poniedziałek, 12 czerwca 2017

Rozdział 18

              Spojrzała na przygotowane rzeczy, a następnie na leżącego na materacu chłopaka. Na jego czole ponownie pojawiły się kropelki potu. Miał przymknięte powieki, ale wiedziała, że nie śpi. Jeszcze chwilę temu wymieniła z nim kilka słów, szykując kolejne gazy, bandaże i plastry do zmiany opatrunku.
              Przez moment pozwoliła myślom odpłynąć. Wyobraziła sobie to, jakby plan ich ucieczki się powiódł. A i takie pomysły pojawiały się na początku tej brunatnej rzeczywistości, w jakiej teraz tkwili. Myśleli, że uda im się w całości wyjść z tego starego szpitala, uchodząc jednocześnie z życiem. Nic z tego. Roy zabezpieczył się pod każdym względem, uniemożliwiając im jakikolwiek ruch. Barierą były nie tylko kolejne zablokowane korytarze, zamki zamknięte na cztery spusty, ale także pułapki i cholerne opaski, których nie mogli od tak ściągnąć.
 Summer?
                Odwróciła głowę, na dźwięk jego głosu. Szybko napotkała ciemne tęczówki, które bacznie ją obserwowały. Uśmiechnęła się lekko, a Calum odpowiedział tym samym. Jego najbardziej było jej żal. Odbierała go jako miłego, pogodnego i dobrego chłopaka. Był zawsze pomocny i każdy z nich mógł na niego liczyć. Trafił tu, kierując się planem polepszenia sytuacji. A raczej sytuacji swojej rodziny. Chciał zdobyć pieniądze, by zapewnić im godniejsze życie. W zamian za to dostał ból, łzy i cierpienie.
 Czy… Czy… będzie…
 Spróbuję to zrobić, jak najdelikatniej.
                  Kiwnął głową, gdy odkryła koc. Uniosła jego brudną koszulkę, docierając do starego opatrunku, który wykonała mu przed snem. Krew nadal barwiła gazy i bandaże, choć nie było jej, aż tak dużo, jak na początku. Zerknęła na niego po raz kolejny. Widząc jego lekki uśmiech, zabrała się do roboty.
 Myślisz… Czy… Myślisz, że zobaczymy jeszcze… ich?
 Ich?
 Rodzinę i przyjaciół i… Tak cholernie chciałbym ich zobaczyć.
 Zobaczysz, Calum. Ta pieprzona gra w końcu musi się skończyć. Uda nam się.
 Kto… Kto, jak nie my, tak?
 Dokładnie.
 Chciałbym… Chciałbym ich zobaczyć  powtórzył, a dziewczyna mocniej zacisnęła usta, czując napływające do oczu łzy.  Tak bardzo…

~***~
                 Wnieśli znalezione rzeczy do kuchni. Musieli zebrać wszystko to, co zostało na korytarzu, kiedy Calum został ranny. On i Ashton przeczesali także pozostałe pomieszczenia, które były otwarte. Luke do tej pory miał przed oczami wielką plamę krwi, która znajdowała się na podłodze w miejscu, w którym Hood ucierpiał. Widział też metalową pułapkę, która go zaatakowała. Mechanizm wyrwany prosto z filmu grozy. Dopełnienie ich prywatnego horroru, w jakim tkwili.
                  Odwrócili się, słysząc ciche kroki. Summer weszła do prowizorycznej kuchni. Podeszła bliżej zerkając na to, co przynieśli. Spojrzała na niego, a Hemmings odruchowo pokręcił głową. Doskonale wiedział, o co dokładnie jej chodziło.
 Nic?  dopytała, chcąc mieć pewność.
 Żadnych środków przeciwzapalnych czy przeciwgorączkowych. Tylko paczka zwykłych tabletek przeciwbólowych – odpowiedział, opierając się o blat.
– One nic nie dadzą?  odezwał się Ash, wyciągając w jej stronę białą paczkę z tabletkami.
 Calum nie reaguje na ten lek. Też myślałam, że może zbiją gorączkę, ale… Są za słabe.
 Co z nim?  zapytał cicho Luke.
 Nie za dobrze. Od początku zauważyłam, że u niego rany goiły się znacznie wolniej, niż u pozostałych. Może ma słabszy organizm, słabszą odporność. Nie wiem… Nadal gorączkuje. Z rany wciąż sączy się krew i ropna wydzielina. Jest też widoczny obrzęk i zaczerwienienie wokół skóry. Złapał infekcję, co komplikuje wszystko.
 Michael wie?  odezwał się ponowie Irwin.
 Wiem.
                  Cała trójka automatycznie odwróciła się, słysząc jego głos. Clifford oparł się o framugę, nie spuszczając z nich zielonych, zmęczonych tęczówek. Blondyn dokładnie mu się przyjrzał, zauważając, że też stał się bledszy, niż był wcześniej. Na jego twarzy znajdowało się mniej kolorów, a do tego doszły szare sińce pod oczami, które ewidentnie były oznaką braku dłuższego snu. Michael od wypadku Caluma praktycznie cały czas był obok niego, służąc pomocą przy najmniejszych czynnościach.
 Nie musicie mnie obgadywać za plecami  mruknął, wchodząc w głąb pomieszczenia.
 Wyluzuj, nikt cię nie obgaduje  powiedział Ash, kręcąc głową.
 Wyluzować  prychnął pod nosem, a następnie przekręcił oczami.  To ja powinienem tam leżeć zamiast niego. On… On sobie na to nie zasłużył.
 Mike  zaczęła Summer, ale chłopak szybko jej przerwał.
 Znaleźliście coś?
 Tylko proszki przeciwbólowe  odpowiedział Luke.
 Kurwa… Zrobiłbym wszystko, by jakoś mu pomóc – odparł Clifford, skubiąc zębami dolną wargę.
                  Przez chwilę zapatrzył się w podłogę, zupełnie ignorując pozostałą część grupy. Naprawdę zrobiłby dla niego wszystko, aby tylko choć trochę mu pomóc. Aby mu ulżyć. By Calum więcej nie cierpiał. Najchętniej zabrałby go stąd, ale pod tym względem były to marne marzenia, które z pewnością na daną chwilę nie były zupełnie możliwe do spełnienia.
 Zrobiłbym wszystko  powtórzył cicho, w końcu znajdując siłę na to, by znów spojrzeć im w oczy. 
                      Zdążył to powiedzieć, a w pokoju obok rozbrzmiał znany im dźwięk telefonu. Summer od razu spięła się, wiedząc dokładnie, co musi zrobić. Nie czekając ani chwili dłużej puściła się pędem w stronę pomieszczenia, w którym spali. Zawsze, gdy komórka wyrzucała z siebie melodię, ona czuła przypływ strachu i adrenaliny. Żeby tylko się nie spóźnić. Żeby zdążyć odebrać. Gdyby to się jej nie udało, z pewnością zostałaby wyeliminowana.
                    Wpadła do pokoju. Tu dźwięk telefonu był jeszcze głośniejszy. Choć jej uwaga była skupiona na urządzeniu, to jednak kontrolnie rzuciła okiem na leżącego chłopaka. Calum od momentu, gdy został ranny, pogrążał się w tak mocnym śnie, że hałas nie zawsze był w stanie go obudzić. Tak było i tym razem.  
 Tak?  odparła, gdy tylko odebrała połączenie.
 Przełącz mnie.  Summer od razu wykonała polecenie, wciskając odpowiedni klawisz.  Witam, drodzy gracze! Jak widzę wasza grupa słabnie. Ale… Rozgrywka toczy się dalej. Słysząc waszą rozmowę, którą odbyliście chwilę temu, postanowiłem podkręcić atmosferę.  Gdy tylko to powiedział, dziewczyna spojrzała na Clifforda, czując nieprzyjemny dreszcz, biegnący po jej kręgosłupie. – Michael, to coś dla ciebie. Czemu by się nie zabawić, skoro jesteś, jak to ująłeś: gotowy zrobić wszystko dla swojego ulubionego kumpla? Ale czy zdołasz namówić do małej, dodatkowej gry jeszcze jedną osobę? Chcę obserwować zmaganie w duecie, co ty na to?  Chłopak zacisnął usta.  Dla zachęty powiem, że wygraną będą potrzebne leki dla Caluma, które może przedłużą jego życie i pomogą mu przeżyć? To dobra cena za odrobinę wysiłku, prawda?
 A jak się to nie uda?  zapytał cicho.
 Nie będę dzisiaj taki surowy, w końcu to dodatkowa gra. Gdy wam nie wyjdzie, wracacie z niczym i patrzycie, jak Hood się wykańcza we własnym zakresie. Boleśnie i powoli.
 Co z tą drugą osobą?  pociągnął Michael, patrząc na telefon, jakby przez niego mógł zobaczyć Roy'a w pełnej postaci.
 Jeśli namówisz do tego Summer, wtedy będziemy mogli rozpocząć grę. Wytypowałem ją, bo przyda ci się ktoś, kto zna się trochę na medycynie.
 Nie mogę iść sam? Nie chcę…  wydusił, a potem zacisnął usta.
– Nie uśmiecha ci się wciąganie do tego kolejnej osoby?
 To ja powiedziałem, że zrobiłbym wszystko i…
 To dlaczego jej nie namówisz? Czy to nie zalicza się do słowa: wszystko?  Michael zerknął na dziewczynę, która od dłuższego czasu nie spuszczała z niego wzroku.  Jak będzie?
 Pójdę  odezwała się Summer, czując, jak na jej ramionach ze strachu pojawia się gęsia skórka.
 No proszę, proszę. Zaskakujecie mnie! Świetnie!  Roy klasnął w ręce.  Odezwę się do was, jak wszystko zostanie przygotowane. Nie zajmie to zbyt dużo czasu. Do usłyszenia! Ptaszek nadal jest w klatce!
                   Zaraz po tych słowach rozłączył się, a w pokoju zapanowała napięta cisza. Summer miała wrażenie, że słyszy głośniejsze bicie swojego serca i przyspieszony oddech, który próbowała unormować. Odwróciła się, urywając kontakt wzrokowy z pozostałymi. Powoli odłożyła telefon na szafkę. W co się wpakowała? Na pewno w nic przyjemnego.
                  Zerknęła po kolei na każdego z nich, a potem w milczeniu opuściła pokój. Przeszła do kuchni, czując, jak mocno zaschło jej w ustach. Złapała za jedną z butelek. Odkręciła korek i przystawiła ją do ust. Wzięła kilka łyków wody. Zauważyła, że nadal trzęsą jej się dłonie.
                 Drgnęła, gdy usłyszała, jak kolejna osoba wychodzi z pomieszczenia. Automatycznie odwróciła się w stronę wchodzącego chłopaka. Irwin utkwił w niej ciemne oczy, podchodząc bliżej. Przez moment lustrował ją wzrokiem, a ona zastanawiała się, co zaraz od niego usłyszy. Nie spodziewała się jednak takich słów.
 Zwariowałaś?  Syknął cicho, nachylając się bardziej w jej stronę, by pozostali nie mogli ich usłyszeć.  To misja samobójcza. Nie powinnaś nadstawiać karku i…
 Tu chodzi o Caluma  odparła, odsuwając się od niego.  My… Możemy mu pomóc.
 Daj spokój, Summer, wiesz w jakim jest stanie. To praktycznie trup!
 Czy ty się słyszysz?
– Taka prawda  pociągnął, krzyżując ręce na klatce piersiowej.  Wpieprzycie się w coś, co może też i was kosztować życiem. Pomyślałaś, chociaż o konsekwencjach? Pomyślałaś o swoim synu?
 Oczywiście, że tak  warknęła, zaciskając zęby. – Ale pomyślałam też o Calumie. O jego rodzicach, którzy nie wiedzą, co się z nim dzieje i chcą tego, by po prostu wrócił do domu.
 On i tak jest skreślony.
 Nawet jeśli tego nie przeżyje, nawet jeśli zdobyte leki zawiodą, nawet jeśli to przegramy to i tak będę mieć pewność, że zrobiłam wszystko, co mogłam, by mu pomóc. Nie będzie mnie gryźć sumienie, wytykając mi tchórzostwo. I wiedz, że zrobiłabym to samo dla ciebie. Spróbowałabym, chcąc cię ratować. I może jest to misja samobójcza, ale… Nikt nie zarzuci mi tego, że siedziałam bezczynnie, pozwalając mu od tak odejść.
                    Ashton spojrzał na nią, robiąc wielkie oczy. Dziewczyna pokręciła głową, a potem odwróciła się i wyszła pospieszenie z kuchni. Może Irwin miał racje, ale gdyby się nie zgodziła, wiedziałaby, że jej decyzja ciążyłaby na niej do końca. Winiłaby siebie za to, że nie podjęła walki o Hooda. A on, przecież też zasługiwał na szansę. On też zasługiwał na to, by odrobinę się wysilić i spróbować zdobyć coś, co może przedłużyć, a nawet uratować mu życie.

~***~
                 Szli przez szpitalny korytarz. Echo ich kroków odbijało się od starych, brudnych ścian. Kierowali się w stronę zamkniętego wcześniej holu w skrzydle C, który teraz stał przed nimi otworem. Według wskazówek Roy'a, to właśnie w tamtym miejscu miała się rozegrać dodatkowa gra. Ich celem były drzwi oznaczone dużymi literami CH, które nawiązywały do rannego chłopaka, któremu chcieli pomóc.
                 Nie odzywali się do siebie, odkąd opuścili Bezpieczną Strefę. Przed wyjściem wymienili ze sobą tylko kilka uwag, a potem każde z nich pogrążyło się we własnych myślach. Michael nadal czuł palące poczucie winy przez to, co się stało. Uważał, że nie zasługiwał na to, co dla niego zrobił Calum. Dlatego był zdeterminowany, by zrobić wszystko, co tylko może, aby polepszyć jego stan. Chciał wierzyć w to, że i jemu uda się uratować jego życie. Summer natomiast próbowała skupiać się na tym, co ją czeka. Wiedziała, że nie jest w stanie przewidzieć tego, co przyszykował dla nich Roy. Chciała jednak skoncentrować się na zadaniu. Przygotować się do niego psychicznie i wygrać to, po co przyszli. Nie chciała myśleć o przykrych konsekwencjach, które były nieodłącznym elementem tego, co działo się w szpitalu. Tu wszystko było możliwe.
 To tutaj.
                  Podniosła głowę, słysząc głos Clifforda. Czerwonowłosy wskazał na wyraźnie oznakowane drzwi. Dziewczyna skrzywiła się, widząc czerwone litery, wyrysowane na brudnym i obdrapanym drewnie. Ich kolor przypominał barwą krew, ale wolała nie zastanawiać się nad tym, co dokładnie zostało do tego użyte.
 Gotowa?
 Chyba bardziej nie będę  odpowiedziała, podchodząc razem z nim do drzwi.
                 Ustawili się po obu stronach. Chłopak złapał za klamkę, a następnie powoli na nią nacisnął. Summer przycisnęła się bliżej zawiasów, chcąc wychwycić niebezpieczne klikanie. Nic jednak się nie działo. Pokręciła głową, a Michael otworzył drzwi. Tym razem jednak dla pewności dokładnie sprawdził framugi. Gdy nie zauważył niczego niepokojącego, wszedł jako pierwszy do środka.
                 W pomieszczeniu panowała ciemność. Stanęli obok siebie. Drzwi zamknęły się za nimi z hukiem, a oni podskoczyli w miejscu, czując jak obojgu automatycznie przyspiesza serce. Światło nad ich głowami zamigało. Stara lampa zaskoczyła, oświetlając salę. Wyczuli specyficzną, metaliczną woń i dziwny zapach, który przypominał im smród rozkładającego się mięsa.
                Przed nimi znajdował się niewielki stolik z podłużnym ekranem i pięcioma białymi przyciskami. Tuż zanim ustawiono kolejny, z metalowymi, głębokimi pojemnikami. Dostrzegli stąd rząd ostrych, srebrnych skalpeli. Na samym końcu widniała wysoka, metalowa szafa z pięcioma drzwiczkami. Na jej środku znajdowało się urządzenie blokujące.
 Witam śmiałków w kolejnej dodatkowej grze, w której to będziemy ratować Caluma Hooda!  Rozbrzmiał znany głos Roy'a, który wydobywał się zawieszonego w rogu głośnika.  Zadanie to będzie proste, choć będzie wymagało odrobiny cięcia i spostrzegawczości. Mogę wam zagwarantować, że na pewno się pobrudzicie  dodał ze śmiechem.  Co będziecie musieli zrobić? W pierwszej kolejności wybierzecie dwie z pięciu proponowanych przeze mnie rzeczy. O nie zawalczycie. Są to leki, które mogą przydać się Calumowi. Każde z nich oznaczone jest trzycyfrowym kodem. Każdą poszczególną cyfrę będziecie musieli odszukać w metalowych pojemnikach. Znalezione kostki trzeba ulokować w zamku szyfrującym, a wtedy dane drzwiczki otworzą się, a wy będziecie mogli zabrać nagrodę. Proste?  Pokiwali głowami. – W takim razie do dzieła. Na wyszukanie cyfr macie dokładnie piętnaście minut. Zegar włączy się, jak podejdziecie do zbiorników. Udanych łowów!
                Przez chwilę stali nieruchomo, analizując słowa mężczyzny. Wtedy też Summer zrozumiała, dlaczego postawił na nią. To ona w dużej mierze miała wybrać leki. To ona znała się na tym lepiej niż Clifford.
                Chłopak jako pierwszy zrobił krok do przodu. Powoli podszedł do ekranu, który od razu się uruchomił. Oboje zatrzymali się przy stoliku, spoglądając na proponowane rzeczy. Była tu maść na stan zapalny, tabletki przeciwbólowe, trzy zastrzyki z morfiną, antyseptyk i antybiotyk w kroplówce oraz koktajl witaminowy.
 Co… Co powinniśmy wziąć?
 Weźmy to, co najsilniejsze. Morfina i antybiotyk z antyseptykiem.  Summer wskazała na ekran.  Myślę, że to przyda się najbardziej.
 Okej, okej… To…
               Urwał, kiedy dziewczyna przycisnęła odpowiednie numery na klawiszach. Na ekranie pojawiły się dwa trzycyfrowe kody.
 Trzy, cztery, osiem i jeden, sześć, siedem  powiedziała cicho, nie odrywając oczu od ekranu.
 Pospieszmy się  rzucił Michael, przechodząc do następnego stołu. 
               Zatrzymał się jednak, jak tylko dostrzegł ich zawartość. Poczuł, jak żołądek ściska się w ciasny supeł, a jego treść niemalże podchodzi mu do gardła. Przełknął ślinę, starając się nie zwymiotować. Skrzywił się, zerkając ze wstrętem na to, w czym będzie musiał się babrać. Teraz też wiedział, skąd pochodził ten dziwny, nieprzyjemny zapach.
 O Boże  odparła Summer, podchodząc bliżej stołu.
                 Michael poczuł na skórze gęsią skórkę. Niechętnie zatrzymał się obok niej, nadal walcząc z nieprzyjemnym uczuciem w żołądku. Metalowe pojemniki wypełnione były prawie po same brzegi ludzkimi organami i kończynami w różnym stadium rozkładu. Pływały w czerwono-brunatnej mazi i krwi. Obok pojemników znajdowały się skalpele i deski, na których mogli rozkrajać większe z nich.
 Przepraszam, że cię w to wciągnąłem.
 Daj spokój, Michael. Zrobimy to. Zaciśniemy zęby i…
                Nie dokończyła. W sali rozległ się głośny pisk, a zegar na ścianie rozświetlił się. Zaczęło się odliczanie. A kolejne sekundy upływały w zastraszająco szybkim tempie. Summer niewiele myśląc doskoczyła do pierwszego pojemnika. Uniosła ręce i zawahała się. Naprawdę nie chciała tego robić, ale z drugiej strony wierzyła w to, że gdy wygrają, Calumowi się polepszy. Wstrzymała oddech, zanurzając ręce w obleśnej i lepkiej mazi.
 Zaraz się zrzygam  mruknął Michael, idąc w jej ślady.
               Odruchy wymiotne nasiliły się, kiedy jego skóra dotknęła zimnej substancji. Musnął palcami duży kawałek wątroby. Zacisnął usta, pokręcił głową, a potem odskoczył na bok, wymiotując tuż przy stoliku.
               Dziewczyna raptownie odwróciła się, spoglądając na niego z uwagą. Widziała, jak się zatrząsł, a potem wyrzucił z siebie kolejną porcję kwaśnych wymiocin. Zacisnęła mocniej zęby, starając się sobie wyobrazić, że wcale nie przebywa w tej pieprzonej sali, a to tylko głupi i mało śmieszny żart. Że tu przed nią nie ma tych wszystkich obrzydliwych rzeczy.
 Mike?  zapytała kontrolnie, gdy chłopak w końcu się wyprostował.
 Już mi lepiej.
 Jeśli masz…
 Nie zemdleję. Zróbmy to  powiedział, starając się zwalczyć drżący głos.
 Mam coś  rzuciła nagle Summer, wyciągając z pojemnika niewielką, kwadratową kostkę. Przejechała po niej palcem, odczytując cyfrę.  Mam jedynkę.
                Odłożyła ją na stolik, a potem ponownie wsunęła dłonie do zbiornika. Wolała nie dociekać, co dokładnie dotyka. Gdy przejechała palcem po gładkim ogranie, wyczuła pod palcami zgrubienie. Niewiele myśląc wyjęła część żołądka z pojemnika. Położyła go na desce i złapała za najbliższy skalpel. Rozcięła szef, wydobywając z niego kolejną kostkę z cyfrę trzy.
 Mam coś… Fuj… Czy to… Nie… Nie chcę wiedzieć  odparł Clifford, strzepując ze skóry kawałek mięsa.  Mam ósemkę.
 Jeszcze trzy  powiedziała, przesuwając się do kolejnego pojemnika.  Może tu.
                Ich ręce taplały się w krwi i mazi, barwiąc im skórę. Panujący smród nadal był nieprzyjemny dla ich nosów. Następne kostki, pokazały kolejno cyfrę osiem, sześć i dziewięć. Do zakończenia zadania zostało im jeszcze osiem minut i dwie kostki.
 Mam  rzucił Michael, podając dziewczynie odciętą dłoń, w której brakowało jednego palca.
               Summer wstrzymała oddech, a następnie przejechała palcami po kończynie, wyczuwając pod opuszkami kwadracik. Wbiła skalpel, rozcinając martwą skórę. Wyjęła w środka kostkę z numerem siedem.
 Jeszcze jedna  odparła, zerkając na chłopaka, który rozwarstwiał jeden z organów.
 Kurwa… To kolejna jedynka i trójka  mruknął, odrzucając wszystko na bok. Zanurzył ręce po raz kolejny.  Czekaj, a to… Ząb… Ludzki ząb…
                Pokręcił głową, przełykając powoli ślinę. Jego żołądek wcale się nie uspokoił, choć teraz nieco łatwiej panował nad swoim organizmem. Wzdrygnął się po raz kolejny, gdy znów zanurzył ręce w metalowym pojemniku. Pospiesznie zaczął w nim mieszać, starając się natrafić na coś, co być może okazałoby się następną kostką. Tą jedną i ostatnią, której tak potrzebowali.
 Chyba… Mam!  krzyknął z nieukrywaną ulgą, gdy w końcu wydłubał z jednego z organów ostatnią cyfrę.
                Spojrzał na niewielki kwadrat z wytłoczoną cyfrą cztery. Summer pospiesznie zebrała pozostałe części szyfru, a potem razem doskoczyli do szafy. Michael jeszcze kontrolnie zerknął na ekran, by mogli w dobrej kolejności ulokować kostki w urządzeniu. Gdy tylko to zrobili, drzwiczki otworzyły się. Wyciągnęli wygraną, łącznie z wenflonem i rurką.
 Brawo!  krzyknął Roy, a oni podskoczyli.  Cóż to była za piękna walka z czasem! Całkiem sprawnie wam to poszło! Naprawdę znakomicie się to oglądało, choć byłem pewny, że jedno z was, w którymś momencie może paść. Ale jednak dotrwaliście w duecie do końca! Misja ratowania Caluma zakończona. Do usłyszenia!

~***~
                Luke odwrócił się raptownie, jak tylko usłyszał głos Ashtona, który zaalarmował go o powrocie pozostałej dwójki. Wypuścił cicho powietrze z ust, a następnie wyszedł na korytarz. Jego błękitne tęczówki zatrzymał się na Michaelu i Summer. Zmarszczył nos, widząc ich ubrania i ręce pokryte krwią i czymś brązowym.
 Czy to…
 To nie nasza krew  powiedziała dziewczyna.  Co z Calumem?
 Chyba mu się pogorszyło.
 Widziałem w korytarzu stojak  pociągnął Irwin, widząc w rękach czerwonowłosego kroplówkę.  Zaraz go przyniosę.
               Summer kiwnęła głową, a potem pospiesznie przeszła do łazienki, by umyć ręce. Michael zrobił to samo, przekazując blondynowi zdobyte rzeczy. Luke oparł się o ścianę, nie odrywając od nich wzroku.
– Co musieliście zrobić?
 Naprawdę wolisz tego nie wiedzieć  rzucił Clifford, krzywiąc się. Na samą myśl, robiło mu się niedobrze.  A Calum? Co z nim? Co się dzieje?
 Nie znam się na tym – zaczął Hemmings, spoglądając na niego.  Ale wydaje się być bardziej rozpalony niż wcześniej. Gdy się przebudził to… majaczył.
 Majaczył?  zapytał cicho Clifford.
 Brał mnie za ciebie. Myślał, że rozmawia z tobą.
               Summer wyszła jako pierwsza z łazienki. Przejęła od Luke'a trzymane rzeczy, a następnie ruszyła do pokoju. Wystarczy, że spojrzała na spoconego, bladego chłopaka i już wiedziała, że Hemmings miał rację. Choć wyglądał tak, jakby spał, to nadal cały się telepał, mimo tego, że okryty był dwoma kocami, aż po samą szyję.
 Mam to. Może być?  zapytał Ashton, wchodząc razem z innymi do pomieszczenia. Dziewczyna spojrzała na stojak kroplówkowy, a potem kiwnęła głową.
 Zniż go, jak najmocniej  powiedziała, a potem ukucnęła przy Calumie. Michael od razu pojawił się obok niej.
                  Odkryła koce. Jej wzrok od razu zatrzymał się na przesiąkniętym opatrunku. Poprosiła blondyna, by przyniósł jej świeże gazy, plastry i bandaże. Chłopak pokiwał głową, znikając w pokoju obok.
 To mu pomoże?  zapytał cicho Michael.
 Taką mam nadzieję. Zmienię mu opatrunek, a potem podłączę kroplówkę. Jeśli będzie trzeba, podam mu pierwszy zastrzyk z morfiną.
 Mikey?  Cichy i zachrypnięty głos sprawił, że wszyscy spojrzeli na leżącego chłopaka.  Mikey?
 Spokojnie, Cal, jestem.
 Mikey?
 Jestem.
 To… To dobrze… Dobrze, że… Że tu jesteś.

~***~
                Wokół nich panowała ciemność i cisza. Wiedział, że nie jest jedyną osobą, która nie śpi. Słyszał, jak Michael kręci się na swoim miejscu, będąc cały czas blisko Caluma. Był pewny, że Clifford nie zmrużył oka nawet na chwilę, pilnując chłopaka. Przekręcił się na bok. Jego wzrok przyzwyczaił się do mroku, jaki go otaczał. Dzięki temu widział zarys twarzy śpiącej dziewczyny. Po tym wszystkim, co się działo, Summer odpłynęła dość szybko.
                Wziął głębszy wdech, a potem wstrzymał go w płucach, słysząc szept. Michael cicho zaczął nawoływać Caluma. Dopiero po chwili Luke zorientował się, że nie słyszy odpowiedzi, a głos Clifforda stawał się coraz głośniejszy i coraz bardziej rozpaczliwy.
 Summer!
                  Hemmings zerwał się do pozycji siedzącej, łapiąc odruchowo za latarkę. Dziewczyna obok obudziła się, nie wiedząc, co dokładnie się dzieje. Ashton również otworzył oczy. Blondyn poświecił w kierunku Caluma. Tuż nad nim wisiał Michael, co jakiś czas potrząsając chłopakiem, który zupełnie nie reagował.
 Summer! On nie oddycha!
                 Dziewczyna pospiesznie wstała, doskakując do materaca, na którym leżał Hood. On również podniósł się z miejsca, wciskając latarkę w ręce zszokowanego Irwina, który nie odrywał oczu od sceny, jaka się działa po drugiej stronie pokoju. Summer pospiesznie odgarnęła koc, a potem zabrała się za resuscytację. Luke złapał za ramiona Clifforda, odciągając go w bok, by dziewczyna miała więcej miejsca.
 Błagam, pomóż mu, błagam… Cal, proszę  mamrotał pod nosem Michael, zaciskając palce na swoich przedramionach. Blondyn był pewny, że zaraz zobaczy na jego skórze ślady po wbitych w nią paznokciach. Miał wrażenie, że czas nagle zwolnił.  Niech on tylko nie… Niech on…
 No dalej, Calum  rzuciła, nie przerywając uciskania jego klatki piersiowej. Zamrugała, czując pod powiekami napływające łzy.  No dalej…
 Summer  powiedział cicho Luke, a potem zagryzł wargę. Widział, jak Michael zasłania usta rękami. Jego dłonie stłumiła szloch, który wydobył się z jego gardła.  Summer…
 Jeszcze nie!
 Summer, on…
 Nie, jeszcze trochę.
 Summer, to koniec  odparł Hemmings, choć ostatnie słowa ledwo wydostały się z jego ust.
                   Dziewczyna zacisnęła zęby, a kilka słonych łez wypłynęło na jej policzki. Uniosła dłonie, odciągając je od ciała Caluma. Usiadła na podłodze, tuż obok nieżyjącego już chłopaka. Zaryła twarz rękami. Nie mogła uwierzyć w to, że to wszystko właśnie tak się skończyło. Przecież to miało mieć zupełnie inny koniec. Hood miał poczuć się lepiej. Miał odzyskiwać siły, a potem wydostać się z tego pieprzonego szpitala. Miał wrócić do domu i znów zobaczyć rodzinę. Jednak rzeczywistość prezentowała się zupełnie inaczej. Przegrali… Po raz kolejny przegrali… A w tej konkretnej rozgrywce Calum poniósł najsurowsze konsekwencje.



***
Było trochę obrzydliwie, ale jakoś im poszło. Mimo tego z piątki uczestników zostało tylko czterech. Calumowi niestety się nie udało. Gra jednak toczy się dalej. Roy już zaciera ręce, czekając na kolejną rozgrywkę. 
Mam nadzieję, że mimo wszystko rozdział przypadł Wam do gustu.

Standardowo zapraszam Was na Aska i Twittera - @RoxyDonau
Tam znajdziecie informacje o tym, co i kiedy się pojawia.

Pozdrawiam i do następnego!

#StayAliveFF