poniedziałek, 20 lutego 2017

Rozdział 12

              Rozchyliła powoli powieki. Wokół niej panowała ciemność. Wzięła głębszy wdech, starając się, jak najszybciej przegonić koszmar, jaki jej się przyśnił. A w tym śnie umierali wszyscy. Jeden po drugim, zawalając każde zadanie, jakie postawił przed nimi Roy. Im bardziej się starali, tym gorzej wychodzili, a któreś z nich traciło życie. Summer widziała śmierć ich wszystkich. Nawet samej siebie.
              Podniosła się do pozycji siedzącej. Przetarła dłońmi twarz. Wypuściła cicho powietrze z płuc. Dopiero wtedy dostrzegła ruch. Zerknęła w stronę Ashtona, który spał na materacu obok. Zamrugała kilka razy, kiedy jej wzrok przyzwyczaił się do panującego mroku. Widziała, jak chłopak trzęsie się z zimna, jak galareta. Jego koc zsunął mu się na pas, odsłaniając zabandażowane ramiona i dłonie. Biel opatrunków najmocniej rzucała jej się w oczy.
              Nachyliła się, starając się nie robić zbyt mocnych i gwałtownych ruchów. Nie chciała go obudzić. Złapała za koc, powoli ciągnąc go ku górze. Irwin mruknął przez sen, a ona zatrzymała się. Odczekała chwilę, dokładnie obserwując jego sylwetkę. Potem opatuliła go szczelnie przykryciem, aby było mu cieplej.
               Odkryła swój koc. Wstała z materaca. Znała rozkład tego pokoju na pamięć. Mogłaby się poruszać w nim z zamkniętymi oczami. Kiedy tkwi się w jednym miejscu od tak długiego czasu, nie trudno jest nauczyć się rozstawienia poszczególnych rzeczy. W szczególności, gdy nie było ich za wiele. Cicho podeszła do stolika, na którym znajdował się telefon oraz latarki. Wzięła jedną z nich. Czuła w ustach suchość. Musiała się napić. Dlatego nie czekając dłużej, odwróciła się i ruszyła w stronę drzwi, mijając pozostałych śpiących.
               Jak tylko wyszła na korytarz, podskoczyła. Zrobiła dwa kroki do tyłu, niemalże z powrotem wpadając do pomieszczenia, w którym przed chwilą była. Jej oddech i serce od razu przyspieszyło. Przestraszyła się. Światło z drugiej latarki, oślepiło ją. Zmrużyła oczy, starając się zasłonić jego źródło wolną ręką.
 Jezu, Summer.
                Odetchnęła z ulgą słysząc znajomy głos blondyna. Przez moment była pewna, że ktoś obcy wtargnął do Bezpiecznej Strefy, a ona będzie jego pierwszą ofiarą. W tym miejscu wyobraźnia działała ze zdwojoną siłą. Mocniej, niż zazwyczaj, kreując natychmiast najgorsze scenariusze.
 Przepraszam  wydusiła, gdy zdała sobie sprawę z tego, że w dalszym ciągu świeci latarką prosto w twarz Hemmingsa. Skierowała ją w podłogę.
 Miałem prawie zawał. To było najbardziej stresujące wyjście do toalety, jakie doświadczyłem.
 U mnie podobnie, tyle że ja mam kierunek kuchnia.
                 Chłopak wziął głębszy wdech, spoglądając na nią. Uśmiechnęła się lekko, a następnie przeszła do pomieszczenia naprzeciwko. Jej organizm powoli wracał do normalnego stanu po tym małym strachu, jaki ją nawiedził jeszcze chwilę temu.
                 Weszła do kuchni, oświetlając sobie drogę latarką. Podeszła do blatu, na którym znajdowały się zgrzewki z wodą. Ustawiła latarkę na półce, a następnie wyciągnęła jedną z butelek. Odkręciła ją, a potem wzięła kilka większych łyków. Od razu zrobiło jej się lepiej. Odstawiła plastikową butelkę z powrotem na blat. Oparła się o niego rękami, przymykając oczy. W jej myślach na nowo rozegrał się koszmar, który jej się przyśnił.
                  Odwróciła się słysząc kroki. Dopiero wtedy zorientowała się, że Luke przez cały czas musiał ją obserwować. Podszedł bliżej, stając obok niej. On również wziął jedną z butelek. Summer nie odrywała od niego wzroku, dokładnie śledząc każdy kolejny jego ruch. Odkręcił korek i upił odrobinę wody. Potem utkwił w niej błękitne oczy.
 Co?
 Widzę, że coś się dzieje  odpowiedział cicho.
 To tylko zły sen.
 Sny czasami są kijowe.
 W tym miejscu szczególnie.
 Nawet nie będę próbował zaprzeczać  odparł, uśmiechając się lekko.  Mogę wiedzieć, co ci się śniło?
 Nasza kompletna klęska  powiedziała, patrząc przed siebie. Jej wzrok błądził po starych, rozwalonych szafkach, które znajdowały się po przeciwnej stronie.  Porażka w głównych zadaniach.
– Których ani razu nie zawaliliśmy. To korytarze nas pokonują.  Ponownie skupiła na nim ciemne oczy. – Jakby one sprawiały, że tracimy na koncentracji. Staramy się być ostrożni, ale… To czasami też zawodzi. W głównych grach jesteśmy bardziej skupieni. Potrafimy działać drużynowo, nawet jeśli nie wszyscy za sobą przepadają.
 Co jeśli kolejne zadania będą jeszcze gorsze?
 Będziemy musieli pokonać i to. Razem damy radę. W nich nigdy nie jest się samemu, bo Roy najwidoczniej stawia na rozwiązywanie ich w grupie. Nawet pomniejszonej.
 Widzę, że zrobił się z ciebie optymista.  Luke zaśmiał się, kręcąc głową. Dziewczyna uśmiechnęła się po raz kolejny.
 Po prostu staram się nie skupiać na tym, co złe. Z początku było to trudne…
 Wcale się nie dziwię. Kompletnie nie wiedziałeś, co się dzieje. My… Można uznać, że znaleźliśmy się tu na swoje własne naiwne życzenie. Żadne z nas jednak nie przewidziało, że to tak się skończy.
 Nikt by czegoś takiego nie przewidział. To chore.
 Łagodnie powiedziane  skwitowała, biorąc głębszy wdech.  Idę spać.
 A ja wracam do pilnowania drzwi. Niedawno zastąpiłem Tylera.
 Długa noc przed tobą.
 I trudna… Te momenty, kiedy jesteś sam na sam z własnym myślami są najgorsze. Rozpamiętuje się to wszystko ciągle od nowa. Ale… Chcę wierzyć w to, że stąd wyjdziemy. Nie wiem, jak to zrobimy i jak tu wytrzymamy do końca, ale…
 Uda się  powiedziała, klepiąc go po ramieniu.  Musi się udać.

~***~
                 Ekran telefonu rozbłysnął. Pomieszczenie wypełniło się znienawidzoną melodią. Wszyscy odwrócili się w stronę dzwoniącego urządzenia. Ciche rozmowy natychmiast zniknęły. Jakby cała grupa zatrzymała się, nerwowo oczekując tego, co zaraz mogą usłyszeć.
                Hemmings od razu podniósł się z materaca. Dobrze wiedział, że Roy nie lubi czekać. Znana melodia była dla niego, jak bezsłowny rozkaz, któremu on musi się całkowicie poddać. Podszedł do stolika. Złapał za telefon. Wszyscy spoglądali w jego stronę. Nie czekał dłużej. Odebrał, przełączając od razu na głośnik, tak by reszta od samego początku mogła go słyszeć.
 Witam, drodzy gracze! Ostatnie wydarzenia były… Bardzo emocjonujące, nieprawdaż? Mam nadzieję, że wasz zapał nie spadł i nadal chcecie zdobyć nagrodę! Kto zostanie zwycięzcą? Sam jestem cholernie ciekawy! Nie mogę się też doczekać kolejnej konkurencji, dlatego już teraz zapraszam was do następnej wielkiej gry. Będzie ona inna, bo rozegra się na całym skrzydle E. Ale bez obaw, nie zamknę was tam na długo. Skrzydło E jest najmniejsze i dlatego wykorzystałem go, jako pole do rozgrywki. Zdobyty klucz da wam możliwość zejścia na drugie piętro. Tam czeka na was kolejne skrzydło do przeszukania. Szczegóły oczywiście na miejscu. No, nie ociągajcie się! Wstajemy!  Wszyscy posłusznie podnieśli się z materacy.  Na koniec mała sprawa organizacyjna. Luke, zostajesz zwolniony z funkcji opiekuna telefonu. Spisałeś się. Konkretny z ciebie gość. Zastąpi cię Ashton. Powodzenia, Irwin, obyś nie nawalił! Do usłyszenia za chwilę. Ptaszek nadal jest w klatce!  I rozłączył się.
                Luke odłożył telefon. Między nimi zapanowała cisza. Każdy z nich myślami już ruszył do wskazanego przez Roy’a miejsca. W każdym pojawiły się obawy przed tym, z czym będą musieli się zmierzyć tym razem. Będzie zagadka? A może znów zmusi ich do okaleczania się?
 Co jest?  zapytał Calum, widząc, jak Irwin zmarszczył czoło.
 Ptaszek nadal jest w klatce… Roy zawsze to powtarza.
 Też to zauważyłem  odparł Alex.  Myślicie, że to oznacza coś konkretnego?
 Nie mam pojęcia  odpowiedział Ash, wzruszając ramionami.
 Równie dobrze może to być jego powiedzonko  powiedział Clifford, zerkając na każdego po kolei.  Wiecie, coś na zasadzie: wygrana jest blisko, nadal gramy o wielką stawkę. Taka… Gra słów, którą rozumie tylko on.
 Nie czas na główkowanie  przerwał im Luke, kierując się w stronę drzwi. Alex skrzywił się, ale blondyn całkowicie go zignorował.  Nie chcę go dodatkowo wkurzać, a jeśli zaraz stąd nie wyjdziemy to na pewno tak będzie.
 Ma rację  rzuciła Summer, ruszając w jego kierunku.  Chodźcie.

~***~
                 Zatrzymali się przed dużymi drzwiami, które przedzielały skrzydła szpitalne na trzecim piętrze. W miejscu zamka lekko świeciła się zielona dioda, która informowała ich o tym, że wejście jest odblokowane. Alex jako pierwszy wysunął się z ich małej grupki, podchodząc do nich. Jak tylko wyciągnął dłoń w stronę klamki, drzwi automatycznie otworzyły się. Mężczyzna odskoczył do tyłu, niemalże potykając się o własne nogi. Nie przewrócił się, ale jego oddech przyspieszył.
 Wchodźcie, wchodźcie.
                Głos Roy'a rozniósł się echem, odbijając się od brudnych ścian. Niepewnie przekroczyli próg, przechodząc do kolejnej części holu. Był praktycznie pusty, nie licząc małego, drewnianego stoliczka z szufladą, ustawionego na środku, a także dwóch dużych ekranów, które rozciągały się na ścianach. Znajdowały się też tu kolejne drzwi. Dokładnie trzy  jedne prowadziły na prawo, drugie na lewo, a ostatnie ulokowano między ekranami. Te były zdecydowanie dwa razy większe, niż pozostałe.
 Pewnie nie możecie się doczekać tego, co dla was przygotowałem? Dlatego nie będziemy przedłużać i od razu przejdziemy do konkretów. Jesteście w skrzydle E, które jest jednym wielkim polem gry. I to dosłownie. Wybiorę dwie osoby, które zmierzą się z korytarzami. Kiedy dojdą do końca drogi, znajdą klucz, który czeka tuż za tymi dużymi drzwiami. Klucz ten pozwoli wam na otwarcie kolejnego piętra i dostania się do skrzydła D. Resztę objaśnię po wskazaniu graczy, którzy podejmą się tego wyzwania. Przypominam, że odmowa uczestnictwa w zadaniu wiąże się z natychmiastową eliminacją. Gotowi? Mam nadzieję  powiedział ze śmiechem.  Do tej gry wyznaczam Josha i Summer. Pora się sprawdzić!
                Nastała chwila ciszy. Josh zaczął cały się trząść. Czuł, jak pot oblewa mu plecy. Bał się. Nawet nie próbował ukryć tego, że jest inaczej. Nie miał odwagi spojrzeć na pozostałych, więc spuścił tylko głowę, chcąc powstrzymać cisnące się do oczy łzy. Wiedział, że jest najsłabszy z nich. Nie miał tyle zaparcia i zawzięcia. Nie miał pewności siebie.
               Summer wstrzymała oddech, kiedy padło jej imię. Poczuła, jak palce Ashtona owijają się wokół jej dłoni. Zerknęła na niego niepewnie, a on zagryzł dolną wargę, nie odrywając ciemnych oczu od ekranów znajdujących się przed nią. Czuła, jak jej puls przyspieszył. W tym momencie rozpoczynał się jej prywatny koszmar. Miała tylko nadzieję, że nie skończy się on w tak tragiczny sposób, jak we śnie.
– Te dwa korytarze są podobne pod względem odległości, jaką musicie pokonać, by dostać się do klucza. Panuje w nich także kompletna ciemność. Dla urozmaicenia jedno z was otrzyma małą pomoc. Mianowicie latarkę. Josh, pozwalam ci wybrać. Które z was dostanie dodatkowe źródło światła? Ty decydujesz.
 Ja.
 W takim razie Summer, musisz polegać tylko na swoich zmysłach. Podejdźcie do drzwi. Josh, ty na prawo. Weź latarkę, która znajduje się w szufladzie szafki.  Chłopak od razu podszedł do mebla, wyciągając ze wskazanego miejsca czarną latarkę.  Summer, ty idziesz na lewo. Jeśli dobrze wam pójdzie, być może spotkacie się na głównym holu. Nie ma ograniczenia czasowego. Mała wskazówka dla was: korytarze są w kształcie litery L. Każdy z nich ma dodatkowe pokoje. Czy będziecie musieli przez nie przechodzić? To od was będzie zależało, jaką drogę wybierzecie. A może nie będziecie mieli wyboru i trzeba będzie skorzystać z bocznego przejścia? Kto wie… Ja nic więcej nie zdradzę. Ważne jest byście kierowali się w stronę środka budynku. Powodzenia!  zawołał zadowolonym tonem.  Pozostali razem ze mną będą oglądać to małe show. Wszystko wyświetli się dla was na ekranach. To jak? Zaczynamy! Summer, Josh, podejdźcie do wskazanych drzwi. Pora rozpocząć zabawę!
                 Irwin od razu puścił jej dłoń. Dziewczyna wzięła kolejny głębszy wdech, ruszając w wyznaczoną stronę. Nie obejrzała się. Wolała nie widzieć zaniepokojonych twarzy pozostałej części grupy. Musiała na nowo zebrać się w sobie, by nie dać się całkowicie ogarnąć panice, jaka powoli ją wypełniała. Z każdym krokiem bała się coraz bardziej. Kiedy położyła dłoń na zimnej klamce, wiedziała, że przegrała. Poruszanie się po szpitalnych korytarzach nawet z latarką było niebezpieczne. Ona miała tam przebywać w kompletnym mroku. Miała tylko nadzieję, że los nie skarze jej na długą i bolesną śmiecić. Przez krótką chwilę w myślach pojawił się obraz jej małego synka. Zanim weszła do środka, jedna łza spłynęła po jej policzkach. To był koniec.

~***~
                  Ekrany uruchomiły się w tym samym momencie, kiedy za tamtą dwójką zamknęły się drzwi. Michael od razu spojrzał w ich stronę. Obraz był zielono-czarny, gdzieniegdzie biały, ale wyraźny. Bez trudu rozpoznał Josha i Summer, którzy rozpoczęli zadnie.
                  Między nimi panowała napięta cisza. Roy już się nie odezwał. Clifford spojrzał na pozostałych. Wszyscy wpatrywali się w jeden punkt, jakby zostali zamrożeni. Co jakiś czas ich gałki oczne poruszały się w jeden lub drugi bok, gdy zmieniali ekrany, na które patrzeli. Tylko Ash wciąż wpatrywał się w ciemną sylwetkę dziewczyny, ignorując Josha.

~***~
                Szła powoli przed siebie. Parę razy potknęła się o coś, co znajdowało się pod jej stopami. Wyciągnięte do przodu ręce, miały dać jej znać, gdyby na drodze pojawiła się przeszkoda. Wiedziała, że porusza się ślamazarnym tempem. Jednak wolała to, niż bieg na oślep. Przysunęła się bliżej zimnej ściany. Jak tylko ją dotknęła, poczuła nieprzyjemny dreszcz, który przebiegł wzdłuż jej kręgosłupa. Pod palcami wyczuła chropowatą teksturę, jakby w tym miejscu odpadł tynk.
                 Na korytarzu panowała kompletna ciemność. Nie dochodziło tu ani jedno źródło, jakiegokolwiek światła. Jakby wszystkie szpary i okna były dokładnie zasłonięte, odcinając ją od reszty świata. Miała wrażenie, że jej zmysły wyostrzyły się jeszcze bardziej. A może zaczynały płatać jej figle? Każdy kolejny krok był głośniejszy. Tak samo, jak oddech i bicie serca. Jakby one wzmocniły się, wchodząc do jej mózgu, powodując dodatkową dekoncentracje.
                 Potknęła się po raz kolejny, kiedy wpadła na przewrócony wózek inwalidzki. Po omacku obeszła go, natychmiast wracając do prawej strony ściany. Przywarła do niej, starając się opanować przyspieszony oddech. W końcu dyszenie ustało, a ona odrobinę się uspokoiła. Chciała też by tak samo szybko uciszyły się myśli, które teraz krzyczały w jej głowie. Nie bała się. Teraz była po prostu przerażona, ale nie chciała, by to ją pokonało. Wiedziała, że jak tylko się temu podda, to kompletnie spanikuje.
                  Ruszyła dalej, stawiając kolejne kroki w głąb korytarza. Nagle jej noga zahaczyła o cienką linkę, a dziewczyna runęła na podłogę z łoskotem. Poczuła ból, który szybko rozniósł się wzdłuż jej ciała. Odruchowo zasłoniła głowę rękami, czekając na to, co się stanie. Oczami wyobraźni widziała to, jak kończy, jako kolejna ofiara pułapki Roy'a. Zamarła, ale nic się nie wydarzyło. Przez chwilę jeszcze leżała w tej pozycji, by mieć pewność, że może się ruszyć. Wypuściła powietrze z ust z nieukrywaną ulgą, a potem powoli podniosła się, by iść dalej.   

~***~
                 Jego spocone palce mocniej zacisnęły się na latarce. Przyspieszył kroku, chcąc się wydostać stąd, jak najszybciej. Nie zamierzał rozglądać się po korytarzu. Nie zamierzał zbaczać z obranego kursu. Chciał po prostu iść na przód, dojść do klucza, a następnie wydostać się z tego przeklętego miejsca.
                Światło z latarki padło na zasłoniętą prześcieradłem szafkę. Josh zamrugał. Jego mózg zaczął kreować obrazy, których nie było. Przez chwilę był przekonany, że coś widział. Coś, czego być tu nie powinno. Ciemna postać, wychylająca się zza mebla. Przymknął po raz kolejny powieki, spod których wypłynęły kolejne porcje słonych łez. Ponownie spojrzał na szafkę, ale dziwny cień zniknął. Wariował czy może faktycznie ktoś tam stał?
                 Jego oddech spłycił się jeszcze bardziej. Każde kolejne zaczerpnięcie powietrza było trudniejsze. Zaczął cały się trząść, jakby zaraz miał doznać ataku paniki. Cichy szloch wydarł się z jego gardła. Miał gdzieś to, co mogą sobie o nim pomyśleć. Strach przejmował nad nim kontrolę, a on nie potrafił się bronić. Ruszył szybko przed siebie, obrzucając miejsce przy szafce spanikowanym wzrokiem. Nikogo tam nie było.

~***~
                Luke zacisnął usta i spiął mięśnie, widząc upadek Summer. Ani na moment nie oderwał wzorku od ekranu, chcąc widzieć to, co dzieje się na korytarzu. Chciał mieć pewność, że wstanie. Że nie wydarzy się nic złego. Kątem oka dostrzegł, jak stojący obok niego Ash zatrząsł się. Wierzył w to, że uda jej się pokonać grę Roy'a. Jej i Joshowi.
                Zdążył tylko o tym pomyśleć i spojrzeć w ekran, na którym widniał chłopak, kiedy wydarzyło się to, co przekręciło jego szansę na wygranie zadania. Josh szedł tak szybko, że zaczął ignorować to, co stało na jego drodze. Był jednak pewny, że widzi, co znajduje się przed nim. Przez całą długość i szerokość holu zwisały luźno druty kolczaste. Zaczynały się od dołu, idąc w górę.
               Nagle Josh zahaczył o coś, czego Hemmings nie dostrzegł. Domyślał się, że mogła to być cienka linka, której chłopak nie widział. A jego szybki krok powodował, że gubił ostrożność i uwagę, którą powinien mieć cały czas włączoną i wyostrzoną. To, co stało się potem, tylko upewniło go w tym, że chłopak wpadł w pułapkę, którą postawił na jego ścieżce Roy. Z pozoru niewinne przeoczenie kosztowało go zbyt dużo.
               Josh poleciał do przodu, próbując złapać równowagę. Wpadł w rozwieszone druty, które od razu wbiły się w jego ciało. Zaczął się szamotać, starając się od nich uwolnić. Im bardziej to robił, tym mocniej wchodziły w jego ciało. Lepka krew zaczęła powoli zalewać jego skórę i ubranie. Ból wypełniał każdą komórkę. Panika przejmowała kontrolę.
               Luke drgnął, kiedy rozległ się cichy zgrzyt. Josh poskoczył, gdy metalowa płyta wysunęła się z podłogi. Była zaostrzona i z łatwością wsunęła się w ciało, rozcinając skórę, tkanki i organy na pół. Posoka buchnęła z jego brzucha. Wypłynęła z jego ust i nosa, barwiąc brudną podłogę na czerwono. Jeszcze przez chwilę jego mięśnie wprawiały ciało w spazmatyczne ruchy. Potem znieruchomiał, opadając na druty i płytę jeszcze bardziej.
 Oj, biedny Josh  odezwał się Roy, cmokając pod nosem.  I tak go nie lubiłem, ale cóż… Summer nadal może zdobyć klucz. Może ona będzie mieć więcej szczęścia?
                 Hemmings oderwał wzrok od ekranu, na którym nadal widniało martwe ciało chłopaka. Czuł, jak żołądek ściska mu się w ciasny supeł. Zrobiło mu się niedobrze od zdenerwowania, jakie go opanowało. Niepewnie spojrzał na pozostałych. Nikt się nie odzywał. Nikt nie wydusił z siebie ani jednego słowa. Każdy był w szoku po tym, co zobaczył. Stracili jednego ze swoich. Kolejna osoba została wyeliminowana.

~***~
                  Przycisnęła plecy do ściany. Jej oddech nadal był przyspieszony. Adrenalina, która ją wypełniła, powodowała jednak to, że nie myślała o tym, by się kompletnie poddać. Choć w ciągu drogi miała chwilę, kiedy była bliska rezygnacji i pogodzenia się ze swoim losem, to jednak nie powiedziała tego na głos. Nie krzyczała. Nie wołała. Nie prosiła, by to zakończyć. Strach i chęć przeżycia dodawały jej potrzebnej energii. Ruszyła dalej, mając cichą nadzieję na to, że uda jej się stąd wydostać.
                Nagle jej ręka natrafiła na drut kolczasty. Odsunęła się, zaczynając zastanawiać się nad tym, jak go przejść. Nie wiedziała, jak jest rozstawiony i czy jest go dużo. Nie chciała zbaczać z głównej drogi i korzystać sal. Bała się, że jak tylko tam wejdzie, to straci całkowicie orientację. Obawiała się tego, że będzie błądzić po pomieszczeniach, kręcąc się w kółko.
                 Powoli ukucnęła, przyciskając rękę do podłogi. Czuła cienką warstwę kurzu, która przykleja się do jej skóry. Przesunęła dłoń, nakierowując ją w miejsce, w którym rozwieszony był drut. Unosiła ją coraz wyżej, mając nadzieję, że obszar ten jest na tyle szeroki, że zdoła się pod nim przeczołgać. Odetchnęła z ulgą, kiedy ponownie dotknęła drutu. Odległość między nim a brudnymi kafelkami był wystarczający, by mogła spróbować wcielić swój plan w życie.
                Położyła się płasko na podłodze, po raz kolejny analizując pomysł, jaki przeszedł jej do głowy. Spięła mięśnie, powoli czołgając się do przodu. Robiła to ostrożnie, mając nadzieję, że nie spotka jej tu żadna dodatkowa niespodzianka. Podniosła ręce, natrafiając na kolejny drut. Musiała poruszać się w takiej pozycji dalej, dopóki nie będzie mieć pewności, że może się bezpiecznie wstać. Naliczyła cztery przeszkody.
                Będąc przy tym ostatnim, uniosła się wyżej, na moment zapominając o tym, co znajduje się nad nią. Wtedy jej włosy zahaczyły o wystające druty, a ich rozgałęzienia splątane były bliżej siebie. Szarpnęła głową raz, a potem drugi, starając się uwolnić. Podniosła rękę, próbując wyplątać się z pułapki. Złapała za kosmyk, mocniej za niego ciągnąć.
                Nagle rozległ się cichy zgrzyt, a następnie huk. To wystarczyło, by w panice ruszyła do przodu. Zrobiła to gwałtownie, wyrywając sobie niektóre włosy, które nadal zwisały z drutu. Przeciągnęła nogi w ostatnim momencie, zanim metalowa płyta nie wyskoczyła z podłogi. Ciężko dysząc, oparła głowę o dłonie, walcząc z przerażeniem, które na nowo ją owładnęło. Bała się ruszyć. Nie wiedziała, skąd pochodzi ten dźwięk. Nie wiedziała, co uruchomiła, ciągnąc za rozwieszone druty. Ta niewiedza potęgowała uczucie strachu i niepewności.
                Kiedy wokół niej ponownie zrobiło się cicho, podniosła się na klęczki. Nadal jednak była czujna na każdy dźwięk, jaki mógłby się pojawić. Miała wrażenie, że szybkie bicie jej serca zagłusza pracę uszu. Jakby ten rytm zakłócał przeraźliwą i przytłaczającą ciszę.
                Wstała, ponownie odnajdując prawą stronę ściany. Ruszyła powoli do przodu. W pewnym momencie jej ręka trafiła na róg. Summer zacisnęła usta, poruszając się zgodnie z wyznaczonym kierunkiem. Korytarz skręcał, a to oznaczało tylko jedno. Większą część drogi ma już za sobą. Poczuła przypływ nadziei i odrobinę ulgi. Być może nie będzie tak źle. Może się uda? Z każdym kolejnym krokiem hol zwężał się. Zatrzymała się dopiero wtedy, kiedy natrafiła na drzwi. Szybko odszukała klamkę, ignorując trzęsące się dłonie. Nacisnęła na nią, odsuwając się od wejścia. Nic się nie wydarzyło. Dopiero wtedy pchnęła je bardziej. Gdy drzwi się otworzyły, zobaczyła światło. Dotarła do celu.
                  Nie patrząc na nic, ruszyła w jego kierunku. Z początku nie widziała nic. Jej oczy, które tkwiły w ciemności, musiały na nowo przyzwyczaić się do narastającej jasności. Gdy wypadła na główny hol, obraz znów się wyostrzył, a zmysł wzroku ponownie zaczął poprawnie działać. Zatrzymała się, a potem obeszła mały stoliczek, na którym znajdował się srebrny klucz.                    Przybliżyła się jeszcze bardziej, a następnie złapała go. Rozległ się szczęk zamka. Szerokie drzwi automatycznie otworzyły się, a ona dostrzegła pozostałą część grupy. Bez zastanowienia, ruszyła w ich kierunku, wygrywając z przeklętym zadaniem Roy'a.
– Summer, brawo! Już myślałem, że nie dasz rady, a tu taka niespodzianka!  odezwał się po raz kolejny znajomy męski głos, którego każdy z nich nienawidził. – Niestety, muszę cię poinformować, że Josh nie miał tyle szczęścia…
 Co?  wydusiła, odwracając się w stronę ekranów.
                  Zasłoniła usta dłonią, widząc obraz wyświetlany na ekranie po prawej stronie. Jej palce mocniej zacisnęły się na kluczu. Zmarła, nie mogąc się ruszać. To, co widziała, przywołało przerażenie, a ona poczuła to po raz kolejny. Nieprzyjemny i gorzki smak strachu. Kamera nadal skierowana była na nieżyjącego chłopaka. Metalowa płyta, jego ubranie i podłoga oblepione były krwią. Nie mogła się odwrócić, choć tak bardzo chciała to zrobić.
 Nieraz to co łatwe, okazuje się być znacznie trudniejsze. Czasami trudniejsze drugi, okazują się być tymi prostymi. Co go zgubiło? Myślę, że nieuwaga. Latarka miała mu pomóc, a sprawiła, że zapomniał o ostrożności  pociągnął Roy.  Niemniej jednak gratuluję, Summer. Zdobyłaś klucz, a co za tym idzie, jutro zyskacie dostęp do kolejnego skrzydła. Na dzisiaj koniec. Możecie wracać do Bezpiecznej Strefy. Do usłyszenia!  I rozłączył się.
                  Dziewczyna już go jednak nie słuchała. Nadal wpatrywała się w ekran, na którym widniał Josh. Czuła, jak drży jej dolna warga, ale nie mogła płakać. Jakby ciemny korytarz pozbawił ją sił nawet i na to. Drgnęła lekko, gdy poczuła, jak ktoś odbiera od niej klucz, a potem kładzie jej dłoń na ramieniu.
 Summer, chodźmy stąd  powiedział cicho Ash, napierając na nią i zmuszając ją do tego, by w końcu się odwróciła. Poddała się temu. Spojrzała w jego brązowe, przygaszone tęczówki.  Chodź  powtórzył, a ona tylko kiwnęła głową.

~***~
                 Siedzieli w Bezpiecznej Strefie omawiając zadanie, które postawił przed nimi Roy. Nie wszyscy jednak brali udział w dyskusji. Luke, jak zwykle był odsunięty od grupy. Leżał na swoim materacu z rękami pod głową. Jego błękitne oczy od czasu do czasu przyglądały się sufitowi, by po chwili zniknąć za bladymi powiekami. Przysłuchiwał się jednak wymianie zdań, która miała miejsce w pokoju. Była jeszcze Summer, która również odłączyła się od pozostałych.
 Myślę, że nacisk, jaki się kładło na druty uruchomiało pułapkę  powiedział Michael, pukając się palcem w brodę.  To dla mnie jedyne sensowne wytłumaczenie.
 Im schodzimy w dół budynku, tym bardziej robi się dziwnie  pociągnął Tyler.  Pułapki pojawiają się znikąd. Są nie tylko przy drzwiach, ale teraz także w pokojach. Musimy dwa razy bardziej uważać, jak zejdziemy na drugie piętro.
                 Ashton oderwał wzrok od chłopaka, spoglądając na leżącą Summer. Dziewczyna odwrócona była do nich plecami. Nie był pewny, czy spała. Podniósł się, a następnie podszedł do niej. Pozostali dalej rozmawiali, choć wszyscy zauważyli jego ruch. Ukucnął obok. Brązowe oczy od razu zatrzymały się na nim.
 Nic mi nie jest  powiedziała, zanim on zdążył otworzyć usta.  Potrzebuję, tylko trochę samotności.
 Jasne, odpocznij. Jeśli jednak będziesz chciała pogadać, to wiesz gdzie mnie szukać. Nigdzie się nie wybieram.
 Dzięki.
 Dobrze sobie poradziłaś tam w korytarzu.
 Miałam tylko trochę więcej szczęścia, niż Josh  odparła, wciskając twarz w poduszkę. Tylko odrobinę więcej szczęścia. Ja… Nie chcę nawet o tym myśleć.
 Jak będziesz czegoś potrzebować, mów. 
 Dzięki, ale dam sobie radę.
 Chcę zrobić coś miłego.  Zerknęła na niego, a on uśmiechnął się lekko.  Ty też mnie niańczyłaś, jak byłem kontuzjowany. Teraz jest zamiana ról.
 Nie jestem kontuzjowana.
 Ale psychicznie wymęczona. Spróbuj się przespać.
 Ash?
 Tak?
 Dzięki raz jeszcze.




***
Kolejne główne zadanie za nimi. Było odrobinę inne, niż wcześniejsze gry, jakie postawił przed nimi Roy. Żegnamy też Josha, który opuścił grono zawodników. Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu i... Pamiętajcie, paszek nadal jest w klatce (wybaczcie - musiałam, nie mogłam się powstrzymać XD)

Dziękuję za wszystkie otrzymane od Was komentarze!

Standardowo zapraszam na Aska i Twittera - @RoxyDonau

Pozdrawiam i do następnego! 

#StayAliveFF


5 komentarzy:

  1. Zaczynasz mnie przerażać 😅😂😂

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo mi się podoba ta historia! Czekam na kolejny rozdział ��

    OdpowiedzUsuń
  3. Super rozdział, oby tak dalej :-)

    OdpowiedzUsuń