poniedziałek, 17 października 2016

Rozdział 3

             Stał sam na pustym korytarzu. Gdzieś z oddali słyszał znajome klikanie. Po chwili rozległ się huk. Tuż przed jego oczami pojawiła się Ashley. Połowa jej czaszki była roztrzaskana i rozerwana. Resztki tkanek rozbryzgały się na ścianie. Znów poczuł krew na swojej twarzy. Jej krew. Zdążył zrobić krok do tyłu, gdy ponowie huknęło.

             Calum otworzył oczy. Wypuścił cicho powietrze z ust. Nie od razu wiedział, co się dzieje. Dopiero po chwili zrozumiał, że to był tylko koszmar. Koszmar, który zrodził się z prawdziwych wydarzeń. Przymknął powieki, ale zaraz w myślach pojawił mu się czerwony obraz, którego tak cholernie chciał się pozbyć. I przerażenie wymalowane na twarzy martwej dziewczyny. Jej puste oczy, w których tak szybko i nagle zniknęło życie.
              Przez moment leżał nieruchomo rozpamiętując to, co działo się potem. Doskonale pamiętał krzyki pozostałych i liczne pytania, na które nikt z nich nie znał odpowiedzi. Dopiero później odrobinę się uspokoili. Zaczęli analizować wszystko na nowo, starając się znaleźć wyjście z sytuacji, w której się znaleźli. Niestety, nie udało się. Nadal tkwili w zamkniętym szpitalu, bez możliwości ucieczki.
               On, Michael, Ashton i Summer spędzili następne długie minuty w łazience, pozbywając się resztek krwi ze swoich ciał. Nie byli jednak czyści do końca. Nie mieli ubrań na zmianę. Musieli, więc nadal nosić pokryte czerwienią koszulki i spodnie, co tylko jeszcze bardziej przypominało im o przykrym zdarzeniu z korytarza.
               Calum wierzył, że ta gra zmieni wszystko. Że jeśli uda mu się sięgnąć po wygraną, los jego i jego rodziny się odmieni. Suma była olbrzymia. Gwarantowała bezpieczeństwo finansowe i pozbycie się biedy. A on chciał to zrobić dla nich. Jego rodzina była dla niego wszystkim. Teraz jednak wolałby cofnąć czas i nigdy nie wsiąść do czarnej limuzyny. Nigdy nie odpowiedzieć na zgłoszenie, które jakimś cudem znalazło się w jego skrzynce pocztowej. Nigdy nie podjąć wyzwania.
                Zaprzestał myślenia o rodzinie, kiedy poczuł, jak zaczynają piec go oczy. Nie chciał więcej płakać, choć beznadziejne poczucie bezsilności wzmagało tylko tę chęć. Chciał jednak znaleźć w sobie siłę na to, by przetrwać. By razem z pozostałymi zawalczyć o życie i wygrać. Jakimś cudem odnaleźć wyjście i uciec, jak najdalej stąd.
               Odgarnął koc. Powoli usiadł na materacu. Spojrzał w stronę okna. Na zewnątrz było już jasno. Westchnął po raz kolejny, rozglądając się po pomieszczeniu. Prawie wszyscy dalej pogrążeni byli we śnie. Calum wiedział, że i oni pewnie mieli problem z zaśnięciem. On długo nie mógł zmusić się do zmrużenia oka. Kręcił się, starając się przestać myśleć. W końcu padł z wyczerpania. Nie wiedział jednak, kiedy to było i ile dokładnie godzin przespał.
                Jego brązowe tęczówki zatrzymały się na siedzącym przy drzwiach mężczyźnie. Miał odchyloną głowę do tyłu i przymknięte powieki. Wątpił w to, że i on śpi. Po tym, co stało się z Ashley, postanowili, że nawet będąc w Bezpiecznej Strefie zorganizują sobie warty. Teraz tym bardziej nie ufali tym, którzy ich tu zaciągnęli. Mieli się zmieniać i czuwać, a potem zaalarmować na czas pozostałych, gdyby nagle zaczęło dziać się coś dziwnego. Calum pamiętał, że pierwszy na warcie stanął Ashton. Kevin w nocy musiał go zmienić.
                Hood poruszył się po raz kolejny, a potem powoli podniósł się. To sprawiło, że Kevin otworzył oczy, spoglądając wprost na niego. Bez słowa kiwnął mu głową, a Calum odpowiedział tym samym. Minął innych śpiących, podchodząc do drzwi.
 Połóż się, zmienię cię  powiedział, zatrzymując się w pobliżu drzwi.
 Dzięki, stary.
 Od jak dawna jest jasno?
 Od jakiegoś czasu. Na moje oko może dochodzić ósma rano.
                 Calum kiwnął głową. Kevin wyciągnął w jego stronę dłoń. Złapał za nią, pomagając mu wstać. Mężczyzna klepnął go w plecy, a następnie ruszył w stronę swojego materaca, który znajdował się obok śpiącej Niny. Nie zdążył jednak do niego dojść. Raptownie zatrzymał się, kiedy w pomieszczeniu rozbrzmiał znany dźwięk. Dzwoniący telefon zaalarmował pozostałych, którzy raptownie obudzili się. Usiedli na swoich miejscach. Spojrzeli na Caluma, który zadrżał. Wiedział, co powinien zrobić. Wiedział, że musi odebrać. Jednak to, co wydarzyło się wczoraj sprawiało, że teraz poczuł paraliżujący strach. Ten strach, który poczuł po śmierci Ashley.
 Musisz odebrać  usłyszał zdenerwowany głos Ashtona.  Tylko ty możesz to zrobić, Cal!
               Irwin miał rację. Jeśli nie chciał dać się wyeliminować, musiał złapać za ten przeklęty telefon. Nerwowo drgnął, a potem rzucił się w jego kierunku, mając nadzieję, że Roy się nie rozłączy. Złapał za komórkę, szybko dobierając.
 Tak?
 Już w ciebie wątpiłem, Calum  usłyszał zachrypnięty głos po drugiej stronie.  Przełącz mnie proszę.  Chłopak bez sprzeciwu wykonał polecenie.  Witam moich graczy! Jak wrażenia po pierwszym zwiedzaniu tajemniczego skrzydła G? Wczoraj mogliście się przekonać, co tak naprawdę oznacza eliminacja z gry.
 Jesteście popieprzeni!  warknął Alex, zaciskając dłonie w pięści.  Wypuścicie nas i…
 No, no, no… Nie radzę się unosić, Harris. Twój los jest w moich rękach. Wasz również. Zróbcie i powiedźcie coś, co mi się nie spodoba, a zaraz nagnę reguły i wykluczę danego zawodnika. Ja i moi ludzie pragniemy rozrywki. Dlatego radzę skończyć z użalaniem się nad sobą i zabrać się do roboty. Daliśmy wam trochę czasu na przyswojenie tego, co może się dziać podczas waszego pobytu w tym miejscu. Stawką nie tylko są pieniądze. Stawką jest wasze życie. Śmiało mogę stwierdzić, że ja i moi ludzie pragniemy krwi, bólu i waszych łez. Chcemy też zobaczyć odwagę i chęci przetrwania. Jak daleko się posuniecie, by to zyskać? By wygrać życie?  Przez moment zapanowała cisza. Roy odchrząknął.  Mogę wam powiedzieć wprost, że spodziewałem się tego, że jedno z was odpadnie. Czuliście się bezpiecznie. Czuliście, że nic wam nie grozi. To odczucie doprowadziło Ashley do eliminacji. Teraz będziecie pewnie bardziej uważać. I słusznie! Niech gra toczy się dalej, a im was więcej, tym ciekawiej. Mam też dwie informacje. Calum, wczoraj ty również złamałeś regulamin.  Hood w panice przełknął ślinę. Czuł, jak spociły mu się dłonie.  Nie będę cię jednak za to karał, bo nie zaznaczyłem dokładnie twojej funkcji. Nie wspomniałem o tym, że opiekun telefonu nie może się od niego oddalać. Wyjątkiem jest uczestnictwo w głównych grach. Wtedy dopiero opiekun może opuścić Bezpieczną Strefę. Jeśli opiekun chce wyjść, musi uzyskać na to moje pozwolenie. Jasne?
 Tak jest  odpowiedział automatycznie Calum, a te dwa słowa ledwo co przeszły mu przez gardło.
 Świetnie!  Usłyszeli w tle, jak Roy klasnął w dłonie.  Odpuszczam ci karę.  Chłopak, tylko pokiwał głową. Wiedział, że mężczyzna go widzi.  Przejdźmy do sprawy numer dwa. Kompletnie nie spodobały mi się wczorajsze wydarzenia, a mianowicie to, że próbowaliście zawiadomić policję. Jednak nikt z nas nie jest na tyle głupi, by udostępnić wam połączenia wychodzące. Jak zdążyliście szybko zauważyć, telefon jest pod tym względem w pełni zablokowany. Jedyne, co możecie zrobić, to go wyłączyć  czego nie radzę  włączyć i odebrać połączenie ode mnie. Nic więcej. Oczywiście, nie chcę stracić tak szybko kolejnych zawodników, więc i to wam odpuszczam. Nie poniesiecie za ten czyn żadnych konsekwencji. Uprzedzam jednak, że kolejna próba w majstrowaniu przy telefonie nie zostanie pominięta. Każda osoba, która będzie próbowała wezwać pomoc, zostanie natychmiastowo wyeliminowana. A możemy to w bardzo łatwy sposób zrobić. Tyle ode mnie. Powodzenia w dalszym przeszukiwaniu sal, bo nie znaleźliście wszystkich rzeczy, jakie tam umieściliśmy. Radzę się również nie ociągać. Nie będziemy czekać w nieskończoność na kolejny wasz ruch. Do usłyszenia!  I rozłączył się.
                 Calum zerknął na telefon w swojej dłoni z nieukrywaną odrazą. Odwrócił się, ustawiając go na podstawce. Spojrzał na twarze pozostałych. W niektórych oczach widział rezygnację, wahanie i niepewność. Wszyscy potrzebowali, jakiegoś impulsu do tego, by skutecznie się pozbierać i znów zacząć funkcjonować. Potrzebowali kogoś, kto zadecyduje, co robić dalej. Tą osobą okazał się być Ashton, który zarządził chwilowy odpoczynek i przedyskutowanie raz jeszcze całej sytuacji na nowo. Mieli to zrobić na spokojnie, starając się wyzbyć emocji. Musieli zacząć myśleć trzeźwo, stawiając na pierwszym miejscu ich własne życie. Priorytetem teraz było działanie w taki sposób, by nikt więcej nie ucierpiał.

~***~
                Michael raz jeszcze spojrzał na swoją grupę. On, Alex i Tyler postanowili sprawdzić resztę sal w skrzydle G. Josh kompletnie odmówił wyjścia, nadal będąc przerażonym tym, co się stało. Calum musiał zostać ze względu na telefon, którego musiał pilnować. Kevin, zaś potrzebował więcej snu, by choć trochę nazbierać energii po nieprzespanej nocy. Od początku ze składu wyjściowego wykluczono dziewczyny, by te nie musiały oglądać po raz kolejny tego, co zostało z Ashley. Irwin natomiast miał znów stanąć na czatach, aby przypilnować Bezpiecznej Strefy. Chłopak postanowił zmienić miejsce, robiąc za czujkę na głównym holu, by w razie czego ruszyć na pomoc tym, którzy poszli na zwiady.
 Jesteście pewni?  zapytał Ash, kiedy podeszli do głównych drzwi.
 Jest nas mniej, więc nie będzie tłoku. Musimy być ostrożni. Mniejsza grupa to gwarantuje  odpowiedział Clifford, kiwając pospiesznie głową.  We trójkę damy radę.
 Uważajcie na siebie  dodała Summer, zatrzymując się obok.  I w razie czego…
 Będziemy wołać  odpowiedział Alex.  Tak, jak to uzgodniliśmy. Ash robi za nasz alarm.
 Wy też na siebie uważajcie  powiedział Michael, a potem podszedł do podwójnych drzwi.
              Odsunął zasuwę. Wziął głębszy oddech, a potem bez zawahania, otworzył je na oścież. Spojrzał na brudny korytarz przed sobą. Cała trójka wyszła na cichy hol. Irwin przymknął drzwi, zostawiając niewielką szczelinę, by móc słyszeć to, co dzieje się po drugiej stronie. Miał być czuły na każdy dźwięk.
 Może najpierw zrobimy coś z jej ciałem  odparł Tyler, idąc przed siebie.  Zanieśmy je do, jakieś sali. Niech nie leży tak na widoku.
 Tutaj będzie okej  powiedział Alex, wskazując na drzwi naprzeciwko.  Zaznaczmy je czymś. Clifford? Kurwa! Miałeś sam nie łazić!
 Pomyślałem, że to może się przydać  rzucił czerwonowłosy, wychodząc z pomieszczenia obok. W rękach trzymał brudne prześcieradła.  Zawiążemy je na klamce. Będziemy wiedzieć, gdzie zostawiliśmy jej ciało, by tam więcej nie wchodzić. Resztą możemy przykryć podłogę.
 Byłbym wdzięczny, gdybyś otworzył jadaczkę, jeśli chcesz gdzieś iść  warknął Tyler, pukając go w klatkę piersiową.
 Zrób to jeszcze raz, a połamię ci palce  zagroził Michael, uderzając w jego rękę.
 Serio musicie się teraz kłócić?!  rzucił Alex, przekręcając oczami.  Jesteście do dupy.
 Dobrze, że ty jesteś taki zajebisty. Nadrabiasz za nas  mruknął Clifford, przywiązując pierwsze prześcieradło do klamki wybranej sali. Następnie otworzył drzwi.  Włóżmy ją do środka.
 Zaraz się zrzygam  mruknął Alex, nachylając się nad trupem.  Jezu… To jest tak cholernie posrane.
 Oddychaj ustami, to nie będzie cię tak mocno mdliło  powiedział Michael, podchodząc z drugiej strony.  Na dwa. Raz, dwa.
                Obaj podnieśli ciało dziewczyny. Michael trzymał ją za nogi, Alex za ramiona. Tyler przetrzymał im drzwi, by mogli wnieść ją do środka pomieszczenia. Położyli nieżyjącą Ashley na jednym z brudnych łóżek. Następnie wyszli, zamykając za sobą drzwi. Clifford rozłożył kolejne prześcieradło na podłodze, przykrywając brunatną krew, która zdążyła już zaschnąć.
 Posprzątane  oznajmił, wycierając ręce w spodnie.  Co teraz?
 Sprawdźmy kolejne drzwi, a potem ten boczny korytarz  zaproponował Alex.

~***~
               Nachyliła się nad śpiącym chłopakiem. Calum niedawno zasnął. Początkowo cicho ze sobą rozmawiali, aby nie zakłócać ciszy innym. Kiedy zamilkli, krążąc wokół własnych myśli, chłopak zasnął. Nie budziła go. Wiedziała, że i on potrzebuje snu. Okryła go kocem, przeczesując palcami jego ciemne włosy. Poruszył się, ale nie obudził.
                Podniosła głowę, kiedy do pokoju wróciła Nina. Ukucnęła przy siedzącym i milczącym Joshu. Od rana się nie odzywał. Jakby zupełnie wyłączył się z życia, które musieli tu utrzymać. O które musieli walczyć. Dziewczyna podsunęła mu pod nos miskę z parującą zupą z proszku. Mieli dostęp do bieżącej wody, a także niewielkiej kuchni, gdzie znajdował się czajnik i jeden palnik łącznie z butlą z gazem, dzięki czemu mogli pozwolić sobie na zjedzenie lub wypicie, czegoś ciepłego. Chłopak mruknął pod nosem, odsuwając się od naczynia.
 Musisz coś zjeść  odparła Nina, stawiając zupę przy jego materacu.  Nie zamierzam cię do cholery niańczyć, więc weź się, kurwa, w garść  warknęła cicho.
                Drgnęła, kiedy zdała sobie sprawę z tego, że nie jest w pokoju sama. Brązowe oczy skupiły się na Summer, siedzącej kawałek dalej. Oblizała suche usta, podnosząc się. Przez moment wyglądała tak, jakby chciała coś powiedzieć. W końcu skapitulowała. Machnęła ręką na Josha i wyszła z pomieszczenia.
                 Summer odczekała chwilę, by mieć pewność, że Nina nie wróci. Następnie sama powoli wstała z miejsca. Zerknęła kontrolnie na Caluma. Nadal spał. Podeszła do Josha, który zacisnął mocniej wargi. Klęknęła naprzeciwko. Zmierzyła go dokładnie wzrokiem, zastanawiając się, od czego zacząć. Nie chciała, by ktoś z ich grupy się poddał.
 Nina ma rację, powinieneś coś zjeść  powiedziała cicho. Josh spojrzał na nią, wypuszczając ciężko powietrze z ust.  Wszyscy powinniśmy mieć siły i…
 Nie mogę nic przełknąć  odparł, a potem zadrżał.  Cały czas… Ja cały czas mam ją przed oczami.
 Ashley?  Pokiwał głową, zaciskając dłonie na szarym kocu.  Nikt z nas nie wiedział, w jakie bagno się pakuje. Ale masz dla kogo walczyć o życie. Na zewnątrz czekają na ciebie bliscy.  Josh cicho przytaknął.  Zrób to dla nich. Oni wierzą w to, że wrócisz, więc ty też musisz w to wierzyć.
 Skąd ty znajdujesz tę silę?
 Nie jestem, aż tak silna – odparła, siadając obok niego.  Po prostu cholernie chcę znowu zobaczyć synka. Chcę wziąć go w ramiona i przytulić. Dzięki niemu trzymam się resztkami sił, by się nie poddać.

~***~
                 Wypracowali sobie system wchodzenia do zamkniętych sal. Stawali po obu stronach drzwi. Ten, który był najbliżej, naciskał klamkę. Osoba stojąca naprzeciwko nasłuchiwała. Chcieli wyłapać to dziwne klikanie, o którym mówił Hood. Jednak ani razu go nie usłyszeli. Dla pewności mocniej pchali drzwi, a potem przylegali do ściany, czekając na to, co ewentualnie może się wydarzyć. Na razie nie natrafili na żadną pułapkę. Sale były bezpieczne.
                W jednym z brudnych i zagraconych pomieszczeń znaleźli zgrzewkę czystej, niegazowanej wody. Do tej pory mieli dostęp, tylko do tej, która znajduje się w kranie. Niedługo po tym, natknęli się na niewielką, czerwoną torbę, która była wypchana bandażami, gazami i lekami. To stanowiło uzupełnienie do ich dwóch mniejszych apteczek, jakie mieli w Bezpiecznej Strefie. Oprócz tego Alex, wśród pudeł, dokopał się do całkiem nowego, zaklejonego kartonu. W nim ukryto stos białych ręczników.
 Całkiem niezły łup  powiedział Tyler, kiedy Alex postawił pakunek obok reszty znalezionych rzeczy.  Roy nie kłamał mówiąc, że nie wszystko znaleźliśmy.
 Mamy do sprawdzenia ostatnią salę w bocznym korytarzu  odparł Michael, odwracając się w stronę ciemniejszego holu.
 Zróbmy to szybko i wracajmy. Reszta pewnie zastanawia się, co my tak długo robimy  rzucił Alex, idąc w kierunku ostatnich drzwi.  Na trzy?
 Na trzy  powiedział Clifford, stając po drugiej stronie.  Słuchaj.
                  Chłopak, tylko kiwnął głową. Szczupła dłoń Michaela spoczęła na chłodnej klamce. Powoli nacisnął na nią, lekko uchylając drzwi. Spojrzał na Alexa. Ten pokręcił głową, dając mu znak, że nic nie słyszy. Czerwonowłosy mocniej popchnął drzwi, a te stanęły przed nimi otworem. Cała trójka przywarła do zimnej ściany. Wstrzymali oddechy, nasłuchując.
 Chyba jest w porządku – odparł Michael, wychylając się.
                 Dokładnie obejrzał framugę, chcąc dostrzec cokolwiek. Jednak nie zauważył niczego niepokojącego. Zrobił ostrożnie krok do przodu, mijając próg. Chciał już machnąć na pozostałych, kiedy zobaczył coś, czego nie widział w innych pokojach. Na podłodze, tuż przy rozklekotanym szpitalnym łóżku, leżał człowiek.
 O w dupę  powiedział cicho, rozsuwając ramiona. Chłopaki odbili się od jego rąk, od razu szukając powodu, dla którego się zatrzymał.  Tam ktoś jest.
                 Wystarczyły, tylko te jedne słowa, by pozostali spojrzeli na leżącego blondyna. Jego ubranie było identyczne, jak ich. Michael zobaczył na jego szyi znajomą opaskę, którą oglądać mógł codziennie u reszty osób z jego grupy. Dostrzegł na ubraniu chłopaka plamę krwi. Wyglądała na wilgotną, jakby zrobiona była niedawno.
 Może nie żyje  powiedział cicho Tyler.
 Musimy to sprawdzić  odparł Michael, podchodząc do leżącego.
 Musimy? Zostawmy go w cholerę, on nie jest członkiem naszej grupy  mruknął Alex, przystępując z nogi na nogę.  Nie wiadomo, co to za jeden i…
 Nas też wcale nie znasz  pociągnął Clifford, kucając przy blondynie.  Nie możemy go tak zostawić.
 Chyba, że to faktycznie trup.
 Żyje.
 Co?
 Oddycha  powiedział Michael, czując na swojej dłoni ciepły oddech.
                 Jego zielone oczy nie odrywały się od nieprzytomnego blondyna. Był szeroki w barkach, szczupły i z pewnością wyższy od niego. Dokładnie zlustrował jego bladą, jak ściana twarz i sterczące we wszystkie strony włosy. Dioda w jego opasce nadal świeciła się na zielono. Ubranie było, zaś czyste, jakby trafił tu stosunkowo niedawno. Michael zastanawiał się, co takiego mogło się mu stać i dlaczego jest zupełnie sam.
 Zostaw go, Clifford  mruknął Alex, krzywiąc się.  Nie potrzebujemy jeszcze rannego.
 Nie bądź takim dupkiem  odparł Tyler.  Jak myślisz, co z nim?
 Nie znam się na tym  powiedział Michael, wyciągając rękę w stronę chłopaka. Dotknął jego ramienia, a potem delikatnie nim potrząsnął. Zero reakcji. – Raczej jest nieprzytomny.
 Raczej? A ty myślałeś, że uciął sobie drzemkę w takim miejscu?!  warknął Alex, niecierpliwiąc się jeszcze bardziej. – Spadajmy już stąd.
 Nie możemy go tak zostawić  powtórzył Michael, rozglądając się dookoła.  Summer może mu pomóc. Zna się na tym.
 Po co nam on?
 Nie pomyślałeś, że on może wiedzieć coś na temat tego miejsca i Roy’a? Może nam pomóc. Może mieć informacje, których będziemy potrzebować… Wiesz, z jaką sprawą  powiedział, starając się nie wypowiedzieć tego jednego konkretnego słowa. Ucieczka.
 Michael ma racje. On może coś wiedzieć  odparł Tyler, podchodząc do czerwonowłosego.  Zanieśmy go do Bezpiecznej Strefy. Potem wrócimy po znalezione rzeczy.
 Użyjmy tego  pociągnął Clifford, podnosząc się.
                 Podszedł do rozklekotanego łóżka. Odgarnął pierzynę, a potem ściągnął z materaca pożółkłe prześcieradło. Pułki kurzu podniosły się, opadając na jego ubranie. Odwrócił się w kierunku pozostałych. Machnął materiałem.
 Zrobimy z tego nosze. Nie ma sensu brać żadnego z łóżek. Nie wiadomo, czy w ogóle są jeszcze zdatne do użytku  powiedział, rozkładając prześcieradło obok blondyna.  Nie uśmiecha mi się też wjeżdżanie z nim do naszego pokoju. Będzie szybciej i prościej.
 Zostałeś przegłosowany  skwitował Tyler, łapiąc leżącego pod ramiona. Michael chwycił za jego nogi.  Jest dwóch na jednego.
                 Alex prychnął pod nosem. Machnął na nich ręką, a następnie podszedł do drzwi. Przetrzymał je, czekając na to, aż tamta dwójka przetransportuje blondyna na prześcieradło. Gdy to się stało, złapali po obu stronach materiał, a potem podnieśli go.
 Uważaj na jego głowę. Nie chcemy go dodatkowo uszkodzić  powiedział Michael, odwracając się tyłem. Zmienił ręce, by łatwiej mu było trzymać prowizoryczne nosze.
 Jego mózg jest pełny informacji, których potrzebujemy  zakpił Alex, robiąc im przejście.
 Jeszcze jedno słowo, a naprawdę ci przypierdolę  warknął Michael, niemalże zgrzytając zębami.
 Następnym razem nigdzie z wami nie idę. Naprawdę mam dość waszej pieprzonej gadki  mruknął Tyler, marszcząc nos.  Jesteście do kitu. Nie umiecie ze sobą współpracować.
 To wy zabieracie obcego!
 Ty naprawdę jesteś ograniczony umysłowo  podsumował go Bolt.  Nikt normalny nie zostawia ludzi na pastwę losu. To całkowicie normalny odruch.
 Pierdolenie – warknął Alex, a potem ruszył korytarzem, jako pierwszy. Michael i Tyler wymienili tylko spojrzenia.

~***~
                 Ukucnęła obok Ashtona, który dalej tkwił przy głównych drzwiach. Nikt z nich nie wiedział dokładnie, ile minęło czasu, odkąd tamta trójka opuściła Bezpieczną Strefę. Summer miała nadzieję, że nic im nie jest. Nie słyszała żadnych podejrzanych dźwięków, Irwin również nie podnosił alarmu, więc liczyła na to, że wkrótce wrócą do nich cali i zdrowi.
 Jak sytuacja?
 Bez zmian  odpowiedział, wzdychając ciężko.  Jeszcze przed chwilą ich słyszałem. Nie były to wyraźne głosy. Domyślam się, że musieli wejść w boczny korytarz. Czasem dochodzi do mnie, tylko jakieś smętne echo.  Spojrzał na nią, gdy lekko zacisnęła usta.  Nina przestała w końcu warczeć na Josha?  zapytał, jeszcze bardziej ściszając głos.
– Tak. Calum się porządnie zirytował. Wcale się mu nie dziwię. Ludzie reagują różnie w takich sytuacjach. Nie tylko on ma ciągle wizję zagrożenia życia.
 Ty też?  Zerknęła na niego, a ten wzrok wcale mu się nie podobał.  Summer?
 Obawiam się tego, co tak naprawdę mogą oznaczać główne gry. Nie będę ukrywać, że cholernie się boję. Staram się jednak nie panikować, bo wiem, że to szybko mnie zgubi. Muszę zatrzymać resztki racjonalnego myślenia i nie dać się ponieść emocjom.
 Ładnie ujęte. To chyba próbuje robić każdy z nas.
 Prawie każdy.
 Josh?
 Mam nadzieję, że on też znajdzie w sobie impuls, który poruszy w nim wolę walki i chęć przetrwania.
 Ash! Otwieraj drzwi!
                  Oboje raptownie podnieśli się, kiedy doszedł do nich podniesiony głos Alexa. Dopiero teraz zdali sobie sprawę z tego, że o wiele wyraźniej słyszą ich kroki. Musieli być blisko Bezpiecznej Strefy. Niewiele myśląc, doskoczyli do drzwi, otwierając je na oścież.
                  Summer wstrzymała oddech, widząc ich na końcu korytarza. Zmrużyła oczy, dostrzegając, że coś niosą. Coś dużego. Coś zawiniętego w brudne prześcieradło. Wzdrygnęła się, kiedy poczuła na ramieniu dłoń Ashtona. Chłopak nieco na nią naparł, aby odsunęła się od wejścia.
– Co…
 Niech oni się tłumaczą  mruknął Alex, mijając ich w drzwiach.  To nie był mój pomysł. Ja go tu nie chciałem.
 O czym ty mówisz?  wydusiła Summer, odwracając się w stronę Michaela i Tylera.
 O kurwa  odparł Irwin, kiedy w końcu chłopaki minęli próg.  Jak…
 Leżał w jednej z sal  odpowiedział szybko Michael, kierując się w stronę pokoju.
                   Weszła za nimi do pomieszczenia. Michael i Tyler położyli prześcieradło na materacu należącym wcześniej do Ashley. Jej miejsce znajdowało się w głębi pokoju, tuż niedaleko okna. Kiedy tylko rozchylili materiał, Summer zobaczyła jasną twarz młodego chłopaka. Mógł być w jej wieku. Może o rok czy dwa starszy. Miał delikatne rysy. Kilka blond kosmyków opadło mu na czoło. Zauważyła czarną opaskę na szyi i takie samo ubranie, jakie mieli oni.
 Kto to?  zapytała Nina, zerkając na każdego po kolei.
 Nie wiemy.
 Przynieśliście nam trupa?  odezwał się Kevin.
 On żyje. Summer  pociągnął Michael, kucając obok nieznajomego  możesz na to zerknąć? Ma ranę na boku.
 Jest ładniutki, ale w dalszym ciągu nie wiem, po co żeście go tu ściągnęli  powiedziała Nina, krzyżując dłonie na klatce piersiowej.
 Może być niebezpieczny  rzucił Alex, machając rękami.  Mówiłem!
 Nic o nim nie wiesz  odparł Ash, podchodząc bliżej.
 A jak jest od nich?  zapytał cicho Calum.
 Wygląda raczej, jakby był jednym z nas – powiedziała Summer.
 Jednym z nas?  zakpił Alex.
 Spójrz na jego ubranie. Jest takie samo. I ma opaskę  dodała, klękając obok chłopaka. Nachyliła się, tak że poczuła ciepły oddech na swoim policzku.  Oddycha. Całkiem spokojnie i miarowo.
 Może są tu inni – odezwał się Josh, a wszystkie oczy skierowały się w jego stronę. Zagryzł wargę, będąc zmieszany tą nagłą uwagą.  Może toczy się jeszcze jedna gra równolegle do naszej. Może po prostu on… Zabłądził? Albo tamci myśleli, że nie żyje i zostawili go w sali.
 Usłyszelibyśmy, gdyby po holu chodziły inne osoby  powiedział Michael, pukając się palcem w dolną wargę.  Na pewno byśmy to zauważyli. Zwabiłby ich także huk, kiedy…  Urwał, widząc, jak Josh skulił się, przyciskając kolana pod samą brodę. - Nie ważne. Summer, zajmiesz się nim? Znaleźliśmy jeszcze kilka przydatnych rzeczy. Musimy po nie wrócić.
 Jasne. Calum, przyniesiesz mi apteczki?  Hood, tylko kiwnął głową, a potem wyszedł z pokoju. 
 Może jest tu faktycznie inna grupa…  zaczęła Nina, siadając na swoim materacu.
 Mam przeczucie, że jesteśmy tu sami  powiedział Ash, kucając obok Summer.
                  Calum wrócił do środka, niosąc dwie niewielkie apteczki. Położył je obok dziewczyny, która po raz kolejny dokładnie oglądała twarz nieznajomego. Nie wyglądał, jakby stoczył walkę na śmierć i życie. Bardziej przypominał jej kogoś, kto został zaatakowany z zaskoczenia.
                  Powoli odchyliła jego koszulkę. Jasna skóra przy ranie była pokryta cienką warstwą posoki. Poczuła na palcach ciepłą ciecz. Podciągnęła materiał jeszcze wyżej, chcąc odkleić go od rany. Gdy to zrobiła, z ciała blondyna ponownie wypłynęła krew.
 Ash, pomóż mi.
 Co mam zrobić?
 Przetrzymaj tutaj.  Położyła jego dłonie na ranie.  Uciśnij.
                  Wytarła ręce w prześcieradło. Następnie złapała za apteczki. Otworzyła je i szybko przejrzała ich zawartość. Wyciągnęła potrzebne rzeczy. Ułożyła je w rządku, by po chwili zabrać się za tworzenie opatrunku.
 Teraz puść  poinstruowała go. Przyjrzała się ranie, obmywając skórę naokoło niej.  Nie jest zbyt głęboka.
 Co mogło mu się stać?
 Wygląda, jakby… Nie wiem, jakby ktoś coś mu wbił. Na pewno było płaskie. Może na coś się nadział. Nie mam pojęcia. Rany po pchnięciu nożem są podobne, ale znacznie głębsze.
 Może nóż nie był duży.
 Możliwe.  Przycisnęła do rany gazy, a następnie obkleiła jej rogi szczelnie plastrem. Po raz kolejny wytarła dłonie w prześcieradło.  Więcej nic nie zrobię.
 Myślisz, że nic mu nie będzie?
 Nie wygląda na kogoś, kto straciłby dużo krwi. Nie wiemy jednak, jak długo tu jest. Nie ma jednak gorączki, więc prawdopodobnie nie złapał żadnej infekcji. Rana też nie wyglądała na zakażoną. Może jest osłabiony i będzie potrzebował więcej czasu na dojście do siebie.
– Ale się obudzi?
 Mam taką nadzieję  powiedziała cicho, zbierając rzeczy i chowając je w apteczkach.
                    Oboje zdążyli wstać z miejsca, kiedy do środka wpadł Alex. Summer dostrzegła w jego dłoni porwany materiał. Chciała się odezwać, ale on szybko odepchnął ją, kucając przy nieznajomym blondynie. Słyszała, jak Irwin warknął pod nosem. Złapała go za ramię, widząc, że ten zaciska pięści.
 Co ty kurwa wyprawiasz?  warknął Ash.
 Małe zabezpieczenie. Może to jakiś świr, który w nocy nas wszystkich powybija  pociągnął Alex.
 Zostaw go  powiedziała Summer, szarpiąc jego koszulkę. On jednak szybko strącił jej dłoń.  Przecież…
 Chronię naszą grupę, więc odwal się! Jesteś za bardzo łatwowierna! Nie widzisz, co się tu dzieje?! Musimy, kurwa, podwójnie na siebie uważać!
 Nic nie zrobisz?  odparła, odwracając się w kierunku Asha.  Serio, nic?  Irwin jedynie wpatrywał się w to, co robił Alex.
 Myślę, że on może mieć trochę racji  powiedział cicho Kevin, przyglądając się całemu zajściu.  To środki bezpieczeństwa.
                  Summer pokręciła głową, odsuwając się od nich. Zerknęła na Alexa, który szybkimi ruchami związywał nadgarstki nieprzytomnemu blondynowi. Drugi kawałek materiału przyczepił do rury, która wychodziła ze ściany, niedaleko materaca na którym leżał, tworząc coś na wzór łańcucha. Przyczepił mu go do skrępowanych rąk.
 Teraz będę spokojniejszy  odparł, kiedy wyprostował się, stając naprzeciwko niej.  Mam nadzieję, że nikt z was nie będzie na tyle głupi, by mu to ściągnąć, zanim z nim sobie nie pogadamy  dodał, machając palcem. Następnie odwrócił się i wyszedł z pokoju. Ash zerknął pytająco na Summer.
 Nie ściągnę mu tego  powiedział zrezygnowała, wiedząc, że jest na przegranej pozycji.
                 Była pewna, że tylko ona, jako jedyna ma co ku temu wątpliwości. Blondyn raczej nie wyglądał jej na zagrożenie. O wiele bardziej niepokój wzbudzał w niej Alex, który zupełnie nie kontrolował swoich wybuchów, czynów i słów. A może to on miał w tym wszystkim rację? Może ona nie potrafiła już dosadnie oszacować sytuacji? Może faktyczne była zbyt naiwna?



***
Rozdział trzeci za nami. Już wiecie, kto w końcu się pojawił w tej historii :) Niektórym też puszczają nerwy. Mam nadzieję, że rozdział Wam się spodobał :)

Standardowo zapraszam na Aska (który dzisiaj szwankuje) i na Twittera - @RoxyDonau
Tam informacje o tym, co i kiedy się pojawia :)

Dziękuję również za wszystkie komentarze! Uwielbiam je czytać :)

Pozdrawiam i do następnego!

#StayAlive

7 komentarzy:

  1. Chyba pojawił się Luke! Świetny rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Po pierwsze.Czytając rozdzial mialam gęsią skórkę.Ze strachu oczywiscie.
    Po drugie.Ha wiedziałam że tak pojawi się Luke.Jestem jasnowidz....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że rozdział się podobał i że udało się stworzyć taki klimat :D

      Usuń
  3. Lukuś 😀
    Jej!
    Ciekawe Kiedy się obudzi 😯
    Fajny rozdział.

    OdpowiedzUsuń