kontrolnie na zieloną diodę, która oznaczała, że zamek jest odblokowany. Powoli otworzył je, a następnie wszedł do środka. Reszta podążyła za nim.
             Pierwsze, co zobaczył Luke zaraz po wejściu do chłodnego pomieszczenia, była czerwona wyrysowana linia na podłodze, a także długi stół z niewielkimi, brązowymi buteleczkami. W szyjce każdej z nich tkwił korek. Niedaleko nich znajdował się też nie duży ekran. Dostrzegł też zapisany papier, ale z tej odległości nie mógł odczytać jego treści. Za stołem znajdował się niewielki sejf. Po wcześniejszych odbytych grach, blondyn doskonale wiedział, co znajduje się w środku. Klucz.
             Podeszli do wyznaczonego miejsca, posłusznie ustawiając się wzdłuż linii. Każdy powoli lustrował pomieszczenie, zastanawiając się, co będą musieli zrobić i kiedy to się stanie. Obawa przed nowym zadaniem sprawiała, że czas niesamowicie się dłużył. Jakby tkwili w tej sali o wiele dłużej, niż w rzeczywistości.
              Hemmings lekko spiął mięśnie, kiedy usłyszał chrząknięcie, dochodzące z rogu pomieszczenia. Odruchowo spojrzał w tamtą stronę, ale błękitne tęczówki natrafiły na pustkę. Dopiero wtedy zauważył wiszący nieco wyżej głośnik. Przez chwilę naiwnie sądził, że Roy złożył im osobistą wizytę. Że w tym momencie dane im będzie zobaczenie osoby, która tak wielokrotnie wystawiała ich na próbę. Która gwarantowała olbrzymią wygraną, chcąc za to bólu, łez i krwi.
 Witam ponownie, drodzy gracze! Zapewne zastanawiacie się, co tym razem dla was przygotowałem. Otóż zadanie jest dziecinnie proste. Do rozwiązania jest banalna zagadka. Niezwykle łatwa, ważne by przeczytać i zrozumieć odpowiednio wskazówki.  Zaśmiał się cicho.  Na stole macie siedem butelek. Tylko jedna zawiera szyfr do sejfu, w którym ukryłem klucz. Za pomocą wskazówek musicie odnaleźć tą odpowiednią, a potem wypić jej zawartość. Rozbijecie ją, wyciągając mały, plastikowy prostokąt, na którym wytłoczone zostały cztery potrzebne cyfry. Uwaga! Nie każda zawartość butelki może wam… odpowiadać. Aby utrudnić wam zadanie, dodam do tego ograniczenie czasowe. Osoba, którą wyznaczę będzie musiała działać sama i będzie mieć dokładnie pięć minut na dotarcie do klucza. Gotowi?
 Tak  odezwał się Alex.
 Jeszcze jedna informacja dla tych, którzy będą śledzić poczynania zawodnika. Nie wolno wam się odezwać. Od tego momentu w tym pomieszczeniu ma panować cisza. Jeśli którekolwiek z was wypowie, choć jedno słowo czy spróbuje pomóc osobie, która będzie brała udział w zadaniu, zostanie natychmiast wyeliminowana. Nie wolno wam także minąć czerwonej linii. Za przekroczenie jej również grozi wykluczenie z gry. Wszystko jasne?  Znów pokiwali głowami.  Tyler, dziś stawiam na ciebie. Jesteś tym szczęśliwcem, który spróbuje rozwiązać moją banalną zagadkę.
               Luke spojrzał na chłopaka. Wyprostował się, a potem wyszedł z ich szeregu. Zauważył, jak przez moment wstrzymał oddech. Zacisnął usta, nie odrywając od niego wzroku. Tyler podszedł do stołu. Rozejrzał się, przyglądając się rzeczom, które się na nim znajdowały.
 Siedem butelek, kartka z podpowiedziami i zegar odmierzający czas. Nie wolno ci ich dotykać, chyba że wybierzesz tą, którą chcesz wypić. Gotowy?  Pokiwał głową.  W takim razie zaczynamy. Start!
              Zegar uruchomił się. Tyler złapał szybko za kartkę. Luke widział, jak zatrzęsła mu się dłoń. Skupił się na nim, nawet na moment nie odrywając od niego wzroku. Chłopak przeczytał tekst raz, a potem kolejny i kolejny. W końcu zerknął na butelki, by po krótkiej chwili znów wrócić do czytania. Blondyn nie wiedział, jakie słowa odczytuje. Robił to w milczeniu, tak jak oczekiwał tego Roy.
             Hemmings miał wrażenie, że czas nagle zwolnił. Że te pięć minut zmieniło się w długie godziny. Tyler nadal znajdował się odwrócony do nich plecami, a oni wciąż nie wiedzieli, co takiego robi i co próbuje rozszyfrować. Czuł, że nie tylko on się denerwuje. Reszta również niespokojnie poruszała się na swoich miejscach, obserwując ciche zadanie.
             W końcu kiedy zegar wskazał minutę i trzydzieści siedem sekund, Tyler złapał za jedną z buteleczek. Odrzucił na stół kartkę, a potem pospiesznie odkorkował naczynie. Po raz kolejny wstrzymał oddech, czując na plecach zimny pot. Bał się. Nigdy nie był zbyt dobry w zagadkach logicznych, choć ta nie wydawała się nadzwyczaj trudna. Wiedział jednak, że Roy jest podstępny, a to nie wróżyło niczego dobrego.
              Przyłożył butelkę do ust. Przechylił ją, wypijając całą jej zawartość. Skrzywił się na dziwny smak, a potem uderzył nią w kant stołu. Szkło rozprysło się na drobne kawałki. Panicznie zaczął szukać szyfru, która powinien być w środku. Szybko jednak zorientował się, że popełnił błąd. Ciąg ukrytych cyfr nie był wyznacznikiem, a to co poczuł, jak dziwny płyn znalazł się w jego organizmie.
              Uderzyła w niego mocna fala gorąca. Zapiekł go przełyk. Odruchowo złapał się za gardło, jakby to miało mu pomóc. Obraz przed oczami zaczął się rozmazywać. Odwrócił się, ale nie był w stanie rozpoznać poszczególnych członków grupy. Przełykanie śliny stało się niemożliwe. Wszystko podeszło mu do gardła, a on był pewny, że zaraz zwymiotuje. Po chwili nawet wzięcie kolejnego oddechu stało się zbyt trudne. Z kącika ust wypłynęła biała piana, kiedy padł na kolana, starając się zwalczyć to, co się z nim działo. Jego ciało wpadło w paniczne drgawki.  W tym momencie nawet ta przeraźliwa cisza była zbyt przytłaczająca. Żółć z żołądka, a także niestrawiony pokarm połączył się z pianą. Całość ponownie wypłynęła z jego ust, brudząc podłogę i ubranie. Pot zmoczył jego twarz, a kilka ciemnych kosmyków przyczepiło się mu do czoła. Ostatkiem sił spojrzał na pozostałych, a potem wypowiedział nieme przepraszam. Schrzanił to po całości. Prosta zagadka sprowadziła na niego śmierć.

~***~
              Jego mięśnie spięły się na tyle, że nie był w stanie się ruszyć. Poruszył tylko wargami, pragnąc tego, by ta cała męczarnia się skończyła. Nie potrafił jednak odwrócić wzroku od tego, co działo się z Tylerem. A jego ciało powoli osuwało się na podłogę. Po chwili błysk w jego oczach zgasł, tak jak zgasło jego życie.
 N…
             Kompletnie zapomniał o zakazie mówienia. Na szczęście, ktoś nad nim czuwał. Zanim zdążył wypowiedzieć pełne, niewinne słowo nie, Michael zacisnął dłoń wokół jego ust. Przycisnął go do siebie, ochraniając go od konsekwencji. Oparł się o jego klatkę piersiową, spazmatycznie oddychając. A było to utrudnione. Clifford nadal zatykał mu wargi w obawie, że Hood się odezwie.
 Ups  rozległ się znany głos.  A to pech  dodał rozbawiony Roy.  Nie sądziłem, że Tyler obleje ten test. No nic! Zagadka nadal nie jest rozwiązana, a to oznacza, że pora wybrać kolejnego uczestnika. Hm… Na kogo by tu postawić? A może… Ashton! Tak, właśnie ty! Przekonajmy się, jak sobie z tym poradzisz!

~***~
              Drgnął, czując nieprzyjemny dreszcz, który przebiegł mu po kręgosłupie, jak tylko padło jego imię. Zerknął na zapłakaną Summer, która nadal przyciskała dłonie do ust. Wiedział, że za wszelką cenę stara się być cicho. Ich spojrzenia na moment się spotkały, a on zobaczył w jej tęczówkach strach. W tym momencie tak bardzo chciał się do niej odezwać, by choć trochę ją uspokoić. Ją i siebie. Ale nie mógł tego zrobić.
              Przekroczył czerwoną linię, podchodząc do stołu. Unikał widoku nieżyjącego już Tylera. Jego ciało znajdowało się w pobliżu mebla, a on uważnie stawiał krok za krokiem, by przez przypadek w niego nie wejść. Rozejrzał się po tym, co znajdowało się na gładkim blacie. Zegar znów pokazał pięć okrągłych minut.
 Gotowy, Ash?  Szybko pokiwał głową, choć wcale nie był gotowy na to, by podjąć się zadania.  W takim razie zaczynamy! Zasady są te same! Start!
              Szybko złapał za kartkę. Podniósł ją wyżej, dokładnie wpatrując się w tekst. Uniósł brwi, koncentrując się na tym, co zaczął czytać.

Ich oczy i Twoja lewa ręka wyznaczają kierunek.
Pierwsza jest zwykła woda. Trzecia od niej to trucizna.
Po jej prawej tli się bezpieczeństwo, a po lewej śmieć.
Śmierć lubi chodzić parami, więc jest druga obok niej.
Jest także ostatnią  bo każdy z nas w końcu tak skończy.
Którą butelkę wypijesz?

              Zacisnął usta, nie odrywając ciemnych oczu od tekstu. Roy maił rację, zagadka była prosta. Podchwytliwa była jej pierwsza część, którą musiał dokładnie rozgryźć, aby móc zacząć od właściwego kierunku. Czy właśnie na tym etapie wyłożył się Tyler?
 Ich oczy i Twoja lewa ręka wyznaczają kierunek  odczytał w myślach raz jeszcze.
              Nachylił się nad stołem, uważając, by nie dotknąć żadnego naczynia. Z pozoru wszystkie butelki były gładkie i jednakowe. Dopiero po chwili zorientował się, że jedna z nich miała niewielki okrąg znajdujący się przy szyjce. Nie wyglądało to, jak oko. A co dopiero oczy. W końcu w zagadka mówiła o liczbie mnogiej. Czy Tyler mógł wziąć to za oko, zaczynając od złej strony?
 Ich oczy  pomyślał, próbując zrozumieć, co może być wyznacznikiem.
             Wtedy go olśniło. Zerknął kontrolnie na zegar. Miał wrażenie, że czas płynie za szybko. Odwrócił się jednak w stronę grupy, koncentrując się na ICH OCZACH. Szybko przeszedł na drugą stronę stołu, stając naprzeciwko pozostałych. Wrócił do zagadki, odhaczając w głowie to, że ma zacząć od lewej strony.
 Pierwsza jest zwykła woda. Trzecia od niej to trucizna.  Odliczył trzecią butelkę, zatrzymując palec kilka centymetrów od niej. Musiał uważać, by jej nie dotknąć.  Po jej prawej tli się bezpieczeństwo, a po lewej śmieć. Śmierć lubi chodzić parami, więc jest druga obok niej.  Po prawej są dwie butelki z trucizną. A w zasadzie jedna, bo Tyler wypił jedną z nich.  Jest także ostatnią  bo każdy z nas w końcu tak skończy.
               Wyeliminował także ostatnią. Wtedy została przed nim, tylko jedna butelka. Przez moment wpatrywał się w nią, nie będąc do końca pewnym, czy na pewno dobrze zrozumiał początek. Układ naczyń przy odczytaniu zagadki jasno wskazywał, która zawiera szyfr. To pierwsze zdanie myliło i dawało wątpliwości.
              Po raz kolejny spojrzał na zegar. Czasu było coraz mniej. Odłożył kartkę na stół. Nie chciał myśleć o konsekwencjach złego wyboru. Jeśli nie wybierze żadnej butelki Roy i tak go wyeliminuje. Sięgnął po przedostatnią butelkę. Szybko ją odkorkował. Przystawił ją do ust i przechylił. Wypił zawartość, a następnie rozbił naczynie. Szkło rozprysło się na wszystkie strony. Na ziemię spadł mały, mokry, czarny prostokąt. W tym momencie jego serce odrobinę zwolniło, a on wziął głębszy wdech. Wypuścił powietrze z płuc z nieukrywaną ulgą.
              Pospiesznie podniósł zdobyty szyfr, a następie podszedł do sejfu. Wcisnął po kolei właściwe cyfry  cztery, dwa, sześć, trzy. Przekręcił małą klamkę, a drzwi od razu puściły. W środku na białej podstawce leżał klucz. Wyciągnął go, odwracając się. Dopiero wtedy zauważył zegar, który wskazał dwadzieścia trzy sekundy, które zostały mu do ukończenia zadania. Zadania, które wygrał. Zadania, które udało mu się pokonać.
 Brawo, Ash!  rozbrzmiał głos Roy'a.  Już myślałem, że zaczniesz od złej strony, jak Tyler, ale… Nie dałeś się! Myślę, że ta łatwa zagadka była dobrą odskocznią od tego, co musieliście robić we wcześniejszych zadaniach. Nie łudźcie się jednak, że będzie tak prosto dalej. Gra nadal się toczy! Teraz możecie wrócić do Bezpiecznej Strefy. Do usłyszenia!  I rozłączył się.

~***~
              Oparł się o ścianę, owijając dłonie wokół zgiętych kolan. Jego wzrok utkwiony był na materacu, który znajdował się naprzeciwko niego. Puste miejsce, które zostawił po sobie Tyler. Calum lubił go. Jego żarty, cięty język i to, jak potrafił sprowadzić niektórych na ziemię. Pewnie i bez ogródek wyrażał swoje zdanie. Był pewny, że będzie on jednym z tych, co przetrwają ten koszmar.
 W porządku?
             Oderwał wzrok od materaca, by spojrzeć na Michaela. Chłopak usiadł obok, dokładnie go obserwując. Hood pokiwał głową, raz jeszcze przypominając sobie rozmowę z Ashtonem, którą odbyli zaraz po powrocie do Bezpiecznej Strefy. Wtedy Irwin opowiedział im dokładnie o tym, co trzeba było zrobić. Podzielił się z nimi też przypuszczeniami na temat tego, dlaczego Tyler przegrał.
 Cal?
 Ja… Tylko nad czymś się zastanawiałem.
 Mogę wiedzieć nad czym?  zapytał ściszonym głosem, nachylając się w jego stronę, by lepiej go słyszeć. Hood wziął głębszy wdech.
– Nad tym, czy w ogóle jest jakaś szansa na to, że stąd wyjdziemy.
– Jest. Ja chcę w to wierzyć. Ty też powinieneś.
 Widzisz, co się dzieje i mimo wszystko w to wierzysz? Roy wykończy nas jeden po drugim i… Nie uciekniemy stąd  dodał szeptem. Poczuł, jak zapiekły go oczy. Za wszelką cenę starał się nie rozkleić.
 Musimy tylko zdobyć wszystkie klucze, by zrobić sobie przejście. Potem zwiejemy, jak najdalej stąd. Ten cały koszmar w końcu się skończy. Musisz wierzyć, Cal. Musisz, bo inaczej zwariujesz.
 Mam wrażenie, że już wariuję.
 Jesteś silny, choć widzę, że nawet nie zdajesz sobie z tego sprawy. Musisz w siebie wierzyć.
 Muszę wierzyć…
 To mój rozkaz dla ciebie  rzucił z uśmiechem.
               Spojrzał na Michaela po raz kolejny. Również się lekko uśmiechnął, przyznając mu w myślach rację. Jeśli się załamie, będzie skończony. Jeśli się podda, od razu przegra. Musi wziąć się w garść i walczyć dalej. Musi zrobić wszystko, by stąd wyjść. I tego chciał się trzymać.



***
Żegnamy kolejnego uczestnika zabawy. Tym razem padło na biednego Tylera. Grupa się zmniejsza, ale to jeszcze nie koniec rozrywki. Wciąż jest ich za dużo :D
Kiepsko wychodzi mi wymyślanie tego typu "zagadek", więc... wybaczcie XD
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu.

Standardowo zapraszam na Aska i Twittera - @RoxyDonau
Tam znajdziecie informacje o tym, co i kiedy się pojawia.

Pozdrawiam i do następnego! 

#StayAliveFF

4 komentarze:

  1. Bardzo ciekawy rozdział :) Jestem ciekawa, jak długo zajęło ci wymyślenie tej zagadki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się spodobało. Trochę zajęło, dokładnie nie wiem ile - ale musiałam sobie rozrysować hahah XD
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam!

      Usuń
  2. Dobra jeszcze Alex został do ostrzału, a reszta ma wyjść z tego żywa. Rozdział super! :)

    OdpowiedzUsuń