poniedziałek, 14 listopada 2016

Rozdział 5

               Ashton przysunął parujący kubek do ust. Dmuchnął w jego zawartość, a potem upił mały łyk herbaty. Gorzki posmak rozniósł się po jego języku. Przełknął wszystko, a następnie spojrzał w głąb pokoju. Jego ciemne oczy zatrzymały się na blondynie. Chłopak jednak nie był sam. Cicho rozmawiał z Calumem i Summer. Irwin domyślał się, że w ich towarzystwie czuje się najbardziej swobodnie i komfortowo.
              Oderwał od nich wzrok, słysząc ciche westchnięcie Michaela. Czerwonowłosy siedział obok, ściskając w dłoni identyczny kubek. Ash wyłapał jego spojrzenie. On również wpatrywał się w Hemmingsa.
 Wcale się nie dziwię, że chętniej z nimi rozmawia  odezwał się nagle Clifford, jakby czytał Astonowi w myślach. Ten lekko zmarszczył brwi, udając zaskoczonego. Nie chciał, by Michael wiedział, że i jego myśli skierowane były na nowego członka ich grupy.
 Jaka jest twoja teoria?
 To żadna teoria, to czysty fakt  odpowiedział z pewnością w głosie.  On i Summer są samotnymi rodzicami. Ich emocje i odczucia muszą być podobne. A Calum… Daj spokój, jego nie da się nie lubić. Jest tak sympatyczny i miły, że nieraz można dostać od tego mdłości.
 Masz rację, nie da się go nie lubić  powiedział z lekkim uśmiechem Ash.

~***~
               Oparł się o ścianę, wypuszczając cicho powietrze z ust. Przymknął powieki. Czuł na sobie spojrzenie Caluma i Summer. Policzył w myślach do dziesięciu, aby choć odrobinę się uspokoić. A to, co usłyszał wcale nie wprawiało go w dobry nastrój. Znalazł się w środku koszmaru i musiał to dźwignąć psychicznie. Przecież miał do kogo wracać. Poza murami szpitala czekała na niego córka. To dla niej chciał wziąć się w garść.
 Bezczynność jest chyba najgorsza  powiedziała Summer, a on ponownie spojrzał na dziewczynę.  Jakby to miało dodatkowo nas sprawdzać.
 Tak myślisz?  odezwał się Hood.
 Tak  mruknęła, obejmując kolana ramionami.  Jakby testowali naszą psychikę. Kto prędzej pęknie? Komu odwali pierwszemu?
– Stawiam na tego dupka  odparł Luke, ukradkiem wskazując brodą wchodzącego do pokoju Alexa.
               On jednak zupełnie go zignorował, nie zaszczycając blondyna nawet jednym spojrzeniem. Przeszedł przez pomieszczenie, zatrzymując się przy swoim materacu. Poprawił koc, a potem położył się. Z tej pozycji doskonale widział wszystkich zgromadzonych w pokoju.
 Jest porywczy i wybuchowy  powiedział Calum, jeszcze bardziej ściszając głos.  Sam nie wiem, co może mu jeszcze odwalić.
 Nie lubię go, ale obojętnie, co by się działo, musimy trzymać się razem  odparła Summer, zerkając na Alexa, który dalej nie interesował się tym, co dzieje się w pokoju.
 Mam nadzieję, że to szybko się…
               Luke urwał, kiedy w pomieszczeniu rozległ się donośny dźwięk dzwonka. Widział to, jak Calum się spiął. Miał wrażenie, że słyszał, jak bardzo zaciskają się mięśnie w całym ciele chłopaka. Zauważył jego drżące dłonie. Wiedział jednak, że nikt inny poza Hoodem nie może dotknąć telefonu. Summer dokładnie nakreśliła mu panujące zasady, a on chciał się ich trzymać.
               Calum pospiesznie podniósł się z miejsca, niemalże rzucając się w kierunku szafki. Bał się tego, że może nie zdążyć. Zawsze panicznie obawiał się tego, że Roy rozłączy się, zanim on naciśnie zieloną słuchawkę. Poczuł, jak spociły mu się dłonie, kiedy chwytał srebrny telefon. Wszyscy zamilkli, skupiając się na nim. Atmosfera w pokoju stała się jeszcze cięższa i przytłaczająca, niż wcześniej. Odebrał.
 Tak?
 Przełącz mnie  powiedział zachrypnięty głos. Hood od razu wykonał polecenie, wyciągając przed siebie komórkę.  Witam, moich graczy! Dziś wielki dzień! Dzień na rozegranie pierwszej gry! Dzień, w którym będziecie mogli zdobyć klucz do kolejnego skrzydła!  Chłopak wstrzymał powietrze, a po minach pozostałych wnioskował, że nie tylko on to zrobił.  Widzę na waszych twarzach spory entuzjazm. Uśmiechnijcie się! Jeśli wygracie, będziecie mogli sprawdzić skrzydło H. To też oznaczać będzie, że zrobicie krok w stronę wyjścia. A o to tu przecież chodzi, prawda? Jakieś pytania odnośnie wstępu?
 Kiedy rozegra się gra?
 Cieszę się, że o to pytasz, Kevin! Otóż wielka gra rozpocznie się punktualnie o szóstej. Nie macie zegarków, ale zostaniecie poinformowani, kiedy ten czas nadejdzie. Wtedy udacie się do wskazanej przeze mnie sali, która zostanie dla was otwarta. Tam czekać będzie na was rozgrywka, a reguły oczywiście zostaną wyjaśnione dopiero na miejscu. Nie chcę wam nic za szybko zdradzać!  dodał rozweselonym tonem.  Calum, zostajesz też dzisiaj zwolniony z funkcji opiekuna telefonu. Zastąpi cię Josh.  Hood odruchowo zerknął na przerażonego chłopaka, który zaczął lekko kołysać się na siedząco, jakby nie dopuszczał do siebie myśli, że teraz to on będzie odpowiadał za kontakt między nimi a Roy'em.  Mimo początkowych wpadek, poszło ci naprawdę znakomicie.
 Dziękuje  wydusił, choć to słowo ledwo przeszło mu przez gardło.
 Trzymaj tak dalej, graczu, a zajdziesz daleko!  zawołał Roy, a potem roześmiał się. Ten śmiech wywołał na jego plecach nieprzyjemne dreszcze i gęsią skórkę. Choć nigdy nie widział mężczyzny na oczy, to i tak sam jego głos wywoływał w nim strach.  Tyle ode mnie. Przygotujcie się fizycznie i psychicznie na rozegranie gry. Ptaszek nadal jest w klatce. Do zobaczenia później!  I rozłączył się.
                W pokoju zapanowała pełna napięcia cisza. Przez dłuższą chwilę nikt się nie poruszył. Każdy na swój sposób analizował to, co powiedział im Roy. Obawiali się tego, co może ich czekać. Byli niepewni swojego losu. Co jeśli gra wyeliminuje kolejną osobę? Co jeśli rywalizacja będzie brutalna i okrutna? Jak bardzo Roy będzie chciał ich złamać już przy pierwszej rozgrywce? Nikt z nich nie znał odpowiedzi na te pytania. Wiedzieli jedno. Z pewnością nie będzie przyjemnie i miło.

~***~
                 Ze strachu zrobiło jej się zimno. Miała wrażenie, że w żaden sposób nie może powstrzymać dreszczy, które raz za razem przebiegały po jej ciele. Owinęła się ramionami w pasie, mając nadzieję, że to pomoże jej, choć na chwilę powstrzymać to, co się z nią działo. Była pewna, że dygoce już cała.
                Nagle poczuła, jak coś miękkiego ląduje na jej ramionach. Podniosła głowę, spoglądając na blondyna. Chłopak narzucił na jej plecy koc, a potem lekko poklepał ją po ręku, jakby to miało jej dodać siły i otuchy. Oboje odwrócili się, kiedy podszedł do nich Calum w towarzystwie Michaela i Asha.
 Summer, co się dzieje?
 Nic, wszystko w porządku  odparła, próbując powstrzymać drżenie głosu.
 Wyglądasz, jakbyś miała zaraz zemdleć  powiedział cicho Hood, siadając obok.
 Nic mi nie będzie.
 Boisz się, to normalne  odezwał się Ash, obejmując ją ramieniem.
 Jestem cholernie zdenerwowana  mruknęła, przyciskając dłonie do ust. Czuła, jak oczy zachodzą jej łzami.  Boję się tego, co wymyślił. A co, jeśli…
 Nie myśl o tym w takich kategoriach  odparł Michael, kręcąc głową.  Roy jest szajbnięty, ale nie możemy dać się ponieść emocjom. Musimy trzeźwo myśleć, jeśli chcemy to wygrać.
 Trzymamy się razem. Obojętnie, co by się nie działo. To twoje słowa  powiedział Calum, a ona mimo wszystko posłała w jego stronę lekki uśmiech.
               Kiedy chłopak odpowiedział tym samym, Summer wiedziała, że tak właśnie powinno być. Byli grupą. Musieli być scaleni i silni do końca. Stawka była wysoka, a nikt z nich nie chciał zostać wyeliminowanym. I choć nie wszyscy pałali do siebie sympatią, to jednak razem mogli o wiele więcej, niż będąc w pojedynkę.

~***~
                Nie mieli pojęcia, która może być godzina. Nie wiedzieli, kiedy nastąpi czas wielkiej gry. Przez to stres stawał się jeszcze większy. A on widział to na twarzach każdego z nich. Każdy chciał już wziąć udział w rywalizacji, a potem wrócić do Bezpiecznej Strefy. W tym momencie bezczynność była lepszą opcją, niż to, co było niewiadome. To, co kryło się za drzwiami, które niebawem wskaże im Roy.
                Michael podniósł się z miejsca. Czuł, jak od ciągłego siedzenia na materacu, zdrętwiały mu nogi i kręgosłup. Musiał się ruszyć, by nie zwariować. Zrobić cokolwiek, co wyrwie, choć na chwilę jego myśli od tego przytłaczającego miejsca, w jakim się znalazł. On i pozostali.
                Zdążył jednak, tylko się ruszyć, a drugi raz w ciągu tego dnia rozbrzmiał dźwięk dzwoniącego telefonu. Odruchowo spojrzał w stronę Josha, który zacisnął dłonie, nie ruszając się z miejsca. Ta sytuacja wywołała w nim paraliżujący strach, nie pozwalając mu wykonać nawet najprostszych ruchów. Michael wiedział, że jeśli nie zdąży, poniesie tego konsekwencje.
 Wstawaj do cholery!  syknęła, blada, jak ściana Nina.  Wkurwisz go i wtedy wszyscy będziemy mieli przejebane!
 Nie zamierzam za ciebie oberwać  warknął Alex, zrywając się ze swojego materaca.
                To była chwila, jak doskoczył do wystraszonego chłopaka. Złapał za jego koszulkę, podciągając go jednym szybkim ruchem do pionu. Nikt się nie odezwał. Nikt się nie poruszył. Alex chwycił go za kark, ciągnąc w stronę dzwoniącego urządzenia. Josh w jego rękach był, niczym kukła. Nie stawiał żadnych oporów, nie protestował, nie wyrywał się. Po prostu robił to, czego chciał od niego starszy mężczyzna.
 Odbieraj  mruknął, popychając go na stolik, który lekko zakołysał się pod jego ciężarem.  Odbierz to, kurwa!
                Oddech chłopaka przyspieszył, kiedy jego drżąca ręka złapała za telefon. W jego oczach zalśniły łzy. Od samego początku czuł się najsłabszy z grupy. Nie potrafił tak, jak oni, przezwyciężyć tych wszystkich negatywnych emocji, jakie odczuwał. Nie potrafił być silny, bardziej odważniejszy, jak reszta. Wiedział, że to kwestia czasu, jak przegra. Nie tylko w grze, ale też sam ze sobą.
 T-tak?  wydusił, czując, jak palce Alexa w końcu znikając z jego karku.
 Przełącz mnie  powiedział powoli Roy. Chłopak przez chwilę nie wiedział, co i jak ma zrobić. Zdenerwowanie sprawiało, że gubił się w najprostszych i najłatwiejszych czynnościach.  W końcu namierzył odpowiednią opcję, wciskając wybrany przycisk.  Josh  zaczął z kpiną Roy.  Byłem pewny, że sprzeciwisz się moim rozkazom i nie wykonasz swojej roboty, jaką ci powierzyłem. Mam nadzieję, że nie okażesz się być totalnym rozczarowaniem. Wybrałem do tej gry najlepszych, więc udowodnij mi to, że nie popełniłem błędu i weź się w końcu w garść. Chyba, że wolisz eliminację.
 N-nie…
 Doskonale. Boisz się mnie, Josh?
 T-tak.
 I słusznie. Każdy z was powinien się bać. To strach buduje. Strach, wola walki i przetrwania. Pokażcie mi swoje drugie oblicze. Pokażcie mi swoją zaciętość i siłę. Macie to w sobie!  Josh na nich nie patrzył. Bał się spojrzeć w oczy pozostałych, kiedy słowa mężczyzny tak idealnie trafiły w sedno. Był przerażony, ale wątpił w to, że da radę się podnieść.  Przejdźmy jednak do gry! Bo to na nią czas, moi drodzy! Oto, co musicie zrobić. Wyjdziecie z Bezpiecznej Strefy i skierujecie się pod drzwi, które oddzielają dwa szpitalne skrzydła. Po lewej stronie znajdują się odblokowane przeze mnie drzwi. Tam rozegra się wielka gra o zdobycie klucza.  Roy klasnął w ręce.  Nie ociągajcie się. Nie będę długo na was czekał. Gdy znajdziecie się w środku, poznacie konkurencję i jej zasady. Co to będzie? Och… Nie mogę się odczekać. Do zobaczenia za chwilę.  I rozłączył się.
– Wstawać  rzucił szybko Tyler, podnosząc się z miejsca.  Mamy niewiele czasu!
                Josh odłożył telefon. Odwrócił się, spoglądając na pozostałych członków grupy. Ci bez sprzeciwu wstali, ruszając w stronę drzwi. Każdy z nich wiedział, że nie może przeciwstawiać się Roy'owi. Musieli wziąć udział w grze. Nie mogli odmówić. Odmowa oznaczała, tylko jedno. Natychmiastową eliminację.

~***~
                Od śmierci Ashley nie wychodzili z Bezpiecznej Strefy całą grupą. Teraz stanęli na środku brudnego korytarza. Większość oczu skierowała się w zakryte prześcieradłem miejsce, w którym zginęła dziewczyna. Ominęli je, bez słowa idąc w wyznaczonym przez Roy'a kierunku. Jedyne, co przerywało panującą wokół ciszę, to echo ich kroków, które odbijało się od ścian.
                 Zbliżyli się do ostatnich drzwi po lewej stronie. Przez moment nikt się nie ruszał. Luke zagryzł wargę, wychodząc z szeregu, jaki się uformował. Zdążył, tylko dotknąć klamki, a ktoś szarpnął go za ramiona, niemalże powalając na podłogę.
 Zdurniałeś?  Mruknął Michael, kręcąc głową.  Nie tak otwiera się tu drzwi.  Blondyn spojrzał na niego zdezorientowany.  Tak zginęła Ashley. Otworzyła, tylko niewinnie wyglądające pieprzone drzwi.
 Ja…
 Odsuń się  przerwał mu Clifford.  Wy też. Jak najbardziej w bok. Nie wiadomo, czy Roy nie przyszykował nam powitalnej niespodzianki. Tyler, na trzy.
 W porządku  odparł brązowooki, stając po drugiej stronie, kiedy reszta bez słowa wykonała polecenie Michaela.  Uchyl. Dam znać, jak coś będzie nie tak.
               Clifford złapał za klamkę. Zaczął odliczać cicho do trzech. W końcu nacisnął ją, a następnie lekko uchylił ciężkie drzwi. Zerknął na Tylera, który pokręcił głową. Wstrzymał oddech, kiedy otworzył je szerzej. Nic. Nie wydarzyło się zupełnie nic. W końcu kiedy drzwi stanęły przed nimi otworem, obejrzał dokładnie framugę. Pusto.
 Teraz możemy wejść do środka  odparł do reszty, choć jego wzrok skupił się na zmieszanym Hemmingsie. Blondyn lekko kiwnął mu głową, a on odpowiedział tym samym.
               Cała grupa weszła do pomieszczenia, które w ogóle nie przypominało pozostałych sal, jakie do tej pory mieli okazję oglądać. Było niemalże puste, nie licząc długiego stołu, stojącego na samym środku. Na nim ustawiono szklany zbiornik. Dopiero po przyjrzeniu się, dostrzegli, że pod zbiornikiem znajduje się nie wielki sejf i mały ekran.
                Podskoczyli, kiedy drzwi automatycznie zatrzasnęły się z hukiem. Nina, która była najbliżej, złapała za klamkę, próbując je otworzyć. Nic. Nie puściły. Jakby ktoś zamknął ich od drugiej strony, uniemożliwiając ucieczkę. Teraz poczuli się, jak złapani w pułapkę. Nie mieli odwrotu. Musieli podjąć się niewiadomego dla nich wyzwania, by zdobyć klucz, a także wydostać się z obskurnej sali, wyłożonej brudnymi kafelkami.
 Co teraz?  zapytał cicho Ash.
– Witam, drodzy gracze!
                 Głos Roy'a pojawił się niespodziewanie. Część z nich ponownie podskoczyła, druga poczuła mocne spięcie mięśni. Dopiero po chwili dostrzegli umieszczony w kącie pomieszczenia głośnik, z którego dochodził znajomy głos.
                 Summer zacisnęła usta, czując, jak jej oddech niebezpiecznie przyspiesza. Odruchowo wyciągnęła rękę, łapiąc za trzęsącą się dłoń Hooda. Potrzebowała psychicznego wsparcia, by znów się nie rozpaść. Palce chłopaka zacisnęły się na jej skórze, dając jej poczucie tego, że nie jest tu sama. 
 Pierwsza konkurencja będzie łatwa. Jednak nie nastawiajcie się na to, że i reszta będzie podobna. Z początku chcę wam dać fory i szansę na wygraną. Później będziemy się bawić jeszcze lepiej!  Zaśmiał się, jakby wszystko to, co się dzieję, niesamowicie go bawiło.  Ale czas na konkrety i rozpoczęcie walki o klucz! Przed wami znajduje się pusty zbiornik. Będziecie musieli go napełnić. Jeśli się przyjrzycie, na jego ściance zaznaczyliśmy poziom, do którego musicie dotrzeć. Zrobicie to, a mechanizm zwolni zamek, otwierając drzwiczki sejfu. W środku oczywiście znajduje się klucz do skrzydła H. Aby podsycić nieco atmosferę, damy wam czas. Macie dokładnie dwadzieścia minut na wykonanie zadania. To naprawdę sporo, więc powinniście dać radę. Jeśli jakimś cudem to się wam nie uda, jedno z was zostanie wyeliminowane. Nie stracicie jednak wtedy możliwości zdobycia klucza. Podejmiecie tę próbę po raz drugi. Do roboty, moi gracze! Upuśćcie trochę krwi! Czekamy na wasz ruch!
               Summer przełknęła ślinę, widząc jak niewielki ekran pod sejfem zaświecił się. Pojawiły się na nim czerwone cyfry. Zegar dokładnie odliczał czas, od dwudziestu minut w dół. Już teraz zaczęły mijać pierwsze sekundy ich zadania.
 Czy ja dobrze zrozumiałam, że mamy napełnić ten pojemnik swoją krwią?  zapytała Nina, krzywiąc się.
 Szlag by to  mruknął Tyler, podchodząc bliżej. Zatrzymał się jednak, odwracając się do grupy.  Jesteś ratownikiem, Summer.  Kiwnęła głową.  Pewnie umiesz robić wkłucia, więc możesz pobrać nam krew.
              Dziewczyna zerknęła na stół. Zagryzła wargę, mijając ich. Zatrzymała się przy stole, czując, jak strach mocniej ścisnął jej gardło. Dokładnie obejrzała to, co zostawił tu Roy. Pokręciła głową, zerkając na resztę.
 To nie wyjdzie  powiedziała cicho.
 Jak to, przecież…
 Jedyne, co mamy do dyspozycji, to…  Urwała, podnosząc do góry jeden z noży.
 Mamy się pokroić?!  warknął Kevin, robiąc wielkie oczy.
– Na naczyniu jest zaznaczone pięć litrów  pociągnęła dalej Summer. Ashton podszedł do niej, przyglądając się mu.
 Jeśli zrobimy to razem, to wyjdzie po pół litra na osobę. W końcu jest nas dziesięciu. Pół litra to dwie szklanki. Mamy dość czasu, by to wygrać  powiedział Irwin, pukając się palcem w policzek.
 Musimy to zrobić  odparł Alex.  Nie wyzionę tu ducha, przez tchórzy dodał, szturchając przerażonego Josha.
 Ale jak…  zaczął Calum niepewnie.
 Trzymaj  powiedziała Summer, podając mu jeden z noży.
 Obiecaj, że nas potem poskładasz do kupy  odparł Michael, wyciągając rękę po kolejny nóż.
 Obiecuję  wydusiła, kiwając lekko głową.  Nie przecinajcie nadgarstków ani zgięć przy łokciu. Nie chcemy się tu wykrwawić na śmierć. Nie róbcie też nacięć w kilku miejscach. Wystarczy jedno, które niestety będzie pewnie trzeba pogłębiać.
 Nie zmienię się w ser szwajcarski  prychnął Tyler.
 Są też kubeczki.  Irwin wskazał czyste, plastikowe naczynia.  Kurwa… To jest totalnie popieprzone.
 Josh, kochasiu, mam cię zmusić do wykonania zadania siłą?  odezwał się Alex, łapiąc go za ramię i przyciągając do stołu.   Miej chociaż w sobie tyle odwagi, by stać się częścią grupy. Nikt za ciebie nie będzie tu nadstawiał karku!  warknął, wciskając mu w ręce nóż.  Inaczej osobiście cię pokroję!
 Alex!  krzyknął Ash, mrużąc na niego oczy.
 Ja tylko stwierdzam fakty, ta ciota musi w końcu się ogarnąć  skwitował, prychając pod nosem.
 Pieprzę to. Potraficie, tylko gadać?  odezwał się Luke, podchodząc do naczynia.  Czas leci, a wy urządzacie sobie pogadanki  dodał zdenerwowany.
                 Szybko złapał za kolejny leżący na stole nóż. Ustawił rękę nad naczyniem. Przed oczami wciąż miał mijające w zastraszająco szybkim tempie sekundy i minuty. Musieli zacząć działać, jeśli nie chcieli przegrać pierwszej konkurencji. Jego druga dłoń mocniej zacisnęła się na rączce noża. Wziął głębszy oddech, przystawiając ostrze do jasnej skóry. Wstrzymał powietrze w płucach, a potem z całej siły przejechał nożem po wewnętrznej stronie ręki. Czerwona posoka od razu zaczęła spływać do naczynia, barwiąc jej ścianki.
 Punktujesz w moich oczach, Hemmings  skwitował Tyler, ustawiając się obok. Po chwili zrobił to samo.
– Idźcie z drugiej strony. Ci którzy się nie zmieszczą, niech napełniają to do tych dodatkowych naczyń  zarządził Ashton. Tyler i Luke przełamali niepewność, dając im kopa do działania. Byli pierwsi, którzy utorowali drogę do rozpoczęcia zadnia. Teraz pozostali poszli w ich ślady.
 Pogłębcie rany, kiedy krew zacznie wypływać wolniej  powiedziała Summer, stając razem z Niną przy mniejszych kubeczkach.  Josh, dasz radę. To wygląda obrzydliwie i nie jest przyjemne, ale nie jest to trudne, okej?  Rzuciła, kiedy chłopak znów zaczął się trząść, jak galareta.
 I nie chcesz, by zrobił to za ciebie Alex  dodała cicho Nina.
                Josh pokiwał głową, a kilka łez spłynęło po jego policzkach. Dziewczyna ustawiła przed nim jeden z plastikowych pojemniczków. Przez moment spoglądały na niego niepewnie. W końcu kiedy Summer była prawie pewna, że nic z tego nie wyjdzie, Josh przeciął skórę na swojej dłoni. Krew spłynęła do wnętrza naczynia.
 Zaciskajcie i prostujcie palce – podpowiedziała im Wells, czując nieprzyjemne pieczenie i tępy ból, który roznosił się wzdłuż jej przedramienia.
 Mamy jeszcze niecałe dziesięć minut  rzucił Ash, zerkając na zegar.  Uda się!
                 Czas zdecydowanie płynął za szybko, a krew za wolno. Babrali się w ranach i posoce, mając nadzieję, że uda im się zdążyć. Strach odsunęli na bok. Nawet Josh zyskał więcej pewności, dołączając do drużyny po to, by razem odnieść zwycięstwo. Tak, jak mówili, nie było to trudne. Musieli, tylko iść w zaparte i nie odpuścić. Nawet przez chwilę nie mogli się zawahać. Jak wszystko pójdzie zgodnie z założonym planem, zaliczą zadanie i znajdą się bliżej celu. Bliżej ucieczki z tego miejsca.
 Jeszcze trochę!  zawołał Ash, kiedy zbliżali się do wyznaczonej kreski.
               Luke odrzucił na bok nóż, a następnie podbiegł do napełnionych kubeczków. Ignorując ból w zranionej dłoni, złapał za dwa, wracając do naczynia. Wlał całą ich zawartość, czując, jak pojemniczki ślizgając mu się w rękach. Wyrzucił je za siebie, biorąc następne. Odsunął się w momencie, kiedy ilość krwi przekroczyła wyznaczony limit. Wszyscy spojrzeli na sejf. Między nimi zapanowała cisza, przerywana tylko szybkimi oddechami. Coś kliknęło.
               Ash powoli podszedł do małego sejfu, znajdującego się pod naczyniem, pełnym gęstej i ciepłej posoki. Złapał za rączkę, a następnie nacisnął ją. Drzwiczki puściły. Miał wrażenie, że otwiera je w zwolnionym tempie. Jak tylko to zrobił, zobaczył w środku niewielki klucz. Klucz, który wart był ich krwi. Wyciągnął go.
 O mój Boże  wydusiła Nina z ulgą.  Wyszło… To naprawdę się udało.
 Gratulacje, moi gracze!  Ponownie w pomieszczeniu rozległ się głos Roy'a.  Doszliście do celu! Macie klucz! Jutro zostanie zwolniona blokada, a wy będziecie mogli otworzyć drzwi do skrzydła H!  Zaśmiał się, by po chwili cmoknąć pod nosem.  Jak mówiłem zadanie było łatwe. Liczyłem jednak na więcej emocji i być może walkę między Joshem a Alexem. Chętnie zobaczyłbym w akcji rozwścieczonego Harrisa! Może następnym razem… Mimo wszystko w końcu dostałem odrobinę krwi! Podoba mi się to!  Klasnął w ręce.  Jesteście wolni. Możecie wracać do Bezpiecznej Strefy! Przygotujcie się na jutro. Kto wie, co znajdziecie w kolejnych salach i korytarzach? Do zobaczenia!
               Odczekali chwilę, ale Roy już się nie odezwał. Calum odwrócił się i szybkim krokiem podszedł do drzwi. Po ukończeniu przez nich zadania, znów były otwarte. Naprawdę mogli wyjść z tej małej sali tortur.

~***~
               Położył klucz na stoliku. Nie chciał go zgubić. Powinien leżeć na widoku, tak by każdy miał na niego oko. Zerknął na Summer, która zawiązywała na ręku Michaela szybki opatrunek. Sama jednak jeszcze nie zajęła się sobą. Kiedy Clifford rzucił w jej stronę ciche dziękuję, ich spojrzenia spotkały się ze sobą. Kiwnęła na niego głową. Od razu podszedł do jej materaca, siadając naprzeciwko.
 Będę żył?  zapytał z lekkim uśmiechem, kiedy chwyciła za jego dłoń. Obejrzała dokładnie ranę.
 Nic ci nie będzie.
 Masz zdecydowanie lepszy humor.
 Ten paraliżujący strach odszedł. Nadal się boję, bo coś czuje, że z każdym zadaniem może być gorzej, ale teraz… Mam pieprzone poczucie satysfakcji, że udało nam się wygrać, chociaż jedną bitwę  pociągnęła, przemywając skórę i zakładać mu opatrunek.  Nawet Josh chyba ma się lepiej  dodała, wskazując brodą chłopaka, który cicho rozmawiał z Calumem.
 Myślę, że ten mały sukces był nam potrzebny  powiedział Ash, nie odrywając od niej wzroku.  By dodać nam pewności siebie. By pokazać, że jednak potrafimy działać, jak drużyna.
 Oby tak było dalej.
 Mam taką nadzieję.
 Ja też, Ash. Ja też  odparła z lekkim uśmiechem. 



***
W końcu rozegrała się pierwsza gra, która nie była zbytnio trudna, bo jak widać nasza grupa zawodników dała sobie z nią radę. Czy później będzie trudniej? A może Roy, tylko ich nastraszył? 
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu.

Standardowo zapraszam na Aska i Twittera - @RoxyDonau
Tam informacje o tym, co i kiedy się pojawia. 

Pozdrawiam i do następnego!

#StayAliveFF

4 komentarze:

  1. To jest mega ❤

    OdpowiedzUsuń
  2. *gapi się w przestrzeń i nie wie co napisać* wow, uwielbiam cię kobieto! ~M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak mniemam podobało się :) Cieszę się bardzo :)

      Usuń