poniedziałek, 13 lutego 2017

Rozdział 11

              Spojrzał przez okno. Na zewnątrz powoli zaczęło już świtać. Nie miał pojęcia, która może być godzina. Tkwiąc w tym miejscu można było całkowicie stracić poczucie czasu. Nikt z nich nie wiedział, jak długo tu są. Ile dokładnie minęło dni, odkąd Roy wsadził ich do tego opustoszałego szpitala, odcinając ich od prawdziwego życia, które toczyło się za murami.
              Jego palce mocniej zacisnęły się na zakurzonym parapecie. Przymknął powieki, czując jak żołądek skręca mu się w ciasny supeł. Wczorajsze wydarzenia były już przeszłością, ale jego mózg bez problemów przywołał posmak trującego gazu, który powoli wypełniał jego usta i nos. Poczuł na skórze gęsią skórkę, gdy wrócił myślami do szklanej pułapki. Jego dłonie znów się zatrzęsły, tak jak wtedy, kiedy próbował ułożyć układankę. Jego wargi zadrżały, kiedy przypomniał sobie dla kogo walczy. Nie chciał się poddać. Chciał stąd wyjść. Zrobić wszystko, by znów ją zobaczyć.
               Lekko drgnął, słysząc za plecami kroki. Automatycznie wyprostował się, gdy ktoś z grupy zatrzymał się w wejściu do kuchni. Niemalże słyszał jego oddech. A może to tylko jego mózg pracował zbyt mocno, kreując przesadne obrazy? Luke powoli odwrócił się, napotykając parę zielonych oczu. Alex spojrzał na niego z kpiną i wyższością.
 Knujemy dalej, Hemmings?
 Odpieprz się  warknął blondyn.
               Złapał za butelkę wody, a następnie ruszył w jego kierunku. Nie zamierzał wdawać się w nim żadne dyskusje. Nie zmierzał słuchać kolejnych docinków. Nie chciał zostawać z nim sam na sam. Alex wyzwalał w nim wszystko to, co najgorsze. Wielokrotnie miał ochotę dla zasady mu przyłożyć, ale wiedział, że tym sposobem pogorszyłby wszystko.
 Jesteś na końcu łańcucha, Hemmings  pociągnął mężczyzna, gdy Luke go mijał.  Na samiutkim końcu.
 Fascynujące. Skończyłeś?
 Tylko na to cię stać?
 Stać mnie na dużo więcej, pieprzony dupku  warknął, przez zaciśnięte zęby.
 Jestem pod wrażeniem. W końcu odzyskałeś język w gębie i odszczekałeś się. Nie zmienia to jednak faktu, że jesteś sam. Nikt, powtarzam nikt nie będzie narażał dla ciebie karku.
 Nawet na to nie liczę.
 I dobrze. Obyś szybko się z nami pożegnał  powiedział Alex, a następnie uderzył go barkiem. Luke zakołysał się.  Mam cię na oku.
                Hemmings spojrzał na niego, jak na coś obrzydliwego, a następnie wyszedł z kuchni. Miał go dość. Miał dość wiecznego oskarżania go i tych wszystkich podstępnych teorii, jakie się pojawiały na jego temat. Między innymi dlatego wolał się odciąć, od niektórych graczy. By nie być ciągle osądzanym.

~***~
                Każdy z nich wiedział, że znów usłyszą ten dźwięk. Roy zawsze dzwonił na drugi dzień po zadaniu, by oznajmić im otwarcie kolejnego zamka. Mimo wszystko, jak tylko znana melodia wypełniła pomieszczenie, każdy poczuł niepokój i spięcie. Luźniejsza atmosfera zniknęła, a  w jej miejsce pojawiła się obawa. Poznawanie kolejnych korytarzy nadal było niewiadomym. Nadal było częścią gry. Nadal ktoś mógł zginąć.
 Witam, drodzy gracze!  Głos Roya jak zwykle ociekał podekscytowaniem i zadowoleniem.  Idziecie do przodu. Wczoraj trójka z was zrobiła kolejny krok, by zbliżyć drużynę do finału. Pamiętajcie jednak, że zwycięzca może być, tylko jeden! Muszę wam powiedzieć, że jestem bardzo ciekaw, kto zgarnie nagrodę i ostatecznie wygra całą grę!  Mężczyzna odchrząknął.  Jednak wracając do głównego powodu mojego kontaktu z wami. Pewnie wiecie, co chcę wam przekazać. Otóż, druga część skrzydła F właśnie została otwarta. Koniecznie musicie sprawdzić, co tam na was czeka. Mam nadzieję, że jesteście tak samo zaciekawieni, jak ja! A tam… Wierzcie, że tam kryć się mogą różne niespodzianki. Nie traćcie czasu… Zapraszam do zwiedzania! Ptaszek nadal jest w klatce!  zawołał i rozłączył się.
 Jego nazbyt wielki entuzjazm zaczyna mnie przerażać  wymamrotał Michael, krzywiąc się.
 Wy zostańcie  powiedział Tyler, wstając z materaca.  Po wczorajszym… Zostańcie.
 W sumie czuję się dobrze i…  zaczął Calum, ale brązowowłosy pokręcił, tylko głową.  Chociaż zostanie tutaj też jest w porządku.
 Ja nie narzekam  rzucił Clifford, rozkładając się na posłaniu.
 A ty dokąd? – odezwał się Ash, kiedy Summer podniosła się z miejsca.  Nigdzie nie idziesz.
 Daj spokój  odpowiedziała, krzyżując dłonie na klatce piersiowej.  Nina miała rację  dodała ściszając głos, choć i tak wszyscy mogli ją słyszeć.  Nic nie robię, tylko siedzę na tyłku i…
 Summer, to nie tak…
 Nie, Ash… Nie chcę… Nie chcę dłużej być bierna. Idę.
 Idzie z nami  powiedział Alex, zatrzymując się obok niej.  Nie mam nic przeciwko.
 Ale…
 Nie bądź taki władczy, Irwin  pociągnął Harris, śmiejąc się cicho.  Mała wycieczka dobrze jej zrobi.
 Podzielimy się na pary – wtrącił Tyler, a następnie rozejrzał się po reszcie.  Josh, idziesz?  Chłopak pokręcił głową, a potem spuścił wzrok, koncentrując się na swoich brudnych butach.  Tak myślałem. To, co? Pary?
 Idę z Summer  rzucił Ashton, biorąc jedną z latarek.
 Skąd wiesz, że ona chce iść z tobą?  odezwał się ponownie Alex, będąc rozbawiony sytuacją.  Summer to twoja własność?
 Stul dziób  warknęła dziewczyna, odpychając go od siebie. Mężczyzna prychnął pod nosem, po raz kolejny śmiejąc się.
 Jak tam chcesz. Tylko uważaj, bo tam dzieją się różne złe rzeczy.
 Nie musisz mnie niańczyć  pociągnęła, ruszając w stronę drzwi.
 Cóż za zmiana. Żeby nie odwaliło jej tak, jak Ninie  mruknął Alex, a potem sam skierował się w stronę wyjścia.

~***~
                 Zatrzymali się przy drzwiach, które przedzielało skrzydło F. Nikt się nie odzywał. Summer stanęła z boku, obserwując to, jak Alex i Tyler podchodzą do zamka. Zauważyła zieloną diodę, która informowała ich o tym, że drzwi są otwarte. Harris złapał za klamkę i pchnął je. Otworzyły się z cichym jękiem, który rozniósł się echem po reszcie holu.
 Idźcie na prawo  powiedział Tyler, odwracając się do nich.  Ja i ten dureń…
 Dureń?
 Nowa ksywka?  odezwała się Summer, unosząc jedną brew.
 Jak wy mnie do chuja prowokujecie  warknął pod nosem Alex.  Nie będę zniżał się do waszego poziomu.
 Ty nie masz poziomu  skwitował Tyler, przybierając zobojętniały wyraz twarzy.
 Wpierdolę cię na pierwszą lepszą pułapkę, gnido.
 O nie… Jak bardzo się boję  wydusił, a potem przekręcił oczami.  Chodźmy, bo tracimy tylko czas.
                Alex zmierzył Summer szybkim wzrokiem, a następnie ruszył za Tylerem w lewą część skrzydła. Ashton jeszcze przez chwilę obserwował ich, a kiedy zniknęli mu z pola widzenia, odwrócił się do dziewczyny. Wyciągnął w jej stronę latarkę.
 Będziesz robić za źródło światła. I błagam… Uważaj na siebie.
 Ty też – odpowiedziała, przejmując od niego urządzenie.

~***~
               Michael spojrzał na siedzącego w kącie blondyna. Luke zazwyczaj mało co się odzywał, ale dzisiaj miał wrażenie, że jest jeszcze cichszy. Podniósł się z miejsca, a następnie ruszył w jego stronę. Błękitne oczy skupiły się na nim, kiedy ukucnął obok. Chłopak zmarszczył lekko czoło i nos, czekając na to, aż Clifford się odezwie.
 Chciałem ci podziękować.
 Za co?  wydusił, nie rozumiejąc, o co mu chodzi.
 Wczoraj… Nie wiem czemu, ale byłem pewny, że mnie tam zostawisz. Mnie i jego. Calum pomagał mi wstać. Ty ruszyłeś do wyjścia i przez moment…
 Naprawdę uważasz, że mógłbym zrobić takie świństwo?  zapytał z niedowierzaniem, a potem odwrócił głowę w stronę okna.
 Przepraszam…
 W porządku.
 Nie wiem, czemu tak pomyślałem. Ja…
 Nie musisz mi się tłumaczyć  rzucił, znów skupiając na nim wzrok.
 Dziękuję.
                Luke kiwnął głową, a następnie skoncentrował się na swoich dłoniach. Michael przez moment obserwował go w ciszy. Wiedział, że Hemmings jest na uboczu. Zawsze tam był. Jakby znajdował się po drugiej stronie niewidzialnej barykady, którą utworzyli niektórzy z nich. Nie dopuszczali go, by był zbyt blisko, co w takim miejscu i w takich realiach, jakie mieli, było dość kiepskim posunięciem. Tylko zjednoczeni byli silni. Tylko razem mogli odnieść sukces. Razem mogli stąd uciec.
 Masz ochotę na kawę?  zapytał, a blondyn znów na niego spojrzał.  Calum pilnuje drzwi, a Josh śpi. Nudzi mi się.
 Mam ci zapewnić rozrywkę?
 Opowiedz mi dowcip.
 Co?  rzucił, unosząc brwi. Michael zaśmiał się cicho.
 Tylko żartowałem. To jak? Robimy kawę?  Luke zamrugał, a potem niepewnie pokiwał głową.

~***~
                Znalezione rzeczy gromadzili na głównym korytarzu, tak by przed powrotem do Bezpiecznej Strefy mogli je tylko zebrać. Ashton wyciągnął z jednej z sal kartonowe pudło z czystymi rzeczami. Udało im się znaleźć też trochę plastrów i bandaży, a także zgrzewkę niegazowanej wody.
               Odwrócił się, widząc kucającą dziewczynę. Summer zerwała taśmę z małego opakowania. Powoli ściągnęła szary papier. Po chwili trzymała w dłoni paczkę baterii. Zerknęła na niego, wzruszając ramionami. Oboje mieli nadzieję na to, że trafią na coś lepszego. Liczyli na jedzenie, którego zaczynało im brakować.
 Sprawdźmy, co jest tutaj  powiedział Ash, wskazując na podwójne drzwi, które znajdowały się na samym końcu korytarza.
                Podeszli do nich, ustawiając się pod dwóch stronach. Irwin wychylił się, łapiąc za klamkę. Summer przysunęła się bliżej. Nasłuchiwała, kiedy on powoli otwierał drzwi. Spojrzał na nią, ale dziewczyna pokręciła głową, dając mu znać, że nic się nie dzieje. Tak, jak wcześniej nie słyszała żadnego podejrzanego dźwięku. Jakby ta część szpitala była całkowicie wolna od pułapek. A może o to właśnie chodziło? Może Roy chciał tym sposobem uśpić ich czujność?
               Ash wszedł do dużej ciemnej sali, jako pierwszy. Summer była tuż za nim. Jedynym źródłem światła była latarka, którą trzymała w ręku. Na obskurnych kafelkach walały się śmieci i pozostałości po naczyniach i sprzętach, jakich kiedyś tu używano. Z sufitu zwisały zepsute lampy. Okna były całkowicie zakryte przez metalowe płyty, jakby ktoś specjalnie zaciemnił to pomieszczenie.
 Chyba nie chcę wiedzieć, co tu było  powiedziała cicho Summer, przyglądając się ochlapanej ścianie. Widniały na niej żółte i brunatne zacieki, które kończyły się tuż przy podłodze.  Okropne.
 Jakaś kolejna sala operacyjna?
 Naprawdę nie chcę wiedzieć.
 Sala tortur?  rzucił ze śmiechem.
 Musiałeś?  odparła, czując, jak po jej plecach przebiega szybki, nieprzyjemny dreszcz.  Powoli, okej?
 A to? Co to do cholery jest?
                 Zmrużył oczy, by dokładnie przyjrzeć się cienkiej, czerwonej wiązce światła, która wychodziła z jednej ściany i łączyła się z drugą. Linia ta była prawie zupełnie niezauważalna. Summer dopiero po chwili zorientowała się, co takiego przykuło jego wzrok.
 To laserowa czujka?
 Nie mam pojęcia  odparł, wzruszając ramionami.  Wiem, że nie chcę widzieć, jak to działa.
                Zdążył tylko to powiedzieć, a jego nogi zaplątały się w brudne szmaty, których wcześniej nie zauważył. Próbując złapać równowagę, poleciał do przodu. Już miał wizję tego, jak uderza ciałem w podłogę, kiedy nagle przeleciał przez dziwną świetlną linię. Z początku nie sądził, że coś się stanie. Szybko jedna zorientował się, że jest zupełnie inaczej.
 Ashton!
                Jak tylko czerwona linia została przerwana przez jego ciało, coś szczęknęło i huknęło. W pomieszczeniu rozniósł się dźwięk uderzającego o siebie metalu. Irwin odruchowo zasłonił twarz rękami, lecąc w dół. Dopiero kiedy gruchnął o podłoże, zrozumiał, że nie są to zwykłe kafelki. Od upadku bolał go każdy skrawek ciała. Oprócz tego czuł szkoło, które wbija się w skórę, raniąc je. Jego przedramiona i plecy powoli zalewały się ciepłą cieczą.
 Ashton!
                 Głos Summer pojawił się gdzieś nad jego głową. Wokół niego zrobiło się jeszcze ciemniej, niż wcześniej. Nie widział już nawet światła z latarki. Zauważył je dopiero wtedy, kiedy spojrzał do góry. Znalazł się, w jakimś dziwnym dole. Nawet nie próbował domyślać się tego, w jaki sposób Roy umiejscowił w tym miejscu pułapkę. Wiedział jedno. Po przerwaniu czerwonej laserowej linii, otworzyła się zapadnia przed nim, a on wleciał w niespodziankę, jaką im przyszykował. Czy liczył na to, że złapie w swoje sidła więcej osób?
 Ashton, odezwij się do cholery!
 Żyję!
 Dzięki Bogu… Zaraz…
 Nie podchodź!  odparł, siadając. Szkło pękało pod jego ciężarem, wbijając mu się w nogi.  Najpierw sprawdź, czy nic na górze się nie dzieje.
 To czerwone światło zmieniło kolor. Jest zielone.
 Nie przerywaj go! Jeszcze to gówno na nowo się zamknie, a wierz mi, że nie mam ochoty tu zdechnąć.
                 Spojrzał w górę, wycierając w ubranie mokre od krwi dłonie. Dźwignął się powoli na nogi, a kolejne szkła popękały pod jego butami. Widział, jak światło z latarki miga mu nad głową. Dziewczyna była blisko. Ale czy pomoże mu się wydostać?
 Summer!
 Jestem!
                  Światło ponownie zadrgało. Zmrużył oczy, kiedy błysnęło wprost w niego. Zasłonił się ręką, czując się przez to dodatkowo zamroczony. Nagle latarka skierowała się w bok, a on zobaczył wychylającą się dziewczynę. Dopiero teraz mógł ocenić odległość, jaka ich dzieliła. Ten dół był głębszy, niż się tego spodziewał.
 Jesteś cały?
 Powiedzmy.
 Pomogę ci wyjść… Tylko…
 Nie zostawiaj mnie.
 Co?
 Nie zostawiaj mnie tu samego! Nie wiadomo, co się stanie, jak wyjdziesz i… Po prostu zostań, proszę.
 Nigdzie się nie wybieram. Tylko… Chyba mam pomysł!
 Summer?!
 Daj mi chwilę!
                    Dziewczyna odczołgała się od dołu, starając się nie dotknąć wiązki zielonego światła. Podniosła się z brudnej podłogi. Czuła, jak jej oddech przyspieszył jeszcze bardziej. Bała się tego, że mogą nie zdążyć. A co jak okaże się, że nie mają zbyt wiele czasu? A może za ścianą kryje się zegar, który odlicza do tyłu, a oni nie mają o tym pojęcia? Jej dłonie pokryły się warstwą cienkiego potu. Miała wrażenie, że jeśli się choć trochę nie uspokoi, to serce w końcu wyskoczy jej z klatki piersiowej.
                   Rozejrzała się nerwowo raz jeszcze po sali. Chciała znaleźć cokolwiek, co może jej się przydać. W głowie uformował się jej plan, ale czy uda jej się go zrealizować? Na to liczyła. Wtedy jej wzrok przykuły leżące szmaty. Rzuciła się w ich stronę, jakby to od nich zależało to, czy im się powiedzie. Ustawiła latarkę światłem do góry, a następnie sprawdziła stan materiałów. Były stare, gdzieniegdzie porwane, ale nadawały się do tego, by stworzyć z nich prowizoryczną linę. Zaczęła je pospiesznie wiązać, starając się, by supły były mocne. W końcu musiały utrzymać ciężar Irwina.
 Summer?!
 Jeszcze trochę!
                  Połączyła ze sobą trzy brudne prześcieradła. Następnie ponownie rozejrzała się po sali. Musiała znaleźć coś, do czego będzie mogła je przywiązać. Coś, co jest stosunkowo blisko nich. Rury… Zauważyła wystające z jednej strony ściany rury. Podeszła do nich,  mocując jeden koniec stworzonej liny. Sprawdziła wytrzymałość węzła, który jeszcze bardziej zacisnął się wokół nich. Czuła, jak pod wpływem strachu i adrenaliny spłyca jej się oddech, a dłonie i plecy po raz kolejny oblewają się potem. W tym momencie myślała, że wszystko trwa zbyt szybko, choć tak naprawdę minęło znacznie więcej czasu, odkąd odeszła od dziury.
                 Złapała za przywiązane prześcieradło. Położyła się z powrotem na podłodze. Powoli zbliżyła się do wiązki zielonego światła. Musiała uważać, by przypadkiem nie zahaczyć o nią głową czy ręką. Linia była zbyt blisko dołu, w jakim znajdował się Ash. W końcu dotarła na jego skraj i znów wychyliła się.
 Trzymaj!  Rzuciła w jego stronę prowizoryczną linę.  Powinno być w porządku.
 Będzie w porządku  zapewnił ją, ciągnąć materiał w dół. Summer kontrolnie zerknęła na rury.  I?
 Jest okej.
                Ashton złapał za materiał. Spiął wszystkie mięśnie, podciągając się do góry. Czuł, jak zadrżały mu poranione ręce. Wiedział jednak, że nie może zrezygnować. Musi zrobić wszystko, by wyjść z pułapki. Za wszelką cenę starał się zignorować ból, jaki się pojawił. Zaparł się po raz kolejny, opierając stopy o ścianę dołu. Znów podciągnął się, zmniejszając odległość między nim a dziewczyną.
 Jeszcze trochę.
               Warknął pod nosem, ponownie naprężając ciało. Kawałek po kawałku zbliżał się do góry. W duchu modlił się tylko o to, by prześcieradła wytrzymały. By nie poleciał w dół po raz drugi. By nie musiał ponownie czuć wbijającego się szkła w jego skórę. Summer w końcu wyciągnęła w jego stronę dłoń. Złapał ją, choć palce ślizgały się w kontakcie z jej skórą. Miał wrażenie, że jego krew jest wszędzie.
 Do góry!
                Dziewczyna zaasekurowała go, pomagając podciągnąć się wyżej. W końcu oparł się ramionami o brzeg podłogi. Summer w tym momencie wycofała się do tyłu. Puściła jego rękę, łapiąc go za koszulkę.
 Uważaj!   krzyknęła, kiedy znalazł się za blisko zielonej linii.
                Miał wrażenie, że widzi tę scenę w zwolnionym tempie. To była chwila, jak uniósł się za wysoko. Jego włosy musnęły wiązkę światła, ale to wystarczyło, by kolor znów zmienił się na czerwony. Coś szczęknęło, a on rozpaczliwie rzucił się bardziej do przodu, by wydostać się na górę. Summer chwyciła go mocniej, a następnie pociągnęła w swoją stronę. Zdołał wyciągnąć z przepaści nogi, kiedy klapy zatrzasnęły się z hukiem.
                Oboje padli na plecy, ciężko dysząc. Ten wysiłek skutecznie ich wymęczył. Jeszcze przez chwilę dzwoniło im u uszach, jakby echo uderzającego o siebie metalu nadal rozchodziło się po szpitalnej sali. W końcu jednak wszystko ucichło, a jedyne co słyszeli, to szybsze bicie swoich serc i oddechy, które powoli się normowały.
 Co to kurwa było?  wydusił Ashton.  Jak to kurwa jest możliwe?
 Nie chcę wiedzieć… Naprawdę nie chcę wiedzieć.  Dziewczyna spojrzała na niego.  Jak bardzo jest źle?
 Przeżyję, o ile połatasz mnie na nowo.
 Naprawimy cię  powiedziała, siadając.
 Obiecujesz?
 Obiecuję  pociągnęła, klepiąc go po ramieniu. Irwin odetchnął z ulgą. Naprawdę przez moment był pewny, że nic z tego nie będzie. Na szczęście znów pokonali pułapkę Roy'a.

~***~
                Calum zamrugał, kiedy Ashton i Summer skończyli opowiadać o tym, co stało się na końcu korytarza. Tyler i Alex wymienili spojrzenia. Żaden z nich nie słyszał tego, co działo się po drugiej stronie. Czy możliwe było to, że sala do której trafiła tamta dwójka była, w jakiś sposób wyciszona? Przecież zawsze, gdy coś się działo, echo niosło dźwięk i głosy, dzięki czemu wiedzieli, że coś poszło nie tak. Teraz jednak było inaczej. Jakby Summer i Ash byli od nich zupełnie odcięci.
– Nie mam pojęcia, jak… Jak to w ogóle możliwe, by zrobić coś takiego?  wydusił Michael, kręcąc lekko głową. – Miałeś sporo szczęścia.
 Miałem  odpowiedział Ash, a potem skrzywił się, kiedy Summer przycisnęła kolejną gazę do jego pleców.  To się stało tak szybko.
 Następnym razem nie wchodźmy gdzieś, gdzie jest ciemno, jak w dupie  rzucił Tyler, przeglądając znalezione przez nich rzeczy.
 Gdyby może było całkiem ciemno, to szybciej zauważylibyśmy tą dziwną świecącą linię  odparła Summer, przejmując od Hooda kolejny kawałek plastra.  Wtedy pewne byłaby bardziej widoczna.
 Jedno jest pewne  pociągnął Clifford.  Coraz więcej pułapek znajduje się wewnątrz pomieszczeń. Już nie tylko drzwi stanowią zagrożenie. Musimy dwa razy bardziej uważać.
 To się robi coraz bardziej popieprzone – rzucił Ash, wzdychając ciężko pod nosem.
 To było popieprzone od samego początku  dodał powoli Alex.  Od samego, kurwa, początku. Wpakowaliśmy się w jedno wielkie przeklęte bagno. 


***
Summer w końcu ruszyła się z miejsca, a jej kompanem został Ash. Ich szukanie zapasów mogło skończyć się źle, ale na szczęście nic im się nie stało. Nie zmienia to jednak faktu, że nadal mamy za dużo uczestników gry, prawda? :D
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu :)

Standardowo zapraszam Was na Aska i Twittera - @RoxyDonau
Tam znajdziecie informacje o tym, co i kiedy się pojawia. 

Tym, którzy nie mają nic przeciwko homo ff, zapraszam na nową historię z Cake'em - Save Me. Mam nadzieję, że Wam się spodoba :)

Pozdrawiam i do następnego!

#StayAliveFF

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz