czwartek, 29 grudnia 2016

Rozdział 8

             Zerknął w stronę okna. Na zewnątrz powoli robiło się ciemno. Okrył się szczelniej kocem, trącając lekko rękę dziewczyny, która siedziała obok. Summer spojrzała na niego, uśmiechając się pod nosem. Między nimi panowała cisza. Nie tylko oni milczeli. Pozostali również zaprzestali rozmów.
             Od samego rana czekali na połączenie od Roy'a. Byli pewni, że dzisiaj mężczyzna otworzy kolejne przejście, a oni będą mogli zbadać następną część szpitala. Nic z tego. Telefon nie zadzwonił ani razu. Wokół nich urosło niewielkie napięcie i wzrastające oczekiwanie. Bezczynność w tym miejscu była jedną z gorszych rzeczy. Kiedy zaprzestawali rozmów, musieli walczyć z natłokiem myśli i wspomnieniami, które mieszały się z czarną rzeczywistością, w jakiej utknęli. Każdy z nich wolał działać. Robić cokolwiek, byleby tylko nie popaść w paranoje i przygnębienie.
              Ashton westchnął ciężko. Odwrócił głowę w stronę pozostałej części grupy. Nina właśnie nachyliła się do Kevina, szepcząc mu coś do ucha. Alex i Tyler leżeli na przeciwnych materacach. Oboje mieli zamknięte oczy. Luke i Josh przyjęli podobne pozycje, opierając się plecami o ścianę. Na kolanach ułożyli przedramiona, a na nich głowy, odcinając się od reszty. Spali? Irwin w to wątpił. Michael i Calum znajdowali się przy drzwiach, pełniąc wspólnie wartę.
 Kładź się spać.  Ash drgnął, słysząc tuż obok szept Summer. Dziewczyna poklepała go po ramieniu.  Powinieneś odpoczywać, w końcu jesteś…
 Kontuzjowany?
 Możemy to tak nazwać – powiedziała, a na jej twarzy znów pojawił się lekki uśmiech. – Spojrzeć na to jeszcze raz?
 Nie, jest w porządku  odpowiedział, kiwając głową.  Ty też się kładź. Może uda ci się szybko zasnąć?
 Może. Za każdym razem na to liczę.
 Ma to samo.
               Oboje podskoczyli, kiedy pokój wypełnił się znanym dźwiękiem telefonu. Wszystkie oczy skierowały się na urządzenie. Alex i Tyler zerwali się ze swoich miejsc, uderzając plecami o ścianę. Grupa doskonale domyślała się tego, co zaraz mogą usłyszeć. Czyżby Roy chciał, by zwiedzali kolejne skrzydło pozbawieni naturalnego źródła światła?
               Josh odrzucił szary koc. Niezgrabnie podniósł się z materaca. Pospiesznie ruszył w stronę telefonu, który w kółko odtwarzał tą samą melodię. Melodia ta wbiła im się do mózgów, gnębiąc niektórych nawet we śnie. Chłopak załapał za komórkę, odbierając połączenie. Choć w pomieszczeniu zrobiło się nieco ciemniej, Ash i tak zauważył, jak zadrżały mu dłonie.
– Tak?
 Przełącz mnie  rozkazał Roy. Josh od razu to zrobił, wysuwając telefon przed siebie.  Witam, gracze! Dziś łączę się z wami później, niż zazwyczaj. Jednak przyda wam się dodatkowy dreszczyk emocji. W końcu co może być lepszego, niż zwiedzanie starego szpitala po zmroku? Czujecie tę adrenalinę? Czujecie strach, który będzie towarzyszył wam na każdym kroku? Nie zapominajcie, że ja i moi ludzie chcemy rozrywki, a wy nam ją zapewniacie. Zaraz zwolnię blokadę, która mieści się przy kracie na schodach. Schody te prowadzą na trzecie piętro, prosto do skrzydła F. Otworzycie drugi zamek zdobytym wczoraj kluczem i… Kolejne korytarze stoją przed wami otworem! Uprzedzam, że skrzydło F jest naprawdę rozbudowane. Oprócz standardowych sal i toalet, mieściła się tam też duża łaźnia dla pacjentów chorych psychicznie, dwie sale operacyjne oraz trzy duże gabinety zabiegowe dla tych najtrudniejszych przypadków. Z pewnością domyślacie się, co za oddział mógł się tam mieścić? Skrzydło F było naprawdę popieprzonym miejscem.  Roy zaśmiał się, jakby właśnie opowiedział im doskonały i zabawny dowcip.  Oczywiście, znajdziecie tam też trochę rzeczy, które zostawiliśmy specjalnie dla was. Udanych łowów! I nie ociągajcie się! Ptaszek nadal jest w klatce! Do usłyszenia!  I rozłączył się.
              Josh wstrzymał powietrze, odkładając powoli telefon na miejsce. Ashton rozejrzał się po pozostałych. Nie musiał się wysilać, by odgadnąć ich odczucia. Z pewnością, gdzieś w środku, liczyli na spokojny i bezczynny wieczór, ale Roy skutecznie pokrzyżował im plany. Na ich twarzach malowała się niepewność. Atmosfera zgęstniała. Każdy z nich wiedział, że po zmroku szpital staje się jeszcze bardziej niebezpieczny, niż jest za dnia.
 Musimy iść  odezwał się Tyler, wstając z materaca.  Podzielmy się, jak zawsze.
 Dwie małe grupy?  zaproponował Kevin, również podnosząc się.
 Mogę iść z tobą  powiedziała Nina, łapiąc mężczyznę za ramię. Pokiwał głową.
 Ash i Alex zostają  zarządził Michael.
 Chyba kurwa żartujesz?!  prychnął Harris, mierząc go rozwścieczonym wzrokiem.
 Po wczorajszym, nigdzie nie idziesz – pociągnął Clifford, nie odrywając od niego zielonych oczu. Zacisnął dłonie w pięści.  Tobie i Ashowi przyda się dzień odpoczynku. Potrzebujemy bardziej sprawnych osób.
 Pieprz się  mruknął Alex, padając z powrotem na posłanie. Przykrył się kocem, odwracając się do niego plecami. Nie protestował dalej, dając tym Cliffordowi znak, że ma rację.
– Co ty wyprawiasz?  odezwał się Irwin, kiedy Summer poruszyła się. Złapał ją za dłoń.
– Mogę iść z nimi i…
 Nigdzie nie idziesz.
 Ale…
 Jesteś jedyną osobą, która potrafi nas, jakoś poskładać do kupy. Nie narażaj się.
 Więc jestem wam potrzebna, tylko do tego?  prychnęła z niezadowoleniem.
– Ashton ma rację  rzucił Michael, wskazując na chłopaka.  Wśród nas wychodzisz na speca od medycyny, więc w takich warunkach twoje umiejętności są naprawdę cenne.
 Dobrze gada  skwitował Tyler.  Zresztą, postawmy na mniejsze grupy. Nina pójdzie z Kevinem, a ja z Michaelem.
 Też mogę iść  odezwał się cicho Calum, zerkając porozumiewawczo na Clifforda.
             Nie chciał spędzić kolejnych godzin, siedząc pod ścianą. Nie chciał pozwolić na to, by znów zaczął myśleć o tym wszystkim, co tu się działo. Nie chciał rozpamiętywać zadań i śmierci Ashley. Chciał coś zrobić. Cokolwiek.
 Ty idziesz ze mną, a ja idę z Calumem  oznajmił Michael. Tyler wzruszył ramionami pozostawiając to bez komentarza.
 Dostaniecie dwie latarki  powiedział Kevin, przekazując im urządzenia.  Mi i Ninie starczy jedna.
             Ash skrzywił się i cicho syknął pod nosem, kiedy spróbował zmienić pozycję. W tym momencie naprawdę cieszył się z tego, że reszta nie wyciąga go na tę wyprawę. Rany zaczęły powoli odzywać się tępym bólem, a skóra zaczynała lekko swędzieć. Potrzebował kolejnych proszków, a potem spróbuje zasnąć.
            Summer podtrzymała go, kiedy próbował się położyć. Wtedy jego wzrok zatrzymał się na Hemmingsie. Jak zwykle został pominięty. Tym razem nawet nie zgłaszał się na ochotnika. Siedział dalej na swoim miejscu, odwrócony twarzą do okna. Przysłuchiwał się ich wymianie zdań, będąc biernym. Irwin wcale się temu nie dziwił. Od samego początku został zepchnięty na dalszy plan. Nadal większość z nich nie taktowała go, jak członka grupy.
– Stanie ktoś na czatach?  odezwał się ponownie Tyler.
 Ja  odezwała się Summer.  Uważajcie na siebie.
             Ashton położył się na materacu, w momencie kiedy Michael złapał za zdobyty przez nich klucz. Potem wyszedł z innymi z pomieszczenia. Summer opatuliła go kocem, jakby był małym dzieckiem. Domyślał się, że jest to jej matczyny odruch. Nie miał nic przeciwko. Zanim jednak dziewczyna wstała, złapał ją za dłoń.
 Co jest?
 Nie stój tam sama.
 Pójdę z nią – odezwał się Luke, podnosząc się z miejsca.
 Będę mieć nianię  rzuciła cicho ze śmiechem, klepiąc Asha po ramieniu.  Chcesz coś przeciwbólowego?
 Czytasz mi w myślach.
 Alex, chcesz jakieś proszki?
 Tak.
 W porządku.
– Proponuję trutkę na szczury  wyszeptał cicho blondyn, kiedy do niej podszedł. Summer zacisnęła usta, by nie parsknąć śmiechem. – No, co? Idealne dla niego.
              Dziewczyna pokręciła głową, nadal starając się nie roześmiać. Wtedy zauważyła, że blondyn ukradkiem się uśmiecha. Jego wyraz twarzy całkowicie się zmienił. Podobało jej się to, co widzi. Cieszyła się, że mimo tego gdzie się znajduje, nie zapomniał, jak to się robi.

~***~
             Michael stanął przy kracie, dokładnie przyglądając się blokadzie. Wcześniej dioda, znajdująca się na urządzeniu, świeciła na czerwono. Teraz zgasła zupełnie. Usłyszał za plecami kroki. Obok niego pojawił się Calum, kierując światło latarki w stronę zamka. Clifford zacisnął usta, a potem bez słowa podszedł do kraty. Użył klucza. Po chwili stanęła przed nimi otworem. Do ich uszu doszedł głośny, jęczący dźwięk dochodzący z zardzewiałych zawiasów.
             Odwrócił się, by zerknąć na pozostałych. Kevin i Nina stali kawałek dalej, nie odrywając nawet na moment oczu od schodów. Tyler bębnił palcami w swoją latarkę. Był zniecierpliwiony i chciał wykonać to zadanie, jak najszybciej, a potem wrócić do Bezpiecznej Strefy i zasnąć. Calum co i rusz zaciskał usta, będąc nie do końca przekonany, czy w ogóle powinni schodzi w dół.
 Chodźmy  zarządził Clifford, wiedząc, że nie ma sensu przeciągać tego momentu.
             Podszedł do schodów, dokładnie się im przyglądając. Wejście na górę było zablokowane przez kolejną kratę. Jedyne możliwe przejście, prowadziło na dół do skrzydła F. Michael od samego początku próbował sobie wyobrazić, jak wielki musi być to budynek. Wisząca w Bezpiecznej Strefie mapa, tylko częściowo wizualizowała mu ogrom całego obiektu. Jednak tkwiąc w środku, miało się wrażenie, jakby sale i korytarze były nieograniczone. Jakby nigdy nie miały się skończyć.
             Calum wyciągnął rękę, by oświetlić mu drogę. Jako pierwsi powoli i ostrożnie zaczęli schodzić w dół. Każdy z nich starał się mieć oczy i uszy szeroko otwarte. W tym momencie, kiedy wokół nich zaczynało robić się ciemnio, musieli polegać bardziej na swoich pozostałych zmysłach. Nikt z nich nie miał ochoty włóczyć się po tych korytarzach o takiej porze. Roy jednak miał inne plany, a oni musieli się do nich dostosować.

~***~
             Zmrużył oczy i skrzywił się, kiedy światło latarki go oślepiło. Summer wyszeptała ciche przepraszam. Kiwnął głową, podchodząc do siedzącej dziewczyny. Była tuż przy uchylonych drzwiach, które prowadziły do Bezpiecznej Strefy. Zajął miejsce obok. Przez chwilę między nimi panowała cisza. Dostrzegł to, jak Summer nerwowo bębni palcami w urządzenie. Westchnął cicho pod nosem, zabierając jej latarkę. Położył ją obok siebie, żarówką do góry.
– O tej porze ten korytarz wygląda jeszcze bardziej przerażająco  powiedziała, obejmując się ramionami.
 Chciałaś siedzieć tu sama  przypomniał jej Luke, uśmiechając się lekko.
 Zmieniłam zdanie. Mam nadzieję, że szybko wrócą.
 Też mam taką nadzieję  odpowiedział, nie odrywając błękitnych oczu od ciemnego holu.

~***~
             Stanęli na trzecim piętrze, rozglądając się dookoła. Niedaleko nich znajdowały się kolejne zablokowane drzwi. Korytarz rozdzielał się na części, prowadząc w dwie różne strony. Jedna z grup ruszyła na prawo, druga na lewo. Mieli być czujni na każdy nawet najmniejszy dźwięk.
            Nina nie wiedziała, ile dokładnie minęło czasu odkąd wyszli z Bezpiecznej Strefy. Z każdą kolejną salą miała wrażenie, że czas cholernie szybko pędzi. Jakby była w skrzydle F od kilku godzin. A może właśnie tak było? Na razie ona i Kevin nie natrafili na nic, co mogłoby się im przydać. Żadnego jedzenia czy wody. Żadnych ubrań czy apteczek. Nic.
 Spójrz na to – powiedział Kevin, podchodząc do kolejnych szerokich drzwi, które znajdowały się w połowie korytarza.  Zamknięte.
 Zablokowane  poprawiła go, wskazując palcem świecącą się na czerwono diodę.  Myślisz, że będziemy tędy przechodzić?
– Wątpię. Główne drzwi do kolejnego skrzydła to chyba te, które widzieliśmy przy schodach. A przynajmniej tak mi się wydaje.
 Chyba nie chcę wiedzieć, co jest za tymi  powiedziała cicho, kręcąc głową.
 Nieźle…
 Co?
 Zobacz. Te są otwarte  rzucił Kevin, podchodząc do kolejnych drzwi. Zerknął przez szybę, krzywiąc się.  Kurwa, tu jest jak z horroru.
 Co tam jest?  zapytała, pochodząc bliżej.
 Wygląda, jak jakaś sala operacyjna.
              Przesunął się, robiąc jej miejsce. Nina przybliżyła twarz do brudnej szyby. Widziała zakurzone, metalowe szafki i poprzewracane szpitalne łóżka. Wstrzymała oddech, dostrzegając porozbijane szkło i rozrzucone zardzewiałe narzędzia. Z sufitu zwisała duża, okrągła lampa. Przełknęła ciężko ślinę, odsuwając się.
– Wchodzimy?
 Powoli – odparła, ustawiając się obok.
               Prawda była taka, że nie miała najmniejszej ochoty wchodzić do tej konkretnej sali. Jej wygląd ją przerażał i odpychał jednocześnie. Wolałaby ją pominąć, ale nie chciała tego powiedzieć na głos. Nie chciała, by Kevin wziął ją za totalnego tchórza.
              Mężczyzna kiwnął głową, ustawiając się przy drzwiach. To samo zrobiła ona. Czuła, jak ze strachu i zdenerwowania szybko bije jej serce. Kevin położył dłoń na zimnej klamce. Nacisnął ją, lekko napierając na drzwi. Dziewczyna pokręciła głową, dając mu znać, że nic się nie dzieje. Nie słyszała klikania. Pomieszczenie najwidoczniej było bezpieczne.
              Kevin pchnął mocniej drzwi. Otworzyły się z cichym zgrzytnięciem. Stanął na progu, dokładnie przyglądając się wnętrzu. Światło latarki powoli przechodziło od jednej strony do drugiej, zatrzymując się na bałaganie, jaki panował w środku. Dopiero teraz zauważyli metalowe miski ubrudzone dziwną, brunatną cieczą.
 Zobaczymy, co jest w szafkach. Może znajdziemy, jakieś gazy i bandaże. To cholernie szybko znika – odparł Kevin, ruszając powoli do przodu.
 Dziwisz się?
 Nie.
              Nina starała się trzymać blisko niego. Mieli do dyspozycji, tylko jedną latarkę, a ona wolała być w jej zasięgu. Nie potrafiła sobie wyobrazić tego, by nagle ich jedyne źródło światła zniknęło. Nie chciała nawet myśleć o tym, co by było gdyby wokół nich zapanowała całkowita ciemność.
 Mam apteczkę  powiedział Kevin, a ona lekko drgnęła na dźwięk jego głosu.
             Skarciła się w myślach. Powinna się skupić na tym, co się dzieje tutaj, a nie tworzyć w głowie dodatkowe czarne scenariusze. Przełknęła ślinę, przejmując od niego czerwone pudełko. Odwróciła się w bok, zatrzymując wzrok na brudnym łóżku. Skrzywiła się, widząc brązowe, ciemne plamy. Czy to mogła być stara krew?
 Metalowe drzwi  poinformował ją Kevin.  Może tam znajdziemy coś lepszego.
 Jasne  wydusiła z siebie, nadal nie odwracając się. 
             To łóżko, jak i cała sala cholernie ją przerażały. Wzdrygnęła się, kiedy kolejny dreszcz przebiegł jej po kręgosłupie. Poczuła, jak na ramionach tworzy jej się gęsia skórka.
 Są otwarte  ciągnął dalej Kevin.
 Poczekaj, bo…
 Pułapki są, tylko przy pierwszych drzwiach do sal  stwierdził mężczyzna, podchodząc bliżej.  Wcześniej nic takiego się nie stało.
 Nie ufaj za bardzo temu miejscu i…
 Wyglądają w porządku.
 Kevin…
 Naprawdę.
               Dziewczyna prychnęła pod nosem, ruszając w jego stronę. Kevin przeważnie myślał dość racjonalnie, więc teraz zupełne nie rozumiała jego lekkomyślnego podejścia. Powinni uważać bez względu na to, co i gdzie otwierają. Nie zdążyła do niego podejść, gdy ten złapał za klamkę, a potem otworzył drzwi.
              W tym momencie Nina miała wrażenie, jakby widziała wszystko w zwolnionym tempie. Jak tylko Kevin otworzył drzwi, coś zagrzechotało. Zaraz po tym bezbarwna ciecz chlapnęła na mężczyznę, a metalowe wiadro spadło z hukiem na podłogę. Wypuścił z dłoni latarkę, a ona apteczkę. 
             Zakryła twarz rękami, kiedy rozległ się głośny wrzask Kevina. Odskoczyła na bok sycząc z bólu, kiedy odrobina kwasu znalazła się na jej dekolcie. Sama zaczęła krzyczeć, widząc szamotającego się mężczyznę. Jego twarz pokryła się bąblami. Z gardła buchnęła krew, kiedy kwas dostał się do jego ust i przełyku. Powieki niemalże się rozpuściły, sklepiając się ze skórą. Kevin krzyczał tak głośno, że miała wrażenie, że zaraz od tego roztrzaska jej się czaszka. W końcu zamilkł, padając na podłogę.
               Nina gruchnęła na kafelki, ponownie zasłaniając twarz rękami. Z jej ust wydobył się głośny szloch. Oddech miała szybki i drżący, jakby dopiero przebiegła maraton. Rozsunęła palce, by móc spojrzeć na leżącego niedaleko niej mężczyznę. Teraz już nawet nie wyglądał, jak Kevin. Jego skóra rozwarstwiła się, odsłaniając zakrwawione mięśnie. Kwas w niektórych miejscach zżarł tkanki, aż do samych kości. Jego szyja, klatka piersiowa, a nawet dłonie były poranione.
              Dziewczyna brała powolne, głębokie oddechy, starając się zignorować nieprzyjemny zapach, który unosił się w pomieszczeniu. Zapach przypominający smród palnego mięsa i włosów. Zacisnęła usta, walcząc z odruchem wymiotnym. Otarła dłońmi mokre policzki, przypatrując się mężczyźnie. Bała się poruszyć. Bała się do niego przysunąć. Nie wiedziała, czy żyje. Nie wiedziała, czy nadal oddycha. Drgnęła nerwowo, kiedy usłyszała z daleka głośne, dudniące kroki.

~***~
             Calum skrzywił się, wchodząc do kolejnej sali. Poczuł na plecach nieprzyjemny dreszcz, widząc obdrapane z tynku ściany i rozklekotane łóżka ze skórzanymi pasami. Brudne prześcieradła i poduszki walały się po podłodze, zasłaniając kafelki. Hood domyślał się, jacy pacjenci mogli tu leżeć.
 Ohyda  mruknął Michael, odsuwając się od dziwnego wiadra z brązową cieczą.  Nawet nie chcę wiedzieć, co to jest.
 Nie wierzę.
              Obaj odwrócili się w stronę Tylera, który stał po drugiej stronie sali. W jego ręku znajdował się materiał, a światło latarki zatrzymało się na czymś, co tak intensywnie oglądał. Zerknął na nich z uśmiechem, a potem parsknął śmiechem.
 Co jest?
 Zobaczcie na to. Nie wierzę, że odstaliśmy coś takiego.
             Calum i Michael wymienili spojrzenia. Bez słowa ruszyli w jego kierunku, nawet nie kryjąc ciekawości. Stanęli tuż obok, a potem wytrzeszczyli oczy. Tyler odrzucił na bok prześcieradło, ukazując w całości zapełnioną skrzynkę z piwem.
– Może znajdziemy jeszcze, jakieś przekąski i radio, to rozkręcimy imprezę  skwitował Clifford, kucając przy znalezisku. Złapał za jedną z butelek, okręcając ją w dłoni.  To się nam trafił prezent.
 Mam wrażenie, że nie piłem piwa od wieków  pociągnął Tyler.
               Zdążył tylko to powiedzieć, gdy nagle po drugiej stronie skrzydła F rozległ się głośny krzyk. Trójka mężczyzn podskoczyła w miejscu. Clifford zerwał się do pionu, odwracając się raptownie w kierunku drzwi. Przez moment żaden z nich się nie poruszył. Krzyk nadal roznosił się echem, sprawiając, że na moment przestali oddychać. Wiedzieli, że stało się coś niedobrego. Wiedzieli też, kto krzyczał. Nie czekając ani chwili dłużej, puścili się pędem przed siebie, by jak najszybciej odnaleźć Ninę i Kevina.

~***~
              Luke podniósł się z podłogi. Zaraz to samo zrobiła Summer. Podeszli do uchylonych drzwi, nasłuchując. Blondyn przez chwilę był pewny, że się przesłyszał. Po chwili jednak dotarł do niego ten sam dźwięk. Echo niosące ze sobą krzyk. Krzyk jednego z nich, stłumiony przez stare mury. Zerknął na dziewczynę, która nie odrywała oczy od ciemnego korytarza. Jej palce zacisnęły się na jego przedramieniu.
 Zostań tu. Sprawdzę, co się dzieje i…
 Luke, ale…
 Zostań  powtórzył, odwracają się. Ujął jej twarz w dłonie, zmuszając ją do tego, by na niego spojrzała.  Musimy wiedzieć, co się dzieje. Może reszta potrzebuje pomocy. Sprawdzę to.
 Nie możesz iść tam sam i…
 Zostaniesz tu  powiedział, a ona zacisnęła usta, kiwając głową.  Jak tylko wyjdę, zamkniesz za mną drzwi na zasuwę…
– Ale…
 Zamkniesz je i nie otworzysz, dopóki ktoś z nas nie wróci. Gdyby działo się coś niepokojącego, obudzisz chłopaków, okej?
             Dziewczyna pokiwała tylko głową, odsuwając się od wejścia. Luke wziął głębszy wdech. Porwał leżącą na podłodze latarkę, a następnie wybiegł na korytarz. Summer zgodnie z jego prośbą, zamknęła drzwi, odcinając Bezpieczną Strefę od reszty szpitala.
             Przycisnęła policzek do drzwi, nasłuchując. Nadal miała wrażenie, że słyszy krzyk. A może teraz krzyczało już więcej osób? Głosy te mieszały się z głośniejszymi krokami Hemmingsa, który zmierzał w kierunku drugiego skrzydła. Po chwili i te dźwięki stawały się coraz słabsze i cichsze.

~***~
              Raptownie zatrzymał się, kiedy tylko wbiegł do sali. Pierwsze, co zobaczył, to leżące na ziemi popalone ciało Kevina. Zerknął w bok, widząc przerażoną i zapłakaną Ninę. Michael poczuł, jak treść żołądka pochodzi mu do gardła. Przełknął powoli ślinę, starając się nie zwymiotować. Wiedział, że ten widok będzie nawiedzał go w snach. Nigdy wcześniej nie widział, czegoś tak okropnego i paskudnego.
             Powoli podszedł do tego, co zostało z Kevina. Jego twarz wyglądała na stopioną. Z jego nosa niewiele zostało. Skrawki włosów wtopiły się w skórę, a bąble i krew były niemalże wszędzie. Kolejny raz przełknął nerwowo ślinę, kucając obok. Nie musiał nawet sprawdzać tego, czy oddycha. Był nieruchomy. Był trupem.
 Nina?
 To… To się stało… tak nagle… On tylko… On tylko otworzył te pieprzone… drzwi… Miał… Kazałam mu uważać… Nie posłuchał  wydukała, zalewając się łzami.  Nie wiem… Nie wiem nawet czy… Czy coś klikało? On… On po prostu… je otworzył… Uznał, że pułapki nie ma.
– Nic ci się nie stało?  zapytał cicho Calum, klękając obok. Dziewczyna zakryła dłońmi dekolt.  Pokaż.  Przyjrzał się uważnie ranie.  Nie dotykaj tego. Nie wiadomo, co to było.
 Jakiś pieprzony kwas  skwitował Tyler, dokładnie lustrując pomieszczenie.  Kurwa!
 Wracajmy do Bezpiecznej Strefy  zarządził Michael, odsuwając się od zwłok Kevina. – Myślę, że na dzisiaj nam starczy. Po znalezione rzeczy wrócimy jutro.
– Chodź  powiedział Hood, pomagając podnieść się dziewczynie.
              Nina załkała cicho, odwracając głowę od leżącego niedaleko niej ciała. Wsparła się na jego ramieniu, nie mogąc pogodzić się z tym, co się stało. Kevin był tutaj najbliższą dla niej osobą, a teraz go straciła. Mieli plany, by wyjść stąd razem. Mieli tworzyć zgrany duet i pokonać grę Roy'a. Teraz… Teraz została sama.
             Krzyknęła odskakując od Caluma, kiedy do sali wbiegł Hemmings. Nie tylko ona zareagowała w ten sposób. Wszyscy nerwowo poruszyli się, przekonani o tym, że nadeszło kolejne niebezpieczeństwo. Odetchnęli jednak z ulgą, widząc znajomą twarz.
 Co się dzie… O kurwa  wydusił, świecąc latarką w stronę leżącego ciała.  Kurwa…
 Co ty tu robisz?  warknęła Nina, mrużąc na niego oczy.
 Ja i Summer usłyszeliśmy krzyk i…
 Zmywajmy się stąd  ponaglił ich Michael, machając ręką.  Mam dość.
 Summer została tam sama?  zapytał Hood, podchodząc do Hemmingsa.
 Kazałem jej zamknąć drzwi. Na górze nic się nie działo.  Spojrzał przez ramię, by po raz ostatni zobaczyć to, co zostało z Kevina.  Dobry Boże.
 Spadajmy stąd  odezwał się Tyler, krzywiąc się. – Też mam dość.

~***~
               Ashton pokręcił głową, nie mogąc uwierzyć w to, co się stało. Ostatnio tak dobrze im szło. Zaliczali bez większych problemów główne zadania, byli ostrożni w poruszaniu się po korytarzach. Ich system działał, aż do teraz. Co takie się stało, że tym razem się nie sprawdził? Czy prawdą było to, że Kevin zachował się nierozważnie i lekkomyślnie? A może dziewczyna kłamała? Jeśli tak, to po co? W tym momencie Irwin nie wiedział, co powinien myśleć. Choć tkwili w tym miejscu razem, to jednak nie wszystkim ufał do końca.
              Spojrzał na zapłakaną Ninę. Na jej dekolcie znajdował się niewielki opatrunek, który zrobiła jej Summer. Rozejrzał się po pokoju. Dopiero teraz zorientował się, że kogoś brakuje. Dziewczyna zniknęła, a on nawet nie zauważył tego, że wychodzi.
               Powoli podniósł się z materaca, ignorując ból w pasie. Pragnął tego, by te przeklęte rany goiły się szybciej. Bez słowa minął pozostałych, kierując się w stronę drzwi. Jak tylko wyszedł na mały korytarz, dostrzegł światło w kuchni.
               Oparł się o framugę, spoglądając na Summer. Dziewczyna stała przy oknie, wpatrując się w ciemność przed sobą. Irwin wiedział, że nie widziała nic, oprócz zarysów drzew oraz gwiazd, które połyskiwały na czarnym niebie.
 Summer?
 Nic mi nie jest  powiedziała cicho, zwieszając głowę.
                Zacisnął usta, podchodząc bliżej. Dotknął jej ramienia. Odwróciła się, spoglądając w jego ciemne tęczówki. Nie płakała, ale w jej oczach łatwo odnalazł strach. Bała się. Bała się tak samo, jak oni. Niewiele myśląc objął ją. Dłonie dziewczyny owinęły się wokół jego pleców, omijając poranione miejsca. Przycisnęła głowę do jego klatki piersiowej, wsłuchując się w bicie jego serca. Ten gest skutecznie pomógł jej się uspokoić.
 Damy radę  wyszeptał, przeczesując palcami jej włosy.  Uda nam się.
– Uda nam się  powtórzyła za nim.
 Summer? Ja…  Odwrócili się w stronę wchodzącego do kuchni blondyna. Luke zgryzł wargę, dokładnie ich obserwując.  Nie chciałem wam przeszkadzać.
 Nie przeszkadzasz  powiedziała, kręcąc głową.  Coś się stało?
 Nie… Długo nie wracałaś, więc chciałem się upewnić, że wszystko w porządku  odpowiedział cicho.
– Jest w porządku.  Chłopak kiwnął głową, wycofując się.
 Luke?  odezwał się Ashton. Blondyn ponownie odwrócił się. Jego błękitne oczy skupiły się na Irwinie.  To była szybka reakcja.
 Każdy z nas by to zrobił. Szkoda tylko, że poszła na marne  skwitował Hemmings, marszcząc z niezadowoleniem nos.
               To, że ruszył z pomocą nie pomogło. To, że próbował dostać się tam, jak najszybciej, nie pomogło. Dla Kevina i tak było już za późno. Nikt z nich nie był w stanie mu pomóc. Wszystko działo się za szybko. Stracili kolejnego gracza. Teraz została ich, tylko dziewiątka. 



***
Niestety, musimy pożegnać się z Kevinem. Grupa maleje, ale... Nadal jest za dużo osób, prawda? :D Maszyna losująca znów zaczęła działać. Na kogo wypadnie następnym razem? Tak wiem, większość z Was głosuje pewnie na ulubieńca tłumów, czyli Alexa XD
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu.

Standardowo zapraszam Was na Aska i Twittera - @RoxyDonau
Tam informacje o tym, co i kiedy się pojawia

Dziękuję również za motywujące mnie do dalszego pisania komentarze! Uwielbiam je :)

Pozdrawiam i do następnego!

#StayAliveFF

6 komentarzy:

  1. O cholera to jest niesamowicie dobre. Piszesz tak super, opisujesz to wszystko tak wspaniale, realistycznie. Podoba mi się to strasznie mocno. Tak koleiny niech będzie Alex, ale po nim już nikogo innego, no może jeszcze Nine. Ale później juz STOP i wszyscy wygrywają.
    Pozdrawiam i życzę weny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mega się cieszę, że Ci się podoba - nie tylko historia, ale też styl w jakim jest pisana. Niestety, nie w tym ff nic nie mogę obiecać, tu może zdarzyć się wszystko :)
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam!

      Usuń
  2. Wena na komentarze nie przyszła, ale zostawiam ślad, że jestem i czytam ;) Rozdział świetny jak zawsze ☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Cieszę się, że się podobało :)

      Usuń
  3. Dżizas!!! Kobieto! Stan przedzawałowy po prostu *oczywiście jest genialne* ~M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Cieszę się, że się podobało :)

      Usuń