poniedziałek, 6 marca 2017

Rozdział 13

              Podniosła głowę. Na jej twarzy wymalował się szeroki uśmiech. Ciemne oczy dwuletniego chłopca spojrzały wprost na nią. Ciche mama wyrwało się z jego ust. Christian wyciągnął rączki, co jakiś czas prostując i zginając ze zniecierpliwieniem paluszki.
             Summer zrobiła kilka kroków do przodu. Wtedy coś huknęło za jej plecami, a wokół niej zapanowała kompletna ciemność. Jej oddech przyspieszył, kiedy uświadomiła sobie, że znów znajduje się w przeklętym korytarzu pozbawiona jakiegokolwiek źródła światła. Wyciągnęła ręce, czując narastającą panikę. Nadal słyszała głos syna, ale teraz wydawało jej się, jakby pochodził z samego końca holu.
 Chris!
 Mama!
 No dalej, Summer, przecież twój syn cię potrzebuje! Idź do niego! Pospiesz się!
             Głos Roy'a rozniósł się echem po pomieszczeniu, a ona zasłoniła usta dłonią, starając się opanować strach. Telepała się już cała, nie mogąc tego w żaden sposób kontrolować. Na oślep ruszyła do przodu. Jak najszybciej chciała dotrzeć do końca korytarza. Kiedy nawoływanie dziecka nasiliło się, zwiększyła tempo niemalże biegnąc w jego kierunku.
             Nagle rozbłysło mocne białe światło, które ją oślepiło. Zasłoniła ręką oczy, powoli rozchylając powieki. Zamrugała kilka razy, czekając, aż jej wzrok przyzwyczai się do tak intensywnej jasności. W końcu spojrzała przed siebie, ale nie zobaczyła tam nikogo. Na podłodze znajdowała się, tylko duża plama krwi.
 Nie, nie, nie  wydusiła, kręcąc szybko głową.
 Czego tak szukasz, Summer? Powiedz mi czego?
              Gdy tylko padły te słowa, poczuła czyjąś dłoń na ramieniu. Wstrzymała oddech, a potem ciężko przełknęła ślinę. Powoli, niczym w zwolnionym tempie, odwróciła się. Jej oczy powiększyły się. Przed nią stał zakrwawiony Josh. Posoka ściekała mu po brodzie, sinych ustach i nosie, kapiąc na podłogę. Jego tęczówki były puste, jaśniejsze, niż za życia. Twarz kolorem przypominała szary papier z domieszką zieleni i żółci.
 Kogo tak szukasz?!  warknął, przybliżając się. To wystarczyło, by zaczęła krzyczeć.

              Zerwała się do pozycji siedzącej. Jej oddech był płytki i ciężki. Przycisnęła do czoła drżącą rękę. Pod palcami czuła cienką warstwę potu. Przez chwilę miała wrażenie, że serce wyskoczy jej z klatki piersiowej. Na szczęście z każdą chwilą jego rytm odrobinę malał. Uspokajała się po tym koszmarze, który jej się przyśnił.
 Wszystko w porządku?
              Odwróciła się, napotykając zaniepokojone ciemne tęczówki. Ashton zacisnął usta, nie odrywając od niej wzroku. Naprzeciwko niego znajdował się Luke, który również przyglądał jej się z uwagą. Zerknęła w bok. Michael i Calum także nie odrywali od niej oczu.
 Nic mi nie jest, to… To był tylko koszmar  odpowiedziała, biorąc kolejny głębszy wdech.
 Może przyniosę ci coś do picia?  pociągnął Irwin.
 Nie, dziękuję. Jest w porządku  powiedziała, posyłając mu delikatny uśmiech.
 Na pewno…
 Jest okej  zapewniła go raz jeszcze, a następnie odrzuciła od siebie koc.  Idę pod prysznic.
              Podniosła się z materaca. Chłopaki nie spuszczali z niej wzroku. Summer przeszła przez pokój, udając, że tego nie widzi. Nie chciała, by się martwili. Nie chciała, by myśleli, że psychicznie nie daje rady. Nie chciała, by myśleli, że zaczyna jej odbijać. Nie chciała stać się najsłabszym ogniwem, choć zaczynała wierzyć w to, że tak właśnie jest.

~***~
              Odprowadził ją wzrokiem do drzwi. Kiedy zamknęły się za dziewczyną, przejechał dłonią po blond włosach, wypuszczając z ust cicho powietrze. Chciał mieć nadzieję, że wczorajsze zadanie nie odbije się zbyt mocno na psychice Summer. Nie chciał, by to, co się tam działo ją złamało. Domyślał się, że otaczająca cię ciemność, sprawia, że myśli zaczynają kotłować się w głowie jeszcze bardziej. Pozostałe zmysły wyostrzają się. Wszystko to może sprawić, że mózg zacznie sam dodawać kolejne obrazy, które być może nie miały pokrycia w rzeczywistości.
             Zdążył się odwrócić, a drzwi po raz kolejny otworzyły się. Do środka wszedł Alex. Omiótł szybko wzrokiem pokój. Kiedy jego zielone oczy zatrzymały się na nim, skrzywił się. Luke zdążył się do tego przyzwyczaić i całkowicie ignorować wrogie podejście, jakie przejawiał wobec niego. Harris podszedł do swojego materaca, a następnie usiadł na nim, opierając łokcie o kolana.
 Co ją ugryzło?  zapytał, gdy między nimi nadal panowała cisza. Hemmings dopiero po chwili zrozumiał, o kogo konkretnie mu chodziło. Alex wskazał na drzwi, za którym zniknęła dziewczyna.  Zaczyna jej odwalać? Żeby nie ześwirowała, jak Nina.
 Zamknij się  warknął Ash przez zaciśnięte zęby.
 Bronisz swojej dziewczyny, Irwin?
              Harris zdążył tylko to powiedzieć, a Ashton raptownie drgnął. Chciał wstać, ale w ostatniej chwili Luke wyciągnął w jego stronę dłonie. Pociągnął go za koszulkę, sprawiając, że chłopak usiadł z powrotem. Wypuścił z ust wiązankę soczystych przekleństw, na co Alex uniósł tylko jedną brew. Zaśmiał się szyderczo, będąc zadowolonym z tego, że trafił w jego czuły punkt.
 Zamknij mordę, kretynie  odezwał się Tyler, uderzając nogą w jego plecy. 
             Ich materace leżały obok siebie, więc nie musiał mocno się trudzić, by to zrobić. Był też zbyt leniwy, by się podnieść i uderzyć go ręką.
 Nic nie zrobiłem.
 Masz jakąś jebaną satysfakcję z tego, że wkurwiasz wszystkich dookoła? To jakieś twoje pierdolone hobby?  pociągnął Tyler, nie odrywając od niego wzorku. Alex odwrócił się, by móc na niego spojrzeć.  Czego, kurwa, się gapisz?
 Teraz to ty jesteś niemiły.
 Ja tylko stwierdzam fakty, frajerze. Tkwimy w takim bagnie, ale ty jeszcze bardziej podburzasz atmosferę, co jest zupełnie nie potrzebne. Dlatego byłbym wdzięczny, gdybyś nie wiem… Zamknął się?
 Jesteś wrzodem na dupie, Bolt.
 Ty jesteś wrzodem na dupie każdego z nas  odpowiedział, a potem ułożył dłonie pod głową.  Zatkaj papę i daj nam spędzić to popołudnie, w jako takiej ciszy i spokoju.
               Luke zacisnął usta, starając się nie roześmiać. A miał na to wielką ochotę. Jak widać Alex nie tylko jemu działał na nerwy. O ile on starał się nie wdawać z Harrisem w żadne dyskusje  wolał nie wiedzieć, jakby taka potyczka słowna mogła się skończyć  o tyle Tyler za każdym razem strofował go, nie przebierając w słowach. Nie dziwił się. Alex lubił się czepiać i Hemmings domyślał się, że czerpał z tego, jakąś dziwną satysfakcję.
              Nagle w pomieszczeniu rozległa się znana melodia. Luke odruchowo spiął mięśnie, chcąc wstać. Jednak dopiero kiedy Ashton podniósł się z miejsca, przypomniał sobie, że już nie jest zobowiązany do odbierania każdego połączenia od Roy'a. Teraz to Irwin pełnił funkcję opiekuna telefonu. Utkwił błękitne oczy w chłopaku, który już podchodził do stolika. Złapał za telefon, odbierając.
 Tak?
 Przełącz mnie  rozkazał mężczyzna. Ashton od razu wypełnił polecenie, wystawiając komórkę w stronę pozostałych.  Witam, drodzy gracze!
 Summer jest…  zaczął Calum, ale Roy od razu mu przerwał.
 Wiem, co robi i gdzie jest. Nie zapominaj, że w tym szpitalu, to ja mam wszędzie oczy, Hood. Zaraz pewnie się zjawi.  Chłopak spuścił głowę, zagryzając wargę.  Wracajmy jednak do sprawy, w której do was dzwonie. Zapewne domyślacie się, o co może chodzić. Dokładnie to, co myślicie! Pora zwiedzić kolejne skrzydło! Jako, że skrzydło E zostało wykorzystane do rozegrania gry, na drugie piętro zejdziecie schodami, które mieści się w skrzydle F. Zostały właśnie odblokowane. Mam nadzieję, że nie każecie mi długo czekać i zabierzecie się dość szybko do roboty. Zamek otwiera zdobyty we wczorajszej grze klucz. Co tam znajdziecie? To się okaże. Powodzenia! Ptaszek nadal jest w klatce!  I rozłączył się.
                Ashton zerknął na telefon, a następnie ostrożnie odłożył go na miejsce. Odwrócił się w stronę pozostałych. Między nimi zapanowała cisza. Irwin doskonale wiedział, że z uwagi na swoją nową funkcję został automatycznie wykreślony z grona osób, które mogą udać się na drugie piętro. Nie bardzo mu to odpowiadało. Wolał coś robić. Wolał ruszyć się z Bezpiecznej Strefy i działać, niż siedzieć w tym pokoju, zastanawiając się, czy reszta jakoś sobie radzi i czy przypadkiem nikomu nic się nie stało.
 Co wy macie takie miny?
              Wszyscy odruchowo spojrzeli w stronę drzwi. Summer uniosła brwi, patrząc na nich zaciekawieniem. Złapała brązowe, mokre włosy, wiążąc je w ciasny kok. Użyła do tego gumki recepturki, którą znalazła w jednej z apteczek.
 Co się stało?
 Dzwonił Roy  odpowiedział Michael, a potem pokręcił nosem.  Skrzydło D zostało otwarte.
 Idę  rzuciła, nawet się nie wahając. Ashton zrobił wielkie oczy.
 Może zostaw to nam  powiedział Alex, podnosząc się z miejsca. Reszta poszła w jego ślady.
 Bo?
 Możesz się, ślicznotko, przez przypadek uszkodzić.  Summer zerknęła na niego, krzywiąc się.  On też zostaje  dodał, wskazując na Hemmingsa.  Nie zamierzam łazić z nim po tych korytarzach.
– Od kiedy to ty decydujesz? Nie wiedziałem, że zrobiłeś się liderem grupy – odezwał się Luke, zaciskając dłonie w pięści.
 Ciebie akurat nikt nie pytał o zdanie, śmieciu.
 Ciebie też nie  rzuciła Summer, podchodząc do niego. Wspięła się na palce, by zrównać się z nim wzrostem.  Śmieciu  wysyczała, mrużąc na niego oczy. Alex roześmiał się.
 Stoisz po jego stronie?!  Zerknął na blondyna.  Masz prywatnego damskiego ochroniarza, gnido?
 Kurwa, jeszcze jedno słowo, a…  zaczął Luke, ruszając w jego stronę.
 Spokój!  krzyknął Clifford, łapiąc Hemmingsa za ramię i uniemożliwiając mu podejście do chłopaka.  Powaliło was wszystkich? Nie potrzebujemy dodatkowych pieprzonych komplikacji!
 To on jest jedną wielką komplikacją  odparła Summer.
– Ja mu po prostu, kurwa, nie ufam.  Dziewczyna prychnęła pod nosem.  A ty jesteś naiwna. Wszyscy jesteście naiwni!
 Może i tak. Zapomniałeś jednak o jednym  pociągnęła, dźgając go palcem w klatkę piersiową. – Nie znasz nikogo z nas. Wszyscy jesteśmy tu obcy. Twierdzisz, że Luke może coś wiedzieć. Że może jest popychadłem Roy’a. Wysunąłeś takie wnioski, tylko na podstawie tego, że nie jest tu od początku. A co, jeśli prawda jest inna?
 Inna?
– Nic o nas nie wiesz. A może ktoś z nas kłamie? Może Calum coś ukrywa i wcale nie jest taki święty? A może Michael nasz spec od technologii?  Alex nie odrywał od niej wzroku, tak samo, jak pozostali.  Równie dobrze i ja mogę współpracować z Roy'em.  Uniósł brwi.  Zaskoczony? Mogę być po jego stronie. Bo niby czemu wcześniej nie angażowałam się w wychodzenie poza Bezpieczną Strefę? Może celowo unikałam brudzenia sobie rąk? Czemu nie ruszałam się z miejsca? Z wygodny? Strachu? Czy może z czystego lenistwa?  Przysunęła się do niego jeszcze bardziej.  Gówno wiesz.  Odwróciła się i spojrzała na zaskoczonego blondyna.  Luke, pójdziemy razem do skrzydła D? Może dostaniemy, jakiś bonus od naszego kumpla Roy'a?
 Jasne. Chętnie pójdę  odezwał się z uśmiechem.
                Minął Alexa, patrząc na niego z zadowoleniem. Wcześniej miał ochotę się na niego rzucić, teraz chętnie wybuchłby śmiechem prosto w jego zdziwioną twarz. Summer ujęła to idealnie. Nikt nikogo tak naprawdę nie znał, a Harris skreślił go już na wstępie, choć Luke nie zrobił mu nic złego. Dogonił dziewczynę, która zatrzymała się przy drzwiach. Następnie oboje wyszli z pomieszczenia.
 Co tu się, kurwa, odjebało?  wydusił Alex.  Nie zamierzam brać w tym udziału.
 Summer ma racje  powiedział Tyler, wzruszając ramionami.  Nie znamy się. Nie wiemy, co tak naprawdę działo się przed tym, jak ulokowali nas w szpitalu. Każdy z nas może mieć coś za uszami.
 Hemmings to pieprzony oszust, mówię wam  warknął Alex.  Za chuja mu nie wierzę!
 Może tak, a może i nie. Luke prawie udusił się w zadaniu, w którym brał udział. Gdyby był jednym z ludzi Roy'a, to ten pozwoliłby na to, by w ogóle brał w tym udział? Jeśli tak, to pewnie jest samobójcą. Oprócz tego pomógł Calumowi podnieść Michaela. Gdyby był po drugiej stronie, to pewnie chciałby wyeliminować, jak najwięcej ludzi. Wtedy pewnie zostawiłby go tam, łapiąc w biegu, tylko Hooda. Albo z góry skazałby tę dwójkę na śmierć, ratując się sam. To samo tyczy się jego wyjścia z Niną. Był z nią sam na sam. Czemu jej nie wykończył, tylko ona nieomal wykończyła jego? Przecież mógł upozorować wypadek, zwalić wszystko, na jakąś pułapkę. W końcu w tym miejscu o to nie trudno. To są tylko luźne przemyślenia, niczego nie sugeruję. Jednak oprócz tego, że został znaleziony, nie masz innych podstaw do tego, by go na każdym kroku oskarżać. No i robi się to już wkurwiające i nudne. Daj mu normalnie funkcjonować. Nie potrzebujemy dodatkowych konfliktów, bo i tak już jest chujowo. Musimy być zgrani, by przez to przejść, a ty… Robisz wszystko, by nas wkurwić i skłócić. Opanuj się. Michael, Calum, idziemy trochę pomyszkować?
 Chętnie  rzucił Clifford.  Cal?
 Idę.
 To zostajecie sami  powiedział Tyler, zerkając to na Alexa, to na Asha.  Nie pozabijajcie się.

~***~
                Usłyszała za plecami kroki pozostałych. Była pewna, że idzie za nimi więcej, niż dwie osoby. Może tym razem podzielą się na więcej grup? Odwróciła się, spoglądając na Hemmingsa, który szedł tuż obok. Jak tylko zauważył, że mu się przygląda, uśmiechnął się. Następnie wziął głębszy wdech.
 Nie chcę poruszać tematu Alexa  powiedziała od razu, zanim Luke zdążył się odezwać.  Ale chyba wszyscy mamy go dość.
 Nieźle to ujęłaś.
 Dzięki. Lepsze to, niż chęć przywalenia mu.  Blondyn zacisnął usta, udając niewinnego.  Daj spokój, widziałam to. Gdyby nie Michael, pewnie rzuciłby się na niego.
 Nie zaprzeczę, że miałem na to olbrzymią ochotę.
 Prawda jest taka, że szkoda tracić energię na kogoś takiego, jak on.
              Zatrzymali się przy schodach, czekając na resztę. Między nimi zapanowała cisza. Luke nie odrywał od niej oczu. Dopiero kiedy dołączyli do nich pozostali, urwał kontakt wzrokowy, skupiając się na nich. Nie musieli ustalać, kto z kim idzie. Podział ten został już wytyczony w Bezpiecznej Strefie, dlatego nie zmieniali go. 

              Zeszli schodami w dół. Tam na kracie, tuż przy zamku, znajdowała się odbezpieczona blokada. Jej dioda, jak zwykle lśniła lekkim, zielonym światłem, dając im znak, że droga jest wolna. Michael użył zdobytego klucza, otwierając im przejście. Następnie cała piątka ponownie weszła na schody, kierując się na drugie piętro.

              Calum podał im jedną z latarek. Wyszli bez tego, zapominając o tak ważnej rzeczy. Każde z nich zwalało to na sprzeczkę, jaka wywiązała się w pokoju. Na szczęście reszta pomyślała za nich. Zatrzymali się na holu. To tu postanowili zostawiać znalezione rzeczy. Chcieli wszystko wyrzucić na główny korytarz, a potem zanieść znaleziska do Bezpiecznej Strefy. Wybrali strony, rozdzielając się.
              Summer czuła pewnego rodzaju satysfakcję z tego, że w końcu mocniej postawiła się Alexowi. Nie była pewna, skąd pojawił się u niej ten nagły przypływ uwagi. A może po prostu zadziałała pod impulsem? A może to szpital zaczął ją zmieniać? Może to właśnie było jednym z celów Roy'a? Wystawić ich psychikę na próbę? Sprawdzić, jak daleko są w stanie się posunąć? A może po prostu zaczęła się zatracać?
              Próbowała przegonić myśli, które wciąż krążyły wokół tego, co się działo. Jej mózg często też wracał do wydarzeń z wczoraj, jakby tamto zdanie było jej dodatkowym ciężarem, który ona musiała pokonać. Wizja ciemności i kompletnego zagubienia nadal gdzieś tliła się w środku niej. Wciąż odczuwała strach, który wtedy wypełniał każdą pojedynczą komórkę w jej ciele. Rozmowa z Lukiem, która wywiązała się, jak tylko odłączyli się od pozostałych, pomogła jej, choć trochę odpocząć i wrócić do rzeczywistości. Wiedziała, że musi się skupić, a rozpamiętywanie wczorajszego dnia wcale jej w tym nie pomagało.
               Przechodzili z sali do sali, starając się nie przeoczyć niczego, co może im się przydać. Kilka drzwi było zupełnie zamkniętych. Natrafili też na dwa pokoje z pułapkami, których nie zamierzali otwierać. W tym miejscu ciekawość potrafiła zgubić nawet najbardziej ostrożnych. Nie chcieli ryzykować życiem. Tym bardziej, że nie mieli stu procentowej pewności, że za tymi konkretnymi drzwiami znajdą cokolwiek. Pomijali je, przechodząc do następnych brudnych i zagraconych szpitalnych sal.
 Nieźle  powiedział Luke, kiedy dorwali się do dwóch, dość sporych kartonów.
               Leżały schowane za przewróconą szafką i łóżkiem. Były okryte dodatkowo pożółkłym prześcieradłem. Summer skrzywiła się odrobinę, widząc dziwną, rozbryzganą plamę na ścianie. Odwróciła od niej wzrok, zamykając kartony.
 Będziemy mogli się przebrać. Roy dał nam nawet nowe buty do kompletu  rzuciła, przesuwając karton po podłodze.
 Chcę już to zrobić. Mimo pryszniców i tak zakładamy brudne ubrania, więc… Nadal czuję na sobie pot i krew. Z drugiej strony, idzie się przyzwyczaić.
 Prawda  pociągnęła, przetrzymując mu drzwi.
              Luke wypchnął większy karton na zewnątrz, a następnie złapał za mniejszy. Przeciągnął go, wychodząc na główny hol. Summer puściła drzwi, które zatrzasnęły się za nimi z hukiem. Dźwięk ten odbił się od starych ścian. Blondyn podskoczył, raptownie odwracając się.
 Do tego nie da się przyzwyczaić  powiedział, podnosząc palec.
 Przepraszam  odparła z uśmiechem.  Teraz tutaj?
             Chłopak pokiwał głową. Oboje ustawili się przy drzwiach. Summer lekko nacisnęła, klejącą się od brudu, klamkę. Luke przycisnął się jeszcze bardziej do framugi, starając się wyłapać klikanie, które oznajmiłoby im to, że coś kryje się po drugiej stronie. Jednak żaden niepokojący dźwięk nie dotarł do jego uszu. Ciemne tęczówki skupiły się na nim. Pokręcił głową. Dziewczyna pchnęła drzwi.
 Jakiś gabinet zabiegowy?
 Wygląda, jak… Dziwny gabinet dentystyczny  powiedział Luke, rozglądając się po pomieszczeniu.
 Chyba jest w porządku.
              Summer minęła próg. To pomieszczenie było odrobinę większe, niż pozostałe. Z boku stał dziwny fotel z podnóżkiem. Z jednej strony doczepioną miał wygiętą, metalową tackę, a z drugiej zardzewiałą rurę. Domyślała się tego, że na górze musiała się kiedyś znajdować lampa. Faktycznie, wyglądał to, jak przerażający gabinet szalonego stomatologa.
 Chyba nie chcę wiedzieć, co tu tak naprawdę było.
 A ja chyba zgadłem. Chyba, że używali tego do torturowania ludzi  pociągnął blondyn, wskazując rozrzucone stare, brudne obcęgi, kleszcze i skalpele, mniejsze i większe dźwignie oraz pincety. W rogu znajdowało się klika rozbitych, brązowych butelek.  Aż mam ciarki. Nigdy nie lubiłem dentystów.
 Ja też nie  rzucił Summer, marszcząc nos.  Do tego ten dźwięk tych narzędzi, które uderzają w tą metalową tackę. On w sam sobie jest nieprzyjemny.
 I dźwięk wiertła, które jeździ ci po zębach…
 Nie, skończmy ten temat  powiedziała, czując na plecach nieprzyjemny dreszcz.
              Dziewczyna ruszyła do przodu, chcąc sprawdzić drugą stronę pomieszczenia. Jednak w połowie drogi, czekała na nią przeszkoda. Dopiero kiedy zaczepiła nogą o cienką żyłkę, zrozumiała, że ta sala nie była do końca bezpieczna, a ona straciła na czujności. Pułapka rozmieszczona była wzdłuż gabinetu. Nie było żadnych święcących diod czy wiązek światła, jak poprzednio. Roy złapał ich na starą, ale dobrze wypróbowaną sztuczkę. Wystarczyła mu do tego niewinna, zupełnie nie widoczna z progu żyłka i naiwna ofiara, która poczuła się zbyt pewnie.
 Summer!
              Wszystko działo się dla niej za szybko. Próbowała utrzymać równowagę i nie dać się złapać. Była pewna, że mechanizm został uruchomiony. Słyszała dziwny dźwięk, który pomógł jej wizualizować oczyma wyobraźni to, że zaraz pożegna się z życiem. W tym momencie jej myśli i emocje eksplodowały, a serce i oddech przyspieszyło jeszcze bardziej.
              Nagle została powalona na podłogę i odsunięta od linii strzału. Rozległ się huk, który od razu skojarzył się jej z hałasem, jaki pojawił się podczas osamotnionego głównego zadania. Kilka starych kafelek, które rozmieszczone były do połowy ściany, spadło na ziemię, roztrzaskując się na kawałki. Z boku wystrzeliły pociski, wbijając się w stary tynk po drugiej stronie. Luke naparł na nią bardziej, osłaniając ramionami nie tylko swoją głowę, ale także i jej. Ochronił ją własnym ciałem, zmuszając jednocześnie do odczołgania się od środka pomieszczenia.
              Po kliku długich sekundach, które ciągnęły się dla nich w nieskończoność, wszystko ustało. Summer poczuła w gardle i w nosie drobny pył, który uniósł się w sali. Sproszkowany tynk docierał do ich dróg oddechowych, drażniąc je. Zakaszlała, przezwyciężając przyspieszony i płytki, paniczny oddech. W jej oczach pojawiły się łzy, a ciało zaczęło niebezpiecznie drzeć.
 Summer? W porządku? Summer?
              Głos Hemmingsa dochodził, jakby z oddali. Nadal dźwięczało jej w uszach, po hukach pękających ścian i kafelek oraz po strzałach, które serią zostały wypuszczone wzdłuż sali. Pomógł jej się podciągnąć do pozycji siedzącej.
 Spokojnie. Już wszystko się skończyło  powiedział, obejmując ją ramionami. Zacisnęła palce na jego przedramieniu, nie mogąc złapać jednego porządnego wdechu, którego tak cholernie potrzebowała.  Nic się nie dzieje. Po prostu się przestraszyłaś. Summer? Skup się na mnie.  Zerknęła w bok.  Jesteś cała?
 Nic… Nic mi nie jest  odparła, czując, że jej ciało powoli zaczyna się rozluźniać. Spięte ze strachu mięśnie, aż bolały. Luke odruchowo pogładził ją po plecach.  Dziękuję.
 Jeszcze nie jest tak źle z moim refleksem  powiedział, uśmiechając się.  Wstrzymaj powietrze, a potem powoli wypuści je ustami. To powinno ci pomóc. – Szybko to zrobiła. A potem kolejny raz i następny.  Lepiej?
 Tak. Dzięki.
 Dasz radę wstać czy chcesz jeszcze posiedzieć?
 Chcę stąd wyjść.
 Wychodzimy  powiedział, podnosząc się. Wyciągnął ręce, a ona złapała za nie i dźwignęła się do góry.  Na pewno jest lepiej?
 Tak, po prostu… Spanikowałam.
 Wcale ci się nie dziwię. Strach w tym miejscu nie jest niczym, czego można by było się wstydzić.  Złapał jej dłoń.  Powoli, nie zahaczmy o to znowu.
 Linka się nie zerwała?
 Nie. Ostrożnie.
              Pomógł jej przejść, a potem oboje wyszli z sali. Dziewczyna oparła się o ścianę. Luke w dalszym ciągu bacznie ją obserwował. Drgnęli, kiedy usłyszeli szybkie kroki, które zmierzały w ich kierunku. Blondyn odwrócił się, widząc pozostałych. Był pewny, że strzały i huki zaalarmowały chłopaków, którzy od razu ruszyli, by ich odnaleźć. Na ich twarzach widniało zacięcie, jakby za wszelką cenę chcieli podjąć się walki o życie.
 Co się, kurwa, stało?  wydusił Michael.
 Mieliśmy pułapkę w środku pokoju  odpowiedział blondyn, wskazując na drzwi.  Prawie…
 Gdyby nie Luke, pewnie by mnie rozstrzelało- odezwała się Summer, a potem zagryzła wargę.  Nie zauważyłam rozciągniętej linki.
 Mieliście cholernie dużo szczęścia  skwitował Tyler, kręcąc głową.
 Ostatnio to szczęście mi sprzyja  rzuciła, nawiązując do poprzedniego głównego zadania.
 I niech trzyma się ciebie, jak najdłużej  dodał Bolt, klepiąc ją po ramieniu. Może odpoczniecie, a my sprawimy resztę pomieszczeń.
 Nic mi nie jest, mogę kontynuować  powiedział Luke.
 Ja…
 Ty lepiej usiądź  wtrącił Calum, podchodząc do dziewczyny.  Potowarzyszę ci.
 Chciałeś raczej powiedzieć, że mnie popilnujesz.
 Podtrzymanie towarzystwa brzmi lepiej.
 Zostańcie tu  pociągnął Michael.  Nie ma tu zbyt dużo pomieszczeń, więc powinniśmy niedługo skończyć. Jak się ogarniecie, możecie zacząć przenosić znalezione rzeczy do schodów.
 W porządku  odpowiedziała Summer, kiwając głową.
 To ustalone. Idziemy  odparł Clifford, machając na Tylera i Luke'a.

~***~
              Ashton usiadł obok Summer, która popijała gorącą herbatę. Przez chwilę spoglądał na nią z niepokojem. Nawet kiedy na jej bladej twarzy wymalował się delikatny uśmiech, nie uspokoił się. W dalszym ciągu rozpamiętywał historię, jaką opowiedzieli po powrocie ze skrzydła D. Szpital stawał się coraz bardziej niebezpieczny.
            Dziewczyna zacisnęła wargi, skupiając ciemne oczy na swoich dłoniach. Nie mówiła też za wiele, jakby w dalszym ciągu rozpamiętywała to, co się stało. A w przeciągu ostatnich dwóch dni, działo się zbyt wiele. Najpierw główna gra, potem pułapka. Irwin wolał nie myśleć, co by się stało, gdyby była w gabinecie sama.
 To żenujące  powiedziała z niesmakiem.
 Daj spokój. To była chwila nieuwagi.
 Idąc tam powinnam być maksymalnie skupiona.
 Nie przesadzaj.
 Taka prawda. A gdyby to pociski wystrzeliły z drugiej strony, trafiając w Luke'a?  odparła ciszej, tak by tylko on mógł ją słyszeć.
 Przypomnieć ci, że nie jesteś jedyną osobą, która wpadła w niespodzianki Roy'a?  Spojrzała na niego, a on posłał jej ciepły uśmiech.  Sama mi pomagałaś wydostać się z tego pieprzonego dołu ze szkłem.
 Dobraliśmy się – rzuciła ze śmiechem. On zaraz do niej dołączył. Poklepała go po dłoni.  Chyba mimo wszystko nie jesteśmy tacy źli.
 Żyjemy  odparł, obejmując ją.
 Żyjemy  powtórzyła za nim, zsuwając się niżej i opierając głowę o jego ramię.  Nadal żyjemy.




***
Zwiedzanie dziwnego szpitala nadal trwa. Nasi bohaterowie myszkują po kolejnych salach. Tym razem znów nikt nie wpadł w pułapkę. Pewnie Roy będzie tym faktem nieco rozczarowany XD Jednak nikt nie może być bezpieczny, bo... Na kogo wypadnie na tego bęc :D
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu.

Standardowo zapraszam na Aska i Twittera - @RoxyDonau
Tam znajdziecie informacje o tym, co i kiedy się pojawia.

Dziękuję za wszystkie komentarze i teorie - a naprawdę lubię je czytać :)

Pozdrawiam i do następnego!

#StayAliveFF


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz