niedziela, 15 stycznia 2017

Rozdział 9

              Luke miał wrażenie, że dzisiaj w Bezpiecznej Strefie panuje jeszcze większa cisza i spokój, niż zazwyczaj. Prawie nikt się nie odzywał. Ruchy każdego były powolniejsze, jakby zostali zawieszeni w czasie. Wiedział, że nadal przetrawiają to, co stało się wczoraj z Kevinem.
               Blondyn oparł się o framugę drzwi. Jego palce mocniej zacisnęły się na gorącym kubku z kawą, którą przed chwilą sobie zaparzył. Lekki aromat unosił się z naczynia, a zapach docierał do jego nosa. Przez moment skupił się tylko na nim, próbując, choć na chwilę przestać myśleć. Chciał na chwilę pozbyć się obrazu nieżyjącego mężczyzny, który tak często miał przed oczami. Przymknął powoli powieki, skupiając się na tej jednej osobie, dla której chciał zrobić wszystko, byleby tylko przeżyć tą niebezpieczną grę, którą prowadził z nimi Roy. Powstrzymał się od uśmiechu, gdy odtworzył w myślach twarz swojej ukochanej córeczki.
              Ocknął się, czując, że ktoś mu się przygląda. Rozejrzał się po osobach zgromadzonych w pokoju, zatrzymując błękitne oczy na Ninie. Nie tylko on tej nocy kiepsko spał. Zastanawiał się, czy dziewczynie w ogóle udało się zasnąć. Jak tylko się budził, ona dalej tkwiła w tym samym miejscu i w takiej samej pozycji. Nie chciał wiedzieć, o czym wtedy myślała i co tak dokładnie analizowała. Czasami był pewny, że słyszy jej cichy szept. Nie był jednak pewny, czy był to fragment jego koszmaru czy może dziewczyna faktycznie mówiła sama do siebie.
              Zmarszczył lekko czoło. Nina w dalszym ciągu nie odrywała od niego ciemnych tęczówek. Będąc pod jej czujnym spojrzeniem, poczuł się dziwnie. Jakby przeszywała go na wylot. Jakby próbowała wedrzeć się do jego mózgu i poznać najbardziej skrywany sekret. Nieprzyjemny dreszcz przebiegł mu po plecach, a on spuścił głowę, koncentrując się na swoich brudnych, białych trampkach.
              Wszyscy nerwowo poruszyli się, kiedy pokój wypełnił się znanym dźwiękiem. Dźwiękiem tak bardzo znienawidzonym przez każdego z nich. Luke od razu spojrzał w kierunku Josha, który automatycznie podniósł się z materaca. Jego palce po raz kolejny zacisnęły się na ciepłym kubku, kiedy chłopak chwytał za telefon. Co tym razem przygotował dla nich Roy?
 Witam, drodzy gracze!  Głos mężczyzny rozniósł się po pomieszczeniu, odbijając się echem od ścian. Blondyn miał wrażenie, że jest głośniejszy, niż wcześniej. A może to jego psychika płatała mu figle?  Wczoraj straciliśmy jednego z zawodników, a to znaczy, że ktoś z was jest o krok bliżej, by sięgnąć po wygraną! Jednak jeszcze kawałek drogi przed wami! Ptaszek nadal jest w klatce!  zawołał Roy zadowolonym tonem. Luke zauważył, jak Alex przekręca oczami. Zerknął w bok. Nina w dalszym ciągu spoglądała na niego. Czego ona chce?  Jednak ja nie o tym! Są dwie ważne sprawy, które chcę poruszyć. Po pierwsze, Josh  chłopak spiął mięśnie i wstrzymał oddech  zwalniam cię z funkcji opiekuna telefonu. Poradziłeś sobie. Twoje miejsce zajmie Nina. – Dziewczyna skrzywiła się, zostawiając to bez komentarza.  Druga sprawa, to dodatkowe zadanie. Jednak nie będzie takie, jak poprzednie. Będzie… Przyjemniejsze. – Zaśmiał się cicho, a potem odchrząknął.  Pomyślałem, że będzie dobrze was nagrodzić za przejście dwóch zadań i poprawne wykonywanie moich poleceń. Choć na początku nie byliście skorzy do współpracy. Teraz wszystko się zmieniło. Jednak nie mogę dać wam nagrody od tak. Musicie ją zdobyć. Żeby to zrobić, trójka z was będzie musiała… Ruszyć głową. Michael  czerwonowłosy spojrzał na telefon, jakby to właśnie tam znajdował się Roy  zostałeś pierwszym uczestnikiem mini gry. Do ciebie dołączy… Hmm… Tyler i Josh. Myślę, że będziecie zgraną drużyną. Chcecie wiedzieć, co was czeka? Nic z tego. Dowiecie się na miejscu.  Śmiech mężczyzny ponownie wypełnił pokój, jakby ten właśnie opowiedział bardzo zabawny dowcip.  Ci którzy mieli okazję do zwiedzania szpitala pewnie zauważyli, że jedne drzwi w korytarzu H były zablokowane przez mój specjalny zamek. Teraz stoją przed wami otworem. Michael, Tyler i Josh, to wy macie je znaleźć. Tam czekać na was będzie… Zagadka… Tak, to dobre określenie. Jeśli wygracie, zdobędziecie coś specjalnego dla całej drużyny. Zdobędziecie małą nagrodę ode mnie. A to pewnie wam się przyda. Pytania?
– Co z resztą?  odezwał się oschle Alex.
 Po wejściu chłopaków do pomieszczenia, drzwi się automatycznie zamkną. W pokoju mają przebywać, tylko oni. Wy… Zajmijcie się, czymś pożytecznym i nie przeszkadzajcie im.
 Kiedy mamy…  zaczął Tyler, ale Roy szybko mu przerwał.
 Teraz. Zapraszam was do tej zabawy teraz! No, ruszcie się! Nie mogę się doczekać, kiedy zajmiecie się zagadką. Do usłyszenia!  I rozłączył się.
              Przez moment między nimi panowała cisza. Tyler i Michael wymienili szybkie, acz krótkie spojrzenia, by na końcu zerknąć w stronę Josha. Ten nie odezwał się, tylko powoli odłożył telefon na miejsce. Zagryzł wargę, starając się nie wejść w kontakt wzrokowy z żadnym z nich. Luke dokładnie zlustrował jego sylwetkę. Nie musiał zgadywać. Doskonale wiedział, że Josh po prostu się bał. Jego przygarbiona postura, nerwowe ruchy i zaciskanie szczęki, dobrze odzwierciedlały to, jak w tym momencie się czuł. Od początku chłopak był nieco wycofany. Trzymał się z boku i nie wychylał się, gdy nie było takiej potrzeby. Teraz został wyrwany z szeregu. Musiał znaleźć w sobie odrobinę więcej siły, by stanąć twarzą w twarz z tym, co przygotował dla nich Roy.
 Chodźmy, zróbmy to w końcu  zarządził Tyler, podnosząc się z materaca.  Jeśli się nie ruszymy, on się wkurwi.
 Uważaj na siebie – powiedział cicho Calum, kiedy Michael poklepał go po ramieniu.
 Będzie w porządku  skwitował Clifford, pewnym siebie głosem.
                Po chwili i on wstał. Cała trójka wyszła z pokoju, a za nimi ciągnęły się ciche głosy życzące im powodzenia. Luke również się do tego przyłączył. Miał nadzieję, że tym razem naprawdę nie wydarzy się nic przykrego. Liczył na to, że wrócą bez względu na to, co ich czekało za zablokowanymi drzwiami.

~***~
                Szli powoli brudnym korytarzem. Zatrzymali się tylko raz, przechodząc do skrzydła H. Wtedy Michael i Tyler wymienili krótkie uwagi na temat tego, w którym miejscu mogą znajdować się drzwi, o których wspomniał Roy. Żaden z nich nie chciał błąkać się po szpitalu i znów natrafiać na te nieprzyjemne sale.
               Josh nie odezwał się ani razu. Milczał od kiedy wyszli z Bezpiecznej Strefy. Wtedy też wydusił, tylko cisze podziękowania, kiedy reszta życzyła im powodzenia. Michael dokładnie go obserwował, mając nadzieję, że chłopak nie stchórzy i nie pęknie. Mieli wykonać te zadanie we trójkę, obojętnie, co by się nie działo. Byli drużyną. Nikt nie mógł się wyłamać. W końcu Clifford stracił go z oczu, kiedy Josh nieco zwolnił. Ciągnął się za ich plecami, do momentu, w którym nie znaleźli tych właściwych drzwi.
              Czerwonowłosy spojrzał na odbezpieczony zamek. Dioda lekko świeciła na zielono, dając im znać, że dotarli do celu. Przez jego głowę przemknęło mnóstwo myśli, a on przez moment poczuł się zdezorientowany. Co jeśli Roy ich okłamał i zadanie to nie będzie tak błahe? Co jeśli znów będzie krwawe i bolesne? Michael wiedział jednak jedno. Po nim i po tym szpitalu mógł spodziewać się wszystkiego.
              Tyler podszedł do drzwi. Jego dłoń spoczęła na klamce. Złapał kontakt wzrokowy z Michaelem, czekając na jego ruch. W końcu Clifford ruszył się, stając po drugiej stronie wejścia. Dokładnie przyjrzał się ruchowi jego dłoni, kiedy Tyler naciskał zimną klamkę. Drzwi puściły, a do jego uszu nie doszedł żaden dźwięk. Nie było dodatkowych niespodzianek.
              Michael zmarszczył nos, kiedy wszedł do przestronnego, nieco ciemniejszego pomieszczenia. Nie było tu żadnych okien, a jedynym źródłem światła, była goła żarówka wisząca na ich głowami. Rzucała żółtawe światło na niewielki stół znajdujący się tuż przed nimi. Po drugiej stronie majaczyły kolejne zablokowane drzwi.
               Clifford przyjrzał się dokładnie temu, co stało na środku. Ten dziwny stół, był jedyną rzeczą w tym pokoju. Jednak, jak tylko podszedł bliżej, zdał sobie sprawę ze swojej pomyłki. To nie był żaden mebel. Przed sobą miał szeroki, wygaszony ekran. Widział pęk kabli, które  docierały do ściany, a potem wędrowały do góry, znikając w suficie. Wyciągnął rękę, chcąc dotknąć płaskiej, gładkiej powierzchni, ale w tym momencie rozległ się ponownie głos mężczyzny.
 Witajcie w waszej dodatkowej nagrodzie! A raczej w małej konkurencji, dzięki której ją zdobędziecie!  powiedział wesoło Roy.  Zadanie jest proste. Josh, możesz dotknąć całą dłonią ekranu?
              Chłopak bez słowa podszedł do urządzenia. Kiwnął głową, wysuwając dłoń do przodu. Niepewnie zbliżył rękę do ekranu. Po chwili dotknął go, a ten od razu uruchomił się. Josh w panice drgnął i odsunął się, jakby spodziewał się, jakiegokolwiek ataku. W końcu jednak wziął głębszy wdech, będąc odrobinę uspokojonym tym, że nic poważnego się nie stało.
              Michael zacisnął usta, dokładnie oglądając to, co wyświetliło się na ekranie. Całość otoczona była ramką, a w niej znajdowało się mnóstwo dziwnych klocków. Jedne przypominały krzyże, drugie były pionowe, a trzecie w kształcie literki L z gładkimi ściankami po bokach. Przez środek monitora przechodziła cienka, biała linia, która przedzielała wszystko na pół. W prawym dolnym rogu widniała zgaszona żarówka.
 Zadanie jest proste  zaczął Roy, nadal będąc w doskonałym humorze.  Wystarczy, że rozwiążecie zagadkę, która jest przed wami. W lewym górny rogu znajduje się zasilacz, w prawym, zaś żarówka. Na środku, ten duży kwadrat z dwoma wejściami, to łącznik. Ułóżcie linie tak, by prąd mógł dojść do żarówki. Wszystkie części mechanizmu muszą być ze sobą połączone. Inaczej żarówka nie zaświeci. Każdy element zwojów można przekręcać. Wystarczy dotknąć go palcem, a on wykona obrót w prawo. Możecie przekręcać je wedle uznania. Jeśli uda wam się przez to przejść, wygracie dodatkową nagrodę. Proste?
 Co jeśli nam się nie uda?  odparł cicho Michael, nie odrywając wzroku od ekranu, na którym porozrzucane były elementy układanki.
 Odejdziecie z niczym.
 Nie będzie eliminacji? – dopytał Tyler dla pewności.
 To dodatek. Bez eliminacji. Bez gonitwy za czasem. Tylko nie siedźcie przy tym zbyt długo  powiedział Roy ze śmiechem.  Jeśli po długim czasie uznacie, że nie dacie rady, dajcie znać. Zrezygnujemy z zdania.
 I tyle?  rzucił Michael, podchodząc jeszcze bliżej ekranu.
 Tyle. Gotowi?
 Tak  odpowiedział Tyler, a następnie spojrzał na pozostałych.  Jestem w takie rzeczy kiepski.
 Pomóż Michaelowi  odezwał się Josh, przybliżając się do pierwszej części zagadki.
– A ty?
 Dam sobie radę sam. Zresztą, nie lubię, jak w takich logicznych grach ktoś mi przeszkadza  wydukał Josh, unikając ich wzroku.
 Mi tam pasuje  skwitował Clifford, zerkając na Tylera. – Spróbujmy to, jakoś połączyć. Zacznijmy od końca.
 Ty decydujesz  rzucił chłopak, nachylając się nad monitorem.  Czeka cię ze mną ciężka współpraca.
 Dlatego się skup.

~***~
               Niedługo po tym, jak niewielka część ich grupy wyruszyła na dodatkowe zadanie zlecone przez Roy’a, atmosfera w Bezpiecznej Strefie zgęstniała. Wszystko za sprawą sprzeczki Alexa i Niny. Luke uważnie śledził konfrontację, nawet nie próbując się wtrącać. Gdyby chodziło tu o kogoś innego, być może by zareagował. Tę dwójkę jednak wolał zostawić w spokoju.
                Nina przestała myśleć racjonalnie. Chciała wyjść i znów sprawdzić skrzydło F, w którym zostawili kilka znalezionych wcześniej rzeczy. Alex dobitnie przypomniał dziewczynie o jej nowej funkcji, która uniemożliwiała jej opuszczenie bezpiecznej części budynku. Przechodzili od słowa do słowa, warcząc na siebie coraz bardziej.
– Jesteś kompletną idiotką! Chcesz się narazić, tylko dlatego, że nie możesz posiedzieć trochę na tyłku?! – odparł Alex, wskazując ją palcem.
 Mam dość tkwienia w tym pokoju z wami! Doprowadzacie mnie do szału! Gdyby Kevin…
 Jego już tu, kurwa, nie ma!
               Luke uniósł brwi, kiedy dłoń dziewczyny spotkała się z policzkiem chłopaka. Przez moment między nimi zapanowała cisza, jakby żadne z nich nie dowierzało temu, co właśnie się wydarzyło. Nina warknęła pod nosem, przybliżając się do zaskoczonego Alexa.
 Odpierdol się… Po prostu się, kurwa, ode mnie odczep!
 Wal się, wariatko  wycedził przez zaciśnięte zęby.  Rób, co chcesz, ale potem nie piszcz, że coś się stało, bo to będzie twoja pieprzona wina. Głupia suka.
– Nina! Nina, wystarczy!  odezwał się Ashton, odciągając ją od Alexa, który skrzyżował dłonie na klatce piersiowej, patrząc na nich z wyższością.  Uspokój się.
 Dajcie wy mi wszyscy święty spokój! Chcę wyjść! Chcę stąd wyjść!
 Nina  zaczęła Summer, powoli podchodząc do niej.  Musisz się uspokoić…
 Zwłaszcza ty siedź cicho! Nic nie robisz! Byłaś tam, tylko raz… Byłaś… Tam raz! Cholerny pieprzony raz, a od tamtej pory nie wystawiłaś nosa poza Bezpieczną Strefę! Zakłamana ździra!
 Nina!
 Pieprzcie się wszyscy!
              Hemmings zmarszczył nos, kiedy dziewczyna podeszła do wiszącej w rogu kamery. Nawet z tej odległości słyszał i widział jej przyspieszony i płytki oddech. Jej klatka piersiowa poruszała się w takim tempie, jakby Nina walczyła o każdy kolejny wdech. Jakby była na skraju paniki.
 Zadzwoń do mnie! Zadzwoń!  krzyknęła, machając energicznie rękami.
              Z początku Luke był pewny, że Roy zignoruje tę próbę kontaktu. Minęła jednak krótka chwila, a znana melodia rozniosła się po pomieszczeniu. Odpowiedział na jej prośbę. Dziewczyna rzuciła się w kierunku telefonu, jakby on miał pomóc jej się uspokoić. Jakby ta rozmowa miała jej, w jakiś sposób pomóc.
 Słucham cię, Nina  odezwał się Roy, kiedy ciemnooka przysunęła komórkę do ucha.
 Musze wyjść. Wiem, że jestem opiekunem telefonu. Wiem, że nie powinnam tego robić, ale może chociaż ten jeden raz mi pozwolisz. Muszę… Muszę się, czymś zająć, by nie zwariować. Proszę…
 W porządku. Możesz wyjść.
 Dziękuję.
 Powodzenia w zwiedzaniu skrzydła F  odparł, a potem rozłączył się.
                Na twarzy Niny wymalował się wyraz prawdziwego triumfu. Odłożyła telefon na miejsce, a potem spojrzała z zadowoleniem na Alexa. Chłopak skrzywił się, wracając na swoje miejsce. Miał dość jej dziwnych zagrywek i naginania zasad, tylko dlatego, bo miała taki kaprys. Zupełnie mu się to nie podobało.
 Nie powinnaś iść tam sama  odezwał się Calum.  Ktoś powinien ci pomóc.
 Luke ze mną pójdzie  powiedziała, zatrzymując wzrok na blondynie. Hemmings spojrzał na nią, będąc w lekkim szoku. Pierwszy raz, ktoś chciał opuścić z nim Bezpieczną Strefę.  Pójdziesz?
 Pójdę.

~***~
               Calum odprowadził ich wzrokiem. Dopiero kiedy Luke i Nina zniknęli za zakrętem, by wyjść przez główne drzwi, wypuścił cicho powietrze z ust. Przez moment nikt się nie odzywał. Jakby każdy na swój sposób analizował to, co właśnie się stało. Jak szybko ich drużyna została podzielona na trzy mniejsze części. Czy teraz stanowili łatwiejszy cel? A co, jak wydarzy się coś niespodziewanego? A jak się okaże, że Roy właśnie na to czeka?
              Mimo całego zamieszania, to Alex postanowił stanąć na czatach przy drzwiach, które oddzielały ich od ciemnego i ponurego korytarza. W żaden sposób nie skomentował decyzji Roy’a, który od tak pozwolił dziewczynie wyjść, pomimo jej funkcji. Czyżby dało się z nim od czasu do czasu wynegocjować coś lepszego? Jakąś lepszą perspektywę dla nich?
 Dlaczego poszła właśnie z nim?  zapytał cicho Ash, kiedy usiedli na materacach.  Dlaczego wybrała Luke'a?
 Może po śmierci Kevina poczuła się samotna. Może to sprawiło, że Luke stał się dla niej lepszym kompanem, bo on przecież od samego początku był sam – odpowiedziała spokojnym tonem, Summer.
 Rozmawia przecież z nami  mruknął Irwin, marszcząc nos.
– Wśród ludzi też możesz czuć się samotnym  odezwał się Calum, opierając się o ścianę. Przymknął lekko powieki.  Zauważ, że Luke raczej preferuje spędzanie czasu samemu. Nadal jest od nas oddalony. Nawet jeśli z nami siedzi, to i tak rzadko się odzywa. Czasami coś od siebie wtrąci, ale jest raczej słuchaczem, niż czynnym uczestnikiem rozmów. Albo on już tak ma, albo potrzebuje jeszcze więcej czasu, by choć trochę się otworzyć.
– Mam nadzieję, że wrócą cali  powiedział Ash, przyjmując podobną pozycję, co Hood.  Mam nadzieję, że obie grupy wrócą do nas w komplecie.

~***~
               Przez całą drogę do skrzydła F nie odezwali się do siebie ani jednym słowem. Luke rozglądał się dookoła, próbując rozróżnić jeden korytarz od drugiego, ale na daną chwilę wszystkie były dla niego niemalże identyczne. Jedyne, co dochodziło do jego uszu, to echo ich kroków odbijające się od pustych ścian. Miał też wrażenie, że słyszy szybsze bicie serc i odgłos wydychanego z ich płuc powietrza.
              Kiedy znaleźli się na trzecim piętrze, zebrali pozostawione wcześniej rzeczy w jedno miejsce, starając się niczego nie pominąć. Następnie zaczęli powoli sprawdzać pozostałe pomieszczenia. Oboje uważnie przyglądali się drzwiom, przejściom i zakamarkom, próbując dostrzec najmierniejszą nawet pułapkę. Nie chcieli dołączyć do osób wyeliminowanych.
               Luke westchnął ciężko pod nosem, kiedy trzecie drzwi z rzędu okazały się być zamknięte. Spojrzał na ostatnie z nich, znajdujące się w tej części ciemnego korytarza. Nina zaświeciła latarką na zamek, a potem powoli podjechała nią do góry, zatrzymując się na wybitej szybce.
 Te są ostatnie. Sprawdźmy, co tam jest, a potem wracamy do reszty  powiedział blondyn, pochodząc bliżej.
               Dziewczyna nie odpowiedziała. Stanęła, tylko pod drugiej stronie drzwi, łapiąc za klamkę. Luke skupił się, chcąc wyłapać najmniejszy nawet dźwięk. Wiedział, że pułapki klikają. Słyszał to, kiedy próbowali otworzyć pierwsze nietknięte przez nich drzwi w skrzydle F. Odpuścili od razu, nie chcąc ryzykować.
               Nina nacisnęła powoli zimną klamkę. Hemmings przycisnął się do ściany jeszcze bardziej, nasłuchując. Nie było jednak nic. Żadnego klikania czy innych podejrzanych dźwięków. Ciemne tęczówki dziewczyny skupiły się na nim, a on szybko pokiwał głową, dając tym jej znać, że jest bezpiecznie. Wtedy Nina pchnęła drzwi, otwierając je na oścież. Jako pierwsza weszła do środka. Luke od razu ruszył za nią.
              Kiedy tylko minął próg, dostrzegł rząd brudnych, szerokich wanien. Wszystkie miały brunatne i żółtawe przebarwienia, a także rdzę i kamień na kurkach i kranach. Kafelki pod ich stopami lśniły od plam i szarego kurzu. Na podłodze znajdowały się porozrzucane przedmioty, a w tym deski i rurki. Po drugiej zaś stronie zamontowano szereg pryszniców. Z sufitu zwisały krzywo lampy, a w oknach znajdowały się kraty.
               Luke zmarszczył czoło, dostrzegając jednak dwie rzeczy, które zupełnie mu tu nie pasowały. Nie pasowały do obskurnej łaźni. Były to dziwne metalowe i szerokie drzwi z zasuwą, znajdujące się w samym rogu pomieszczenia, a także ustawiona po lewej stronie oszklona gablotka. Chłopak wiedział, że nie była tu od początku. Ktoś ewidentnie musiał ją wstawić nie dawno. Świadczyło o tym to, że była prawie nieskazitelnie czysta. Oprócz tego jej zawartość odbiegała od typowego szpitalnego wyposażenia.
 Co jest?  Doszedł do niego cichy szept Niny, kiedy podeszli bliżej.
                Tylna ściana gablotki wyściełana była bordowym, atłasowym materiałem. Wbito do niej trzy haczyki, które podtrzymywały zawartość. A dokładniej czarny pistolet. Chłopak przekrzywił głowę, lustrując go dokładnie wzrokiem. Po co Roy zostawił tu coś takiego?
 Myślisz, że powinniśmy to ruszać?  zapytał, nie odrywając oczu od broni.
 Nie mam pojęcia.
 Zobaczmy najpierw, co jest za tymi drzwiami  rzucił, blondyn odwracając się.
 Wiesz… Nie mogę cię rozgryźć  zaczęła dziewczyna, idąc w jego ślady. Podeszli do metalowych drzwi. Luke przesunął zasuwę.
 Co masz na myśli?
 Pojawiasz się znikąd  pociągnęła Nina, dokładnie mu się przyglądając. Hemmings odwrócił się, by móc ponowne na nią spojrzeć.  Prawie w ogóle się nie odzywasz i nie starasz się złapać z nami, jakiegokolwiek kontaktu.
 Mam kontakt… Nie ze wszystkimi…
 No, tak… Należysz, więc do bandy Irwina?
 Tu nie ma podziałów  rzucił, choć wiedział, że kłamie. Zauważył te grupki, które się potworzyły, jak tylko znalazł się w ich towarzystwie. Były, aż nadto widoczne. Ta drużyna nie była do końca zgrana i on doskonale zdawał sobie z tego sprawę.
 Myślałam jednak, że jesteś mądrzejszy. Byłam pewna, że może zaczniesz współpracować.
 Staram się, ale są pewne bariery, których nie potrafię przeskoczyć!  warknął, nawiązując do jego napiętej relacji z Alexem. Nina zaśmiała się kpiąco.
 A może ty sam je stworzyłeś?
 Co?
– Jaka jest prawda, Luke? Po co tu tak naprawdę jesteś?
 Gdybym tylko wiedział, to bym się tym z tobą podzielił  wysyczał, czując narastającą wściekłość. 
              Nie rozumiał po co wraca do przerabianego już tematu. Po co przywołuje jego początki i to, co działo się w Bezpiecznej Strefie. Alex mu nie ufał. Luke był jednak pewny, że nie był on jedyną osobą, która podchodziła do niego z dystansem.
 Więc niby prawdą jest to, że znalazłeś się w grze przypadkiem? Że nic nie wiedziałeś o wygranej, pobycie w tym miejscu czy liście od Roy’a?
 Nic. Nie wiem, jakim cudem się tu znalazłem i tym bardziej, dlaczego padło na mnie  pociągnął, podchodząc do dziewczyny. Zmrużył oczy, kiedy ta znów zaśmiała się drwiąco.  Wolałbym być z moją córką w domu, niż tkwić w tym cholernym miejscu, rozwiązując popaprane gry szaleńca i narażać własne życie na to, by się stąd wydostać. To nie jest warte takiej ceny. I każdej nocy myślę o Leah, zastanawiając się, czy dobrze się czuje i czy nic jej nie jest. Każdej pieprzonej nocy zastanawiam się, czy moja matka radzi sobie z opieką nad małą i co myśli na temat mojego zniknięcia. A wiesz, co pojawia się w mojej głowie za każdym razem, gdy zamykam oczy? Ich twarze. Widzę to, jak moja matka się martwi. Jak próbuje mnie znaleźć. Jestem pewien, że próbuje to zrobić, bo zapadłem się od tak pod ziemię, zupełnie bez żadnej wieści.
 Urocze…
 Do czego, kurwa, dążysz?  mruknął, odwracając się od niej.
               Podszedł bliżej drzwi. Złapał za klamkę, ustawiając się z boku wejścia. Nacisnął ją, nasłuchując. Między nimi zapanowała cisza. Luke lekko uchylił drzwi, ale do jego uszu nie doszedł żaden niepokojący dźwięk. W końcu odetchnął z ulgą, kiedy mógł całkowicie je otworzyć.
 Do czego dążę?
 Wzięłaś mnie ze sobą, by urządzić mi przesłuchanie?  zapytał, nawet na nią nie patrząc.
               Powoli wszedł do niewielkiego pomieszczenia. Na samym jego końcu znajdował się szereg starych, metalowych szafek i półek, jakby to pomieszczenie służyło, za jakiś magazyn.
 Coś w tym stylu.
 Na co liczyłaś?
 Na prawdę.
 Powiedziałem ci prawdę.
 Kevin ci nie ufał.
 Domyślałem się tego.
 I wiesz, co? Ja też tobie nie ufam.
 Dobrze wiedzieć. Dobrze, że wiemy, po jakich stronach stoimy  odparł, a potem zacisnął mocniej usta. Miał dość tej wyprawy. Najchętniej wróciłby już do Bezpiecznej Strefy.
– Oj, tak… Stoimy po dwóch stronach. A ja wolę wykreślić z naszego kręgu ludzi, którzy mają dwa pieprzone oblicza.
               Luke zamarł bez ruchu, słysząc jej słowa. Powoli odwrócił się, próbując zrozumieć jej tok myślenia. Czy ona zwariowała? I w co zaczęła grać? O czym tak naprawdę mówiła? Odpowiedź przyszła szybko. Za szybko. Zanim dążył się zorientować i dostrzec metalową rurę w jej dłoni, Nina zamachnęła się, uderzając go w skroń. Momentalnie zaszumiało mu w uszach, a obraz przed oczami całkowicie się rozmazał. Próbował utrzymać się na nogach, ale jego organizm zaprotestował. Padł na kolana, a kiedy dziewczyna ponowiła cios, zapanowała totalna ciemność. Upadł na kafelki, niczym szmaciana lalka, odrywając się od rzeczywistości.
              Dziewczyna westchnęła ciężko pod nosem. Odrzuciła zakrwawioną rurkę na bok. Poczuła przechodzący wzdłuż jej zębów i dziąseł ból, kiedy zacisnęła szczękę zbyt mocno. Zrobiła kilka kroków do przodu, zatrzymując się nad leżącym Hemmingsem.
 Jesteś podłą gnidą i oszustem. Ale nie ty jeden. Trzeba się ich pozbyć wszystkich  wymamrotała, wychodząc z pomieszczenia. Zatrzasnęła z hukiem metalowe drzwi, a potem zamknęła zasuwę.  Trzeba oczyścić towarzystwo.
                Nachyliła się, ponownie łapiąc za rurkę. Spojrzała w stronę gabloty. Niewiele myśląc podbiegła do niej, a następnie uderzyła w nią szybkim i prostym ruchem. Szkło roztrzaskało się na drobne kawałeczki. Nina złapała za ciężką broń, podnosząc ją do góry. Pod spodem znajdowała się mała karteczka.

Drogi znalazco, masz pięć naboi. Nie zapomnij odbezpieczyć. Używaj z głową.
Miłej zabawy 
Roy

~***~
               Michael poczuł, jak po plecach spływa mu stróżka potu. Dłonie lekko zadrżały. Nienawidził przegrywać. Nienawidził się poddawać. A ta zagadka sprawiała, że jego poziom irytacji i cierpliwości powiększał się. Roy wystawiał jego wytrzymałość na ciężką próbę. Zadanie, jakie przed nimi postawił nie było łatwe. Clifford jednak nie chciał popuścić. Nie chciał odejść stąd z niczym.
               Spojrzał na pozostałą dwójkę. Tyler od dłuższego czasu mamrotał pod nosem przekleństwa. On też się denerwował. Josh zaś, co chwilę zmieniał miejsce, przechodząc z jednej strony ekranu na drugą, pukając nerwowo palcem w policzek. Zaciskał i rozluźniał szczękę, próbując rozgryźć schemat. Nie było to proste.
                Czerwonowłosy pokręcił głową, a następnie znów skupił się na łączach, które musieli do siebie dopasować. Całość przypominała mu puzzle. Cholernie skomplikowane puzzle. Choć nie gonił ich czas, to doskonale wiedzieli, że nie mogą przedłużać zadania w nieskończoność. Roy oczekiwał od nich tego, że pokonają jego grę lub poddadzą się. Jak długo to jeszcze potrwa?
 Chyba to mam  powiedział w końcu Tyler, oddychając z ulgą.  Kurwa, w końcu wyszedł mi ten kawałek. Jak u ciebie?
 Stoję w miejscu  odpowiedział Michael, przekręcając jeden z łączników.  Nic mi tu nie pasuje.  Przyjrzał się części należącej do chłopaka i wtedy go olśniło. Zrobił wielkie oczy. – Cholera, to odbicie!
 Co?  wydusił Josh, który nagle zainteresował się ich krótką wymianą zdań.  Odbicie?
 Przynajmniej u nas  pociągnął Clifford, wskazując na odpowiednie fragmenty.  Patrz! Są tu identyczne elementy, jak u ciebie. W tych samych miejscach! To pieprzone odbicie!
 Skopiuj je  rzucił Tyler, przybliżając się do niego.
 Trzeba je tylko odwrócić, tak jakbyśmy odbijali to w lustrze  odparł Michael, naciskając odpowiednie elementy.  Spróbujmy.

~***~
                Alex zmarszczył nos, kiedy usłyszał przyspieszone kroki. Szybko zorientował się, że należały, tylko do jednej osoby. Czyżby na dole wydarzyło się coś, o czym nie mieli pojęcia? Jeśli tamta dwójka natrafiła, na jakąś pułapkę, czemu nic nie słyszał? Przecież kiedy zginął Kevin, Luke pojawił się w pokoju zwabiony krzykami. Teraz jednak były, tylko kroki. 
               Podniósł się z miejsca, kiedy idąca osoba, była już całkiem blisko Bezpiecznej Strefy. A jeśli to ktoś spoza ich grupy? Podszedł do drzwi, uchylając je jeszcze bardziej. Zdążył to zrobić, a przed jego oczami wymalowała się sylwetka pędzącej w jego kierunku Niny. Zupełnie nie spodobał mu się wyraz jej twarzy. Nieco zdezorientowany odsunął się, kiedy dziewczyna otworzyła z impetem drzwi, które z hukiem uderzyły o ścianę.
 Co do kurwy?!  warknął Alex, wytykając ją palcem.
 Do pokoju! Natychmiast!  powiedziała, a on wstrzymał oddech, kiedy wyciągnęła przed siebie broń.
– Ochujałaś?
 Do pokoju! Nie będę dwa razy powtarzać!
 Jezu… Uspokój się  pociągnął, ale posłusznie podniósł dłonie na wysokość głowy, a potem powoli ruszył w kierunku pokoju.
                Nie zdziwiło go to, że jak tylko znaleźli się w pomieszczeniu, reszta już była na nogach. Jeśli Nina chciała wziąć ich z totalnego zaskoczenia, to zdecydowanie jej się to nie udało. Zachowywała się zbyt głośno. Podniosła alarm, nawet o tym nie wiedząc.
 Nina?
 Zamknij mordę, Irwin!  krzyknęła, mierząc w niego.
                Summer, Calum i Ash odruchowo unieśli dłonie w geście poddania. Alex zerknął na dziewczynę, chcąc wykorzystać moment jej chwilowej nieuwagi. Nina skupiała się na nich, nie na nim. Jednak wystarczyło tylko to, że nerwowo się poruszył, a ona od razu odwróciła się w jego stronę.
 Żadnych numerów, dupku  odparła przez zaciśnięte zęby.  Klękaj!
 Nina, uspokój się  odezwała się cicho Summer.
 Zamknij się kurwa! Zamknij się!  Mówiąc nadal wpatrywała się w Alexa.  Na kolana.
                Chłopak spiął mięśnie. Niechętnie uklęknął, prychając pod nosem. Dziewczyna złapała go za ręce, wykręcając je do tyłu. Jej dłonie były nieprzyjemnie zimne i wilgotne od potu. Szturchnęła go kolanem w bok, a on zachwiał się. W tym momencie próbował wejść do jej myśli i odgadnąć to, co zamierza zrobić. Dla niego zachowywała się tak, jakby kompletnie postradała zmysły. Jakby nie potrafiła już racjonalnie myśleć. Kiedy obrzucił ją wiązanką bezdźwięcznych przekleństw, poczuł mocne uderzenie w tył głowy. Kolba pistoletu trafiła w to idealne miejsce, pozbawiając go od razu przytomności.
               Summer zassała w panice powietrze. Miała wrażenie, że ogląda tę scenę w zwolnionym tempie. Jakby czas nagle zwolnił. To była chwila, jak Alex poleciał do przodu, odcinając się od wydarzeń, które działy się w pokoju. Wtedy też poczuła, jak dłoń Ashtona zaciska się na jej nadgarstku. Bała się.
 Nina  zaczął powoli Calum, próbując przemówić dziewczynie do rozsądku. Odwróciła się w jego stronę, mrużąc jednocześnie oczy, w których lśniła wściekłość.  Nie musimy sobie dodatkowo komplikować życia, to miejsce i tak już jest popaprane.
– Przymknij się  warknęła, robiąc dwa kroki do przodu.  Na kolana! Wszyscy!
 Nina…
 Na kolana!  Bez sprzeciwu wykonali jej rozkaz.  Ręce za głowę! A teraz bądźcie grzeczni. Alex już nie będzie nam przeszkadzał, a przynajmniej na razie. Ten dupek w końcu i tak się obudzi. A może będzie już dla niego za późno?
 Gdzie Luke?
 On? On już nie wróci.
 Co mu zrobiłaś?  wydusiła Summer, czując na plecach nieprzyjemne dreszcze. – Co zrobiłaś?!
             Zaczerpnęła głośniej powietrza, kiedy Nina doskoczyła do niej. Złapała ją za policzki, mocno wbijając palce w jej skórę. Syknęła, kiedy dziewczyna przybliżyła twarz do jej twarzy. Czuła, jak w klatce piersiowej łomocze jej serce. Nie mogła jednak dać się pokonać strachowi. Nie w tym momencie. Nie teraz.
 Zadbałam o to, by ten kłamca już więcej do nas nie wrócił  pociągnęła Nina, w końcu ją puszczając. Wymierzyła pistolet w ich stronę. Lufa po kolei zatrzymywała się na każdym z nich.  Ciebie też nie lubię  dodała, ponownie skupiając swoją uwagę na Summer.  Jesteś tą osobą, co dużo gada i nic nie robi. Nie wychodzisz tam! Nie łazisz po tym całym syfie! Zawsze bezpiecznie trzymasz tyłek w Bezpiecznej Strefie! Żerujesz na nas, nie dając nic od siebie!
 To nie tak…
 Zamknij się! Zamknijcie się wszyscy!  krzyknęła, przykładając jedną dłoń do ucha. Summer odruchowo zacisnęła usta, by nie wydać z siebie żadnego dźwięku.  Zmiana zasad gry! Od teraz ja tu rządzę i będziemy grać po mojemu! Ale trzeba najpierw oczyścić to miejsce z bezużytecznych osób!
 Nina  odezwał się Hood, starając się brzmieć, jak najspokojniej.  Summer nie jest bezużyteczna. Można ją uznać za naszego prywatnego lekarza. Bez niej…
 Czy ty widzisz, tylko dobre strony w ludziach, Calum? Żadnych skaz? Żadnych negatywnych cech?  Chłopak utkwił wzrok w podłodze.  Świat nie jest biały. Świat to pieprzona czerń! Każdy ma coś za uszami! Ale ja mam dość! Chcę to wygrać! Kurwa, chcę wygrać i to w końcu zakończyć!
– Może porozmawiajmy na spokojnie i…  Spróbował Irwin. Dziewczyna jednak szybko pokręciła głową. Lufa pistoletu przeniosła się na niego.  Okej… Będzie po twojemu.
 Lubisz się rządzić…
 Ty tu rządzisz  odpowiedział od razu Ash.
 Więc ma być po mojemu, jasne?!  Pokiwali głowami.  Hemmings został wyeliminowany. Zaraz też zajmę się tobą  powiedziała, wskazując na Summer.  Alex też mnie wkurwia. Nie umie współpracować, więc… Tak, on będzie następny. Potem… Potem Josh, ten cholerny tchórz. Jest dla naszej grupy, tylko ciężarem. Pozbędziemy się go… Tak, pozbędziemy. Ostatni będzie Michael, on też mnie denerwuje. Ta jego pewność siebie i zachowanie cwaniaczka. Tak… Zmniejszymy naszą grupę zostawiając, tylko wartościowe osoby.
                 Calum poczuł, jak coś ściska go w gardle. Bał się tego. Cholernie bał się tego, że Nina wcieli swój pokręcony plan w życie i zgotuje im prawdziwą krwawą rzeź. Ile miała naboi? Ile osób jeszcze straci dzisiaj życie? Hood wiedział, że muszą coś zrobić. Przecież musi być, jakieś wyjście z tej sytuacji. Musi być coś, co mogą zrobić, by uchronić tych, których wymieniła. Co będzie, jak zaraz tamta trójka wróci? A jak Nina od tak pociągnie za spust? 
                Kiedy dziewczyna skupiła się znów na Summer, jego wzrok zatrzymał się na telefonie. Pieprzonym telefonie, którego tak bardzo nienawidził, a który teraz mógł być ich wybawieniem. W jego głowie pojawił się plan. Był niepewny i być może konsekwencje tego, co chciał zrobić spadną na niego zamiast na nią. Ale musiał spróbować. Musiał zaryzykować. Za wszelką cenę musiał to przerwać.
 Nina  zaczął powoli, dokładnie przyglądając się dziewczynie.  Chyba pozostali wracają. Albo ktoś inny kręci się po korytarzu.
 Co ty pieprzysz?
 Kroki. Nie słyszysz ich?  wydusił, licząc na to, że Nina to kupi.
 Kurwa, co do cholery?
 Mogę iść to sprawdzić i…
 Nie ruszać się z miejsca!  krzyknęła, a on wzdrygnął się, kiedy niespodziewanie podniosła głos.  Sama to zrobię. Zrobicie jednak coś, co mi się nie spodoba, a zacznę swoją własną eliminację.
                Odwróciła się, ruszając pospiesznie w stronę drzwi. Calum wiedział, że jest to jedyna okazja na to, by zacząć działać. Szybko przysunął się jeszcze bliżej stolika z telefonem. Starał się nie robić zbyt gwałtownych ruchów ani nie wydać z siebie żadnego dźwięku, który mógłby go zdradzić. Summer i Ash spojrzeli na niego ze zdezorientowaniem. Przytknął palec do ust, dając im znak, że mają być cicho. Następnie wyciągnął rękę, łapiąc za urządzenie. W myślach błagał o to, by dobrze zrozumiał zasady Roy’a. Chciał, by mężczyzna trzymał się regulaminu. Zaryzykował.
 Ty!
                Nina patrzyła na niego, a w jej oczach malowała się furia. Od razu dostrzegła telefon w jego dłoni. Podniosła broń, celując w Caluma. On jednak był szybszy. Jego palec już naciskał odpowiedni guzik. Kiedy ekran komórki zgasł w wyniku wyłączenia, między nimi zapanowała cisza. Cała czwórka zamarła, zastanawiając się, co wydarzy się teraz. Żaden opiekun telefonu nie dopuścił do tego, by urządzenie przestało działać.
– Brawo, Hood, właśnie zostałeś pierwszą sobą do eliminacji  powiedziała Nina, a ręka trzymająca pistolet niebezpiecznie jej zadrżała.  Gratuluję głupoty ty…
              Ale nie dokończyła. Zielona dioda na jej opasce zaczęła niebezpiecznie mrugać, a potem zmieniła kolor na czerwony. Ciało dziewczyny zatrzęsło się. Wypuściła broń z dłoni, zaczynając oddychając jeszcze szybciej. Jeszcze bardziej spazmatycznie. Po chwili telepała się już cała. Odruchowo złapała za opaskę, próbując ją zerwać. Z początku czuła drobne ukłucia, jakby małe igiełki wbijały się w szyję. Potem zrobiło jej się gorąco, a ciało raz za razem reagowało na to mocnymi dreszczami. Miała wrażenie, że zaraz się udusi. Nie mogła złapać tchu. Ślina wyciekła z kącika jej ust. Nie była wstanie jej przełknąć. Po chwili na jej miejscu pojawiła się większa warstwa białej piany. Trucizna. Teraz wiedziała, ze ich pieprzone opaski miały w sobie truciznę. Była na straconej pozycji. Przegrała.
              Summer odskoczyła, przewracając się na plecy, kiedy Nina ostatkiem sił zrobiła kilka kroków do przodu. Potem padła na podłogę. Jej mięśnie jeszcze przez dłuższą chwilę szybko się kurczyły i rozluźniały, wprawiając ciało w ostatnie drgawki. Zaraz po tym dziewczyna przestała się ruszać.
– Dobry Boże  wydusił z siebie Ash.  Kurwa…  Spojrzał z przerażeniem na chłopaka.  Calum?
 Ja… Ja… To jedyne, co przyszło mi do głowy  wydukał ze strachem.  To jedyne, co…
 Spokojnie  rzucił Irwin, wstając z miejsca. Szybko podszedł do niego, a następnie ukucnął.  Spokojnie. Uratowałeś życie nie tylko sobie, ale też innym. Jako jedyny wpadłeś na cokolwiek, co… poskutkowało.  Ash odwrócił się.  Summer?
 Nic mi nie jest  odpowiedziała, ciężko dysząc.
 Musisz włączyć telefon  pociągnął Irwin, potrząsając lekko ramieniem chłopaka.  Szybko.
                Calum pokiwał raptownie głową, przesuwając palce po obudowie komórki. Dłonie znów niebezpiecznie mu się trzęsły, przez co przyciśnięcie odpowiedniego guzika było trudniejsze, niż wcześniej. Wtedy działał, niczym automat. Jednak teraz znów dopadł go strach i przerażenie. Wszystko przez to, że w końcu zobaczył, jak może przebiegać inna eliminacja i jak działają opaski.
                Spojrzał na ekran, który rozbłysnął. Urządzenie wracało do pracy. Calum miał wrażenie, że Summer i Ash słyszą szybkie bicie jego serca. Bał się tego, co może wydarzyć się dalej. A jak Roy postanowi pozbyć się również i jego? A może ukaże go w inny sposób?
               Jego rozmyślenia przerwał dźwięk znanego dzwonka, który wypełnił pokój. To nieprzyjemne uczucie strachu sparaliżowało go na tyle, że nie potrafił odebrać telefonu. Nie mógł się ruszyć, by wykonać jakikolwiek ruch. Z pomocą przyszedł mu Ashton, który przejął od niego komórkę i to on przełączył Roy’a.
 Wow!  zapiał mężczyzna, a potem parsknął śmiechem.  To było… To było genialne i rewelacyjne! Calum, pozytywnie mnie zaskoczyłeś! Idealnie przemyślana strategia! Podobasz mi się coraz bardziej. Przyznam się, że z początku myślałem, że nie będziesz za dobrze sobie radził, ale… Hood, punktujesz! Świetny plan!
 Nic mu nie będzie?  wydusił Irwin.
– Oczywiście, że nie. To Nina odpowiadała za telefon, nie Calum.  Po tych słowach Hood odetchnął z ulgą.  To było naprawdę ciekawe i interesujące. Niemniej jednak straciliście łącznika ze mną, więc muszę wybrać następną osobę. Hmm… Na kogo by tu postawić? Ach, już wiem. Luke zostaje opiekunem telefonu  odparł Roy, a potem rozłączył się.
 Luke?  wydusiła Summer, patrząc na nich z niedowierzaniem.  Nina mówiła, że…
 O kurwa, on żyje! Kurwa!  warknął Irwin, podrywając się do pionu.  Musimy go, jak najszybciej znaleźć!
– Co z Alexem?  odezwał się nieco drżącym głosem Hood, wskazując na nieprzytomnego mężczyznę. Dziewczyna podeszła do niego.
 Oddycha.  Przekręciła go na plecy.  Zostawimy go. Nic mu nie będzie. Teraz i tak nam nie pomoże.
– Musimy się szybko dostać do skrzydła F  zarządził Irwin, od razu kierując się w stronę drzwi.

~***~
             Był zamroczony. Nie miał pojęcia, gdzie jest i co dokładnie dzieje się wokół niego. Udało mu się podnieść na klęczki i przesunąć się do tyłu. Oparł się plecami o chłodne drzwi. Próbował poskładać rozsypane myśli do kupy, by w końcu zyskać pełen obraz sytuacji.
              Skrzywił się, czując ostry ból głowy, który rozchodził się po całej czaszce. Coś ciepłego spływało mu po twarzy. Dotknął mokrego policzka, a potem spojrzał na zakrwawione palce. Nie widział ich. Wokół niego było za ciemno, by dostrzec cokolwiek. Zacisnął zęby, kiedy w uszach na przemian mu szumiało i piszczało. Potrzebował więcej czasu, by dojść do siebie.
             Oparł głowę o chłodny metal. Przez chwilę siedział nieruchomo, pozwalając odpocząć swoim zmysłom. Chciał też uspokoić umysł. Nie chciał wpaść w panikę. Wtedy też usłyszał kroki. Nie były one wyraźne, jakby dochodziły z daleka. Zaraz po tym pojawił, czyjś głos.
 Summer?  wydusił zachrypnięty. Przekręcił się na bok, dotykając dłonią drzwi.
 Luke?!
 Summer…
 Luke?!
            Warknął pod nosem, podnosząc się powoli z miejsca. Głos i kroki były coraz bliżej. Walczył z protestującym ciałem, które domagało się większego odpoczynku. Nie chciał jednak stracić okazji na zdobycie pomocy. W końcu oparł się o drzwi, przyciskając się do nich.
 Luke?!
            Dopiero teraz rozpoznał ten głos. Nie należał on do dziewczyny, a do chłopaka. Do szpitalnej łazienki wpadł Ashton. I to on wołał go po imieniu. To on go szukał. Czyżby Nina przyznała się do tego, co mu zrobiła?
 Luke?!
 Ash!
 Luke?!
 Ash, tutaj!  Coś łupnęło. Blondyn podskoczył, starając się nie upaść.  Ash?
 Zaraz cię wciągnę!
 Ash!
 Chwila!  Odwrócił się. – Summer! Calum! Tutaj! Znalazłem go!
             Słyszał, jak metal ociera się o metal. Irwin przesunął zasuwę, a potem otworzył drzwi. Luke tracąc podporę, poleciał do przodu, wpadając wprost na starszego chłopaka. Irwin złapał go, ochraniając przed kolejnym upadkiem. Owinął swoje ramię wokół jego pasa, zarzucają drugą rękę na swoje barki. Hemmings podniósł ciężko głowę, kiedy do pomieszczenia wpadła pozostała dwójka.
 Luke…
 Już mi lepiej  skłamał, spoglądając na dziewczynę, która znalazła się tuż przed nim. Calum zatrzymał się obok, podtrzymując go z drugiej strony.
– Summer poskłada cię z powrotem w jedną całość  powiedział z pewnością w głosie Ash.
 Na to… Na to właśnie liczę  odparł z nieukrywaną ulgą.

~***~
              Siedział pod ścianą, owinięty w swój koc. Summer znajdowała się bok, zajmując się jego ranną głową. Wcześniej próbował się położyć, ale wtedy obraz przed oczami na nowo zaczynał się kręcić, a mu natychmiast robiło się niedobrze. Ta pozycja była znacznie bardziej komfortowa. Powoli zaczynał czuć się coraz lepiej.
             Hemmings zerknął w bok. Jego błękitne tęczówki zatrzymały się na Alexie, który również dochodził do siebie po niespodziewanym ataku Niny. Trzymał z tyłu głowy owinięty w szmatę prowizoryczny okład, który Summer zrobiła ze schłodzonego słoika. Ashton i Calum po przeprowadzeniu z nim szybkiej rozmowy i rozeznaniu się w tym, co wydarzyło się w łazience, postanowili pozbyć się z Bezpiecznej Strefy ciała Niny, przenosząc je do innej sali. Teraz wycierali podłogę z plam, które po sobie zostawiła.
 Jest w porządku?  zapytała kontrolnie Summer, a Luke oderwał wzrok od chłopaków, znów skupiając się na niej.
– Tak, dziękuję.
 Na pewno wolisz siedzieć?
 Na pewno. Przynajmniej mam gwarancję, że nikt z was nie będzie oglądał tego, co jadłem.
 Obrazowo powiedziane.
 Starałem się.
               Nagle usłyszeli kroki. Trzy osoby były blisko drzwi, które prowadziły do ich bezpiecznego miejsca. Calum od razu zerwał się do pionu, wychylając się w stronę wejścia. Po chwili zobaczyli uśmiechniętego Tylera. Chłopak rozejrzał się po zgromadzonych, unosząc przy tym brwi. Zaraz po tym poczuli przyjemny zapach przypraw, gdy do pokoju weszła pozostała dwójka, ciągnąc za sobą coś długiego, przykrytego białym materiałem.
 Co tu się stało?  zapytał ostrożnie Michael, dokładnie przyglądając się Luke'owi i Alexowi.
 To długa historia.
 Chętnie jej posłuchamy przy tej pysznej kolacji – dodał z uśmiechem, Tyler. – Zdobyliśmy dla nas obiad. Żarcie, jakby wyciągnięte z najlepszej restauracji! Kurwa, mam wrażenie, że od wieków nie jadłem, czegoś innego, niż zupki z proszku, chleb, ogórki, ser i…
– Gdzie Nina?  przerwał mu Clifford, po raz kolejny rozglądając się w poszukiwaniu dziewczyny.
 To właśnie jest ta długa historia  odpowiedział Ash, a potem zagryzł wargę.
 Co tu się do cholery stało?  dopytał Tyler, marszcząc czoło.  Stało się coś złego?
 Tak, ale musimy zacząć od początku.  
 Mówcie.



***
I takim oto sposobem kolejna osoba pożegnała się z grą. Rozdział pojawił się dość późno, ale nie chciałam wrzucać Wam czegoś, co byłoby niespójną całością. Wolę przedłużyć "czas czekania" na kolejny rozdział, niż wciskać Wam na siłę coś "gównianego" :)
Mam nadzieję, że ta część przypadła Wam do gustu :)

Standardowo zapraszam na Aska i Twittera - @RoxyDonau
Tam znajdziecie informacje o tym, co i kiedy się pojawia

Nie przedłużam...
Pozdrawiam i do następnego! 

#StayAliveFF

6 komentarzy:

  1. Jest coraz ciekawiej ;) Życzę weny, bo mam teraz bardzo dużo wolnego czasu na czytanie, więc coraz bardziej nie mogę się doczekać kolejnych rozdziałów xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Cieszę się, że wyszło ciekawie :)

      Usuń
  2. Whoa! Czytałam w takim napięciu, że wystraszyłam się swojego psa xd
    Świetny rozdział ❤👌 ~M

    OdpowiedzUsuń
  3. Mega, mega, mega. Wspaniałe ze Niny już nie ma. Na to liczyłam. Pozdrawiam i życzę weny :) O.

    OdpowiedzUsuń