niedziela, 20 sierpnia 2017

Epilog

3 lata później

              Zgasił silnik i wyciągnął kluczyk ze stacyjki. Złapał za pękatą teczkę, która leżała na siedzeniu obok. Następnie wysiadł z auta, po raz kolejny skupiając błękitne tęczówki na białym budynku. Zmrużył lekko oczy, kiedy promienie słońca nieco go oślepiły. Nie czekając dłużej, ruszył w kierunku drzwi wejściowych.
              Kiedy tylko minął próg domu, usłyszał głośne dziecięce krzyki. Zaśmiał się pod nosem. Poluźnił czarny krawat, czekając na pojawienie się córki. Liah zawsze przybiegała pierwsza. I tak było i tym razem. Spojrzał na pędzącą w jego kierunku pięciolatkę, która z radością nawoływała ojca. Ukucnął, by po chwili zgarnąć ją w swoje ramiona.
 Tata! Tata już jest w domu!
 Cześć, księżniczko. Byłaś grzeczna?
 Babcia Liz tylko raz nakrzyczała.
 Dlaczego?
 To sekret  odparła, a potem puściła go.  Będziemy budować wieżę. Pobawisz się też?
 Zaraz przyjdę.
               Dziewczyna odwróciła się i pognała do salonu. Luke ponownie zaśmiał się pod nosem. Uwielbiał patrzeć na zadowoloną i szczęśliwą twarzyczkę swojej małej pociechy.
Przekrzywił głowę, gdy zobaczył chłopca, kryjącego się za niewielką szafką, która stała tu przy wejściu do pokoju. Zacisnął usta, teatralnie marszcząc czoło. Wsadził teczkę pod pachę, a potem popukał się po policzku, udając, że się nad czymś zastanawia.
 A gdzie się podział mój synek? Chyba będę musiał zapytać się babci, czy go przypadkiem nie zgubiła  pociągnął, idąc w jego kierunku. Dostrzegł, jak chłopiec zasłania usta rączką, by nie zaśmiać się na głos.  Tu jesteś!  wrzucił szybko Luke, łapiąc go i podnosząc.  Z tatą się nie przywitasz?
 Miałeś mnie szukać.
 I znalazłem. Powiesz mi, co zmalowała twoja siostra?
 To sekret  odpowiedział, obejmując jego kark rękami.
 Wy wszyscy jesteście przeciwko mnie, czy jak? Czy chłopaki nie powinni trzymać się razem?
 Liah dała mi swoje cukierki i…
 Zostałeś przekupiony  skwitował starszy Hemmings, stawiając Christiana na podłodze.  Teraz wszystko jasne.
 Zbudujesz z nami wieżę?
 Jasne. Przygotujcie klocki, okej?
                 Ciemne tęczówki chłopca znów spojrzały na niego. Uśmiechnął się, kiwając szybko głową. Potem pobiegł do pokoju, gdzie znajdowała się już Liah. Luke odprowadził go wzrokiem, a potem zacisnął lekko usta.
                 Minęły trzy lata od tego makabrycznego wydarzenia, w którym zgodził się wziąć udział. Choć w końcówce finału był chłodny, surowy i dość pewny siebie, tak gdy wszystkie emocje opadły, koszmar powrócił. Jak tylko miał pewność, że stan jego córki zaczął się poprawiać, jego wspomnienia ze starego szpitala odżyły. Atakowały go najczęściej we śnie. Widział twarze pozostałych graczy. Widział ich śmierć i to, co z nich zostało. Odtwarzał to wciąż na nowo i na nowo, nie mogąc sobie z tym poradzić. W końcu czuł, że doszedł do tego momentu, w którym dłużej tego nie wytrzyma. Musiał skorzystać z pomocy specjalisty, by stanąć na nogi.
               Pamiętał też prośbę, z którą zwrócił się do Roy'a. Pamiętał dokładnie swoje słowa, kiedy na szybko opisywał mu sytuację. Darzył Summer dużą sympatią, ale gra zmusiła go do wyeliminowania jej nie tylko z jego życia, ale przede wszystkim z życia jej małego dziecka. Dziecka, które po jej śmierci zostało samo. Postanowił zająć się chłopcem, obdarzyć go miłością i poczuciem bezpieczeństwa. Chciał zrobić wszystko, by Christian nie poczuł się samotny. By miał wszystko, czego tylko będzie mu potrzeba. Czy w taki sposób chciał odkupić, choć odrobinę swojej winy? Być może. Wiedział jednak, że zawsze będzie miał na rękach jej krew. To on wtedy podejmował decyzję. To on przerwał jej życie bez cienia zawahania.
 Dzieciaki nie dały ci w kość?  zapytał, wchodząc do kuchni.
 Nie.
 Jesteś najlepsza, mamo.  Cmoknął kobietę w czubek głowy.  Co bym bez ciebie zrobił?
 Od tego są babcie. Jak było na spotkaniu?
 Chyba mamy wygrany ten przetarg. Decyzję dostaniemy jutro.
 Zaraz będzie obiad, więc…
 Za chwilę. Obiecałem, że zbuduję wieżę z kloców.
 Najpierw obiad.
 Daj nam dziesięć minut  rzucił, klepiąc ją po ramieniu.
 Tato! Tato, chodź! – Dziecięce głosy doszły do niego z sąsiedniego pokoju.
 Siła wyższa  powiedział ze śmiechem, a potem ruszył w kierunku salonu.
               Wszedł do pokoju, spoglądając na Christiana i Liah, którzy już szykowali klocki. Oparł się o framugę, uśmiechając się pod nosem. Jeszcze przez chwilę nie odrywał od nich wzroku, czując się szczęśliwy. To był jego świat. Jego życie, choć naznaczone bólem, przemocą i krwią innych. Wolał jednak wymazywać to z pamięci najczęściej, jak się tylko dało. Wolał nie przypominać sobie Roy'a, upiornego szpitala i zadań. Starał się traktować to, jak film, który kiedyś był zmuszony oglądać. Wiedział jednak, że te obrazy nigdy nie znikną. Nigdy o tym nie zapomni. 


***
Takim oto łagodniejszym akcentem ostatecznie kończymy to ff. Czy udało się wszystko tak, jak było w planach? Tak, ale z drugiej strony chyba nigdy nie będę w stu procentach zadowolona z tego, co wychodzi spod "mojej ręki" - tak już mam, bo... Zawsze mogło być lepiej. Chociaż nie powiem, by ta historia należała do łatwych. Nie chciałam zgubić zbudowanego klimatu, nie chciałam by to zmieniło się w jakąś dziwną papkę. Miało być momentami brutalnie i krwisto i nie tak "lajtowo", jak w przypadku innych moich ff. Liczę na to, że chociaż częściowo mi to wyszło. Ocenę jednak pozostawiam Wam.

W tym miejscu chcę Wam podziękować za otrzymane komentarze, a w szczególności za te, które naprawdę są doskonałą motywacją do dalszego pisania. Dają mocnego kopa i dopalacza w jednym, aż chce się pisać więcej i więcej i więcej. Dziękuję za to, że zechcieliście poświęcić swój wolny czas na Stay Alive. Dziękuję też wszystkim tym, którzy zostali do końca. Z Wami cała ta "przygoda" z tą historią była jeszcze przyjemniejsza - szczególnie gdy czytało się Wasze liczne teorie. Bardzo dziękuję!

Zazwyczaj tak jest, że gdy kończę jedno ff, to w jego miejsce pojawia się drugie. Tym razem jednak tak nie będzie. Nie kończę przygodny z pisaniem - lubię to moje hobby. Nowe historie są opracowane i czekają w kolejce na swoją kolej, by się pojawić. Najpierw jednak chcę zminimalizować ilość pisanych ff do dwóch - może do trzech. 

Mała informacja dla tych, którzy czytają inne moje ff. Za tydzień zaczynam urlop i wyjeżdżam na kilka dni. Może uda mi się napisać jeszcze jakiś rozdział przed wyjazdem - o ile czas na to pozwoli. Jednak nic nie obiecuję. Zobaczymy, co z tego planu wyjdzie :)

Ostatni raz w tym miejscu, zapraszam Was na Aska i Twittera - @RoxyDonau
Tam znajdziecie informacje o tym, co i kiedy się pojawia.

Pozdrawiam i... Do "zobaczenia" w innych historiach! 

#StayAliveFF