wtorek, 31 stycznia 2017

Rozdział 10

              Rozchylił powoli powieki. Wokół niego nadal panowała ciemność. Nie był do końca pewny, ile spał. A może w ogóle nie udało mu się zmrużyć oka? Zamrugał, czekając, aż jego wzrok przyzwyczai się do panującego mroku. Po chwili dostrzegł zarys szafki z telefonem. Tuż obok niego znajdował się pistolet, który znaleziony został w łaźni. Calum przełknął ślinę. Wczorajsze wydarzenia nadal wywoływały w nim nieprzyjemne dreszcze i gęsią skórkę.
              Powoli podniósł się do pozycji siedzącej, starając się nie robić hałasu. Nie chciał pobudzić reszty. Zerknął w bok, ale sąsiedni materac był pusty. Automatycznie spojrzał w stronę drzwi. Michael już szedł w jego kierunku, porzucając swoje miejsce warty. Zacisnął usta, kiedy czerwonowłosy usiadł obok. Przez moment między nimi panowała cisza. W końcu Clifford wziął głębszy wdech, przerywając ją.
 Cały czas o tym myślisz?
             Calum nie odrywał od niego wzroku. Czuł się tak, jakby Michael czytał mu w myślach. Doskonale wiedział, co takiego go niepokoi. Jakby wszedł do jego głowy, poznając dzięki temu wszystko. Każdą prawdę. Każdy sekret. Każde pragnienie. Każdą obawę.
 Na moim miejscu zrobiłbyś to samo?
 Każdy zrobiłby to samo. Każda normalna osoba w obliczu zagrożenia, próbowałaby się bronić. Ty to zrobiłeś, Cal. Nie jesteś złą osobą. Nina nie zginęła przez ciebie. Zginęła, bo totalnie jej odbiło. Gdybyś w porę nie wymyślił tego planu, kto wie, co mogło by się stać. Może padłoby na Summer, a potem na mnie? Uratowałeś nam tyłki  powiedział, klepiąc go po plecach.  To była szybka reakcja. Nina okazała się być totalną szajbuską, ale na szczęście jej chujowy plan nie wypalił.
 Byłem też pewny, że…
 Że?
 Że Roy wyeliminuje też mnie.
 Mimo tego podjąłeś ryzyko?  Calum po raz kolejny podniósł głowę. Ich spojrzenia znów się spotkały. Przytaknął cicho.  To świadczy o tobie. Zaryzykowałeś nawet własne życie, by ratować innych. To tym bardziej pokazuje, że nie możesz być w tej historii czarnym charakterem. Jesteś na to za dobry i za…
 I co?
 I za fajny  dokończył Michael ze śmiechem. 
             Hood uniósł jedną brew, a potem sam cicho zaśmiał się pod nosem. Zdecydowanie ta krótka rozmowa z chłopakiem odrobinę go rozluźniła i uspokoiła. Nie był zły. Mimo tego, że przyczynił się do śmierci innej osoby, nie był zły.

~***~
             Luke lekko się skrzywił, kiedy Summer powoli odklejała gazę od jego rany. Zmrużył jedno oko, kręcąc nosem, gdy miejsce to nagle zaszczypało. Dziewczyna spojrzała na niego kontrolnie, obserwując jego reakcję.
 Przepraszam.
 Jest w porządku.
 Zaraz skończę.
             Cicho przytaknął, dokładnie śledząc jej ruchy. Wyrzuciła stary opatrunek, a następnie otworzyła nową paczkę gazy. Przekręcił głowę w bok, by ułatwić jej dostęp do rany, którą zawdzięczał wczorajszemu uderzeniu. Nina nie potraktowała go zbyt łagodnie. Hemmings jednak wiedział, że gdyby bardziej się przyłożyła, mogłaby mu kompletnie roztrzaskać czaszkę.
             Przymknął powieki, biorąc kolejny spokojny wdech. Poczuł delikatny ucisk i lekki ból, kiedy przetrzymała gazę w zranionym miejscu. Drugą dłonią zaczęła zakładać bandaż. Jej palce dotknęły jego włosów, a on uśmiechnął się krótko pod nosem. W tym momencie przypomniało mu się, jak to on wielokrotnie przeczesywał włoski jego córeczki. Ten gest zawsze ją uspokajał. Cholernie za nią tęsknił.
 Gotowe.
 Dziękuję.
               Kiedy tylko to powiedział, rozległy się kroki na korytarzu. Oboje spojrzeli w stronę drzwi, które po chwili się otworzyły. Do środka weszła reszta, niosąc ze sobą znalezione wcześniej rzeczy. Dzisiaj rano zdecydowali, że czas w końcu przynieść znaleziska do Bezpiecznej Strefy. Nie chcieli stracić niczego, co udało im się zdobyć.
 Piwo! Zimne piwo dla wszystkich!  rzucił ze śmiechem Michael, stawiając na środku pokoju pełną skrzynkę. – Szkoda, że nie mieliśmy tego wczoraj. Byłby to dobry dodatek do naszej wypasionej kolacji, którą pomogłem zdobyć.
 Bo wpadniesz w samozachwyt  odparł Tyler, podchodząc do Summer.  Dopełnienie apteczek.
 Dzięki, przyda się  powiedziała dziewczyna, odbierając od niego niewielkie pudełka. Są nawet leki. I to całkiem nowe.
 Może namówimy Roy'a, by puścił nam wieczorem muzykę? Może szarpnie się też, na jakąś zagrychę? Wtedy urządzimy sobie imprezę  pociągnął Michael ze śmiechem.
 Ktoś tu ma dzisiaj dobry humor  skwitował Ash, zatrzymując się obok niego. Clifford wzruszył ramionami, a jego uśmiech jeszcze bardziej się poszerzył.
 Wolę mieć dobry humor, niż znów się zadręczać czarnymi myślami. Wystarczy, że wy to robicie.
 To miejsce raczej nie pała entuzjazmem – odezwał się Tyler, zerkając na niego. Mimo wszystko i on zaczął się uśmiechać.
 I o to chodzi. Trzeba jakoś zmienić myślenie, bo odpierdoli nam wszystkim.
               Wszyscy wzdrygnęli się, kiedy w pomieszczeniu rozniósł się znany dźwięk dzwonka. Spojrzeli w stronę telefonu, a następnie skupili wzrok na blondynie. Hemminngs westchnął pod nosem, posłusznie podnosząc się z miejsca. Nie zawahał się, tylko od razu ruszył w kierunku stolika. Wiedział, że nie może zwlekać. Roy nie lubił czekać.
 Chciałem imprezę, ale nie mówiłem o tym  wymamrotał Michael, robiąc niezadowoloną minę.
 Tu impreza może być, tylko w jednym stylu  dodał cicho Calum.
                Luke złapał za komórkę. Nadal był pod czujnym wzrokiem reszty grupy. Zerknął kontrolnie na wyświetlacz, jakby chciał się upewnić, że telefon faktycznie dzwoni. W końcu odwrócił się, a następnie odebrał. Nie przyłożył komórki do ucha, tylko od razu wyciągnął dłoń w stronę pozostałych.
 Witajcie, moi gracze!  powiedział od razu Roy.  Witam też mojego nowego łącznika. Jak tam, Luke? Głowa cała?
 Nic mi nie jest.
 Jak widzę będziesz żył. Ciekawe, jak długo?  dodał, a potem parsknął śmiechem, jakby opowiadał znajomym dowcip. Hemmings nie zareagował w żaden sposób. Udawał, że w ogóle nie słyszał jego ostatniego zdania.  Ale przejdźmy do rzeczy. Pewnie nikt z was mocno nie ubolewa nad stratą Niny. Możemy śmiało stwierdzić, że dziewczynie odbiło. I to dosłownie. Dzięki temu jednak zapewniła mi rozrywkę. I po wczorajszym chcę jej więcej. Dlatego z wielką przyjemnością zapraszam was do kolejnej gry. Michael, twoja impreza z piwem będzie musiała poczekać  rzucił, a Clifford pokręcił ustami.  Wspomniałem wam o tym, że skrzydło F jest dość rozbudowane. Wy zyskaliście, tylko dostęp do jego jednej części. Teraz macie możliwość otworzyć tą drugą. Oczywiście, najpierw musicie zdobyć do tego klucz. Gdzie? W mojej kolejnej wielkiej grze! Już po waszych twarzach widzę, że nie możecie się doczekać, dlatego zapraszam na dół. Skierujecie się do ostatnich drzwi, które znajdują się przy głównym korytarzu. Oznaczone będą dużym znakiem X. Reszty dowiedzie się na miejscu. I tyle ode mnie. Ptaszek nadal jest w klatce!  I rozłączył się.
 Nie taki miałem plan na ten dzień  mruknął Michael, krzyżując dłonie na klatce piersiowej.

~***~
                Jak tylko minął próg, jego oczy rozszerzyły się. Spojrzał na ścianę przed sobą. Była oszklona. Już po tym zorientował się, że nie wszyscy będą grać w to, co przygotował dla nich Roy. Miejsca było za mało, by zmieścili się tam całą grupą. Na środku znajdowały się drzwi, które były jedynym możliwym wejściem do pomieszczenia. Z boków wychodziły dwie zagięte rury, które znikały w suficie.
                 Ash przekrzywił lekko głowę, starając się dostrzec to, co znajdowało się w tym dziwnym pokoju. Widział naprzeciwko zawieszony duży ekran, a pod nim metalowy sejf. Zauważył też coś na ziemi, jakby wyznaczony kwadrat. Na środku niego ustawiono tekturowe pudło. Co będą robić tym razem? Miał nadzieję, że nie będzie to coś, co wymagać będzie od nich kolejnej dawki krwi i bólu. Wiedział jednak, że takie myśli były zbyt łagodne. Była to główna gra. A tam wszystko było możliwe.
               Summer pociągnęła go za ramię. Dopiero wtedy ocknął się z rozmyśleń. Zauważył, że jako jedyny został w tyle. Pozostali już podchodzili bliżej, by zatrzymać się przy długiej, prostej czerwonej linii. Rozciągała się przez całe pomieszczenie, niemalże dwa kroki od oszklonego więzienia.
 Witam, drodzy gracze!  Po raz kolejny zabrzmiał znany głos mężczyzny. Irwin zerknął w bok, wyłapując wiszący w rogu głośnik.  Zapewne zastanawiacie się, co to u licha jest? Co takiego będzie trzeba zrobić? Spieszę z odpowiedzią. Znów pobawimy się w układanki. Nie wszyscy jednak wezmą w tym udział. Pomieszczenie ma ograniczoną przestrzeń, a ja nie chcę byście się podeptali. W końcu chcę mieć dobry obraz na to, co się będzie działo. Wybiorę trzy osoby, które zmierzą się z tym zadaniem. To właśnie od tych osób będzie zależeć to, czy przy pierwszej próbie zdobędziecie klucz do drugiej części skrzydła F. Reszta zostanie tutaj, by razem ze mną to podziwiać. Zasady potem. Najpierw przejdźmy do tych szczęśliwców, którzy podejmą się wyzwania. Przypominam, że rezygnacja z udziału wiąże się z natychmiastową eliminacją. Gotowi? Uwaga! Pierwszym zawodnikiem będzie Calum! Tak, właśnie ty! Wczoraj zabłysnąłeś inteligencją, więc z pewnością będziesz dobrym kompanem do tej zabawy. Michael, jesteś drugi. Ty poradziłeś już sobie z jedną logiczną zagadką, więc twój umysł też się przyda. Trzecia osoba… Hm… Na kogo wypadnie na tego bęc! Luke! Gratuję! Zostajesz uczestnikiem numer trzy! Panowie, zapraszam do środka.

~***~
                Wszedł do środka, jako drugi, będąc tuż za Michaelem. Rozejrzał się szybko dookoła, a jego błękitne oczy na dłużej zatrzymały się na dziwnych kratkach, bo bokach pomieszczenia. Kiedy tylko ich trójka minęła próg, drzwi automatycznie zatrzasnęły się za ich plecami. Blondyn podskoczył, czując, jak jego serce przyspiesza. Mimo tego, że spodziewał się właśnie, czegoś takiego, to i tak jego organizm zareagował gwałtowniej na głośniejszy huk.
                Spojrzał w dół, dostrzegając na ziemi wyznaczony kwadrat. Dopiero teraz zorientował się, że jego boki odrobinę odstają od podłogi. Na jego środku stało pudło. Wychylił się odrobinę, by z góry zerknąć na to, co znajduje się wewnątrz jego. Widział tylko kawałki, czegoś białego.
 Panowie, słyszycie mnie?  zapytał Roy, a oni pokiwali głowami.  Czy widzowie tego widowiska również mnie słyszą?  Calum odruchowo odwrócił się. Przytaknęli.  Doskonale. Oto wasze zadanie.
              Wiszący ekran uruchomił się. Luke od razu skupił się na nim. Zmarszczył czoło, widząc obraz złożony z różnych figur geometrycznych. Jedne z nich miały dokładnie i wyraźnie zarysowane linie, inne zaś wypełnione były całe kolorem. Wszystkie, w jakiś sposób nakładały się na siebie, tworząc chaotyczny zlepek kształtów.
– Kwadrat, który macie pod nogami, to wasze pole. W kartonie znajdują się elementy, które są częścią układanki. Coś, jak puzzle. Musicie po prostu stworzyć identyczny obraz. Przenieść go w to konkretne miejsce. Kiedy poprawnie ukończycie swoje dzieło, drzwi sejfu otworzą się, a wy będziecie mogli sięgnąć po klucz. Zaś zerwanie linki z kluczem, pozwoli wam wyjść z pomieszczenia. Jednak nie będzie tak prosto. Będzie ograniczał was czas. Macie dokładnie dziesięć minut na rozwiązanie zagadki. Rada dla tych, którzy stoją po drugiej stronie. Nie wolno wam w żadnym wypadku przekroczyć czerwonej linii. Ten, kto to zrobi, zostanie od razu wykluczony z gry. Pytania?
 Co jeśli nam się nie uda?  zapytał od razu Michael.  Co jeśli skończy nam się czas?
 To proste. Wszyscy się podusicie.  Luke i Calum zerknęli po sobie.  Widzicie te rury i kratki? To kolejne utrudnienie. Do środka pomieszczenia będzie wlatywał trujący gaz. Im dłużej będzie to trwać, tym bardziej będziecie odczuwać jego skutki. Koniec czasu oznacza całkowitą blokadą drzwi wyjściowych, a wy utkniecie tu i stopniowo będzie się wykańczać. Jeden po drugim. Reszta oczywiście będzie musiała na to patrzeć. Wszystko jasne? Jesteście gotowi?
 Jasne  odpowiedział Clifford, kiwając głową.
 W takim razie startujemy! Uruchamiam zegar!
                Luke kontrolnie spojrzał w stronę ekranu. Tuż nad obrazem pojawił się czerwone cyfry. Zegar odliczał do tyłu, a oni już tracili cenne sekundy. Szybko uniósł wzrok, słysząc syk. Dostrzegł delikatną, niewielką chmurę rozpylanej trucizny. Rozchodziła się ona w powietrzu, znikając kompletnie, jakby od razu mieszała się z tlenem, który oni wdychali. Kiedy coś poczuje? Kiedy coś zacznie się dziać? Na odpowiedź nie musiał czekać długo. Już po chwili poczuł lekkie pieczenie w gardle.
 Szybko, ruszajmy się!  ponaglił ich Calum, który jako pierwszy rzucił się w kierunku pudła.
                Chłopak złapał za nie, a następnie wyspał całą jego zawartość. Elementy pacnęły na podłogę, rozjeżdżając się po niemal całym kwadracie. Luke i Michael szybko dołączyli do niego. We troje zaczęli rozgarniać kawałki układanki, próbując znaleźć, jakikolwiek punkt zaczepienia.
 Rozsuńmy się  powiedział Luke, mrugając oczami. Nie mógł tego kontrolować. Zastanawiał się, czy jego ciało już odczuwało wpływ dziwnej, gazowej substancji czy może jego mózg automatycznie chciał się przed tym bronić.  Rób górę  zwrócił się do Michaela.
 Wezmę środek  rzucił Calum, przesuwając się.
 Czy wy też poczuliście się już dziwnie?  zapytał Clifford, ustawiając się za kwadratowym polem.
 Nie myśl o tym  pociągnął Hemmings, zerkając przez ramię na gotowy obrazek.  Zasłońcie usta i nos koszulkami. To powinno nam chociaż trochę pomóc.
 Dobry plan  skwitował Michael, naciągając na twarz brudną bluzkę.  Kurwa, czuję już to w oczach.
 Niebieski, niebieski, niebieski… Dobra! Mam! – mamrotał Calum, starając się pokonać drżenie rąk.
 Niecałe osiem minut  poinformował ich Luke, kiedy odwrócił się w stronę gotowego obrazka po raz kolejny.  Kurwa!
                W tym momencie czas zdecydowanie za szybko płynął. Blondyn miał wrażenie, jakby zegar działał na przyspieszonym tempie. Każda drogocenna sekunda znikała zbyt prędko, a oni pozostawali daleko w tyle. Ciężko też było ignorować to, co pojawiło się w powietrzu. Luke nie musiał zgadywać. Wiedział, że z każdą minutą gazu jest coraz więcej. Jego ciało już reagowało. Nie tylko szczypały go oczy i drapało w gardle. Dusząca trucizna dostawała się do jego nosa, mimo naciągniętej na nią koszulki. Z każdym wdechem docierała do jego płuc, skracając oddech. Zmniejszając pojemność. Ograniczając tlen, którego każdy z nich potrzebował.
                Próbowali się całkowicie skupić i nie dać się rozproszyć. Jednak po upływie pięciu minut, gdy udało im się stworzyć połowę obrazka, gaz nasilił objawy. Zaczęło się od pojedynczych kaszlnięć i bardziej świszczącym oddechu. Ręce trzęsły się jeszcze bardziej, niż wcześniej. Coraz ciężej było przełykać ślinę, która gromadziła się w większych ilościach. Wciąganie powietrza nosem, było już praktycznie niemożliwe. Zaczerwienione i podrażnione oczy piekły i szczypały, zalewając policzki kolejną porcją łez, które miały, choć trochę je nawilżyć.
 Michael?!  krzyknął Luke, kiedy chłopak upadł na kolana, podtrzymując się ostatkiem sił na rękach.
 W-wporządku… Trzymam się  wydukał, próbując zwalczyć kolejne nieprzyjemne dreszcze.  Kurwa, nie przestawajcie!  warknął, przysuwając się bliżej układanki.  Nie umrę tu! Kurwa, nie umrę tu!
                Hemmings zmrużył oczy jeszcze bardziej, by móc cokolwiek widzieć. Pieczenie nasiliło się, a powieki odruchowo zaciskały się, by ograniczyć dopływ gazu. Słyszał krzyki pozostałej części grypy, która informowała ich o upływającym czasie. A z każdą chwilą było go coraz mniej. Nie był pewny, czy dobrze ustawia ostatnie elementy układanki. Teraz wszystko zlewało się w jedną bezkształtną plamę.
 Do tyłu!
                Na dźwięk głosu Caluma automatycznie podniósł ręce, odsuwając się od kwadratu. Nie był pewny, czy wykonali zadanie poprawne. Nie mógł rozszyfrować tego, co znajduje się przed nim. Kiedy nic się nie wydarzyło, był przekonany o tym, że im się nie udało.
 Luke! Za tobą! Luke! Odwróć się! Sejf! Luke! Sejf!
                Dopiero paniczne nawoływanie reszty osób, które stały po drugiej stronie szklanej ściany, dało mu do zrozumienia to, że jednak zaliczyli zadanie. Jakimś cudem zdołali ułożyć przeklętą zagadkę, choć w końcówce musieli działać na ograniczonym polu widzenia.
                 Hemmings ciężko dźwignął się do pionu. Zakręciło mu się w głowie. Ustał jednak na nogach, powoli ruszając w stronę sejfu. Był najbliżej niego z ich trójki. Na oślep wyciągnął dłonie, starając się dotrzeć do celu. W końcu wymacał chłodną obudowę. Pospiesznie włożył rękę do środka. Jego palce od razu natrafiły na zimny klucz. Zerwał go z linki. Za plecami usłyszał zgrzyt otwierających się drzwi.
 Wyłaźcie!  krzyknął, a potem zaczął się dusić.
                  Zwalczając odruch wymiotny, ruszył w stronę wyjścia. Widział, jak Calum pomaga wstać Michaelowi. Ostatkiem sił przyspieszył, pomagając chłopakowi. Czuł, jak z jego ust wydobywa się kolejna warstwa śliny, której nie był już w stanie przełknąć. W głowie szumiało mu coraz bardziej. Jego mózg płatał mu figle. Obraz zaczynał się kołować, jakby był pod wpływem dużej dawki alkoholu. Jeśli zaraz się czegoś nie złapie, to długo nie wytrzyma. Zaraz się przewróci… Ale jeszcze jeden krok… Mały krok… Jeszcze kawałek.
                  Kiedy wypadli na zewnątrz, drzwi za nimi ponownie zamknęły się z hukiem. Luke odruchowo zacisnął dłoń wokół klucza, nie chcąc go stracić. Ktoś złapał go, pomagając usiąść na podłodze. Słyszał podniesione głosy, ale nie za bardzo mógł rozpoznać, kto dokładnie do niego mówi. Ashton czy Tyler?
 Trzymasz się? Luke? Kiwnij, chociaż głową.  Zrobił to, próbując wytrzeć usta dłonią.  Luke, możesz już puścić klucz.
                 Powoli rozprostował palce. Jeden z chłopaków wyciągnął klucz z jego dłoni, a potem pomógł się oprzeć o brudną ścianę. Czuł, jak koszulka przykleiła się do jego mokrych od potu pleców. Nadal z trudem łapał powietrze, a każdy wdech zaczerpnięty był z charczącym dźwiękiem. Wiedział jednak, że to koniec tortury. Że za chwilę jego organizm wróci do dawnego funkcjonowania.
 Nie trzyj oczu.
 Summer?
 Nie przecieraj oczu – powiedziała dziewczyna, łapiąc go za ręce. Skąd wiedziała, że właśnie miał zamiar to zrobić? A być może już to robił? Był skołowany.  Mrugaj, ale nie dotykaj. Co z Michaelem?
 Stary? Mike?  odezwał się Tyler, kucając obok Clifforda. Czerwonowłosy mruknął coś pod nosem, a potem na ślepo uniósł kciuk.  Będzie żył.
 Mówiłem… że tam… kurwa… nie umrę  wdusił, przezwyciężając świszczący oddech.  Calum?
 Też się trzyma  odpowiedział z ulgą Ashton.  Daliście radę.
 Jesteśmy, jak pieprzona… drużyna A  pociągnął Michael ze śmiechem. Po chwili jednak zaczął kaszleć, jakby jego płuca chciały wyrzucić toksynę.
 To było czadowe!  Wszyscy podskoczyli, gdy w sali pojawił się niespodziewanie głos Roy'a.  Bombowe! Już myślałem, że się poddacie i będziecie zdychać na moich oczach, błagając o litość, ale… Wow! Niecałe dwie minuty przed czasem, a wy uciekacie! Brawo! Takie emocje to ja lubię! Zdobyliście kolejny klucz, a co za tym idzie, niedługo otworzą się dla was drzwi do drugiej części skrzydła F. To jednak nie dziś. Najpierw pozbierajcie się do kupy! Dzięki za super widowisko! Do usłyszenia!  I rozłączył się.
 Super widowisko  powtórzyła cicho Summer z niedowierzaniem.  Wracajmy do Bezpiecznej Strefy.

~***~
              Po prysznicu i porządnym napiciu się wody, poczuł się lepiej. Wyrzucił też przesiąknięte gazem rzeczy, ubierając na siebie stare i brudne ubrania. Jego oczy i gardło nadal były podrażnione, jednak stan ten stopniowo malał. Oddychał już znacznie lepiej, a kaszel pojawiał się rzadziej, niż na początku. Miał też chrypę. Był też już w stanie normalnie utrzymać się na nogach, więc reszta nie musiała pomagać mu się poruszać.
 Calum?
 Żyję  wydusił Hood, a potem zwymiotował po raz kolejny.
               Michael zerknął na Hemmingsa. Blondyn miał mocno zaczerwienione oczy, usta i policzki. Na szczęście i on już pewnie stał na nogach. Clifford miał nadzieję, że i Calumowi się polepszy. Odwrócił się, by spojrzeć po raz kolejny na drzwi od kabiny, za którymi przebywał chłopak.
 Żyjesz?
 Boże, Mikey… Daj mi chwilę…
 Żyjesz?
 Dzisiaj naprawdę masz dobry humor. Prawie wykitowaliśmy, a ty nadal masz siłę żartować  odparł blondyn, opierając się o umywalkę.
 Przynajmniej nie jestem takim smutasem, jak ty.  Luke pokręcił głową, a potem cicho zaśmiał się pod nosem.  Zresztą, wygraliśmy tą pieprzoną grę i żyjemy, więc jest to dobry pretekst do bycia w humorze.
 Trafna uwaga.
 Calum?
 Kurwa, spierdalaj!
 Wyrzygałeś już płuca? Żołądek? Nerkę i wątrobę?
 W tym momencie cię nie cierpię.
 I tak mnie lubi, wiem o tym  rzucił z pewnością w głosie, znów skupiając się na rozbawionym blondynie.
                Podskoczył, kiedy usłyszał dźwięk spuszczanej wody. Odsunął się, gdy drzwi od kabiny otworzyły się. Z środka wyszedł blady, jak ściana Calum. Miał załzawione i zaczerwienione oczy, jak każdy z nich, a na twarzy wymalowany grymas niezadowolenia. Prychnął pod nosem, mijając go. Poszedł do umywalki i nachylił się nad nią. Opłukał szybko usta, a następnie wyprostował się. Wytarł końcem koszulki brodę, po której ściekała mu woda.
 Żyjesz?  zapytał powoli Michael, starając się zrobić poważną minę.
 Aleś się uczepił  mruknął Hood, przekręcając oczami.
 I tak nie jesteś lepszy ode mnie. Porzygałem się dwa razy na korytarzu. Dobrze, że nie obrzygałem Tylera.
 Skończyliście swoje apetyczne rozmowy?  Cała trójka odwróciła się, skupiając się na Summer, która stanęła w drzwiach od męskiej łazienki.
 Jesteś moim ratunkiem  rzucił z ulgą Calum, który chciał, jak najszybciej uciąć temat wymiocin i treści żołądkowej.
 Świetnie, zapraszam na kolejne przemycie waszych cudnych oczu. Potem zaserwujemy wam okład z herbaty.
 Metody, jak z lasu  skwitował Michael.
 Ej, działam z tym, co mam pod ręką  rzuciła udając urażoną. Po chwili jednak uśmiechnęła się i machnęła na nich.  Chodźcie. Zapraszam do mojego Spa.




***
Pomyślałam, że po ostatnich wydarzeniach przyda się, choć odrobina humoru, a kto nie lepiej nam ją zapewni, jak dowcipniś Clifford :D Tym razem nikt nie zginął, ale jeszcze trochę przed nami. Jesteśmy praktycznie w połowie tej historii :)

Dziękuję Wam za otrzymane komentarze!

Standardowo zapraszam Was również na Aska i Twittera - @RoxyDonau
Tam informacje o tym, co i kiedy się pojawia

Nie przedłużam...

Pozdrawiam i do następnego!

#StayAliveFF 

9 komentarzy:

  1. Dziewczyno ale ty masz wyobraźnię :D
    N I E S A M O W I T E
    Masz szczęście że przeżyli hahaha,ale teraz na serio. Ty przypadkiem nie chcesz wydać książki, bo to zasługuje na opublikowanie większej ilości osób. Mega. Clifford zawsze polepszy humor :)
    Pozdrawiam i życzę weny! O.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miało być ze dla większej ilości osób aby była opublikowana. :)

      Usuń
    2. Bardzo się cieszę, że się podobało :)
      Kiedyś o tym myślałam,ale mi przeszło - może za jakiś czas ten plan znów wróci :) Zobaczymy :)
      Dziękuję bardzo za tak pozytywny komentarz i pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Zastanawiam się skąd ty bierzesz pomysły na te opowiadania. Gdyby chociaż były ze sobą jakoś powiązane... Ale nie, każde o czym innym 😂😂 Szacun za wyobraźnię i chęci do pisania kilku opowiadań naraz :D Co do rozdziału to jak zwykle, czyli... pomysłowo xD A tak na serio to świetny rozdział, tylko coś za szybko się skończył. Liczyłam na to, że może Summer pójdzie do tego zadania, ale widzę, że na tę chwilę masz inny pomysł na tę postać ;) Chłopaki jak zwykle super, a rozładowujący napięcie Michael to już wgl 😁 Dziwi mnie jedynie fakt, że to jest jedyne opowiadanie, w którym nie mam ulubionej postaci 😂 Muszę to zmienić ;)
    Pozdrawiam 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czerpię pomysły dosłownie ze wszystkiego, z czego się da :)
      Chęci do pisania cały czas są, bo to jest świetna metoda na oderwanie się od rzeczywistości i dobra odskocznia od dnia codziennego. Ma się tu w końcu pełną kontrolę nad wszystkim :)
      Dziękuję za taki pozytywny komentarz - aż złapałam zaciesz do ekranu :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Biedny Calum :c
    Emocje, jakie opisujesz są tak realistyczne, że to powinno być nielegalne xd
    Weny ~M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że jakoś wychodzi :D
      Dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  4. "Zapraszam do mojego spa."😂😂😂

    OdpowiedzUsuń