piątek, 2 grudnia 2016

Rozdział 6

               Przecięła bandaż, przekładając jedną część wokół dłoni Caluma. Chłopak dokładnie śledził jej każdy najmniejszy ruch, uważnie obserwując palce dziewczyny. Złączyła końce, zawiązując je na supeł. Podniosła głowę, spotykając ciemne tęczówki Hooda. Uśmiechnął się z wdzięcznością.
 Gotowe  powiedziała cicho, klepiąc go po wierzchu zabandażowanej dłoni.  Oszczędzaj tę rękę.
 Kiepsko z gojeniem?
 Rana powoli się zasklepia. Potrzebujesz więcej czasu.
 Dziękuję.
 Nie ma sprawy – odpowiedziała z uśmiechem.
                 Zgarnęła brudny opatrunek na małą kupkę. Zaczęła chować do apteczek niewykorzystane materiały. W tym momencie w pokoju rozbrzmiał dźwięk telefonu. Wszystkie oczy skierowały się na urządzenie. Od razu dało się wyczuć napięcie, które pojawiło się między nimi. Zaległa też cisza, przerywana tylko monotonnym dźwiękiem dzwonka. Tym dźwiękiem, który potrafił wywołać nieprzyjemne dreszcze i niepokój.
 Jezu, cholernie się cieszę, że nie muszę tego robić  wyszeptał Calum, siadając pod ścianą.
               Przysunął kolana do klatki piersiowej, opierając na nogach zranioną dłoń. Jego oczy dokładnie śledziły Josha, który podchodził do telefonu. Widział, jak się denerwuje. Widział, jak jego oddech spłycił się. Był pewny, że gdyby nie ten przeklęty dzwonek słyszałby też przyspieszone bicie jego serca.
                Summer również nie odrywała wzroku od chłopaka, który w końcu złapał za komórkę. Odwrócił się do nich, naciskając odpowiedni guzik. Przystawił telefon do ucha. Zawahał się, ale w końcu zdobył się na to, by się odezwać.
 Tak?
 Przełącz mnie, proszę.  Przymknął powieki, wykonując polecenie Roy'a.  Witam, gracze! Dziś otwarte zostaną kolejne drzwi! Mogę się założyć, że jesteście ciekawi tego, co znajdziecie w kolejnym skrzydle.
 Nie bardzo  mruknął cicho Tyler, marszcząc nos.
 Mówiłeś coś, Bolt?!  warknął Roy, a wszyscy wstrzymali oddech.
– Nic nie mówiłem  odpowiedział szybko, kręcąc pospiesznie głową. Summer wychwyciła to, jak przekręca ukradkiem oczami.
 I słusznie! Wracajmy jednak do tematu. Za niecałe pięć minut zwolni się blokada przy drzwiach oddzielających skrzydło G od H. Użyjcie zdobytego wczoraj klucza, by móc przejść do następnego korytarza. Bądźcie czujni, niespodzianki czają się na każdym kroku. Ptaszek nadal jest w klatce! Udanych poszukiwań! Do usłyszenia!  I rozłączył się.
 Co robimy?  odezwał się Ash, wstając z materaca.  Musimy wyjść z Bezpiecznej Strefy i sprawdzić ten pieprzony korytarz.
 Nie wiemy, czy jest duży  powiedziała Nina.  Może podzielimy się na dwie mniejsze grupy. Pójdzie też sprawniej.
 Kto idzie?  zapytał Kevin, również wstając.
                  Wszyscy spojrzeli na siebie, pomijając siedzącego w kącie blondyna. Luke przygryzł lekko wargę, a następnie ciężko westchnął pod nosem. Widział, że nikt nie kwapi się do tego, by zgłosić się na ochotnika. Jedyne, co teraz robili, to bacznie się obserwowali, szukając osoby, która wyłamie się z szeregu i popchnie resztę do działania. Pokręcił głową. W dalszym ciągu nikt nie zwracał na niego uwagi. Odchrząknął głośniej, podnosząc dłoń. Dopiero wtedy odwrócili się w jego stronę.
 Ja mogę iść  powiedział, zatrzymując błękitne oczy na Harrisie, który skrzywił się.
 Nigdzie nie idziesz. Nie ufam ci  mruknął Alex.
 W końcu musisz zacząć ze mną współpracować.
 Nie będziesz mi mówił, co muszę robić  warknął, akcentując każde wypowiedziane słowo.
                Blondyn przekręcił oczami, spuszczając głowę. Przysunął się bliżej ściany, opierając się o nią. Ułożył dłonie na udach, patrząc w kierunku okna. Nie mógł uwierzyć w to, że cokolwiek próbował zrobić, by choć trochę przekonać do siebie niektórych członków grupy, Harris zawsze sprowadzał go do parteru, uniemożliwiając wykonanie, jakiegokolwiek ruchu. Nie chciał też się stawiać. Alex był nieobliczalny, a on wolał nie czuć po raz kolejny jego pięści na swojej twarzy.
 Ja mogę iść  odezwała się Nina.
 Dobra, bo będziemy tak tu siedzieć do jutra  rzucił Michael, stając naprzeciwko pozostałych.  Idzie Alex, Nina, Kevin, Ashton i Tyler. Reszta zostanie tutaj. Ja stanę na czatach przy wejściu do Bezpiecznej Strefy. Wołajcie, jak będziecie potrzebować, jakiejkolwiek pomocy.

~***~
               Podszedł do drzwi, które oddzielały od siebie dwa szpitalne skrzydła. Tuż za nim znajdowała się reszta. Słyszał cichy szept Niny i Kevina, którzy dyskutowali o tym, w jaki sposób zabiorą się do sprawdzania poszczególnych pomieszczeń. Już na wstępie oznajmili, że mogą stanowić jedną drużynę. On, Tyler i Alex, byli w drugiej.
               Przekręcił w dłoni metalowy klucz. Przybliżył się jeszcze bardziej, stajać krok od drzwi. Każdy z nich wiedział, że mogą natrafić na niespodzianki  w końcu Roy nie rzucał słów na wiatr. A te niespodzianki nie szczególnie musiały być przyjemne.
                Włożył klucz do zamka. Pasował idealnie. Przekręcił go dwa razy, słysząc charakterystyczny szczęk. Następnie złapał za zimną klamkę. Nacisnął ją, a drzwi od razu puściły. Pchnął je, a do ich uszu doszedł cichy jęk i skrzypienie starych zawiasów.
                Przed nimi znajdował się kolejny brudny korytarz. Zauważył z daleka porozrzucane papiery. Na samym końcu leżał bokiem wózek inwalidzki. Ash rozejrzał się, upewniając się, że może bezpiecznie zrobić krok do przodu. Po obu stronach holu widniały drzwi, które prowadziły poszczególnych sal, pełnych gratów, śmieci, paczek i niebezpieczeństwa. Miał nadzieję, że nie zmarnują tu czasu. Że znajdą coś, co im się przyda.
 Ruszmy się  powiedział, idąc w kierunku pierwszych drzwi.  Sprawdźmy najpierw te sale.
– Widać schody  odezwał się Kevin.  Są na samym końcu.
 Pewnie zamknięte  odparł z pewnością w głosie Alex.  Roy od tak nie pozwoliłby nam zejść piętro niżej.
 Sprawdzimy to później. Idźmy po kolei, aby się nie pogubić. Bierzemy wszystko, co może nam się przydać  zarządził Irwin.

~***~
              Stanęła w progu pokoju. Jej ciemne oczy zatrzymały się najpierw na śpiącym chłopaku. Josh niedawno zasnął, wtulając się w szary koc, który miał pod głową. Podczas snu wyglądał na rozluźnionego. Dziewczyna wiedziała, że jest to dobra metoda na ucieczkę od tego, w czym tkwili, a także sposób na zdobycie, choć odrobiny wewnętrznego spokoju.
              Jej wzrok powędrował dalej, skupiając się na Hemmingsie. Blondyn od wyjścia drugiej części ich grupy nie ruszył się z miejsca. Kiedy oni przegrupowywali się i ustalali reguły, on milczał. Był odizolowany. Odsunięty na sam koniec hierarchii, jakby był tu zbędny. Ona jednak tak nie uważała. Sądziła, że Luke potrafi wiele. Każdy z nich w obliczu zagrożenia mógł wykrzesać z siebie więcej siły, niż mógłby sobie to wyobrazić. Wola przetrwania i walka o życie potrafiła zmienić człowieka. Domyślała się też, że gdyby nie Alex, blondyn łatwiej wsiąkłby w ich szeregi. Może wtedy stałyby się częścią grupy. Byłby jednym z nich.
                Odwróciła się, by zerknąć na drzwi od Bezpiecznej Strefy, które były lekko uchylone. Obok nich siedział Michael i Calum. Oboje pilnowali wejścia, czekając na sygnał grupy badającej skrzydło H. Jednak nie milczeli. Summer uśmiechnęła się pod nosem, widząc, jak cicho ze sobą rozmawiają, co jakiś czas żywo gestykulując. Oni się nie poddawali. Ona także. Choć rzeczywistość, w jakiej się znaleźli nie sprzyjała luźnym pogadankom i uśmiechom, to większa część grupy nadal potrafiła to robić, aby nie zwariować. Nie chcieli, by stres i strach pożarł ich do końca. Uśmiech i zwykła rozmowa potrafiła skutecznie uspokoić i skierować myśli na przyjemniejsze tory.
               Nie chciała, by chłopaki pomyśleli, że ich podsłuchuje, dlatego weszła do pokoju, w którym znajdowała się pozostała dwójka. Raz jeszcze zerknęła kontrolnie na Josha, ale chłopak nie poruszył się ani razu. Musiał zapaść w twardszy sen, zupełnie nie reagując na to, że przechodzi tuż obok niego. Luke zaś spojrzał w jej stronę, śledząc każdy jej krok. Zacisnął lekko usta, gdy przy nim usiadła. Tak, jak on, oparła się o chłodną ścianę, podciągając nogi, by móc ułożyć ręce na kolanach.
 Potrzebujesz towarzystwa?  zapytała, nie za bardzo wiedząc, jak zacząć rozmowę. Blondyn wzruszył ramionami. – Dobra, ja potrzebuję towarzystwa i przykro mi, ale padło na ciebie.
 Nie skarżę się  odpowiedział cicho, uśmiechając się lekko.  Ciebie akurat lubię.
 Co za ulga  rzuciła teatralnie, wywołując z jego strony cichy śmiech. To spowodowało, że rozluźniła się jeszcze bardziej, wsłuchując się w ten przyjemny dźwięk.
 Nudzisz się, prawda?
 Aż tak to widać?
 Nie ma tu wiele do roboty  skwitował, biorąc głębszy oddech.  Od tej bezczynności naprawdę można dostać na głowę. Nie dziwię się, czemu mnie zagadujesz.
 Może chcę cię jeszcze bardziej poznać?
 Nie jestem nikim ciekawym.
 Może dla mnie jesteś?
 Uwierz mi, jestem nikim  odpowiedział, wpatrując się w dziewczynę.  Ale dowartościuję się tym, uznając to za komplement.  Summer zaśmiała się, widząc na jego twarzy ponowny uśmiech.
 Nie chciałam ci przeszkadzać.
 Tak tylko myślałem.
 O czym?
 O… O swojej córce.
 Ja też często myślę o synku. Dobry sposób na pozbieranie się, kiedy masz wrażenie, że zaraz się rozpadniesz.
 Dokładnie. Mam nadzieję, że moja mama daje sobie z nią radę. Liah… Liah potrafi wejść ci na głowę. Czasami za nią nie nadążam. Mam wrażenie, że jest wszędzie.
                 Summer nawet na moment nie oderwała od niego wzroku. Kiedy mówił o swojej córeczce, zmieniał się. Cały promieniał. Dzięki temu wiedziała, że jest to najważniejsza osoba w jego życiu. Że jest kimś, dla kogo Luke poświęciłby wszystko. Ona zrobiłaby to samo dla swojego dziecka.
 Powiedzenie miej oczy dookoła głowy przy dzieciach nabiera większego znaczenia  dodała, a blondyn szybko przytaknął.  Mam podobnie. Ale nie zamieniłabym tego na nic innego.
 Za nic  dodał Luke z uśmiechem.  Liah to cały mój świat. I wrócę do niej, tak samo, jak ty wrócisz do swojego syna.
 Tego się trzymam.

~***~
                Ashton wyprostował się, podchodząc do kolejnych drzwi. Czuł lekki ból w krzyżu, od ciągłego schylania się. Przed chwilą przekopał się przez masę nic niewartych śmieci, nie znajdując nic. Nic, co by mogło być dla nich, w jakikolwiek sposób przydatne. Zerknął na niewielkie dwa kartony, które udało im się zapełnić wcześniejszymi znaleziskami. Były tam baterie do latarek, a także wiele paczek bandaży i gaz. Domyślał się, że będą ich używać w tym miejscu jeszcze nie raz. Oprócz tego była tam także woda utleniona i zgrzewka mocnych tabletek przeciwbólowych.
               Drgnął, kiedy obok niego pojawił się Tyler. Stanął po jednej stronie drzwi, czekając. Irwin podszedł z drugiej. Ich spojrzenia na moment spotkały się ze sobą. Chłopak kiwnął głową, kładąc dłoń na klamce. Ashton wstrzymał oddech, kiedy Tyler nacisnął ją, uchylając drzwi.
 Nie rusz.
– Klikało?  zapytał cicho.
 Chyba tak. Nie jestem pewien  wydusił, próbując wsłuchać się w charakterystyczny dźwięk. W pomieszczeniu obok Kevin i Nina głośno rozmawiali, rzucając jednocześnie znajdującymi się tam gratami, a to nie ułatwiało mu zadania.
 Jeszcze raz?
               Ash kiwnął głową, wciskając się bardziej w ścianę. Nie chciał stać w zasięgu drzwi, aby przez przypadek nie oberwać. Pułapki mogą być różne, a on nie chciał dać się wyeliminować. Chciał przeżyć i uciec z tego piekła. Chciał za wszelką cenę pokonać Roy'a i jego grę.
 I co?
 Klika.
 Myślisz, że może tam coś być?  zapytał Alex, zatrzymując się obok Tylera.  Może znajdziemy tam coś wartościowego.
 Myślisz, że warto ryzykować? – odezwał się Irwin.  To może nie skończyć się dobrze.
 Spróbujmy je otworzyć – pociągnął Alex, przysuwając się bliżej.  Po prostu je pchnij, ale żaden z nas nie może się wychylać. Musimy przylgnąć do ściany, by mieć pewność, że nikt nie oberwie.
 A jak coś wydarzy się, gdy będziemy w środku?  kontynuował Irwin. Nie był w stu procentach przekonany, co do planu Harrisa.
– Nie przekonamy się, jak to funkcjonuje, nie próbując wejść do sali. Może pułapka jest jedna. Możemy to zrobić, ale musimy być kurewsko ostrożni  powiedział Alex.  To jak? Próbujemy?
 Spróbujmy  odezwał się Tyler. Irwin spojrzał na nich, zastanawiając się na odpowiedzią. W końcu widząc, że został przegłosowany, kiwnął głową.
 Zrób to szybko. Po prostu je pchnij z całej siły  poinstruował go Alex.
 Skoro to twój pomysł, to sam to zrób – odparł Tyler, przesuwając się, by zrobić mu miejsce.  Wymiękasz?  dodał, widząc jego zawahanie.
 Oczywiście, że nie. Cofnij się  rzucił z pewnością w głosie Alex.
                Ashton instynktownie zrobił dwa kroki w tył, kiedy Alex znalazł się na miejscu Tylera. Złapał za klamkę, a następnie spojrzał na nich. Żaden nie zaprotestował. Irwin wstrzymał oddech, kiedy jego towarzyszy nacisnął na klamkę. Po chwili pchnął drzwi. Gdy tylko to zrobił, usłyszeli głośniejsze kliknięcie, a potem świst, kiedy siekiera przecięła powietrze. Narzędzie zawieszone było nad framugą. Otwarcie drzwi zwalniało linkę zabezpieczającą, uruchamiając pułapkę. Gdyby jeden z nich stał teraz na progu, jego czaszka z pewnością rozpadłaby się na dwie części.
 Osz kurwa  syknął Tyler, patrząc na rozbujaną siekierę. Z każdą chwilą narzędzie stopniowo zwalniało.
 Pojebało was?  warknęła Nina, wychylając się z sąsiedniej sali.  Mieliśmy nie ruszać klikających pierdolonych drzwi! A wy co? Jak zwykle wiecie…
 Stuk dziób do cholery  odburknął Alex, przekręcając oczami.
 Nie rozpędzaj się ta…
 Nina, do chuja zamknij się!
 Jesteś popierdolony i tyle!  krzyknęła, znikając w sali, którą sprawdzała z Kevinem.
 A ty się dziwisz, że nikt cię nie lubi  odparł Tyler, krzyżując dłonie na klatce piersiowej.
 Ty mnie nie lubisz?
 Nie. Z chęcią wpakowałbym ci tę siekierę w plecy przy najbliższej okazji, ale nie chcę cię mięć, sukinsynu, na sumieniu.
 Słodko  skomentował Ash, kręcąc głową.
 Co ja takiego zrobiłem?  mruknął Alex, rozkładając ręce i patrząc na niego z niedowierzaniem.  Myślałem, że między nami jest spoko.
 Nie jest. Mam wrażenie, że robisz wszystko, by odepchnąć nas od siebie. Twoje podejście jest chuja warte.  Spojrzał na Asha, który zbliżył się do wejścia.  Uważaj.
– Spokojnie  odpowiedział Irwin, łapiąc bujającą się siekierę.  Chyba jest okej. Nie widzę niczego niepokojącego. Żadnych żyłek czy innych dziwnych rzeczy, które mogą odpierdolić ci łeb.
 Pocieszające  mruknął Alex, ruszając za Ashem, który powoli wszedł do sali.
                   Rozejrzał się, chcąc wyłapać cokolwiek niepokojącego. Pomieszczenie jednak nie wyglądało, jakby zawierało jeszcze jedną pułapkę. Wyglądało zwyczajnie. Podobne do każdej wcześniejszej sali, do jakiej weszli. Nabierając więcej pewności, odważniej zaczął stawiać kolejne kroki.
 Tu coś jest  powiedział Tyler, podchodząc do szpitalnego łóżka.  Ohyda.
                 Skrzywił się, odgarniając poplamione prześcieradło. Wolał nie wiedzieć, skąd wzięła się duża plama, która widniała na samym środku materiału. Czy to była krew? A może odchody jednego z dawnych pacjentów? Może ktoś tu zwymiotował od środków, jakie mu podali? Nie… Stanowczo wolał nie wnikać w tak szczegółowe rzeczy. Odgarnął prześcieradło, odsłaniając duże, kartonowe pudło.
 Ostrożnie  powiedział cicho Ash.
 Nie jest zbyt ciężkie  rzucił Tyler, wyciągając karton spomiędzy szczebli łóżka. Poruszał nim.  Nic się o siebie nie obija.
 Sprawdźmy, co za prezent znaleźliśmy  oznajmił Alex, podchodząc do niego.
                 Złapał za górną część, rozszerzając boki pudła. Robił to powoli, wstrzymując przy tym oddech, jakby jego wdech i wydech mógł zakłócić dźwięk, który mógłby oznajmić im, że nie powinni tego w ogóle ruszać. Ash miał wrażenie, że minęło cholernie dużo czasu, zanim pudło zostało otworzone.
 Co tam jest?
 Ubrania  powiedział Alex, przerzucając zlepek białych materiałów.  Jezu, będziemy mogli się w końcu przebrać w coś czystego. Jest też bielizna i żel do mycia!
 Teraz czuje się, jak w pięciogwiazdkowym hotelu  odparł Ashton, cmokając pod nosem.  Ale porządny prysznic i zmiana ubrań, naprawdę nam się przyda. Bierzemy to ze sobą.

~***~
               Summer odgarnęła z czoła mokre włosy. Czuła się, jak nowo narodzona, mogąc się przebrać. Przynajmniej teraz całkowicie pozbyła się śladów krwi i potu, który wchłoną się w jej dotychczasowe ubranie. Inni zresztą mieli tak samo. Była to przyjemniejsza odmiana. Jakby zmywali z siebie nie tylko brud, ale po części także i stres. Dziewczyna jednak wiedziała, że za jakiś czas te odczucie nawiedzi ich ponownie, zagnieżdżając się im w organizmach.
 Na samym końcu są schody  pociągnął Kevin, wciskając do ust kostkę czekolady. W jednej z sal znaleźli trochę jedzenia, a w tym także i słodyczy.
 Da się przejść?  zapytał Michael, pozwalając opierać się Calumowi na swoim ramieniu. Młodszy chłopak z uwagą chłonął każde ich słowo, coraz bardziej wychylając się w stronę grupy poszukiwaczy.
 Nie. Są zakratowane i zamknięte na kłódkę. Mają też, jakiś dziwny zamek ze świecącą się diodą  odpowiedział Kevin. Przesunął się, a stojąca obok niego latarka poruszyła się, przez co światło w pomieszczeniu lekko zadrżało.
 Mogę się założyć, że kolejna wygrana będzie przepustką na tamto piętro  odpowiedziała Nina.  Wejście do góry jest zabarykadowane. Nie widać nawet tego, czy są tam jakiekolwiek schody.
 Nie mogę jednak uwierzyć w to, że byliście takimi debilami, by otwierać klikające drzwi  pociągał Clifford, zezując na Irwina. 
              Był pewny, że Ash jest najbardziej rozgarnięty z nich wszystkich, ale jak widział i on czasami podejmował nieodpowiedzialne i pochopne decyzje, idąc za głosem większości. W tym wypadku za pomysłem Alexa i popierającego go Tylera.
 Dzięki temu masz czyste łachy, więc przestań się cisnąć  warknął Harris, machając na niego ręką.
 To mogło się źle skończyć  powiedziała Summer.
 Ale się nie skończyło  rzucił Alex, przekręcając oczami.  Wyluzujcie i cieszcie się z tego przyjemnego pieprzonego wieczora. Żyjemy. Nic się nie stało, więc zejdźcie z nas. Koniec tematu. 



***
Rozdział numer sześć jest nieco luźniejszy. Po ostatniej grze przyda im się chwila wytchnienia. Ale tylko chwila :D 
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu!

Dziękuję za wszystkie komentarze, które motywują mnie do dalszego pisania!

Standardowo zapraszam na Aska i Twittera - @RoxyDonau

Pozdrawiam!

#StayAliveFF

2 komentarze:

  1. Szczerze myślałam (i trochę liczyłam), że w tym rozdziale Alex pożegna się z życiem, ale cóż... xd
    Wyłapałam jedną literówkę kiedy Summer i Luke rozmawiali o córce Hemmingsa i ona powiedziała, że powiedzenie "mniej oczy..." a powinno być "miej" 😉
    Pozdrawiam i życzę weny ~M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alex jest "za fajny" by się go tak szybko pozbyć hahah XD Wasz ulubieniec XD
      O! Dzięki. Nie zauważyłam. Już poprawiam :)
      Pozdrawiam

      Usuń