wtorek, 13 grudnia 2016

Rozdział 7

             Powoli otworzył oczy. Przez moment leżał nie ruchomo, wsłuchując się w ciszę. Dopiero kiedy usłyszał za drzwiami kroki, podniósł się do pozycji siedzącej. Rozejrzał się po pomieszczeniu. Nie wiedział, która jest godzina, ale do środka pokoju wlewały się jasne promienie słońca. Zauważył, że wśród śpiących brakuje dwóch osób. Alex i Summer zniknęli. Dziewczyna dzisiaj pełniła wartę przy drzwiach, więc Luke zaczął się zastanawiać, czy przypadkiem nic złego się nie stało. To miejsce było tak bardzo niepewne i niebezpieczne. Nie zdziwiłby się też, gdyby Roy zafundował im znienacka, jakąś niebezpieczną niespodziankę. Mężczyzna był nieprzewidywalny, a to tym bardziej go przerażało.
             Odgarnął szary koc. Wstał z materaca, a następnie ruszył cicho w kierunku drzwi. Gdyby coś się stało z pewnością Summer by ich zaalarmowała. Gdyby stało się coś na korytarzu, po jej wyjściu z pokoju, z pewnością ktoś usłyszałby jej krzyk. I gdzie do cholery jest Alex?
             Podszedł do drzwi. Uchylił je. Wstrzymał oddech, słysząc krzątaninę w pozostałych pomieszczeniach. Ktoś był w łazience i pokoju obok, który służył im za kuchnię. Luke pokręcił głową, czując się, jak idiota. Stanowczo za szybko wymyślał czarne scenariusze, sam dodatkowo się tym nakręcając.
             Wyszedł na chłodny hol. W tym samym momencie z męskiej łazienki wyłonił się Alex. Zmierzył go pogardliwym wzrokiem od góry do dołu, krzywiąc się lekko na jego widok. Blondyn udał, że niczego nie zauważył. Nie chciał dać mu satysfakcji. Chciał udać, że ma gdzieś podejście, jakie ma do niego. A prawda była taka, że postawa Alexa niesamowicie go irytowała. Nie chciał go jednak prowokować.
             Harris prychnął pod nosem, idąc w kierunku drzwi od pokoju, w którym spali. Luke przekręcił oczami, wstrzymując oddech po raz kolejny, kiedy chłopak nie omieszkał szturchnąć go barkiem. Hemmings zachwiał się lekko, zaciskając dłonie w pięści. Naprawdę miał ochotę odwrócić się i dla zasady trzepnąć go, chociaż w tył głowy. Jednak się powstrzymał. Nie miałoby to sensu, a wywołałby kolejną burzę i awanturę.
             Kiedy Alex zniknął w pokoju, Luke podniósł wzrok. Dopiero teraz zauważył, że nie byli na korytarzu sami. Summer stała w wejściu do kuchni. Po jej współczującej minie wiedział, że widziała to małe starcie między nimi. Blondyn westchnął pod nosem.
 Nie przejmuj się nim  powiedziała cicho.
 Nie zamierzam  odparł, próbując wyrzucić z myśli obraz Alexa.
– Głodny?  Pokiwał głową, nie odrywając od niej wzroku. Dziewczyna uśmiechnęła się.  Możemy zjeść razem.
 Pasuje.
 Co proponujesz?  zapytała, kiedy weszli do kuchni.
 Raczej nie mamy za dużego wyboru. Chciałbym zjeść jakieś naleśniki, jajecznicę albo…
 Śniadanie na wypasie  wtrąciła Summer, a Luke uśmiechnął się, cicho jej przytakując.  Na razie jednak musimy się zadowolić chlebem i serem.
 Samym chlebem – powiedział Hemmings, zaglądając do lodówki. Wziął w dłoń otwarte opakowanie.  Ser właśnie spleśniał.
 Zupkę z proszku zostawmy sobie na obiad.
 Mamy słoik ogórków  dodał Luke, grzebiąc lodówce.
 Chleb z ogórkami nie brzmi tak źle  skwitowała dziewczyna, podchodząc do niego.

~***~
             Spojrzał na Josha, który co i rusz zerkał w kierunku telefonu. Niedawno podłączył urządzenie do ładowania i teraz, co chwilę kontrolował to, czy aby na pewno się ładuje. Calum wcale się nie dziwił, dlaczego zachowuje się w taki sposób. Gdyby nagle komórka się wyłączyła, Josh poniósłby tego konsekwencje. Hood z pewnością sam popadłby w paranoję, gdyby musiał dalej pełnić funkcję opiekuna telefonu. Mimo tego, że to zadanie wydawało się proste i banalnie łatwe, było jednak bardzo stresujące.
– Słuchasz mnie?
            Calum oderwał ciemne oczy od zdenerwowanego chłopaka znajdującego się w pobliżu telefonu, aby przenieść je na Michaela. Czerwonowłosy uniósł lekko brwi, pukając go dłonią w udo. Hood potrzebował chwili, by przypomnieć sobie, o czym właśnie rozmawiali.
 Możesz powtórzyć?
            Clifford westchnął teatralnie, sprawiając, że Calum poczuł, jak zaczynają go piec policzki. Nie chciał, by Michael uznał, że ma go gdzieś. Był naprawdę w porządku i lubił go. A oprócz tego mu ufał. W jakiś sposób mu ufał, tak jak było to w przypadku Ashtona i Summer. Uśmiechnął się jednak, słysząc cichy śmiech towarzysza.
 Wyluzuj, nie zamierzam się obrazić  powiedział Michael, przeczesując dłonią i tak już potargane włosy. – Mówiłem, że obstawiałem kiedyś mecze. Przeważnie miałem dobre wyczucie. Jednak potem odkryłem karty i maszyny i… Chyba hazard miałem we krwi. Na jakiej pozycji grasz?
– Pomoc. Moja uczelnia wcale nie jest taka zła. Nie jesteśmy najwyżej w rankingu, ale nie jesteśmy też na samym dole.
 Chętnie obejrzałbym sobie mecz.  Calum uśmiechnął się, zerkając na niego.  Zrobiłbym cokolwiek, byleby tylko tak tu bezczynnie nie siedzieć. Matko… Nie pogardziłbym nawet kolorowanką i kredkami, na serio! Może Roy rzuciłby nam, jakąś grę planszową?
 Wolę nie wiedzieć, jakby mogła wyglądać jego wersja, jakiejkolwiek gry planszowej. Jest stuknięty – powiedział szeptem, nachylając się bardziej w stronę Michaela, by ten mógł go słyszeć. Chłopak zaśmiał się po raz kolejny.
 Masz rację. Pewnie byłaby tak samo popieprzona, jak wszystko tutaj.
              Nagle w pokoju rozbrzmiał dźwięk telefonu. Calum raptownie odwrócił się w stronę Josha, który był najbliżej urządzenia. Luźniejsza atmosfera panująca w pomieszczeniu zniknęła. Dało się wyczuć napięcie i strach, które promieniowało ze znanej im melodii. Nikt jej nie cierpiał.
             Josh przełknął ślinę, łapiąc dzwoniącą komórkę. Powoli podniósł ją, uważając na to, by nie zaczepić palcami o kabel. Następnie nacisnął odpowiedni przycisk, przykładając telefon do ucha.
– Tak?
 Przełącz mnie.  Josh od razu wykonał polecenie, wystawiając urządzenie w stronę pozostałych.  Witam, moi gracze! Zapewne się zastanawiacie, z jaką wiadomością przychodzę do was tym razem. Otóż dziś zmierzycie się w kolejnej konkurencji. Czas na wielką grę numer dwa! Do wygrania jest przejście do skrzydła F. A tam czekają na was kolejne rzeczy do odkrycia! Jesteście ciekawi, kiedy zaproszę was do rozgrywki? Josh, jesteś ciekawy?
 T-tak.
 Świetnie!  rzucił Roy, klaszcząc w dłonie.  A więc do wielkiej gry zapraszam was już teraz!
 Teraz?  wydusiła zaskoczona Nina.
– A po co zwlekać?  powiedział zadowolony mężczyzna.  Zróbmy to! Macie dziesięć minut na to, by się ogarnąć. Gdy minie ten czas, macie już stać przy drzwiach z czerwonym napisem WG2 – co oznacza wielką grę numer dwa! To pomieszczenie jest łatwe do namierzenia, bo znajduje się w pobliżu drzwi, które oddzielają ze sobą skrzydło H i G. Znajdźcie je!
 Co jeśli się spóźnimy?  zapytał Irwin.
 Jedno z was zostanie oczywiście wyeliminowane, dlatego do dzieła drużyno! Czas ucieka! Reguły poznacie na miejscu! Ptaszek nadal jest w klatce!  I rozłączył się.
 Byłem pewny, że powie nam dokąd dokładnie mamy iść  odezwał się Kevin.  Szlag by to.
 Pospieszmy się  zarządził Tyler.  Nie wiemy dokładnie, o które drzwi chodzi. Mamy dziesięć minut, a znalezienie ich może wcale nie być takie łatwe.

~***~
              Ashton spojrzał na oznakowane drzwi. Każde z nich przyjęło, że odnalezienie ich nie będzie proste, jednak Roy ich zaskoczył. Otworzył i oznaczył jedne z tych wejść, które były od samego początku zablokowane. I faktycznie znajdowały się przy głównym korytarzu. Opisał im te miejsce idealne, więc nie musieli go długo szukać. Było praktycznie na wierzchu, tuż przed ich nosami.
            Jego ciemne oczy raz jeszcze przyjrzały się krzywym literom i dużej dwójce, które znaczyły konkretne drzwi. W niektórych miejscach były zacieki, jakby osoba używała do tego spreyu lub pędzla ociekającego farbą. Najwidoczniej ktoś kręcił się tu w nocy lub późnym wieczorem, a oni niczego nie podejrzewali. Niczego nie słyszeli. O niczym nie wiedzieli.
             Michael i Alex powoli otworzyli oznakowane drzwi. Nie było tu żadnej dodatkowej pułapki, co Ashton przyjął z ulgą. Miał dość niespodzianek. Miał dość tego szpitala i samego Roy'a. Przez moment stali na korytarzu, starając się obejrzeć z tej perspektywy pomieszczenie, do którego mieli wejść. W końcu Irwin wziął głębszy oddech i jako pierwszy wszedł do środka.
             Uniósł brwi, by po chwili zmarszczyć nos. Nie za bardzo wiedział, na co dokładnie patrzy. Przed nimi znajdował się duży, metalowy kwadrat, coś na wzór wysokiej skrzyni, który z łatwością pomieściłby trzech dorosłych ludzi. Przez jej środek przechodził ledwo widoczny pasek, jakby można było dostać się do jego wnętrza, tylko za jego pomocą. Czy to były drzwi? Czy ktoś z nich będzie musiał wejść do środka? Po obu stronach sali na metalowych łańcuchach, wisiały dwie dziwne uprzęże, ze skórzanymi pasami. Podciągnięte były do sufitu. Łańcuch w szynach prowadził do kwadratu, jakby obie te konstrukcje były ze sobą połączone.
              Zatrzymał się przy czerwonej linii, która była równo wyrysowana na kafelkach, tuż przed ich stopami. Wtedy też rozległ się huk, gdy drzwi od sali automatycznie zatrzasnęły się im za plecami. Ash odruchowo drgnął, czując, jak jego serce przyspiesza. Zgiął i rozprostował palce, zdając sobie sprawę z tego, że spociły mu się dłonie. Nie był pewny, czy chce poznać grę, do której będą zmuszeni.
 Witam gracze! – Głos Roy'a wydobył się z zawieszonego obok głośnika. Podekscytowani? Pewnie zastanawiacie się, co dokładnie macie przed sobą. To właśnie wasza gra. Dziś jednak nie wszyscy wezmą w niej udział. Do tej konkurencji potrzebne są, tylko trzy osoby. Trzy osoby, które jeśli wygrają, staną się bohaterami w oczach pozostałych, bo zdobędą klucz, który otworzy kolejne drzwi. Przypomnę, że każde kolejne piętro przybliża was do finału! A o to właśnie tu chodzi! O kasę!  Roy zaśmiał się, jakby cała sytuacja mocno go bawiła.  Nie mogę się doczekać, więc od razu przejdę do zadania. Drogocenny klucz znajduje się we wnętrzu metalowej skrzyni, którą sam zaprojektowałem. Otworzyć może ją, tylko siła ludzkich mięśni. Nie będziecie jednak wywarzać drzwiczek ani w żaden sposób ich demolować. Jedyny sposób, by dostać się do środka, to użycie siły mięśni i równowagi. Do tego potrzebna będzie też współpraca. Widzicie te pasy po obu stronach sali? Dwie osoby założą je, a potem spróbują siłą uruchomić mechanizm. Łańcuch dociera do urządzenia, które otworzy drzwi skrzyni. Zadaniem trzeciej osoby, jest wyciągnięcie klucza. Macie na to dziesięć minut. Jakieś pytania?
 Co robi reszta? – zapytał od razu Hemmings.
 Reszta kibicuje zawodnikom i nie rusza się z miejsca. Każde przekroczenie czerwonej linii grozi natychmiastową eliminacją. Oczywiście, niewykonanie zadania w określonym czasie również skutkuje eliminacją z tą różnicą, że to ja wybiorę osobę, która odpadnie z gry. Tik-tak, moi drodzy! Czas i nie łamanie zasad to gwarancja sukcesu!  odpowiedział ze śmiechem.  Nina!  Dziewczyna nerwowo podskoczyła w miejscu.  Jesteś pierwszym zawodnikiem. Przemyśl to, co powiedziałem i dobierz dwie osoby, byście utworzyli drużynę.
              Nina rozejrzała się po grupie, nerwowo przygryzając dolną wargę. Jej wzrok po kolei zatrzymywał się na każdym z nich. Ashton domyślał się, że wybierze te osoby, które wydadzą jej się najsilniejsze. Liczył na to, że obstawi właściwie. Dziewczyna kiwnęła lekko głową, odwracając się do głośnika, jakby właśnie tam znajdował się Roy.
 Nina, jaka decyzja? Pierwsza osoba, to...
 Alex.
 A druga?
 Ashton.
             Irwin poczuł, jak Summer zaciska palce na jego dłoni. Czuł jej wzrok na sobie, ale nie odwrócił się. Nie odrywał oczu od Niny, która nie miała zbyt zachęcającej miny. Jakby nadal wątpiła w swój wybór.
 Ashton, Alex, Nina, wyjdźcie proszę na środek sali. Przygotujcie się do rozgrywki. Zobaczcie, z czym macie do czynienia. Reszta ma nie przekraczać czerwonej linii. Nina, kiedy będziecie gotowi, wciśniesz pomarańczowy guzik z boku skrzyni, który włączy czas i uruchomi mechanizm.
             Palce Summer poluźniły się, a potem ręka dziewczyny zniknęła zupełnie, kiedy zrobił pierwszy krok do przodu. Zerknął na nią przez ramię i lekko uśmiechnął się, chcąc dać jej odrobinę wiary w to, że poradzą sobie z tym zadaniem. Nie może być to przecież, aż tak trudne.
 Kurwa, co to do cholery?  mruknął Alex, kiedy uprzęże powoli się opuściły.
             Ashton spojrzał w jego stronę, widząc jego powiększone oczy. Wpatrywał się w coś, co ewidentnie znajdowało się na pasie. Bez słowa podszedł do drugiego, biorąc go w dłonie. Materiał był niemalże zimny. Dopiero teraz zrozumiał, że nie będzie to zwykłe zadanie. Roy uwielbiał ból i widok krwi. Nie powinno go dziwić to, że nie były to zwykłe pasy. Odwrócił je na drugą stronę, by lepiej widzieć rząd drutu kolczastego, które znajdowały się wokół grubego materiału. Już wiedział, co to oznacza. Im więcej użyją siły, tym szybciej i łatwiej druty wbiją się im w ciała. A Roy… Roy będzie mieć pożywkę z tego, co będzie oglądał.
 Dobry Boże  wyszeptał Josh. W pomieszczeniu jednak było tak cicho, że nawet Ash to usłyszał.
 Musisz to założyć – powiedział Ash, odwracając się do Alexa. Chłopak wziął głębszy oddech.
 Kurwa… Zróbmy to szybko  rzucił Harris, odpinając przednią sprzączkę od pasa.
 Nina, jeśli tylko uznasz, że możesz wejść do środka, to zrób to. Musisz nam zaufać  pociągnął Ash, odpinając swój pas.
               Chłodny metal dotknął białej koszulki. Na jego plecach pojawiła się gęsia skórka, kiedy powoli zapinał uprząż wokół swojego pasa. Na razie czuł, tylko lekkie drapanie druta, ale wiedział, że jak tylko zrobi kilka kroków do przodu, on zacznie wbijać mi mu się w ciało.
 Jak to działa? Mamy kucać? Napierać do przodu?  zapytał Alex, ustawiając się naprzeciwko niego.
 Nie mam pojęcia. Nina, na razie nic nie rób, damy ci znać. Musimy najpierw zobaczyć, jak to poprawnie uruchomić.
 W porządku.
 Jesteście gotowi?  W pomieszczeniu po raz kolejny rozbrzmiał głos Roy'a.  Zaczynam się niecierpliwić!
– Gotowi?  zapytał Alex, a Ash i Nina szybko pokiwali głowami.  Włącz to.
              Dziewczyna odwróciła się, namierzając pomarańczowy guzik. Zauważyła to, jak zadrżała jej ręka, kiedy palce zbliżały się do przycisku. Bała się tego, co będzie musiała robić. Być może wystarczy tam wejść, zabrać co trzeba i uciec. A co jeśli to nie będzie takie łatwe?
 Nina?
              Głos Ashtona sprowadził ją na ziemię, a ona odgoniła od siebie straszniejsze myśli. Musiała się skupić na tym, co ma zrobić. Nie chciała popaść w paranoję. Nie chciała, by strach przejął kontrolę.
 Uwaga  powiedziała, gdy jej palec musnął pomarańczowy przycisk.
              Gdy tylko go przycisnęła, w pomieszczeniu rozległ się dziwny dźwięk pracującej maszyny, który przez chwilę zdekoncentrował wszystkich. Tuż nad skrzynią zapalił się czerwony zegar, który odliczał czas od tyłu. Wielka gra numer dwa właśnie się rozpoczęła.
 Irwin!  Ash od raz spojrzał na Alexa, który zaparł się nogami. – Do przodu, musimy poruszać się do przodu!
             I wtedy on też to wyczuł. Urządzenie powoli ciągnęło go do tyłu. Szybko spiął wszystkie mięśnie, robiąc krok do przodu. Drut kolczasty lekko wbił mu się w brzuch. Przy następnym kroku, było to jeszcze bardziej odczuwalne. Nie miał za co się złapać, więc rozłożył ręce, by złapać równowagę i balans. Kolejny krok spowodował, że poczuł jeszcze mocniejsze ukłucia.
 Nina!
 Nic się nie dzieje!  odpowiedziała dziewczyna zdenerwowanym głosem.
 Współpraca!  krzyknął Michael zza czerwonej linii.  Macie współpracować!
 Co ty pieprzysz, Clifford?!  odwarknął Alex, stawiając kolejne kroki.  Kurwa!
               Kiedy się zachwiał, maszyna pociągnęła go do tyłu i zaraz to samo stało się z Irwinem. Chłopak gruchnął o ścianę, czując, jak drut kolczasty mocno wbija mu się w plecy. Ciepła ciecz wypłynęła ze zranionych miejsc, barwiąc mu koszulkę na czerwono. Dopiero wtedy zrozumiał, co miała oznaczać współpraca.
 Musimy to zrobić razem, w tym samym tempie!  krzyknął w stronę Alexa. Ten odpowiedział mu tylko szybkim skinięciem głowy. – Uwaga! Teraz!
               Zaprał się nogami, przechylając sylwetkę do przodu. Próbował kontrolować upływający czas, starając się jednocześnie skupić na zadaniu. Wyciągnął ręce przed siebie, idąc do przodu. Pierwsze kroki były łatwe, dopiero później poczuł, że jest coraz ciężej. Jakby musiał unieść, jakiś niewidzialny ciężar, który z każdym momentem powiększał się.
– Do przodu! Do przodu!  krzyczał ignorując to, jak krew rozlewa się po jego brzuchu. Lekkie pieczenie zmieniło się w mocniejsze, a potem czuł już ból wydobywający się z poranionej skóry.
 Dajesz, Irwin! – odezwał się Alex, przez zaciśnięte zęby.  Jeszcze trochę!
 Widzę go! Jest tuż przy drzwiach na żyłce!  odparła Nina, doskakując do drzwi.
– Dasz radę… wsadzić… tam rękę?  wysapał Ash, czując na czole krople potu. Za wszelką cenę starał się nie polecieć do tyłu i nie zmarnować kolejnej szansy.
– Musicie otworzyć to jeszcze bardziej i… Kurwa! Obiecajcie mi, że nie przytniecie mi ręki!
 Zrób to, do cholery!  warknął Alex, napierając na pas jeszcze bardziej.  Kurwa! Kurwa! Kurwa!
 Do przodu!  krzyknął po raz kolejny Ash.  Nina?!
 Jeszcze trochę!  Ich oddechy przyspieszyły, kiedy zrobili jeszcze dwa kroki do przodu, walcząc z przeciwwagą.
 Zostało wam pięć minut!  odezwał się Tyler, dokładnie obserwując zmaganie pozostałej trójki.
 Dobra! Zostańcie tak przez chwilę! Powinnam to dosięgnąć!
               Dziewczyna wzięła głębszy wdech, próbując nie myśleć o tym, co się stanie, jak jeden z nich przez przypadek się wycofa lub przewróci. Czując cisnące się do oczu łzy, wsadziła dłoń w niewielką szczelinę. Jej palce musnęły zawieszony kluczyk. Naparła na drzwi mocniej, przyciskając do nich policzek.
 Błagam, błagam, wytrzymajcie – szeptała pod nosem, starając się na oślep złapać wiszący klucz.
– Nina! Kurwa, pospiesz się!  krzyknął Alex. Mokra od potu i krwi koszulka, nieprzyjemnie kleiła mu się do ciała.
– Cholera, o cholera  mamrotała pod nosem.  Ja nie mogę go…
              Urwała w momencie, kiedy jej dłoń w końcu zacisnęła się na zimnym, niewielkim kluczu. Pociągnęła szybko za żyłkę, zrywając go. Następnie odskoczyła od skrzyni, bojąc się tego, że drzwiczki się zatrzasną, kiedy ona nadal będzie mieć w nich rękę. Gdy tylko odwróciła się z kluczem do pozostałych, mechanizm ucichł.
               Ashton poczuł, jak łańcuch rozluźnia się. Nadal był pochylony do przodu, więc nie zdołał utrzymać równowagi, przewracając się na kolana. Poczuł nieprzyjemny ból w kościach, kiedy gruchnął na kafelki. Podniósł głowę, widząc, że i Alex się przewrócił. Uniósł się na klęczkach, odwracając się. Dopiero teraz zobaczył, że łańcuch odłączył się od uprzęży, która nadal znajdowała się na jego pasie.
 Gratulacje, drodzy gracze! Udało wam się zaliczyć kolejną dużą konkurencję! Już niedługo zwolni się blokada, a wy będziecie mogli udać się do skrzydła F, które mieści się piętro niżej! Oczywiście, was o tym uprzednio poinformuję. Widzę, że macie w sobie ducha walki i umiecie współpracować! Teraz wiem, że wybrałem odpowiednich ludzi! Dostarczycie mi wielu wrażeń! Jesteście wolni. Możecie wracać do Bezpiecznej Strefy!

~***~
              Po powrocie do Bezpiecznej Strefy nadal miała przed oczami obraz tego, co się działo w sali WG2. Z jednej strony starała się na to nie patrzeć, a z drugiej nie mogła oderwać wzroku od trzech wybranych do zadania osób. Cholernie się bała, że zobaczy coś, czego nie chciała. Że jedno z nich spotka eliminacja. Na szczęście się udało.
 Dobra, powoli, stary  powiedział Michael, pomagając Ashtonowi usiąść.
             Zarówno on, jak i Alex nadal mieli na sobie pasy z drutami, które teraz trzeba było usunąć. Summer nie chciała tego robić w sali, z uwagi na to, że tam nie było niczego, czym mogłaby zatamować krwawienie. O ile by do niego doszło. Nie wiedziała, jak głęboko druty wbiły im się w ciało i jakiej wielkości były.
             Podniosła głowę, kiedy Calum i Luke ułożyli obok niej apteczki. Zauważyła kątem oka, jak Tyler pomaga dojść do materaca Alexowi. Spojrzała na spoconego Ashtona. Mimo tego wszystkiego, co się stało, uśmiechnął się do niej delikatnie. Nie mogło być, aż tak źle, prawda?
– Pomożesz mi?  zapytała blondyna, który usiadł obok.
 Jasne. Tylko mów, co mam robić.
 Ash, to może zaboleć.
 Rób, co trzeba, tylko ściągnij to ze mnie  powiedział, przecierając twarz dłonią.
              Wzdrygnął się, kiedy po jego plecach przeszedł pojedynczy dreszcz. Dziewczyna złapała za pasek, odpinając klamrę. Powoli odchyliła jego część, a ciepła krew wypłynęła na nowo z ran, barwią mu spodnie. Zauważyła, jak Luke skrzywił się.
 Musimy to robić małymi krokami. Zamienimy się  zarządziła, zwracając się do Hemmingsa.  Będziesz powoli odciągał druty, ja przycisnę do nich gazę. Musimy też odgarnąć koszulkę.
 Jak źle jest?  zapytał cicho Ash.
 Naprawdę mogło być gorzej  odpowiedziała, unosząc jego mokrą od krwi bluzkę. Przycisnęła do rany pierwszą gazę, zakrywając ją.  Dobra… Luke, teraz ty.
              Blondyn wstrzymał oddech i to samo zrobił Ash. Starał się zrobić to, jak najdelikatniej, powoli ciągnąc za pas. Widział, jak druty wychodzą ze skóry, a potem kolejna warstwa krwi zalewała ciało chłopaka. Summer natychmiast odsuwała koszulkę i dociskała gazy.
 Zakleję je na razie plastrem, by wszystko trzymało się w jednym miejscu  powiedziała, spoglądając na bladego Ashtona.  Jak zrobi ci się słabo albo poczujesz się źle, mów od razu.
 Na razie jest w porządku.
 Luke  powiedziała, zerkając na blondyna. Chłopak po raz kolejny pokiwał głową, ciągnąc za pas. Ashton cicho warknął pod nosem.  To się zaraz skończy.
 W-wytrzymam.
              Dziewczyna wzięła kolejny głębszy wdech. Miała wrażenie, że opatrywanie Irwina trwa w nieskończoność. Ona i Luke musieli działać powoli, stopniowo małymi krokami. W końcu jednak  żadne z nich nie wiedziało dokładnie, ile minęło czasu  Irwin został uwolniony z przeklętego pasa. Hemmings odrzucił go na bok.
 Ash, jak jest?  zapytała kontrolnie Summer, szybko dociskając do jego ran kolejne warstwy gazy.
 Lepiej.
 Luke, pomożesz mi go owinąć bandażem.  Blondyn cicho przytaknął. Bez słowa zabrali się do ostatniego etapu pracy.  Gotowe. Połóż się i odpocznij.
 Pójdę się tylko napić.
 Siedź. Przyniosę ci  odezwał się Calum, który od razu poderwał się z miejsca.  Nie ruszaj się.
 Właśnie, nie ruszaj się  powtórzyła Summer.  Alex  odwróciła się.  Twoja kolej.
 Nie chcę, by on…  zaczął Harris wskazując palcem na Hemmingsa.
– Ale ja chcę  przerwała mu dziewczyna, biorąc apteczki.  Nie masz nic do gadania.
 Niech trzyma swoje łapska z daleka ode mnie!
 Spoko, nie muszę tego robić  powiedział Luke, wstając.
 Jesteś gnidą  wysyczała Summer, kiedy blondyn zniknął za drzwiami. Słyszała jego kroki, które skierowały się w stronę łazienki.
 Nie ufam mu.
 To nie chodzi o zaufanie, idioto.
 Możesz się teraz ze mną nie kłócić, tylko pomóc mi to ściągnąć? Będę wdzięczny.
 Jasne.  Złapała za pas, szybko odpinając klamrę. Pociągnęła za niego mocniej, niż zamierzała.
 Ała!
 Wybacz, nie chciałam  skłamała, czując narastającą irytację. Kolejna porcja krwi zalała jej dłonie. Przyłożyła do ran grubą warstwę gazy.
 Dziękuję  powiedział Alex, a ona zerknęła na niego z niedowierzaniem.  Staram się być miły.
 Zamknij po prostu jadaczkę i mi nie przeszkadzaj  mruknęła, marszcząc nos. Kiedy Harris w końcu zamilkł, Summer zabrała się za tworzenie kolejnego opatrunku.



***
Gra numer dwa za nimi. Na szczęście nasi gracze umieją szybko myśleć, więc całkiem nieźle sobie poradzili. 
Ale... Dawno nikt nie umarł prawda? (w tym miejscu diaboliczny śmiech) Wypadałoby powoli zacząć to zmieniać, czyż nie? (diaboliczny śmiech po raz drugi) XD 
Zobaczymy, jak to będzie dalej i co w następnym rozdziale zafunduje im Roy. Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu. 

Standardowo zapraszam Was na Aska i Twittera - @RoxyDonau

Pozdrawiam i do następnego! 

#StayAliveFF

2 komentarze:

  1. Nie wiem co napisać. Chyba moja wyobraźnia jest za bardzo rozwinięta...

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedy następny ?

    K.

    OdpowiedzUsuń